Rzecz o historii

Mark Twain: dziecko komety

Wikimedia Commons
W XIX w. było dwóch pisarzy amerykańskich, którzy jako pierwsi wprowadzili do swojej twórczości pełen lokalnych żargonów język potoczny, zrozumiały dla przeciętnego czytelnika. Na niwie poezji był to urodzony w 1819 r. Walt Whitman, a w dziedzinie prozy – Mark Twain.

Samuel Langhorne Clemens przyszedł na świat 30 listopada 1835 r. w mieścinie Florida w hrabstwie Monroe w stanie Missouri. Rodzina pisarza miała szkockie pochodzenie. Zaledwie 59 lat wcześniej powstały Stany Zjednoczone Ameryki Północnej, a na dwa tygodnie przed narodzinami pisarza na niebie zajaśniała kometa Halleya, która ponownie miała się ukazać dopiero za 75 lat. Na rok przed swą śmiercią Mark Twain stwierdził, że umrze wraz z ponownym pojawieniem się tej komety, która faktycznie pokazała się na niebie 20 kwietnia 1910 r., dzień przed śmiercią wielkiego pisarza.

Samuel był jednym z siedmiorga dzieci małomiasteczkowego kupca i sędziego pokoju Johna Marshalla Clemensa i Jane Lampton Clemens. Z dzieci Clemensów przeżyła czwórka: Samuel, jego dwaj bracia Orion i Henry oraz siostra Pamela. Samuel też był chorowitym dzieckiem. Być może było to spowodowane klimatem regionu, w którym się wychował. Gdy miał cztery lata, rodzina Clemensów przeniosła się do położonego nad Missisipi małego miasteczka Hannibal, które w „Przygodach Tomka Sawyera" pojawia się jako St. Petersburg. To najmniej znany okres życia pisarza, ale właśnie wtedy uwidoczniła się jego fascynacja rzeką, która była główną siecią handlową ówczesnego amerykańskiego pogranicza. „Missi Sipi" oznaczało w języku lokalnych plemion indiańskich „Ojca wszystkich wód".

Największa rzeka Ameryki Północnej wypływa z jeziora Itasca w północnej Minnesocie i płynąc na południe, przecina całe USA, tworząc olbrzymią deltę u wybrzeży Zatoki Meksykańskiej i zasilając ją swoimi wodami. Razem ze swym największym dopływem, rzeką Missouri, mierzy 7330 km długości. Płynąc, tworzy niezliczoną ilość zakoli, meandrów, rozlewisk i wysepek, które silnie oddziaływały na wyobraźnię Samuela, co tak wspaniale wyraził w książkach o Tomku Sawyerze i Hucku Finnie. Były to wprost wymarzone warunki do zabaw w piratów i rozbójników. Niezgłębione, nadrzeczne, malaryczne obszary – porośnięte lasami i gęstą roślinnością – stanowiły kryjówkę także dla prawdziwych bandytów, jak choćby grabiącej parostatki szajki osławionego Johna Murrela. Cały ogromny obszar tzw. Pogranicza, rozciągający się na zachód od pasma górskiego Appalachów w stronę Kordylierów, miał powierzchnię 3 mln 340 tys. km kw. W pierwszej połowie XIX w. zachodnia granica Stanów Zjednoczonych nieustannie przesuwała się ku wybrzeżu Oceanu Spokojnego.

Przez miasteczko Hannibal i w jego okolicach przejeżdżali ludzie zdążający na zachód. Początkowo byli to poszukiwacze złota, pionierzy, traperzy i osadnicy, którzy, utrzymując się z myślistwa i zbieractwa, przejmowali wolne tereny, nie myśląc przy tym o rejestracji swojej własności. Nazywani byli skwaterami, nielegalnymi osadnikami, którzy zakładali nowe osiedla, miasteczka i powiaty, a nawet własne stany, które nigdy nie zostały uznane przez Waszyngton. Po nich nadciągali z rodzinami pierwsi farmerzy, którzy nabywali od skwaterów zagospodarowane działki. Ostatnią falę osadników stanowili przedsiębiorcy, inwestorzy i spekulanci. W miasteczkach Pogranicza pojawiali się także wszelkiej maści kaznodzieje i kombinatorzy handlujący wszystkim, co się dało. Głęboko religijni i zarazem naiwni protestanci często padali ofiarami takich oszustów. Rozrywkę na dość prymitywnym poziomie zapewniały wędrowne trupy teatralne i cyrkowe, które Mark Twain często opisywał w swoich książkach jako zbieraninę dziwaków. Nieodłącznymi elementami architektury takich miasteczek były: kościół, bank, szkoła, areszt, zakład pogrzebowy, hotelik z saloonem, czyli knajpą, kuźnia i oczywiście „general store", czyli sklep ze wszystkim. Najważniejszymi osobami w osadzie byli: burmistrz, sędzia pokoju, szeryf, pastor i lekarz. Miasteczko Hannibal, w którym upłynęło dzieciństwo i młodość Samuela Clemensa, było świadkiem niekończącego się exodusu ludzi ciągnących na zachód w poszukiwaniu biblijnej ziemi obiecanej. Biblia była najważniejszą księgą w życiu mieszkańców Pogranicza. Znajdowali w niej odpowiedź na wszystkie pytania, jakie towarzyszyły człowiekowi od chwili narodzin aż do śmierci.

Pilot parostatku

Młody Samuel Clemens, mając patent pilota parostatku rzecznego, poznał szlak żeglugowy Missisipi jak mało kto. W jego utworach, jak choćby w wydanym w latach 1876–1882 cyklu „Epos rzeki Missisipi", zawarty jest niezwykle barwny i dokładny obraz tej rzeki jako głównego szlaku handlowego XIX-wiecznej Ameryki. Seria „Epos rzeki Missisipi" składa się z trzech książek: „Przygody Tomka Sawyera" (1876 r.), „Przygody Hucka Finna" i autobiograficzne „Życie na Missisipi" (obie z 1884 r.). Szczególnie w tej ostatniej znajdziemy fascynującą panoramę społeczeństwa amerykańskiego podróżującego statkami parowymi od Minnesoty aż po Nowy Orlean. Twain w sposób unikalny przedstawia dokładny opis obyczajów i warunków podróży w epoce, w której dyliżans i parostatek rzeczny były jedynymi środkami komunikacji śródlądowej.

W 1846 r. zmarł na zapalenie płuc ojciec Samuela, sędzia pokoju John Marshall Clemens. 11-letni Sam, aby wspomóc finansowo rodzinę, rozpoczął swą pierwszą w życiu pracę jako terminator drukarski w lokalnej gazecie „Hannibal Journal". Pracę tę kontynuował do 1851 r. jako zecer. Odbiło się to na jego wykształceniu, ponieważ nie miał czasu na naukę w szkole podstawowej. Czytał za to namiętnie książki, które ukształtowały jego zdolności pisarskie. W latach 1853–1857, jako uczeń terminujący w zawodzie drukarskim, podróżował często z Missouri do Nowego Jorku, a także do Cincinnati, Filadelfii, Saint Louis, Keouk i Iowa. Te podróże pozwoliły mu ujrzeć różnice pomiędzy uprzemysłowioną Północą i niewolniczym Południem. Na początku czerwca 1857 r. Samuel Clemens rozpoczął terminowanie w zawodzie pilota rzecznego na parostatku „Pensylwania". Samuel uwielbiał pływanie parostatkiem aż do dnia, który stał się jednym z najbardziej traumatycznych wspomnień w jego życiu. 13 czerwca 1857 r., kiedy statek zbliżał się do portu w Memphis, wybuch kotła parowego zabił załoganta i młodszego brata Samuela, 19-letniego Henry'ego Clemensa. Pomimo utraty brata w tak tragicznych okolicznościach, w 1859 r. Samuel zdecydował się jednak uzyskać licencję pilota rzecznego. Jego przyjacielem i mentorem był popularny pilot rzeczny Horace E. Biby.

„Jedź na zachód, młody człowieku"

Kiedy w 1861 r. wybuchła wojna secesyjna, Samuel Clemens zasilił na kilka tygodni szeregi milicji konfederatów w oddziale Marion Rangers. Wtedy też postanowił, że nie wróci już do pracy na parostatku. Secesja amerykańskiego Południa fatalnie odbiła się na żegludze handlowej i pasażerskiej po Missisipi. Nie widząc przyszłości w wyuczonym zawodzie, Samuel Clemens postanowił wyjechać do swojego brata Oriona Clemensa, który 21 marca 1861 r. został mianowany przez prezydenta Lincolna sekretarzem stanu Terytorium Newady. Po wojnie secesyjnej na taką wędrówkę na zachód zdecydowały się dziesiątki tysięcy Amerykanów. Zachęceni apelem dziennikarza Horacego Greeleya: „Idź na zachód, młody człowieku, i rośnij wraz z krajem", wędrowali ku Terytoriom Newady niezależnie od tego, czy wcześniej walczyli jako unioniści, czy w szeregach armii Południa. Po przybyciu do Newady Samuel otrzymał posadę osobistego asystenta swojego brata Oriona. Bawiło go, że w oficjalnych listach do brata używał zwrotu „Wielce szanowny panie sekretarzu".

Kiedy rozeszła się wieść, że w Comstock Lode odkryto bogate pokłady srebra, do pustynno-górskiego Terytorium Newady zaczęły przybywać tysiące mężczyzn marzących o szybkim wzbogaceniu. Samuel także uległ tej gorączce. Ciężka praca w kopalni przekonała go jednak, że nie ma łatwego sposobu na zdobycie fortuny. W lutym 1862 r. Samuel zaczął pisać krótkie felietony do największej na Terytorium Newady gazety „Virginia City Daily Territorial Enterprise". Szefa gazety i jej założyciela Josepha T. Goodmana bawiły podpisywane pseudonimem Josh i pełne humoru korespondencje opisujące życie w Newadzie. Na jesieni tego samego roku za wstawiennictwem sekretarza Oriona Clemensa Samuel otrzymał odpowiedzialne stanowisko redaktora miejskiej gazety z wynagrodzeniem 25 dolarów tygodniowo.

Pseudonim Mark Twain pojawił się po raz pierwszy 3 lutego 1863 r. pod pełną humoru i ciętej satyry korespondencją z Carson City. Nie był to zresztą jedyny pseudonim, jakiego używał w swojej karierze pisarskiej. Bywało, że podpisywał się jako Thomas Jefferson Snodgrass, W. Epaminondas Adrastus Blab, Sierżant Fathom i Rambler. Skąd się wziął jego najsłynniejszy pseudonim? Otóż napis „Mark Twain" był wywieszany w knajpach dzikiego i pustynnego Terytorium Newady. Oznaczał, że picie na kredyt ograniczone jest tylko do dwóch drinków.

Przełomem w karierze pisarskiej Marka Twaina okazało się napisane w 1865 r. humorystyczne opowiadanie „O sławnej skaczącej żabie z hrabstwa Calaveras". Przedmiotem kpin w jego satyrycznych pamfletach były m.in. zażarte spory i dyskusje między secesjonistami a abolicjonistami o przyszłość Terytorium Newady, które 31 października 1864 r. stało się 36. stanem USA. Współcześni szybko docenili talent Twaina jako humorysty, satyryka i twórcy kąśliwych pamfletów. Gazety „Alta California" i „New York Tribune" sfinansowały w 1867 r. jego podróż do Europy i w rejon Morza Śródziemnego na pokładzie statku „Miasto Kwakrów". W czasie tej podróży Twain poznał Charlesa Langdona, młodszego brata swej przyszłej żony Olivii Langdon. Po powrocie z rejsu, który zaowocował wydaniem w 1869 r. powieści „Prostaczkowie za granicą", Mark Twain mógł poznać bliżej bogatą rodzinę biznesmena węglowego Jervisa Langdona i jego żony Olivii Lewis Langdon. Ich córka Olivia, młodsza od Marka Twaina o 10 lat, była bardzo chorowita i na skutek wypadku w młodości miała częściowo sparaliżowane nogi. Jednak 35-letni pisarz zakochał się w niej nieprzytomnie i w 1870 r. para się pobrała. Małżonkowie zamieszkali z początku w Buffalo, skąd jednak po pewnym czasie przenieśli się do domu w Hartford, w stanie Connecticut. Mark Twain dobrze czuł się w abolicjonistycznym i postępowym środowisku znajomych państwa Langdonów. Dzięki rodzinie żony zawarł wiele znajomości, z których szczególnie cenił sobie przyjaźń z pisarzem Williamem Deanem Howellsem.

I to on przekonał Twaina do napisania wspomnień z pobytu na Dzikim Zachodzie w autobiograficznej powieści „Pod gołym niebem" (w 1872 r.), ukazującej rozległy obraz życia osadników od St. Louis aż po Hawaje. Druga wielka jego podróż – do Europy, w czasie której zwiedził Niemcy, Szwajcarię i Włochy – opisana została w powieści wydanej w 1880 r. i zatytułowanej „Włóczęga za granicą".

Znakomity pisarz, kiepski finansista

Mark Twain był człowiekiem niezwykle nowoczesnym jak na swoje czasy. Poza pracą literacką i spotkaniami z czytelnikami żywo interesował się nowymi technologiami i wynalazkami. 19 grudnia 1871 r. opatentował nawet „ulepszone, elastyczne i regulowane paski do bielizny" oraz „samoprzylepny album do wycinków prasowych". Mimo wielu pomysłów na zarobienie pieniędzy Mark Twain nie potrafił dorobić się fortuny i ciągle borykał się z kłopotami finansowymi. Nawet będąc już u szczytu sławy pisarskiej, kiedy za swoje książki zarabiał dużo pieniędzy, zazwyczaj bardzo kiepsko inwestował fundusze. Na przykład w 1890 r. ulokował około 200 tys. dolarów w automatyczną maszynę drukarską, ale mimo to jego przedsiębiorstwo wydawnicze zbankrutowało trzy lata później. Dzisiaj kwota 200 tys. dolarów jest olbrzymim wydatkiem inwestycyjnym, ale 126 lat temu, kiedy roczny dochód przeciętnej amerykańskiej rodziny wynosił 1200 dolarów, kwota ta była gigantyczną inwestycją. Biografowie Twaina obliczyli nawet, że pisarz w ciągu całego życia stracił na nieudanych inwestycjach około pół miliona dolarów. Stosując różne instrumenty porównawcze, oblicza się, że kwota ta mogła odpowiadać sile nabywczej ok. 14 mln dolarów z 2015 r. Jeszcze większą porażką było odrzucenie przez Twaina w 1878 r. propozycji Grahama Bella zainwestowania pieniędzy pisarza w nowy wynalazek nazywany telefonem. Jak na ironię rok później w domu Twaina pojawiło się takie urządzenie. Pisarz przechwalał się, że jest to pierwszy prywatny telefon na świecie.

Mark Twain był także pionierem w używaniu maszyny do pisania. „Przygody Tomka Sawyera" miały być pierwszym na świecie manuskryptem napisanym na maszynie. „Wynalazczość" jako temat powróciła w dwóch pełnych drwiny utworach będących rezultatem rozmów, jakie pisarz przeprowadził w Wiedniu z polskim wynalazcą Janem Szczepanikiem, który zrezygnował z pracy nauczycielskiej i poświęcił się tworzeniu wynalazków z dziedziny fotografii, tkactwa, a w późnym wieku nawet... telewizji. Szczepanik wynalazł m.in. kamizelkę kuloodporną czy fotometr, o czym Twain napisał w opowiadaniach „The Austrian Edison Keeping School Again" z 1898 r. i „From the London Times" z 1904 r. Mark Twain chciał nawet odkupić od Polaka patent nowoczesnej maszyny tkackiej. Ale jedynym owocem tych negocjacji był gobelin przedstawiający Marka Twaina, który Szczepanik utkał na swojej maszynie.

W wyniku porażek finansowych w 1893 r. pisarz ogłosił bankructwo i wyruszył w wielkie tournée po świecie z prelekcjami i odczytami. Był prekursorem spotkań autorskich z czytelnikami, które same w sobie stanowiły wielką wartość literacką. Twain miał bowiem niezwykły dar improwizacji i wygłaszania niezwykle celnych, pięknych w formie, inteligentnych i niepozbawionych autoironii przemyśleń nadających się od razu do publikacji. Jego popularność była tak wielka, że szybko odrobił finansowe straty spowodowane chybionymi inwestycjami.

Patriota i antyimperialista

Mark Twain jako jeden z pierwszych amerykańskich intelektualistów zaczął dostrzegać ułomności polityczno-gospodarczego ustroju USA. Zakończona w 1865 r. wojna secesyjna spowodowała pojawienie się nowej klasy społecznej: magnatów finansowych, których fortuny wyrosły na polach bitewnych wojny domowej i gruzach miast Południa. Stopniowo przejmując zarządzanie gospodarką amerykańską, nowa wąska grupa kapitalistów zaczęła ingerować w każdą dziedzinę życia Amerykanów – od polityki począwszy, przez finanse, sprawy społeczne, edukację, na kulturze skończywszy. W II połowie XIX w. pojawili się ludzie zdolni za pomocą operacji finansowych kształtować kierunki rozwoju państwa. Do tej grupy należeli: monopolista naftowy John D. Rockefeller oraz bezwzględny spekulant i hazardzista giełdowy Jane Gould, który 24 września 1869 r. spowodował pierwszy krach giełdowy zwany czarnym piątkiem. Na losy Ameryki zaczęli mieć wpływ tacy ludzie jak magnat kolejowy Cornelius Vanderbilt, potentat w przemyśle stalowym Andrew Carnegie czy potężny bankier John Pierpont Morgan. Ta nowa wspierająca się kasta multimilionerów metodycznie niszczyła konkurencję.

Dziki kapitalizm amerykański z pierwszej połowy XIX w. zaczął przekształcać się po wojnie secesyjnej w kapitalizm oligarchiczny i korporacyjny. Pozostawał jednak kapitalizmem bandyckim, w którym niebotyczne fortuny zdobyte „per fas et nefas" dawały małej grupie ludzi niemal nieograniczoną władzę gospodarczą, a co za tym idzie – także polityczną. Wypowiedzi Marka Twaina wskazywały, że zdawał sobie sprawę, że władze administracyjne kraju, łącznie z Kongresem, dbają wyłącznie o interesy wielkich przedsiębiorców. Wszystkie szczeble władzy przeżarte były korupcją i nepotyzmem. Wybory sprzyjały lobbowaniu i przekupstwu politycznemu. Zresztą to zjawisko towarzyszyło amerykańskiej demokracji już od czasów prezydentury Jerzego Waszyngtona, kiedy 12 maja 1789 r. zarejestrowano niesławnej pamięci Tammany Hall – lobbystyczną organizację związaną z Partią Demokratyczną. Jednak okres tuż po wojnie domowej był szczególnie sprzyjający mnożeniu się negatywnych zjawisk na styku świata polityki i gospodarki. Swoje niepokoje o przyszłość ojczyzny Mark Twain wyraził we wspólnie napisanej z Charlesem Dudleyem Warnerem książce, wydanej w 1873 r. pod znamiennym tytułem: „Wiek pozłacany. Opowieść o dniu dzisiejszym". Nakreślili w niej niezwykle krytyczny obraz młodego kraju rządzonego przez niekompetentną i przeżartą korupcją administrację. Twain z Warnerem wskazują, że z jednej strony jest niewielka grupa mająca z racji posiadanych fortun dostęp do wszystkiego, a z drugiej biedne społeczeństwo, całkowicie pozbawione możliwości wyboru nowego kierunku rozwoju kraju.

Mark Twain pozostawał zwolennikiem udziału związków zawodowych w zarządzaniu gospodarką. Problem nędzy, nierówności społecznych i zasad funkcjonowania władzy poruszył m.in. w dwóch znakomitych książkach: w wydanej w 1882 r. powieści „Książę i żebrak" oraz w 1889 r. w alegoryczno-satyrycznej powieści „Jankes na dworze króla Artura". Ta ostatnia uznana została za pierwszą w historii opowieść o podróżowaniu w czasie. Eksterminacja Indian, powstanie Ku-Klux-Klanu w 1863 r. i łamanie praw ludności murzyńskiej, mimo zniesienia niewolnictwa, to najbardziej jaskrawe zjawiska rzeczywistości amerykańskiej II połowy XIX w., które Twain z całą stanowczością krytykował. W „Trzydziestu trzech opowieściach" napisał: „Sójka ma równie mało zasad moralnych, co członek naszego Kongresu. Sójka kłamie, sójka kradnie, sójka oszukuje, sójka zdradza i w czterech wypadkach na pięć cofa najuroczystsze przyrzeczenie".

25 kwietnia 1898 r. nastąpiła kolejna zmiana, przed którą Twain stanowczo ostrzegał. Wybuch wojny z Hiszpanią oznaczał wyjście z polityki izolacjonizmu. Za prezydentury Williama McKinleya powstała nowa imperialna doktryna głosząca, że wszystkim kieruje opatrzność wskazująca na to, co jest zgodne z interesem narodowym USA. Zgodnie z tą myślą polityczną Stany Zjednoczone wyparły z zachodniej półkuli wpływy hiszpańskie, podbijając Kubę, Puerto Rico i Filipiny. W 1901 r. to prezydent Theodore Roosevelt zapoczątkował erę progresywizmu inicjującą reformy społeczne. Jednak Twain wcale się nimi nie zachwycał. 13 września 1907 r. napisał, że Theodore Roosevelt jest największym nieszczęściem, jakie spadło na naród amerykański od czasu zakończenia wojny secesyjnej. W 1904 r. zarzucił „Tedy'emu", że zdobył prezydenturę tylko dzięki machlojkom wyborczym i przekupstwu. Jako zdecydowany pacyfista i wiceprezydent Ligi Antyimperialistycznej pisarz nie mógł znieść odrzucenia doktryny Monroego w polityce zagranicznej. Uważał, że imperializm musi skończyć się katastrofą.

Od prezbiterianina do deisty

Nie jest tajemnicą, że Mark Twain był wolnomularzem. Z amerykańskiego Masonic Dictionary dowiedzieć się można, że zgodnie z informacją podaną w 1923 r. przez Wielkiego Sekretarza Loży Masońskiej w Missouri Samuel L. Clemens 26 grudnia 1860 r. zgłosił chęć przystąpienia do Loży Gwiazdy Polarnej 79 w St. Louis. 10 lipca 1861 r. po przejściu szeregu wtajemniczeń uzyskał stopień Mistrza Loży. Masona Marka Twaina często określa się mianem ateisty. Co prawda jako dziecko został wychowany w purytańskiej atmosferze prezbiteriańskiego protestantyzmu, silnie wyznawanego przez matkę pisarza. Dla mieszkańców południowych stanów zamieszkujących tzw. Pas Biblijny, Pismo Święte było ostatecznym drogowskazem, jak postępować w życiu, jak karać za złe, a nagradzać za dobre uczynki. Samuel Clemens nie przejął jednak po matce głębokiej wiary. Był raczej jak jego ojciec typowym agnostykiem. Swoje poglądy religijne ukazał przez usta głównego bohatera i zarazem narratora „Przygód Hucka Finna", którego niewiele obchodziły wtłaczane mu do głowy dzieje Mojżesza, bo „któżby tam przejmował się losem kogoś, kto dawno nie żyje". Prawzorem Hucka Finna nie był jednak Mark Twain, ale jego przyjaciel z dzieciństwa Tom Blankenship z Hannibal, chłopiec o cztery lata starszy od Twaina. W latach późniejszych pisarz wspominał, że słyszał kilka historii, co stało się z owym Tomem Blankenshipem. Podobno miał zostać sędzią pokoju w Montanie albo siedzieć w więzieniu za kradzież, lub też umrzeć na cholerę.

Huck Finn jest przedstawiony jako ateista, ale sam Mark Twain nie był człowiekiem obojętnym wobec religii. Przypisuje mu się raczej hołdowanie deizmowi, czyli idei Boga jako bezosobowego bytu, który po stworzeniu świata nie miesza się do spraw ludzkich. Ciekawą sprawą jest pewien rodzaj adoracji, jaką Twain darzył świętą Joannę d'Arc. Napisanie „Osobistych wspomnień o Joannie d'Arc", trzyczęściowego dzieła rzetelnie opartego na wszelkich dostępnych źródłach historycznych, zajęło Twainowi około 12 lat. Książka była drukowana w odcinkach od 1895 r. w „Harpers Magazine". W całości ukazała się na rynku wydawniczym dopiero w maju 1896 r. Znany z humorystycznego i kąśliwie satyrycznego języka pisarz skrył się w tej powieści za postacią bardzo poważnego narratora, fikcyjnego Louisa de Conte. Stosunek Marka Twaina do religii ujawnił się też w napisanych w 1909 r. „Listach z Ziemi" będących wyrazem rozpaczy pisarza po śmierci żony i córek. Powieść składała się z 11 listów napisanych przez Szatana, w których biblijny Bóg jest przedstawiony jako istota negatywna i żądna krwi ludzkiej. „Listy z Ziemi" były przez 53 lata dyskretnie skrywane z uwagi na pełen skargi i silnie antyreligijny charakter. Ich treść wskazuje, że pod fasadą dowcipnego intelektualisty krył się o wiele poważniejszy, rzeczywisty obraz człowieka miotanego silnymi zaburzeniami emocjonalnymi.

Świadek historii

Jego opowiadania przedstawiają świat, który zmiotła wojna secesyjna. W 1835 r. liczba ludności USA wynosiła 15 mln, ale już na przełomie XIX i XX w. przekroczyła 76 mln ludzi. Kolejne fale emigracji przyspieszyły rozwój przemysłu, gwałtowną urbanizację miast i przekształcenie amerykańskiego stylu życia. Twain urodził się w czasach, kiedy parostatki były szczytem technologii. Odchodził w świecie przeobrażonym przez szybki rozwój transportu i komunikacji, epoce światła elektrycznego, radia, telefonu, fotografii oraz samochodu. Wychował się w świecie, gdzie niewolnictwo było uznawane za naturalny porządek społeczny, a na starość stał się zwolennikiem równouprawnienia kobiet, które zajmowały przecież ważne miejsce w życiu jego bohaterów: Tomka Sawyera i Hucka Finna. Ciotki Polly i Sally, wdowa Douglas, panna Watson, podobnie jak inne postaci, miały swe pierwowzory w życiu. O swojej zmarłej żonie Olivii pisał w poruszająco czuły sposób w „Pamiętnikach Adama i Ewy", co nie zmieniało faktu, że utrzymywał prawdopodobnie pozamałżeński związek z Isabel Van Kleek Lyon, która była jego sekretarką od 1902 r. O niej jednak nie tylko nie wyrażał się dobrze, ale wręcz wylał na nią literackie wiadro pomyj w dziele „Ashcroft-Lyon Manuscript".

Odbierając tytuł doctora honoris causa Uniwersytetu w Oxfordzie w 1909 r., stwierdził lakonicznie, że umrze, kiedy na niebie znowu ukaże się kometa Halleya. Zgromadzeni na uroczystości profesorowie i studenci wybuchnęli śmiechem, ponieważ kometa miała się ukazać za rok, a pisarz wydawał się pozostawać w znakomitej formie. Pomylił się tylko o jeden dzień. Zmarł 21 kwietnia 1910 r. Na uroczystości pogrzebowej w kościele prezbiteriańskim Old Brick w Nowym Jorku elegię wygłosił sam prezydent William Howard Taft. Samuel Clemens spoczął obok swojej żony na cmentarzu Woodland w nowojorskim mieście Elmira.

Na początku XIX w. pewien szkocki krytyk zadał pytanie: „Kto w ogóle chciałby czytać amerykańskie książki?". W 1935 r., a więc w stulecie urodzin Marka Twaina, Ernest Hemingway stwierdził jednoznacznie: „Cała literatura amerykańska wywodzi się z jednej książki – »Przygód Hucka Finna«". Mark Twain wyłamał się z konwencji pisarskiej Henry'ego Jamesa czy Williama Deana Howellsa. Był najważniejszym amerykańskim pisarzem poruszającym problem rasizmu i niewolnictwa. Był prawdziwym piewcą Missisipi, głosem amerykańskiego Południa i świadkiem wielkiej ekspansji na Dziki Zachód, która dała temu krajowi rozwój i potęgę. W 1998 r. Centrum Kennedy'ego w Nowym Jorku ustanowiło Nagrodę Marka Twaina za Amerykański Humor.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL