Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Obrona Lwowa: Polskie Termopile

Heroicznš walkę batalionu pod Zadwórzem uwiecznił na płótnie malarz Stanisław Kaczor-Batowski.
Wikipedia
W 1920 r. Orlęta Lwowskie musiały bronić ukochanego miasta. 17 sierpnia pod Zadwórzem ochotniczy batalion polskiej piechoty stoczył niezwykle zacięty i krwawy bój z przeważajšcymi siłami sowieckimi.

Kpt. Bolesław Zajšczkowski w milczeniu œledził wzrokiem, jak jego niewielki, rozcišgnięty w kolumnę oddział, przemieszcza się wzdłuż torów linii kolejowej Busk–Lwów. W głowie kłębiły mu się doœć przygnębiajšce myœli. Czy będzie mu jeszcze dane zobaczyć rodzinne Brody, wrócić do wyuczonego zawodu notariusza, żyć w spokoju w wolnej Polsce, czy ta przerażajšca wojna kiedyœ się skończy? Pogarszajšca się sytuacja na froncie nie dawała wiele nadziei na ziszczenie się tych marzeń. Bolszewicy nieustannie parli na zachód. W stronę Lwowa, miasta „semper fidelis", zbliżała się armia konna Siemiona Budionnego. Lotne oddziały kozackie nieustannie wyprzedzały wycofujšce się wojska polskie.

Kpt. Zajšczkowski przyglšdał się swoim żołnierzom i nie mógł wyjœć z podziwu, jak niezwykłymi ludŸmi przyszło mu dowodzić. Sól tej ziemi. Ochotnicy. Orlęta Lwowskie. Większoœć z nich jeszcze nie tak dawno zasiadała w ławkach szkolnych swoich gimnazjów, w salach wykładowych lwowskich uczelni albo przysposabiała się do zawodów rzemieœlniczych. Poza nimi wœród ochotników, którzy zgłosili się bronić ojczyzny przed bolszewickim zagrożeniem, byli przedstawiciele inteligencji – dziennikarze, prawnicy, literaci, ale także zwykli chłopcy z ulicy, słynni lwowscy batiarzy. Podobnie było w całym oddziale mjr. Romana Abrahama, legendarnego obrońcy Góry Stracenia podczas walk z Ukraińcami w listopadzie 1918 r. Sformowany w połowie lipca 1920 r. oddział składał się z batalionu kpt. Zajšczkowskiego, dywizjonu ckm por. Antoniego Dawidowicza, dywizjonu kawalerii rtm. Tadeusza Koraba-Krynickiego i baterii artylerii.

Abrahamczycy ruszajš na front 23 lipca. Dojrzewajš w nieustannym boju, szybko zmieniajš się w karne i waleczne wojsko. Chrzest bojowy przechodzš pod Radziechowem (udaje im się zdobyć miasto), a 6 i 8 sierpnia uczestniczš w bardzo ciężkich walkach pod Horodyszczem i Chodaczkowem. Kilka dni póŸniej armia konna Siemiona Budionnego przerywa obronę polskš pod Buskiem i rusza na Lwów wzdłuż linii kolejowej Busk–Lwów. Przewaga nieprzyjaciela jest zbyt duża, aby utrzymać pozycje i nad ranem 17 sierpnia wojska polskie otrzymujš rozkaz odwrotu.

Odział mjr. Abrahama rozdziela się. Kawaleria rtm. Koraba-Krynickiego kieruje się na Gliniany, natomiast batalion piechoty kpt. Zajšczkowskiego i podległy mu dywizjon karabinów maszynowych por. Dawidowicza cofa się do Lwowa najkrótszš drogš, wzdłuż torów kolejowych. Po kilku godzinach marszu batalion dociera do wsi Kutkorz, w oddali widać już zabudowania nieco większej miejscowoœci – to położone 33 km od Lwowa Zadwórze, w którym znajduje się stacja kolejowa. Za Zadwórzem rozcišga się trzykilometrowy pas otwartej przestrzeni, a potem zaczynajš się lasy barszczowickie, doœć rozległy kompleks leœny, który powinien dać osłonę przed atakami kawalerii bolszewickiej i pozwolić osišgnšć pierwsze stanowiska obrony polskiej rozmieszczone wokół Lwowa. Kpt. Zajšczkowski i jego chłopcy nie zdajš sobie jednak sprawy, że Zadwórze jest pułapkš, z której nie będzie im już dane się wydostać. Tuż przed ich przybyciem miejscowoœć zajmuje forpoczta 6. Dywizji Konnej Iosifa Apanasenki, która według planów sowieckiego dowództwa ma jako pierwsza wedrzeć się do Lwowa.

Na bagnety

Pierwsze strzały padajš tuż przed południem. Karabiny maszynowe siekš od strony znajdujšcego się po prawej stronie lasu i z kierunku Zadwórza. Polacy zalegajš na ziemi. Kpt. Zajšczkowski zdaje sobie sprawę, że jedynš szansš na wydostanie się z matni jest atak. Rozwija więc swoich żołnierzy w trzy linie tyralier, które ruszajš w stronę stacji kolejowej i pobliskiego wzgórza, na którym ufortyfikował się nieprzyjaciel. Oddział brawurowym atakiem odrzuca nieprzyjaciela i wychodzi na przedpole leżšcego za lasem Zadwórza. Tutaj ponownie zalega pod silnym ogniem broni maszynowej i artylerii. Kpt. Zajšczkowski wysyła 2. kompanię por. Jana Demetera, aby zmusiła do odwrotu rosyjskš baterię. Atak kończy się sukcesem, działa rosyjskie milknš. W tym czasie 1. kompania kpt. Krzysztofa Obertyńskiego z impetem szturmuje wzgórze zadwórzańskie. Bolszewicy zaskoczeni siłš polskiego ataku decydujš się na użycie konnicy. Pierwsza szarża kawaleryjska spada znienacka na lewe skrzydło batalionu. Na szczęœcie ochotniczy oddział jest dobrze uzbrojony. Cekaemy powstrzymujš rozpędzonych kozaków.

Główny atak batalion kieruje na stację kolejowš. Ppor. Tadeusz Hanak zauważa porzuconš drezynę, którš błyskawicznie zmienia w ruchome stanowisko karabinu maszynowego. Siła ognia tego miniaturowego pocišgu pancernego jest dużym wsparciem dla polskich żołnierzy. Por. Antoni Dawidowicz naprędce formuje dodatkowy oddział składajšcy się z batalionowej ariergardy i pojedynczych żołnierzy oderwanych od swoich kompanii. Stację kolejowš udaje się opanować około godz. 16. W tym czasie kompania kpt. Obertyńskiego wypiera bolszewików z pobliskiego wzgórza.

Po tych sukcesach wszyscy sš dobrej myœli. Wydaje się, że batalion zabezpieczył sobie drogę odwrotu. Kiedy jednak kpt. Zajšczkowski zbiera swoich ludzi i robi szybki przeglšd, okazuje się, że sytuacja nie wyglšda tak różowo. Z liczšcego prawie 400 żołnierzy batalionu zdolnych do walki zostało nie więcej niż 330 ludzi. Dowódca rozkazuje opatrzyć rannych i przygotować prowizoryczne nosze dla tych, którzy nie mogš się poruszać o własnych siłach. Orlęta sš zmęczone, dręczy ich głód i pragnienie. Najgorzej przedstawia się sprawa stanu amunicji. Podczas walk o dworzec artyleria rosyjska pechowo trafia wózki z amunicjš ustawione za nasypem kolejowym. W rezultacie żołnierzom muszš wystarczyć naboje, które majš w ładownicach, a tych nie zostało już wiele. Batalion nie może także liczyć na posiłki, ponieważ łšcznoœć z pozostałymi polskimi oddziałami została zerwana. Kpt. Zajšczkowski nie zastanawia się długo. Zbiera kompanie, formuje z nich kolumnę marszowš i rusza w stronę odległych o 3 km lasów barszczowickich.

Tymczasem Rosjanie œcišgajš posiłki. Dowództwo konarmii przekonane jest, że w okolicach Zadwórza natknęło się na silne zgrupowanie polskiego wojska. 6. DK zostaje więc wsparta pododdziałami z 11. DK i bez chwili zwłoki uderza na wycofujšcy się batalion. Bolszewiccy kawalerzyœci szarżujš raz za razem. Młodzi polscy ochotnicy z wielkim trudem odpierajš pięć ataków jazdy Apanasenki. Trup œciele się gęsto, ponieważ rozwœcieczeni oporem bolszewicy nie biorš jeńców. Tylko raz, podczas trwajšcego kilka godzin boju, chłopcy Zajšczkowskiego mogš na chwilę odetchnšć. W pewnym momencie na niebie pojawiajš się trzy samoloty, które zaczynajš ostrzeliwać i bombardować szarżujšcš jazdę. Niespodziewany rajd polskiego lotnictwa zatrzymuje impet nieprzyjaciela. Samoloty jednak szybko odlatujš. Do końca boju pod Zadwórzem nie pojawiš się już ani razu. Tymczasem w podobny sposób odpowiadajš Rosjanie. Kilka sowieckich dwupłatowców bombarduje pozycje Polaków. Cišgłe szarże kawalerii, ostrzał artyleryjski i lotniczy powodujš, że bohatersko bronišcy się oddział lwowskich Orlšt, rozprasza się. Niedobitki skupione wokół kpt. Zajšczkowskiego i jego podoficerów docierajš do oddalonej około jednego kilometra od stacji Zadwórze budki kolejowej nr 287. Otacza ich masa jazdy bolszewickiej pod dowództwem kombryga Szeko. W magazynkach polskich karabinów pozostało po kilka naboi. Wszyscy zdajš sobie sprawę, że to już koniec. Od strony bolszewickiej dobiegajš propozycje poddania się. Kpt. Zajšczkowski dwukrotnie je odrzuca. W końcu odwraca się do swoich żołnierzy i wydaje ostatni rozkaz „Chłopcy! Do ostatniego ładunku!". Walczš nawet dłużej. Kiedy braknie amunicji, broniš się bagnetami i kolbami karabinów. Kpt. Bolesław Zajšczkowski ostatnim nabojem odbiera sobie życie. Podobnie postępuje wielu jego podkomendnych.

„Nie ma już ani jednego oficera. Polegli wszyscy od kul nieprzyjaciela lub własnych. (...) Nie strzela już nikt. Nie majš już ani jednego naboju. Z wyciem tryumfu wdziera się ze wszystkich stron nieprzyjaciel. Rozwœcieczone, dzikie twarze. Prš jeden przez drugiego, by dostać nareszcie œmiałków, co zatrzymali ich tyle godzin. A swołocz! A gadziny! Tak ich mało, a tyle straconego czasu i ludzi. Topnieje garstka stojšcych, pokryło jš zewszšd mrowie (...). Przez mgłę Leszek dostrzega, jak nad zršbany stos trupów powstaje wysoki, barczysty Jasiek Bałyga. Z rozciętej głowy krew tryska, zalewa czoło i policzki. Za tš czerwonš twarzš, straszny jak upiór, krzyczy wprost w oczy opadajšcym go wokół kozakom, krzyczy œmiertelnie zachrypniętym głosem – Niech żyje Polska! Niech żyje Lwów!". Tak ostatnie chwile bitwy pod Zadwórzem opisała w swoim opowiadaniu Zofia Kossak-Szczucka. Odtworzyła je na podstawie relacji ocalałego z rzezi dróżnika.

Historia potrafi być bezduszna. Kiedy pod Zadwórzem młodzi polscy żołnierze i oficerowie padajš martwi pod ciosami kozackich szabel, pod Warszawš wojska polskie gromiš już armię Tuchaczewskiego.

Polegli na polu chwały

Kiedy trzy dni póŸniej, 20 sierpnia 1920 r. Budionny ustšpił spod Lwowa, na dworzec w Zadwórzu wjechał polski pocišg pancerny „Huragan", wiozšcy żołnierzy i rodziny poległych. Ich oczom ukazał się przerażajšcy widok. Na polu bitwy odnaleziono 318 straszliwie zmasakrowanych i obrabowanych ciał. Bolszewicy nie zostawili nikogo przy życiu. Ranni i garstka tych, którzy dostali się do niewoli, zostali wymordowani przez żołnierzy Apanasenki. Tak wspominał ten moment Izaak Babel, który brał udział w bitwie: „Pobojowisko. JeŸdziłem z wojenkomem wzdłuż pierwszej linii, błagamy, żeby nie zabijać jeńców, Apanasenko umywa ręce, Szeko bšknšł – dlaczego nie; odegrało to potwornš rolę. Nie patrzyłem im w twarze, przebijali bagnetami, dostrzeliwali, trupy na trupach, jednego jeszcze obdzierajš, drugiego dobijajš, jęki, krzyki, charkot, to nasz szwadron szedł do natarcia. (...) Piekło (...). Przeszukujš folwark. Wycišgajš z ukrycia, Apanasenko – nie trać ładunków, zarżnij go". Ciał kilkunastu Orlšt nigdy nie odnaleziono. Bolszewicy pastwili się nawet nad zabitymi, obcinali im ręce, nogi, głowy, masakrowali twarze. Dlatego na pobojowisku udało się zidentyfikować jedynie 106 poległych. Bohaterskich żołnierzy pochowano w zbiorowej mogile w pobliżu pola bitwy. Tuż obok stanšł pomnik. Zwłoki siedmiu poległych obrońców, w tym kpt. Zajšczkowskiego, przeniesiono póŸniej uroczyœcie z honorami na Cmentarz Obrońców Lwowa, do oddzielnej kwatery „zadwórzaków".

Żołnierzy kpt. Zajšczkowskiego często porównuje się do 300 Spartan poległych w wšwozie termopilskim. Podobnie jak starożytni greccy hoplici oni również nie ustšpili i nie poddali się nawet w obliczu przeważajšcych sił wroga i nieuchronnej œmierci. Ich bohaterska, ale i straceńcza postawa wynikała przede wszystkim z odwagi i chęci obrony bliskich. Ale nie tylko. Obrońcy Zadwórza zdawali sobie sprawę, że dostanie się w ręce żołdaków Budionnego i tak najpewniej będzie oznaczało œmierć. Szlak wojenny konarmii znaczyły bowiem nieprzeliczone zbrodnie na jeńcach i cywilach. Otoczone Orlęta Lwowskie wolały odejœć z broniš w ręku, bronišc ojczyzny i ukochanego rodzinnego miasta.

Dramatyczny, samotny bój batalionu ochotników kpt. Zajšczkowskiego nie poszedł na marne. Niedoœwiadczeni lwowscy gimnazjaliœci, studenci, inteligenci i batiarzy przez 11 godzin wišzali siły całej dywizji rosyjskiej kawalerii. OpóŸniło to marsz 1. Armii Konnej Budionnego na Lwów i Zamoœć i ułatwiło odwrót polskiej 13. Dywizji Piechoty. Dzięki temu Polacy mieli więcej czasu na przygotowanie obrony Lwowa i kontrataku.

Jednym z poległych w boju pod Zadwórzem był 19-letni Konstanty Zarugiewicz, obrońca Lwowa z 1918 roku, kawaler Krzyża Virtuti Militari i Krzyża Walecznych. Jego matka, Jadwiga Zarugiewiczowa, w 1925 r., spoœród trzech trumien ze zwłokami nieznanych żołnierzy, ekshumowanych z Cmentarza Obrońców Lwowa, wybrała tę, którš z najwyższymi honorami przewieziono do Warszawy i umieszczono pod kolumnadš Pałacu Saskiego, gdzie wzniesiono Grób Nieznanego Żołnierza.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL