Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Żywy Budda i klucze do bram piekieł

AFP
Historia dalajlamów i dawnego Tybetu mocno odbiega od cukierkowej wizji wysmażonej dla politycznie poprawnych ludzi Zachodu. Buddyzm tybetański to żywa religia przepełniona magiš i wymykajšca się europejskiemu racjonalizmowi.

Gdy w 1997 r. Dalajlama XIV odwiedził San Francisco, nieformalnš gejowskš stolicę USA, został zapytany na jednym ze spotkań, co buddyzm tybetański mówi na temat homoseksualistów. Dalajlama z uœmiechem wyjaœnił, że według tradycyjnych wierzeń za seks oralny i analny, nawet w heteroseksualnym małżeństwie, spotka œmiertelników kara w postaci zesłania do obszaru piekła znanego jako Samghata, gdzie demony zniszczš im genitalia. Dodał jednak, że takie praktyki seksualne mogš być dopuszczalne w kontaktach z prostytutkami. Gejowscy działacze byli w szoku: „Myœleliœmy, że buddyzm jest tolerancyjny".

O tym incydencie szybko jednak zapomniano, gdyż kłócił się z uładzonym, cukierkowym, popkulturowym wizerunkiem buddyzmu tybetańskiego jako hipertolerancyjnej, pacyfistycznej i proekologicznej religii; wizerunkiem sprzedawanym liberałom z Nowego Jorku i Hollywood przez takich ekspertów jak prof. Robert Thurman. Pokazanie im prawdziwej cywilizacji tybetańskiej mogłoby wywołać zbyt wielki szok. Œwietnie zmontowany wizerunek Dalajlamy jako politycznie poprawnego księcia pokoju umożliwił tybetańskiemu lobby mistrzowskš sztuczkę – sprawił, że lewica z całego œwiata uznała za swojego bohatera teokratycznego władcę feudalnego kraju, w którym nigdy nie przejmowano się takimi zachodnimi wymysłami, jak prawa człowieka, ekologia czy neutralnoœć œwiatopoglšdowa państwa. Ta sytuacja jest tym bardziej absurdalna, że Dalajlama patronował wspieranej przez CIA antykomunistycznej partyzantce, popierał indyjskie próby nuklearne, krytykował europejskie rzšdy za przyjmowanie islamskich imigrantów i wypowiadał się bardzo pozytywnie o Donaldzie Trumpie. Podczas gdy na liberalnych salonach linczuje się ludzi za znacznie mniejsze myœlozbrodnie, przywódca religijny Tybetu jest traktowany tam niczym półboska istota.

Mistyczna strona historii

Podstawowym błędem ludzi Zachodu jest patrzenie na inne kultury przez pryzmat oœwieceniowego racjonalizmu, w którym nie ma miejsca na bóstwa, demony i magię. Tymczasem siły metafizyczne znajdujš się w centrum wielu kultur, a w cywilizacji buddyzmu tybetańskiego odgrywajš dominujšcš rolę. Tak więc nie powinno nas dziwić, że wielu wierzšcych buddystów tybetańskich podbój ich kraju przez Chińczyków w 1950 r. tłumaczy tym, że jedno z bóstw opiekuńczych chronišcych Tybet przegrało w niebie walkę z dziewięciogłowym chińskim demonem.

O ile więc ludzie Zachodu widzš w Dalajlamie XIV przede wszystkim wybitnego myœliciela, obrońcę praw człowieka i laureata Pokojowej Nagrody Nobla, o tyle Tybetańczycy patrzš na niego wielowymiarowo. Na jednym poziomie jest człowiekiem o nazwisku Tenzin Gjaco, który urodził się w 1935 r. w wiosce Taktser na pograniczu z Chinami. W 1937 r. zauważyli go mnisi poszukujšcy następcy Dalajlamy (skierowani w ten rejon na podstawie instrukcji Dalajlamy XIII). Chłopiec powitał ich w dialekcie tybetańskim z Lhasy, mimo że w jego rodzinie mówiono tylko po chińsku, i trafnie rozpoznał, z jakiego sš klasztoru. Po serii prób uznano go za reinkarnację poprzedniego Dalajalmy, a potem intronizowano w 1940 r. Pełnię władzy przekazano mu w 1950 r., w tragicznym roku chińskiej inwazji. W 1954 r. został wiceprzewodniczšcym Komitetu Stałego Narodowego Komitetu Ludowego, czyli parlamentu Chińskiej Republiki Ludowej (to trochę tak, jakby prymas Wyszyński wszedł do Rady Państwa PRL). W 1959 r. z pomocš CIA uciekł z okupowanego Tybetu do Indii. Rezyduje w położonym w cieniu Himalajów mieœcie Dharamsala, gdzie stoi na czele tybetańskich władz na uchodŸstwie.

Jednoczeœnie jest przywódcš szkoły gelugpa, gałęzi buddyzmu dominujšcej w Tybecie od XVII w., a także reinkarnacjš poprzednich dalajlamów, czyli przywódców tej szkoły. Otrzymał też inicjacje we wszystkich pozostałych głównych tybetańskich tradycjach buddyjskich i praktykach bon, czyli przedbuddyjskiej szamanistycznej religii Tybetu. Mieszkańcy Zachodu traktujš go często jako „buddyjskiego papieża". Tak jak papież jest przywódcš tylko jednej z gałęzi chrzeœcijaństwa, tak Dalajlama kieruje tylko jednš gałęziš buddyzmu.

Buddyzm tybetański jest zaliczany do nurtu wadżrajany, czyli diamentowej drogi. Ten głęboko mistyczny i obfitujšcy w barwne rytuały nurt narodził się w Indiach w II w. n.e. i wišżš się z nim m.in. seksualne praktyki tantryczne. Przez wyznawców jest uznawany za ukoronowanie ewolucji buddyzmu. Wadżrajanę poprzedził nurt mahajana, czyli wielki wóz, kładšcy nacisk przede wszystkim na powszechne doprowadzenie ludzi do oœwiecenia (jest szczególnie rozpowszechniony w Chinach, Korei i Japonii). Przed nim powstał nurt theravada, czyli stara wiedza, podkreœlajšcy, że szansę na oœwiecenie ma przede wszystkim mała grupa mnichów (rozpowszechnił się m.in. na Sri Lance i w Azji Południowo-Wschodniej). Wadżrajana jest najbardziej rozbudowanym, skomplikowanym, przesyconym magiš i mistykš nurtem buddyzmu. W tej tradycji funkcjonuje pojęcie „tulku", czyli istoty duchowej, która manifestuje swojš obecnoœć w kolejnych ludzkich inkarnacjach. O ile przeorowie tybetańskich klasztorów i inni oficjele sš pomniejszymi tulku, o tyle Dalajlama jest najważniejszš istotš duchowš – inkarnacjš Awalokiteœwary, bodhisatwy współczucia.

Bodhisatwa to istota, która osišgnęła buddyjskie oœwiecenie, ale nie skorzystała z możliwoœci zaprzestania cyklu reinkarnacji. Postanowiła dalej się odradzać, by pomagać ludzkoœci osišgnšć oœwiecenie. Awalokiteœwara (po tybetańsku Czerenzi) jest w buddyzmie tybetańskim najważniejszym bodhisatwš, który przejšł też cechy przedbuddyjskiego boga ognia. Jest emanacjš Buddy Amithaby, będšcego regentem naszych czasów i panem żywiołu ognia. Historyczny Budda Sakyamuni, żyjšcy w V wieku przed Chrystusem, był również emanacjš tego Buddy. (Buddyzm naucza, że w przeszłoœci istniało wielu buddów i że za jakiœ czas pojawi się nowy – Budda Maitreja).

Dalajlama jest więc inkarnacjš zarówno ludzi, jak i potężnych istot duchowych. Tybetańczycy nazywajš go Yeshe Norbu (Klejnot Spełniajšcy Życzenia) i Kundun (Obecnoœć). W czasie ceremonii Kalachakra idzie on jeszcze wyżej w duchowej hierarchii – medytujšc, internalizuje w sobie obraz Adi Buddy, czyli pierwotnego, kosmicznego, najwyższego Buddy, i wyobraża sobie, jak niszczy wszechœwiat (pogršżajšc w morzu ognia nawet bogów i buddów w niebiosach), a następnie stwarza kosmos od nowa.

Spętane demony

Buddyzm tybetański naucza, że każdy budda i bodhisatwa oprócz pełnej współczucia i dobrotliwej postaci posiada również straszne oblicze. I tak jednš z 11 głów Awalokiteœwary jest głowa Yamy, pana buddyjskich piekieł. Yama jest przedstawiany jako rogaty demon, który ma na głowie koronę z ludzkich czaszek, w ręku trzyma „koło œmierci" i z penisem we wzwodzie tańczy na byku kopulujšcym z kobietš, która jest jednoczeœnie zgniatana pod ciężarem tej bestii. Jako reinkarnacja Awalokiteœwary Dalajlama jest więc jednoczeœnie władcš demonów. I to nie byle jakich.

Dalajlamie ma służyć kilka tysięcy demonicznych istot – sš to dawne tybetańskie bóstwa oraz różne lokalne duchy i duszki, które po wprowadzeniu w kraju buddyzmu jako religii panujšcej musiały się „przebranżowić". Jednym z nich jest Palden Lhamo, opiekunka Dalajlamy, miasta Lhasa i całego Tybetu. To istota o ciemnoniebieskiej skórze, trojgu oczach i demonicznej twarzy z ostrymi zębami, galopujšca na dzikim mule przez morze krwi, w którym pływajš odcięte kończyny i głowy, wyprute oczy i wnętrznoœci wrogów doktryny buddyjskiej. Siodło, na którym siedzi, jest zrobione ze skóry małego dziecka – jej synka, który nie chciał się podporzšdkować władzy Buddy. Dalajlama zmusił jš do zabicia jedynego dziecka, którego szkielet trzyma w ręku i wykorzystuje jako pałkę do bicia wrogów buddyzmu.

Ciekawš postaciš jest również Pehar, demon służšcy od wieków jako państwowa wyrocznia Tybetu. Wczeœniej był bogiem Mongołów Hor (od których pochodzi słowo „horda"), opisywanych w tybetańskich kronikach jako „jedzšce ludzkie mięso demony". W VIII w. indyjski mędrzec Padmasambhava (Guru Rinpoche), który przywiózł buddyzm wadżrajana do Tybetu, za pomocš magii podporzšdkował sobie Pehara i zmusił go do służenia tybetańskim buddystom. Pehar zarzekał się póŸniej wielokrotnie, że się zemœci. Obiecywał, że spustoszy Tybet, sprowadzi na niego najeŸdŸców, zniszczy klasztory, wymorduje mnichów, sprofanuje relikwie i zgwałci wszystkie dziewice. Jako wyroczni zdarzało mu się też podpuszczać tybetańskie władze, by podejmowały złe decyzje. Na poczštku XX w. namawiał np. Dalajlamę XIII do zaatakowania brytyjskich wojsk. Niektórzy Tybetańczycy uważajš więc, że Pehar zdradził kraj w 1950 r. i od tej pory jest agentem komunistycznych tajnych służb.

Nie wszystkie demony udało się tybetańskim buddystom zmusić do służby. Srinmo, kobiecy demon i zapewne również przedbuddyjska bogini opiekuńcza Tybetu, musiała zostać spętana. Trzynaœcie głównych klasztorów tybetańskich jest uznawanych za gwoŸdzie przebijajšce i unieruchamiajšce jej ciało. Najważniejszy z nich – Jokhang w Lhasie – to rytualny sztylet wbity w jej serce. Według legendy pod tym klasztorem znajduje się wielkie podziemne jezioro krwi. Gdy przyłoży się ucho do ziemi w tym tybetańskim Watykanie, można ponoć usłyszeć bijšce serce Srinmo.

Sš jednak istoty duchowe, których jakoœ nie daje się okiełznać. Jednš z nich jest Dordże Szugden, mnich buntownik z XVII w., który został spalony żywcem na rozkaz Dalajlamy V. Odwiedzał póŸniej Dalajlamę jako poltergeist i zdobył pewnš popularnoœć wœród prostego ludu. Jest przedstawiany jako demon jadšcy na œnieżnym tygrysie przez jezioro wrzšcej krwi. Kult Dordże Szugdena jest wcišż żywy, a Dalajlama XIV traktuje go jako zagrożenie. Powołuje się m.in. na słowa wyroczni Pehara, mówišce, że Szugden pracuje dla Chińczyków i chce obalić rzšdy Dalajlamy. Wyznawcy Dordże Szugdena skarżš się zaœ, że sš przeœladowani przez ludzi Dalajlamy. Sš atakowani fizycznie, dostajš groŸby œmierci, ich ołtarzyki sš niszczone. Gdy w 1998 r. ekipa szwajcarskiej telewizji kręciła w Dharamsali reportaż na ten temat, podszedł do niej buddyjski mnich i zagroził: „Za siedem dni zginiecie!".

Ksišżę pokoju

Obraz dawnego Tybetu jako pacyfistycznego kraju szczęœliwoœci jest tylko bajeczkš dla białych liberałów. Tybetańskie plemiona to przecież twardzi górale, którzy podporzšdkowali sobie ogromny teren. Na poczštku IX w. imperium tybetańskie sięgało nawet do Zatoki Bengalskiej. „Ciężkie tybetańskie szable" sławił w dwudziestoleciu międzywojennym znany polski pisarz i podróżnik Antoni Ferdynand Ossendowski. A i w latach 50. i 60. wspierani przez CIA tybetańscy żołnierze wyklęci nieraz dali się we znaki chińskim najeŸdŸcom.

Pierwsi królowie Tybetu mieli zstšpić z nieba, schodzšc po osi œwiata. Od stworzenia ziemi do VI w. n.e. miało ich być 27. Po nich nastšpiła pierwsza potwierdzona historycznie dynastia – Jarlung. Po wiekach niemal wszyscy jej władcy zostali uznani przez oficjalnš tybetańskš historiografię za prawowiernych buddystów, a niektórzy nawet za reinkarnację Awalokiteœwary. Prawda była jednak bardziej złożona. Częœć z nich skłaniała się ku różnym nurtom buddyzmu, częœć wyznawała religię bon. Ostatni z nich, Langdarma, przeœladował buddyzm (co było reakcjš na przeœladowanie wyznawców bon przez poprzedniego władcę, który był fanatycznym buddystš) i został zamordowany w 843 r. przez buddyjskiego mnicha. PóŸniej panowało w kraju rozbicie dzielnicowe, aż w XIII w. Tybet najechali Mongołowie i przekazali władzę sprzyjajšcej im buddyjskiej szkole sakya. Potem zmieniały się u władzy poszczególne szkoły i rody, aż w XVII w. dominację nad krajem zdobyła szkoła gelugpa, której wyznawcy sš nazywani żółtymi czapkami. Jej przywódca Ngałang Lobsang Gjaco z mongolskš pomocš pokonał w wojnie domowej konkurencyjnš sektę karampa (czerwone czapki) i panował w latach 1617–1682 jako Dalajlama V Wielki. Był pierwszym dalajlamš, który objšł œwieckš władzę nad Tybetem. Cieszył się tak wielkim prestiżem, że przez 15 lat ukrywano jego œmierć. Jego następca Dalajlama VI był znany przede wszystkim z pisania erotycznych wierszy, seksualnych podbojów i alkoholowych wybryków. Według legend był tak biegły w kontroli nad własnym ciałem, że potrafił zatrzymać w powietrzu i zassać penisem strumień swojego moczu. Nie obroniło go to jednak przed œmierciš w wyniku otrucia. Niemal wszyscy kolejni dalajlamowie aż do Dalajlamy XIII umierali w bardzo młodym wieku, a przyczyn ich œmierci zwykle upatrywano w truciŸnie lub czarnej magii.

Zdarzały się krwawe konflikty między frakcjami w pałacu Potala, a nawet wojny pomiędzy klasztorami. Ofiarš dworskich intryg padł m.in. ojciec obecnego Dalajlamy, który został otruty. Kiepsko skończył również regent Reting Rinpoche, który poczštkowo sprawował władzę w imieniu małoletniego Dalajlamy XIV. W 1947 r. został wtršcony do więzienia i prawdopodobnie otruty. Gdy jego zwolennicy z klasztoru Sera zebrali się z myœlš o zemœcie, zostali skoszeni ogniem karabinów maszynowych i artylerii. Zginęło kilkuset mnichów.

Sam Dalajlama XIV jest miłoœnikiem militariów. „Już jako dziecko lubiłem zaglšdać do ilustrowanych ksišżek mojego poprzednika, szczególnie tych poœwięconych I wojnie œwiatowej. Lubiłem broń, czołgi, samoloty, fantastyczne pancerniki i okręty podwodne. PóŸniej pytałem o ksišżki poœwięcone II wojnie œwiatowej. Gdy w 1954 r. odwiedziłem Chiny, wiedziałem o niej więcej niż Chińczycy" – wspominał w 1998 r. w wywiadzie dla „Die Zeit". W 1986 r. podczas wizyty we Francji odszedł od oficjalnego programu podróży i wybrał się do Normandii, by obejrzeć plaże, na których lšdowali alianci w 1944 r. „Chciałem zobaczyć też broń, te potężne działa i karabiny, które zrobiły na mnie wrażenie. Wœród tych maszyn, tego piasku czułem emocje ludzi, którzy tam wówczas byli" – mówił Dalajlama.

Duchowy przywódca tybetańskich buddystów miał też okazję uczestniczyć w swojej wojnie – we wspieraniu antykomunistycznej partyzantki tybetańskiej. „Nazwałem rebeliantów reakcjonistami i stwierdziłem, że Tybetańczycy nie powinni ich wspierać. Jednoczeœnie nasza delegacja została poinstruowana, by namawiała partyzantów do dalszej walki. Mówiliœmy dwoma językami: oficjalnym i nieoficjalnym. Oficjalnie uznawaliœmy ich działania za rebelię, nieoficjalnie mieliœmy ich za bohaterów i mówiliœmy im to" – przyznał Dalajlama XIV w ksišżce Michaela Harrisa Goodmana „The Last Dalai Lama".

Reinkarnacji bodhisatwy współczucia nie zabrakło też geopolitycznego zmysłu. Gdy między Chinami a ZSRR doszło do rozłamu, próbował nawišzać bliższe relacje z Moskwš, by skuteczniej walczyć przeciwko Chinom. PóŸniej patrzył przychylnie na indyjski program nuklearny, widzšc w Indiach przeciwwagę dla chińskiej potęgi. Gdy w 1998 r. w dzień urodzin Buddy Indie przeprowadziły próbę jšdrowš, bronił tego testu. „Indie powinny mieć taki sam dostęp do broni jšdrowej jak kraje rozwinięte. Przekonanie, że kilka krajów może posiadać broń jšdrowš, a reszta œwiata nie, jest niedemokratyczne" – przekonywał.

Mnisi też sš ludŸmi

Realia społeczne dawnego Tybetu również mocno się różniły od wyobrażeń białych liberałów zafascynowanych Dalajlamš. Tybet był państwem o ustroju feudalno-teokratycznym (czy raczej buddokratycznym), a większoœć jego mieszkańców stanowili chłopi pracujšcy na poletkach należšcych do œwieckich i duchownych feudałów. Miejscowy system karno-penitencjarny przewidywał podobnie makabryczne tortury i metody egzekucji jak w sšsiednich Chinach. Jeszcze na poczštku XX w. zdarzało się, że szamanów bon obdzierano żywcem ze skóry, którš póŸniej wieszano na ulicach podczas œwišt. Z dyscyplinš w klasztorach było różnie – podobnie zresztš jak w Europie u katolików i prawosławnych. Częstš praktykš wœród tybetańskich feudałów było wysyłanie jednego z synów na dzień do klasztoru, by w ten sposób zyskał do końca życia przywileje przysługujšce mnichom.

O Lhasie mówiono, że „dziwek jest tam tyle, ile psów". Popyt na ich usługi musiał być więc duży, a nawet w opowieœciach o życiu dawnych buddyjskich mędrców otwarcie się mówi o ich przygodach z prostytutkami, tancerkami i barmankami. Podaż „panienek" trafiajšcych na ulicę też była spora. Japoński mnich Kawaguchi Eikai nie mógł się nadziwić urodzie młodych towarzyszek wiekowych tybetańskich lamów – były to prawdopodobnie dziewczęta wykorzystywane w tantrycznych rytuałach magii seksualnej. Całkiem sporo miejsca poœwięcono tym rytuałom w klasycznych tybetańskich tekstach, co wywoływało rumieńce u ich XIX-wiecznych europejskich tłumaczy. Obecnie podkreœla się, że te rytuały sš tylko metaforami i co najwyżej odgrywa się je w wyobraŸni. Jednakże żyjšcy w pierwszej połowie XX w. tybetański mnich intelektualista Gedün Chöpel w jednej ze swoich ksišżek radził tym, którzy w takim rytuale chcieliby wykorzystać dziewczynkę, by nie penetrowali jej na siłę, tylko stymulowali ręcznie, a przed seksem poczęstowali jš miodem i słodyczami. Ze względów numerologicznych preferowano w takich eksperymentach dwunastolatki i szesnastolatki. Kobiety, które miały ponad 20 lat, a więc były już za stare na tantryczne rytuały, kontynuowały karierę jako „zwyczajne" kurtyzany.

W tym œwiecie magicznych rytuałów znalazło się też miejsce dla zaklęć majšcych sprowadzić œmierć na wroga. Tantryczny tybetański tekst „Hevajra-tantra" radzi: „Po oznajmieniu intencji guru i znakomitym osobistoœciom przeprowadŸ rytuał zabójstwa ze współczuciem tego, który nie wierzy w nauki Buddy i jest krytykiem guru i Buddy. Takš osobę należy wyeliminować, wyobrażajšc jš sobie jako istotę zawieszonš do góry nogami, wymiotujšcš krwiš, trzęsšcš się i ze zmierzwionymi włosami. Należy wyobrazić sobie palšcš igłę wchodzšcš w jej plecy. Następnie w wyniku wyobrażenia sylaby symbolizujšcej żywioł ognia w jej sercu zostaje ona natychmiastowo zabita". „Guhysamajatantra" opisuje zaœ innš metodę rzucenia uroku: „Osoba rysuje mężczyznę lub kobietę kredš albo węglem drzewnym lub czymœ podobnym, po czym przedstawia siekierę w ręku i sposób, w jaki zostaje poderżnięte gardło. Kiedy już urok zostanie w ten sposób rzucony na wroga, można go otruć, zniewolić lub sparaliżować". Jest tam również mowa o zdobywaniu mocy magicznej po zabiciu wrogiego czarodzieja i wykonaniu rytualnych utensyliów z jego szczštków.

Mroczna sztuka mogła się przyczynić do œmierci chińskiej cesarzowej wdowy Cixi jesieniš 1908 r. Dwa tygodnie przed zgonem przyjęła Dalajlamę XIII i przedstawiła mu plan œciœlejszego podporzšdkowania Tybetu władzy w Pekinie. Dalajlama podarował jej ciastka z życzeniami długowiecznoœci. Li Lien, główny dworski eunuch, ostrzegał cesarzowš, by nie spotykała się z Dalajlamš, gdyż „inkarnacje wielkich lamów to pomiot piekieł".

Magiczna otoczka miała też towarzyszyć œmierci innego wroga – Mao Zedonga. W 1976 r. wyrocznie przepowiadały wielkie nieszczęœcie dla Tybetu, więc Dalajlama wycofał się do pustelni i przeprowadził „ekstremalnie surowy rytuał". Jak pisze Claude B. Levenson, wkrótce Chiny nawiedziło ogromne trzęsienie ziemi, a jakiœ czas potem Mao zmarł. „Byłem wtedy w Ladakh, odległej częœci indyjskiego stanu Dżammu i Kaszmir, gdzie przeprowadzałem inicjację Kalachakra. Drugiego dnia trzydniowej ceremonii Mao zmarł. A trzeciego dnia padało przez cały ranek. Po południu pojawiła się na niebie jedna z najpiękniejszych tęcz, jakie kiedykolwiek widziałem. Z pewnoœciš musiał to być dobry omen" – wspominał te dni Dalajlama XIV.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL