Rzecz o historii

Czy tajemne organizacje finansowe rządzą światem?

123RF
Żyjący na przełomie XVIII i XIX wieku Mayer Amschel von Rothschild, niemiecki bankier pochodzenia żydowskiego i twórca potęgi finansowej rodu Rothschildów, zwykł mawiać: „Daj mi kontrolę nad podażą pieniądza danego narodu i nie będzie mnie obchodzić, kto tworzy jego prawa".

Słowa te w sposób bezwzględny obnażają mechanizm, jaki stworzyli u zarania nowego porządku świata ludzie władający pieniądzem. W myśl tej zasady to nie rządy kierują losami swoich narodów i nie parlamenty ustalają ich prawa. Zwolennicy spiskowej teorii dziejów wierzą, że od stuleci za fasadą praworządności kryją się kosmopolityczne siły, które w sposób realny sprawują władzę nad burzliwym nurtem rzeki historii, którą płynie ludzkość. Powołują się na stare rosyjskie przysłowie, które głosi, że „gdy pieniądze mówią, prawda milczy". One bowiem determinują wszystkie te zjawiska, które rzekomo naiwnie odbieramy jako sprawiedliwość dziejową.

Parafrazując słynną wypowiedź twórcy brytyjskiej polityki kolonialnej Cecila Johna Rhodesa, można zadać sobie pytanie: „Dlaczego by nie stworzyć tajnego stowarzyszenia, które miałoby kontrolować świat?". Przecież w myśl tej koncepcji, mając pieniądze, można kształtować globalną politykę bez posiadania jednej armaty. Prawda to znana od wieków, a tak subtelnie wyrażona choćby przez mistrza z Czarnolasu w wierszu „Muza": „Kto ma pieniądze, ten ma wszytko w ręku: Jego władza, jego są prawa i urzędy".

Czy zatem istnieją potężne organizacje, które z ukrycia kształtują światowy ład polityczny i gospodarczy? Posiłkując się teoriami spiskowymi, można dostrzec ich cień w każdym niemal aspekcie naszego życia społecznego, gospodarczego i politycznego. „To imperium, które stworzyliśmy, ma rzeczywiście cesarza. I nie jest nim prezydent naszego kraju" – pisał w 2007 r. światowej sławy amerykański ekonomista John Perkins. „Prezydent trwa krótko i na dobrą sprawę nie ma znaczenia to, czy w Białym Domu zasiada demokrata czy republikanin, ani to, kto rządzi Kongresem. Imperium trwa, ponieważ jest w rzeczywistości rządzone przez ciało, które zwie się korporatokracją. To grupa ludzi rządzących naszymi największymi korporacjami".

Literatura spiskowa nie precyzuje, czym jest owa okryta mrokiem tajemnicy korporatokracja. Czy jest nią może Grupa Bilderberg, zapraszająca na swoje doroczne zjazdy szefów koncernów, znanych dziennikarzy i polityków? Czy może kreują ją członkowie Komisji Trójstronnej, skupiającej ludzi, którzy po II wojnie światowej tworzyli nowy, globalny kierunek rozwoju naszej cywilizacji?

Kim jest ów cesarz, o którym tak zagadkowo pisze John Perkins? Wszystkie nici subtelnych zależności politycznych i gospodarczych prowadzą rzekomo do jednego człowieka, który wcale nie jest gospodarzem Białego Domu, Pałacu Elizejskiego, domu przy Downing Street 10 ani Kremla. W opinii poszukiwaczy ,,ostatecznej prawdy" niczym czarnoksiężnik z Krainy Oz zamieszkuje on najwyższe piętro wieżowca w samym sercu Manhattanu. Przypominający rakietę celującą w gwiazdy budynek Rockefeller Center ma być miejscem o daleko większym znaczeniu niż rezydencje szefów rządów najbogatszych państw świata. Tu ponoć podejmowane są decyzje, nad którymi później debatują członkowie Grupy Bilderberg, Komisji Trójstronnej i innych organizacji, które John Perkins nazwał enigmatycznie korporatokracją.

Historia dowodzi, że nie ma potężniejszych sprzymierzeńców niż Rockefellerowie. Zdawał sobie z tego sprawę nawet gen. Wojciech Jaruzelski, który we wrześniu 1985 r. odbył prywatną rozmowę z Davidem Rockefellerem. Pozostanie tajemnicą, o czym rozmawiali.

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL