Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Hiroszima: zbrodnia Departamentu Stanu

Grzyb atomowy po wybuchu bomby zrzuconej przez Amerykanów nad Nagasaki 9 sierpnia 1945 r.
Library of Congress
Gdyby nie zła wola amerykańskich dyplomatów, Japonia mogłaby skapitulować kilka miesięcy wczeœniej. Użycie bomby atomowej nie byłoby potrzebne.

I kto teraz jest zbrodniarzem wojennym, ha?! – w ten sposób skomentował wieœć o ataku nuklearnym Amerykanów na Hiroszimę siedzšcy w alianckim więzieniu marszałek Herman Goering. Cieszył się, że zdobył mocny argument w swojej strategii obrony w czekajšcym go wielkim procesie niemieckich zbrodniarzy. Wszak amerykańska bomba atomowa „Little Boy" zabiła 6 sierpnia 1945 r. w Hiroszimie od 70 do 120 tys. Japończyków, w ogromnej większoœci cywilów. W straszny sposób zginęło wówczas też 20 tys. koreańskich robotników pracujšcych w tamtejszych fabrykach i stoczniach, grupa studentów z innych krajów Azji, a także 12 amerykańskich jeńców wojennych trzymanych w siedzibie wojskowej bezpieki, zaledwie 450 metrów od epicentrum wybuchu. Żaden niemiecki nalot bombowy nie doprowadził do takiej rzezi wœród ludnoœci cywilnej. 9 sierpnia 1945 r. Amerykanie zrzucili drugš bombę atomowš „Fat Man" na Nagasaki. Według różnych szacunków w ataku tym zginęło od 39 tys. do 80 tys. japońskich i koreańskich cywilów, a także kilkunastu alianckich jeńców wojennych. Debata na temat tego, czy uznać te bombardowania za zbrodnie wojenne i czy miały one militarne uzasadnienie, trwa już od 72 lat, a jej końca nie widać.

Ocaleni od œmierci

„Sukces w każdym względzie" – takš depeszę z wyspy Tinian dostał póŸnym wieczorem 6 sierpnia 1945 r. gen. Leslie Groves, szef Projektu Manhattan, czyli amerykańskiego programu nuklearnego. Na Tinian stacjonowała specjalna jednostka lotnicza, która dokonała ataku na Hiroszimę. Wkrótce potem gen. Groves w doskonałym nastroju udał się do gen. George'a Marshalla, szefa sztabu armii USA. Marshall zwrócił mu uwagę, że to nie czas na œwiętowanie. Atak na pewno przyniósł bowiem ogromne straty wœród Japończyków. – Nie myœlałem o tych stratach. Myœlałem o naszych chłopcach, którzy zostali zamordowani przez Japońców podczas marszu œmierci z Baatan! – odparł Groves. I tak samo myœlała wówczas spora częœć amerykańskiej opinii publicznej.

Naród cieszył się, że zadano Japonii cios, który zakończy długš i krwawš wojnę, którš przecież rozpoczęli Japończycy niespodziewanym atakiem na Pearl Harbor. Cieszyły się miliony Amerykanów służšcych w siłach zbrojnych. Wielu z nich mogło za kilka miesięcy wzišć udział w operacji „Olympic" – inwazji na Kyushu (trzeciš pod względem wielkoœci wyspę Archipelagu Japońskiego, na której leży m.in. Nagasaki) lub w planowanej na przyszły rok operacji „Coronet" – inwazji na Honshu, głównš japońskš wyspę. Doœwiadczenia z walk na Peleliu, w Manili, na Iwo Jimie i Okinawie wskazywały, że japoński opór byłby ekstremalnie zacięty i fanatyczny (charakterystyka tych walk została dobrze pokazana choćby w „Przełęczy ocalonych" Mela Gibsona czy „Listach z Iwo Jimy" Clinta Eastwooda). Amerykańscy żołnierze musieliby walczyć nie tylko z żołnierzami, marynarzami i lotnikami wroga, ale też ze sfanatyzowanymi cywilami. Japoński plan obrony przewidywał mobilizację 28 mln cywilów, którzy mieli walczyć za pomocš broni z demobilu (nawet łuków i włóczni) oraz zamachów samobójczych. Na siły inwazyjne czekały fale kamikadze, żywych torped i zapewne również japońskie zapasy broni biologicznej. Gen. Charles Willoughby, szef wywiadu gen. Douglasa McArthura, szacował, że sama inwazja na Kyushu kosztowałaby Amerykanów od 210 tys. do 280 tys. zabitych i rannych. Analiza przeprowadzona przez Departament Wojny mówiła zaœ, że podbój całej Japonii kosztowałby Amerykanów od 1,7 mln do 4 mln żołnierzy, z czego 400–800 tys. zabitych, a straty japońskie wyniosłyby od 5 mln do 10 mln ludzi.

Francuski historyk Jean-Luis Margolin wskazuje, że przedłużenie wojny na Pacyfiku skutkowałoby również œmierciš setek tysięcy cywilów w Azji Południowo-Wschodniej. Œmierciš nie tyle z powodu japońskich represji i alianckich bombardowań, ile klęski głodu, która wówczas poważnie groziła regionowi. Ataki atomowe na Hiroszimę i Nagasaki mogš więc z tej perspektywy wyglšdać na „mniejsze zło". Po wojnie wielu amerykańskich weteranów okazywało wdzięcznoœć członkom załóg samolotów, które zrzuciły bomby atomowe. Autentycznie uważali ich za bohaterów, którzy ocalili im życie.

Podczas mojej wizyty w Japonii miałem okazję rozmawiać z młodym Japończykiem, którego dziadek został wyznaczony na pilota kamikaze, ale ocalał, bo atak atomowy skrócił wojnę i ocalił mu życie. – Gdyby nie atak na Hiroszimę, nigdy bym się nie narodził – stwierdził chłopak.

Japończycy i tak by skapitulowali

Czy jednak ataki nuklearne na Hiroszimę i Nagasaki rzeczywiœcie były niezbędne dla skrócenia wojny? Militarnymi alternatywami dla nich mogłyby być: krwawa inwazja, długie miesišce blokady morskiej i wyniszczajšcych nalotów lub ataki broniš chemicznš na japońskie miasta (poważnie rozważane przez amerykańskich sztabowców). Obok alternatyw militarnych były jednak alternatywy polityczne. Amerykanie przechwytywali i rozszyfrowywali japońskie depesze dyplomatyczne, co pozwalało im już co najmniej w lutym 1945 r. zorientować się, że japoński rzšd dšży do kapitulacji. Wiedziano, że Japończycy próbowali dotrzeć do decydentów z Waszyngtonu za pomocš Sowietów, Szwajcarii i Stolicy Apostolskiej. Owszem, generałowie i admirałowie z Tokio przygotowywali się na to, by sprawić krwawš łaŸnię siłom inwazyjnym na Wyspach Japońskich, ale przede wszystkim mieli nadzieję, że uda im się wynegocjować pokój. Latem 1945 r. nie mieli wygórowanych warunków: mogli zgodzić się na amerykańskš okupację, ale chcieli tylko, by zwycięzcy oszczędzili instytucję cesarstwa. Administracja Trumana twardo stała na stanowisku bezwarunkowej kapitulacji, a Departament Stanu nie chciał się nawet zgodzić na ustępstwo w sprawie cesarza. Biurokraci z Waszyngtonu woleli posłać pół miliona amerykańskich żołnierzy i 10 mln japońskich cywilów na œmierć, niż ryzykować, że „stracš twarz", wykazujšc elastycznoœć w rozmowach z pokonanym wrogiem. – Zachowanie cesarza na tronie będzie politycznym samobójstwem – mówił w maju 1945 r. James Byrnes, ówczesny sekretarz stanu USA. To stanowisko było tym bardziej absurdalne, że przecież po kapitulacji Japonii Amerykanie okazali się dla pokonanego narodu bardzo wspaniałomyœlni. Pozwolili mu zachować cesarza i dawne elity, a częœć zbrodniarzy wojennych sami u siebie zatrudnili.

– Użycie bomby było zbędne z militarnego punktu widzenia. Japończycy poddaliby się w maju 1945 r., gdyby USA zostawiły cesarza – przyznał po latach gen. Douglas MacArthur, głównodowodzšcy sił wyznaczonych do inwazji na Japonię. Nie był w tym przekonaniu odosobniony. – Nawet bez bomby atomowej i pomocy Rosjan Japonia skapitulowałaby w cišgu dwóch tygodni. Bomba atomowa nie wpłynęła na zakończenie wojny – mówił gen. Curtis LeMay, który dowodził kampaniš strategicznych bombardowań Japonii. – Sekretarz wojny Stimson wyjawił mi, że zrzucš jš na Japonię. Milczałem. Moja kampania w Europie się skończyła, nie ja tu decydowałem. Ale byłem przeciwny z dwóch powodów: po pierwsze, Japończycy chcieli się poddać, nie było konieczne atakować ich tš strasznš broniš. Po drugie, nie chciałem, żeby mój kraj użył jej jako pierwszy – pisał gen. Dwight Eisenhower.

– W mojej opinii użycie tej barbarzyńskiej broni w Hiroszimie i Nagasaki nie dało żadnego realnego wsparcia naszej wojnie przeciwko Japonii. Japończycy byli już pokonani i gotowi się poddać z powodu efektywnej blokady morskiej i udanych bombardowań za pomocš broni konwencjonalnych – twierdził adm. William Leahy, szef sztabu prezydentów Roosevelta i Trumana.

Były prezydent USA, Herbert Hoover, w maju 1945 r. proponował Trumanowi sposób na szybkie zakończenie wojny na Pacyfiku. – Jestem przekonany, że jeœli pan, jako prezydent, zwróci się z przesłaniem radiowym do narodu japońskiego i powie, że będzie mógł zachować cesarza, jeœli się podda, co oznaczałoby bezwarunkowš kapitulację tylko dla militarystów, to będziemy mieć pokój z Japoniš – przekonywał Hoover. Przekonywał też póŸniej, że gdyby wówczas zrealizowano ten scenariusz, to uniknięto by ataku wojsk sowieckich na Mandżurię. W ten sposób można by zapobiec zainstalowaniu komunizmu w Chinach i Korei Północnej. Nie byłoby wojny koreańskiej, a wietnamska miałaby zupełnie inny przebieg. Hoover do końca życia uznawał ataki nuklearne na Japonię za bezsensownš rzeŸ stanowišcš plamę na reputacji USA oraz za wielki strategiczny błšd.

Wiadomoœć dla Sowietów

Wielu historyków wskazuje, że w decyzji o dokonaniu ataków nuklearnych na Japonię chodziło nie tyle o zmuszenie Tokio do kapitulacji, ile przekazanie ostrzeżenia Sowietom, by nie rozszerzali swojej strefy wpływów poza wyznaczone w Jałcie granice. „Pan Byrnes i reszta rzšdu wiedzieli, że Japonia przegrała, ale martwiła ich silna pozycja Stalina w Europie. Użycie bomby skłoniłoby go do ustępstw" – napisał w swoim dzienniku w maju 1945 r. Leo Szilard, amerykański fizyk jšdrowy, jeden z pomysłodawców Projektu Manhattan. Jak wspominał Sergo Beria (syn Ławrientija Berii, ludowego komisarza spraw wewnętrznych ZSRR), latem 1945 r. sowieccy marszałkowie pytali Stalina, czemu musieli się zatrzymać na Łabie. Marszałkowie Wasilewski i Sztemienko mieli już opracowane plany natarcia dalej na Zachód. Stalin przyznawał póŸniej w rozmowie z Mauricem Thorezem, szefem Francuskiej Partii Komunistycznej, że celem Sowietów było dojœcie do Paryża. Na Kremlu poważnie zastanawiano się, czy nie rzucić „400 dywizji" na Europę Zachodniš. Innš sprawš jest to, czy taka inwazja by się udała. Sowieccy decydenci totalnie wówczas ignorowali to, że ich wojska były już bardzo mocno wykrwawione. Zapominali też o tym, że Armia Czerwona dojechała do Berlina na amerykańskich ciężarówkach i że bez ogromnej pomocy materiałowej z USA, ZSRR nie byłby w stanie wygrywać. OtrzeŸwienie przyszło dopiero podczas konferencji w Poczdamie, gdy Beria powiadomił Stalina o nowej, strasznej broni, jakš mieli Amerykanie. Plany inwazji zostały odłożone do momentu, aż ZSRR będzie miał swojš bombę atomowš. Œwiat wszedł w erę kruchej równowagi strachu.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL