Rzecz o historii

Gdyby Antoniusz i Kleopatra wygrali pod Akcjum

Lawrence Alma-Tadema "Antoniusz i Kleopatra"
Domena Publiczna
Oto fragment prosto z rzymskich kronik, streszczenie cudem odnalezionego papirusu enigmatycznego historyka Esquilina.

Rok 31. przed Chrystusem. Republika chyli się z wolna ku upadkowi, tak bardzo przetrąciły jej kręgosłup pierwszy i drugi triumwirat, wieczne wojny domowe i konfrontacje żelaznych legionów. Nie żyją już bohaterowie poprzednich pokoleń, Mariusz i Sulla, Cezar i Pompejusz, ale zbliża się nieuchronnie kolejne starcie tytanów. Po jednej stronie dzielny Marek Antoniusz ze swoją egipską królową, po drugiej przebiegły Oktawian z nieodłącznym Agrypą. Napięcie między wodzami bogatego wschodu i siermiężnego zachodu rośnie jak ciśnienie w kotle parowym. Na tym świecie nie ma miejsca na dwuwładzę. Antoniusz chce z nią skończyć. Zmierzyć się z byłym triumwirem. Stawką jest władza nad całością rodzącego się właśnie cesarstwa. Przeprawia się ze swoją olbrzymią flotą do Grecji, chroni w Zatoce Ambrakijskiej w Epirze. Na lądzie flocie towarzyszy wielka, ponadstutysięczna armia.

Z zachodu ruszają Oktawian i Agrypa. Wiodą mniejsze wojsko, ale ich statkom udaje się osaczyć flotę Antoniusza i Kleopatry u wejścia do zatoki. Mijają miesiące. Do Epiru ściąga również armia lądowa Oktawiana. I staje naprzeciw tej Antoniuszowej. Władca wschodu szykuje się do bitwy, lecz Oktawian, a właściwie jego zbrojne ramię i militarny geniusz, czyli Agrypa, do bitwy się nie pali. Unika starcia, zostaje w bezpiecznym dystansie kilkunastu kilometrów, jak wilk ze zjeżonym grzbietem naprzeciw rannego niedźwiedzia po prostu czeka. To oczekiwanie i przecięcie przez Agrypę szlaków zaopatrzeniowych dla wojska Antoniusza powoli uszczupla jego siły. Z pięciuset okrętów, jakimi dysponował na początku, zostaje nieco więcej niż połowa. Masowe dezercje wyludniają morskie załogi i armię lądową. Antoniusz pali bezużyteczne okręty, ale wciąż jest mocarzem. Wciąż ma dostatecznie dużo siły, by zniszczyć przeciwnika i przejąć kontrolę nad Rzymem. Oktawian marzy, by prowadzić w swoim rzymskim triumfie dwoje pokonanych: Antoniusza i Kleopatrę.

Czas biegnie niewzruszenie i Antoniusz podejmuje wreszcie decyzję. Chce pokonać przeciwników w morskiej bitwie, wrócić do Egiptu, przegrupować siły i uderzyć ponownie. W międzyczasie jego generałowie mają przebijać się powoli przez Epir i Ilirię do Italii. Drugiego września przychodzi wreszcie mocny wiatr od lądu, który sprzyja Antoniuszowi, więc wódz wyprowadza flotę z zatoki. Fanfary wieszczą wielką bitwę pod Akcjum. Kto ma przewagę? Siły są mniej więcej równe, choć przewagę zdaje się mieć cięższa flota Antoniusza. Co prawda z półtysięcznej floty zostało tylko 230 okrętów (w tym 60 z samego Egiptu), ale w przeciwieństwie do lekkich liburnów Oktawiana statki Antoniusza to pływające olbrzymy. Pięciorzędowce po burty wypchane są bronią i wojskiem. Do takiej potęgi trudno będzie liburnom nawet podpłynąć.

Antoniusz wydaje rozkaz, by okręty trzymały szyk, ale jeden z wodzów wyrywa się w pogoń za uciekającymi jednostkami Oktawiana i w linii statków Antoniusza pojawia się luka, w którą rzuca się jak dzika wataha grupa ścigaczy Oktawiana. Zaczyna się chaos, który zmienia koleje bitwy. Druga linia floty Antoniusza, czyli okręty egipskie, zamiast włączyć się do bitwy, biorą kurs na Aleksandrię. Widząc to, zdezorientowany Antoniusz przesiada się na szybką jednostkę i płynie w ślad za nimi. Ale jego galery walczą dalej. Jeszcze chwila, a zostaną ostrzelane płonącymi pociskami, co przypieczętuje ich los...

Ale tu nagle kapryśna fortuna odwraca się od Oktawiana. W momencie, kiedy flota egipska zwraca się w stronę brzegów Afryki, wynajęty skrytobójca (kilka talentów srebra, cóż to dla Antoniusza!) dokonuje egzekucji Agrypy. W szeregach jego dowódców zamieszanie. Brak koordynacji powoduje, że rzymskie liburny nie trafiają już z taką precyzją w słabe miejsca floty Antoniusza. I wtedy wraca pozorująca manewr ucieczki flota Kleopatry i z prawej strony atakuje liburny Oktawiana. Wzięte w dwa ognie okręty zachodu wpadają na siebie i toną. Klęska wrogów Antoniusza na morzu jest pełna. Triumfujący wódz armii wschodu wraca na ląd, staje na czele wzmocnionych sukcesem na morzu oddziałów lądowych i atakuje centurie Oktawiana. Ten bez Agrypy jest bezradny. Nie ma ani talentów dowódczych, ani zaufanego wodza. Ucieka z małą grupą żołnierzy do Rzymu, ścigany po górach i dolinach przez awangardę armii Antoniusza. Do bitwy nie dochodzi, bo żołnierze zachodu masowo przechodzą na stronę zwycięskiego Antoniusza.

Nie mijają trzy miesiące i Antoniusz z Kleopatrą dumnie wkraczają do wyludnionej stolicy. Rzymianie kryją się w domach w obawie przed represjami ze strony zwycięskiego wodza. W końcu siepacze dopadają i zabijają Oktawiana. Jego głowa leży u stóp Marka Antoniusza. Ten zaś po rzymskim triumfie odnawia tron Tarkwiniuszy i mimo rad politycznych przyjaciół koronuje się wraz z Kleopatrą na króla. Zewsząd słyszy – to absurd, Rzym nigdy nie ścierpi króla! Ale ptolemejska legenda i siła perswazji Kleopatry są mocniejsze. Tak naprawdę to ona chciała być królem i swego dopina. Niesmak w kręgach obywatelskich jest jednak z dnia na dzień coraz większy. Kleopatra to wiedźma, Oktawian przekonywał o tym od lat. Teraz usidliła i wprowadziła w obłęd Antoniusza. Ten jest na tyle przytomny, że pamiętając los Cezara, w obawie przed zamachem nie rusza się z pałacu. Nie odwiedza Senatu, nie występuje publicznie. Obawa przed spiskiem rodzi w nim paranoiczną podejrzliwość. Jak wiele lat później król Herod, co chwila wydaje rozkazy egzekucji tych, którzy mu zagrażają. Rzymem zaczyna rządzić terror.

W końcu buntują się galijskie legie i wkraczają do Italii. Idą od zwycięstwa do zwycięstwa, aż Antoniusz wraz ze swoją królową musi ratować się ucieczką do Istrii, by wejść na pokład płynącego do Egiptu okrętu. Nigdy jednak tam nie dociera. Linczuje go tłum istrijskich biedaków, którzy chcą go obrabować ze złota i zboża (rzymski lud zawsze domagał się zboża). Pokrwawioną Kleopatrę zaś lud wiedzie do Rzymu, gdzie zostaje zamknięta w więzieniu kapitolińskim.

Co dalej z władzą? Wadzą się zwolennicy republiki z przedstawicielami dawnej partii Cezara. Przywrócić dawny ustrój czy oddać władzę w ręce princepsa? Wygrywają ci drudzy, którzy rzucają swoje szaty u stóp młodzieńca o imieniu Cezarion. To dziedzic rodu Juliuszów, prawowity syn wielkiego Cezara i Kleopatry. Otrzymuje wszystkie jego tytuły, wieczystego dyktatora, imperatora, najwyższego kapłana i „ojca ojczyzny". Przyjmuje władzę godnie i uwalnia matkę z lochu. Tak pradawny, święty ród Ptolemeuszy przejmuje kontrolę nad imperium. Symbioza rzymskiej myśli państwowej i hellenizmu jest pełna. Cezarion idzie tropem Aleksandra, pokonuje Partów i rozpoczyna podbój Indii. Dokonuje tego tylko po to, by dekadę później sięgnąć po Chiny.

A historia toczy się dalej. Jak wprawny czytelnik zauważył, od pewnego momentu alternatywnie. Od którego, kochani?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL