Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Rzecz o historii

Pałkiewicz: podróż wczoraj i dzisiaj

Po Syberii podróżowało się kiedyœ zaprzęgiem reniferów
Archiwum autora
40 lat temu do Ameryki Łacińskiej płynšłem frachtowcem cały miesišc. Dzisiaj zjadam œniadanie w Warszawie, obiad w Madrycie, kolację w Buenos Aires, a spać idę w Montevideo – pisze znany podróżnik, odkrywca Ÿródła Amazonki i członek Królewskiego Towarzystwa Geograficznego w Londynie.

Głoœny film „2001: Odyseja kosmiczna" Stanleya Kubricka oprócz symbolicznej podróży w przyszłoœć pokazuje przesuwajšcš się wraz z upływem czasu granicę efektywnoœci człowieka. Ale przede wszystkim mitycznš peregrynację w dobie technologicznej czy nawet dużo dalej. Tak jak dla Ulissesa istniały niegdyœ Słupy Herkulesa, tak dla człowieka jutra istnieje symbolizujšcy ludzkš drogę, tajemniczy czarny monolit na innej planecie. Podróż zawsze była nierozłšcznš częœciš życia ludzkiego, potrzebš poznawania i odkrywania. Człowiek był już na Księżycu, teraz przygotowuje się do lotu na Marsa. Z siedmiu miliardów ludzi żyjšcych na œwiecie statystycznie co siódmy przekracza granice państwa.

Napisał do mnie pewien student z Radomia: „Jak ja panu zazdroszczę! Pana podróżnicza kariera przypadła na dobre czasy". Jako reporter-podróżnik pół życia spędziłem w drodze. Czasami gubię się, myœlšc o tym, jak drastycznie zmieniało się oblicze podróży na przestrzeni moich czasów. Czym różni się ona w porównaniu z latami 80. ubiegłego wieku? Rozbieżnoœć jest kolosalna, a granica niezrównana. Przede wszystkim kamieniem milowym był postęp technologiczny. Komputer wstrzšsnšł naszym życiem, a internet dokonał nieprawdopodobnej rewolucji, pozwalajšc robić rzeczy, które kiedyœ były absolutnie nie do pomyœlenia.

Œwiat w zasięgu ręki

Dawny charakter wojażowania ginie na naszych oczach. Ludzkoœć została włšczona w wielkie przemiany prowadzšce do gwałtownego ujednolicenia œwiata, do bezlitosnej uniformizacji kulturowej i cywilizacyjnej. W nowym, kosmopolitycznym stylu życia zanikajš obyczaje, rola religii i rodzima kultura. Dominujš wszędobylska coca-cola i hamburgery w McDonaldzie. Na przestrzeni ostatniego ćwierćwiecza radykalnie zmieniły się formy komunikacji, płatnoœci czy samego przemieszczania się po œwiecie. Pamiętam, że cztery dziesištki lat temu do Ameryki Łacińskiej płynšłem frachtowcem cały miesišc. Dzisiaj zjadam œniadanie w Warszawie, obiad w Madrycie, kolację w Buenos Aires, a spać idę w Montevideo.

Œwiat otworzył się na niespotykanš dotšd skalę, a przypomnijmy, że jeszcze w PRL podróż zagraniczna pozostawała w sferze marzeń Polaków. Paszporty otrzymywali tylko wybrańcy. Dziœ wyjazd do innego kraju jest dostępny dla każdego. Wojażowanie jeszcze nigdy nie było tak proste i tak osišgalne. Znikajš bariery wizowe, mamy dostęp do licznych œrodków transportu, wynajem aut stał się banalnie prosty i wcale niedrogi. JeŸdzimy bardziej komfortowo, dalekobieżne autobusy majš wygodne fotele, toaletę, stały dostęp do bezprzewodowego internetu i gniazdka do ładowania urzšdzeń. Wakacje w Grecji czy Maroku kosztujš nie więcej niż wczasy w Darłowie.

Ćwierć wieku temu przygotowanie ekspedycji na Borneo zajęło mi rok, dziœ wystarczyłby na to tydzień. Moja mama, wyjeżdżajšc na urlop do Œwinoujœcia, pakowała się dwa tygodnie, a córka, jadšc na narty w Alpy, poœwięca na to dwa dni. Rodzinne wakacje można zaprogramować nawet w kilka godzin. Dzięki internetowi bez wychodzenia z domu można obejrzeć tysišce ofert na stronach biur podróżniczych czy porównać wszystkie dostępne połšczenia, przewoŸników i standardy pojazdów. Wystarczy tylko kliknšć, aby kupić online bilet na samolot. Nie musimy nawet mieć przy sobie pieniędzy, wszelkie opłaty regulujemy za pomocš kart płatniczych. Potem, korzystajšc z TripAdvisora z milionami bezstronnych recenzji, można w każdym miejscu na kuli ziemskiej wybrać hotel, restaurację czy atrakcje turystyczne. Trochę więcej czasu zajmie (ale to się opłaca) szperanie po blogach, sieciach społecznoœciowych czy forach, gdzie można skorzystać z doœwiadczeń niezliczonej rzeszy osób, które podsuwajš pomysły na wakacje życia i dzielš się opiniami. To prawdziwa rewolucja, która pozwala na skrupulatne i sumienne rozważenie wszystkich za i przeciw. A wštpliwoœci jest mnóstwo: kiedy i jak dojechać, co zabrać ze sobš, jak się ubrać, gdzie nocować. Internetowa przestrzeń to istna biblia, niezastšpiona do konsultacji. Jej alians z peregrynacjš stał się już nierozerwalny. Portal eDreams podaje, że trzy czwarte Europejczyków organizuje swoje wakacje poprzez sieć, a jedna trzecia w ten sposób nabywa bilety lotnicze. Coraz więcej osób decyduje się na wakacyjnš destynację na podstawie jakiejœ superpromocji.

Samolot dla każdego

Spójrzmy teraz na transport powietrzny i jego ewolucję. W latach 70. był to drogi i doœć elitarny œrodek lokomocji. Nikt nie mówił jeszcze wtedy o kryzysie naftowym i towarzystwa lotnicze mogły inwestować w poziom obsługi, wygodę podróży, delikatesowe posiłki, trunki oraz pogodne i życzliwe stewardesy. Dziœ oszczędnoœci, do których zmusza bezlitosna konkurencja cenowa, sprawiajš, że pasażerowie klasy ekonomicznej sš œciœnięci jak sardynki w puszce. W 2017 r. linie lotnicze na œwiecie przewiozły 4 mld pasażerów. Tylko przez londyńskie Heathrow przewinęło się ponad 77 mln. Zrobiła się masówka, a uprzejmoœć personelu, pokładowy katering albo wygoda siedzeń pozostawiajš wiele do życzenia. Wszelkie utracone udogodnienia rekompensuje jednak rozkwit floty przewoŸników niskobudżetowych, oferujšcych bardzo atrakcyjne ceny i często przekierowujšcych przepływ nurtów turystycznych na małe lotniska w pobliżu popularnych miejsc wakacyjnych, gdzie nie docierajš tradycyjne linie.

11 wrzeœnia 2001 r. stworzył nowš geografię œwiata. Nie tylko wzniósł bariery między religiami i kulturami, ale także zarysował głębokie zmiany w œwiecie podróży. Od tej pory koszmarem stały się czasochłonne i stresujšce lotniskowe kontrole bezpieczeństwa. 66 proc. respondentów ankiety wyszukiwarki lotów Skyscanner wyraża niezadowolenie z tego powodu. 41 proc. marzy o dawnej atmosferze, kiedy można było poznać kapitana w kokpicie albo gdy z obsługš kabiny witał on pasażerów wchodzšcych na pokład. Jego elegancki mundur i czapka z logotypem przewoŸnika zapewniały mu estymę, a przyjazny głos budził zaufanie. Dziœ piloci sš odizolowani pancernymi drzwiami, zza których dobiega tylko sucha informacja o szczegółach lotu bšdŸ enigmatyczna wzmianka o opóŸnionym odlocie lub turbulencji. Wielu pasażerów jest też zawiedzionych brakiem rozdawanych kiedyœ cukierków czy słodyczy, łagodzšcych nieco niepokój podczas startu. Z sondaży wynika, że co siódmy pasażer odczuwa dyskomfort z powodu zakazu palenia na pokładzie, drugie tyle ubolewa, że zabrano im niedozwolone w bagażu podręcznym alkohole i perfumy, a jeszcze inni narzekajš, że nie mogš wzišć na pokład butelki ulubionego soku.

MMS-y zamiast pocztówek

Jeszcze dwie dekady lat temu kontakt z bliskimi nie należał do zbyt łatwych, bo w krajach Trzeciego Œwiata, chociaż nie tylko, godzinami musiałem czekać w urzędzie pocztowym na połšczenie telefoniczne. Dzisiaj trudno już sobie przypomnieć istnienie ulicznych automatów na żetony. Łšcznoœć stała się dziecinnie prosta, wystarczy telefon komórkowy albo wszechobecny Skype, Twitter bšdŸ kafejka internetowa. Wštpię, czy ktoœ jeszcze wysyła widokówki z zagranicy, a przecież nie tak dawno należało to do podróżniczego rytuału. I zajmowało sporo czasu, bo w jednym miejscu sprzedawali pocztówki, w drugim znaczki, a jeszcze gdzie indziej była skrzynka pocztowa. Ale to nobilitowało, mówiło „tu byłem", „to widziałem". Teraz wszyscy korzystajš z poczty elektronicznej, SMS-ów, MMS-ów czy wideorozmowy. Bez zwłoki przesyłajš fotografie na Facebooka, pozwalajšc znajomym uczestniczyć w ich przygodzie, bo jako zakładnicy sieci nawet na wakacjach nie potrafiš oderwać się od netu, maili, czatów.

Afryka była swego czasu okreœlana mianem „grobu białego człowieka". A podręcznik medycyny tropikalnej jeszcze w 1965 r. odradzał wyjazd w goršcy klimat ludziom powyżej 50. roku życia ze względu na zagrożenie dla zdrowia. Zalecano, by turyœci po przyjeŸdzie zadbali o aklimatyzację, przez pierwszy tydzień unikali zbytniego wysiłku, pamiętali o lekkostrawnej diecie i popołudniowej sjeœcie. Dzisiaj te rekomendacje wydajš się wprost groteskowe.

Ekwipunek globtrotera

Współczesny globtroter może liczyć na liczne udogodnienia, wcišż ulepszany ekwipunek i przeróżne nowinki technologiczne. Dzisiejsze namioty rozkładajš się łatwiej i szybciej, wygodne, osadzone na kółkach walizki sš lżejsze i bardziej wytrzymałe. Oglšdanie filmu na laptopie czy smartfonie umila długie godziny ucišżliwego oczekiwania w lotniskowej strefie tranzytowej i odwraca uwagę od trudów podróży. Sprzymierzeńcem podróżnika stała się nawigacja satelitarna. Mapy, nieraz duże, rozkładane płachty, zostały zastšpione cyfrowymi, które podajš lokalizację według koordynat GPS, wyliczajš najszybszš lub najbardziej komfortowš trasę. Kiedyœ trzeba było dbać o należyte ukrycie gotówki, dzisiaj nikt nie zabiera jej ze sobš, tylko podejmuje jš w bankomatach albo płaci kartš kredytowš. Zapomnieliœmy już o czekach podróżnych, szeroko stosowanych od końca XIX wieku. Dzięki uniwersalnej walucie euro nie musimy szukać punktów wymiany. Coraz rzadziej zabieramy też w drogę nie najlżejsze ksišżkowe przewodniki, zastępujšc je e-bookami. Zwrot w historii fotografii przyniósł cyfrowy aparat. Pamiętam, jak wracajšc z daleka, niepokoiłem się o jakoœć zdjęć, dopóki ich nie wywołałem. Teraz taki problem nie istnieje, każde ujęcie można powtórzyć albo „poprawić" w Photoshopie. Jeszcze niedawno nosiłem na ramieniu ciężkš torbę ze sprzętem fotograficznym. Dziœ zabieram tylko lekki kompaktowy Fujifilm X-T1, udany aparat o wysokich standardach, przeznaczony do ciężkich zadań. Zresztš dyskretnš jakoœć fotografii zapewniajš najzwyklejsze telefony komórkowe.

Pojawiła się Europa bez granic, ale młodzi ludzie nie odczuli nadmiernego zachwytu, bo już mieli paszporty w kieszeni. Ja i moi rówieœnicy nie byliœmy tak uprzywilejowani. Ale nie rezygnowałem z prawa do wolnoœci, zachłannoœć œwiata popchnęła mnie do nielegalnego pokonania szlabanu i drutów kolczastych żelaznej kurtyny. Dziœ, jadšc przez Stary Kontynent, odczuwam pewien niedosyt, po prostu brakuje mi odrobiny napięcia i emocji towarzyszšcych wjazdowi do innego państwa. Ostatnio odnalazłem w domu certyfikat przelotu samolotem KLM nad biegunem północnym i cały plik zdobionych atestatów różnych towarzystw lotniczych, potwierdzajšcych przekroczenie równika. Dzisiaj podobnego uhonorowania nikt nie praktykuje. Bo i po co, skoro loty międzykontynentalne dawno przestały być wydarzeniem.

W 1886 r. menedżer hotelu Savoy w San Remo wymyœlił naklejki na walizkę, co miało być reklamš hotelu. Pomysł szybko się przyjšł, a walizki oblepione naklejkami z luksusowych hoteli podnosiły status podróżujšcego, czynišc go œwiatowym bywalcem. Marzšc w dzieciństwie o podróżach, wysyłałem listy do hoteli na całym œwiecie, proszšc o kolorowe nalepki, które stały się dla mnie oknem na œwiat. Moda utrzymała się przez równe sto lat i dzisiaj nikt już o niej nie pamięta.

Na wyprawach po bezdrożach i bez drogowskazów zawsze poruszałem się lokalnymi œrodkami lokomocji. Na pustyni zawsze na wielbłšdach, które zostały wyparte przez niszczšce to œrodowisko auta. Na rzece Jangcy żeglowałem niegdyœ ostatnim sampanem, dziœ można tam płynšć tylko statkiem wycieczkowym. Poprzednie pokolenie Indian dorzecza Amazonki poruszało się wiosłowš pirogš, obecne tylko łodziš motorowš. Na biegun zimna na Syberii jechałem zaprzęgiem reniferów, a teraz poruszajš się tam pojazdami mechanicznymi.

Kiedyœ w szkołach wybierało się jeden z języków obcych. Dziœ liczy się tylko ponadnarodowy angielski, dzięki któremu można komunikować się prawie wszędzie. Chyba że jest się w Chinach. Ale tam pomaga mi automatyczny tłumacz w telefonie. Technologia jest moim sprzymierzeńcem i na peryferiach œwiata korzystam z jej dobrodziejstw, np. z ratowniczego radionamiernika EPIRB czy satelitarnego lokalizatora Spot Tracker, które w razie utraty orientacji ułatwiš odnalezienie mnie na pustyni.

Pojawiło się jednak nowe zagrożenie, które może nas dotknšć w najmniej oczekiwanej chwili. Weszliœmy w wyjštkowo niespokojne czasy, epokę zamachów terrorystycznych w portach lotniczych, na dworcach kolejowych, w muzeach, na plażach, co może napawać uzasadnionym niepokojem. Jak jednak informuje Œwiatowa Organizacja Turystyki Narodów Zjednoczonych, mimo międzynarodowych konfliktów i zagrożeń atakami bombowymi liczba urlopowiczów na całym œwiecie wzrasta każdego roku o kilka procent.

Globalny kurort

Œwiat w czasach szalonego przyspieszenia zmienia się i kurczy. Brytyjski pisarz Lawrence Osborne, który zjechał pół globu, w „The Naked Tourist" odnotowuje, że problem współczesnego globtrotera polega na tym, że nie wie, gdzie jechać. Wszystko wyglšda tak samo, cała planeta stała się już jednym gigantycznym resortem i gdziekolwiek się ruszy, w gardle pozostaje gorycz. Globalizacja znosi granice i prowadzi do planetarnej ekspansji rynku. Aż trudno sobie wyobrazić, jak wiele rzeczy zmieniło się tylko w cišgu pół wieku. Ten ogromny postęp doskonale widać na przykładzie niektórych miast. Spójrzmy na Dubaj. Coœ, co niedawno było niewielkš osadš poœród morza piasków, dziœ jest rozbudzajšcym wyobraŸnię i pragnienia miastem, ekscytujšcš œwištyniš luksusu i stężonym koncentratem architektury XXI wieku. W tym ostentacyjnym przepychu brakuje jednak czegoœ, co w starej Europie jest być może mało przejrzyste, ale istotne dla jakoœci życia. We Wrocławiu, Berlinie czy Madrycie każdy czuje się jak w domu. A tutaj na pewno nie.

Pod wpływem unifikacji wzorów konsumpcyjnych i komercjalizacji życia znika goœcinnoœć i wiele innych wartoœci oraz ideałów, co może prowadzić do boleœci duszy. Nostalgia trawiła też Claude'a Levi-Straussa, który w filozoficznym traktacie „Smutek tropików" pisał o złudzeniach, przemijaniu, wreszcie o bezskutecznym poszukiwaniu œladów utraconej rzeczywistoœci.

Kiedy na poczštku lat 80. odwiedziłem Lhasę, widziałem tam nielicznych przybyszy. Potala, majestatyczny pałac-forteca, wyrastajšcy o œwicie poœród mgieł, oraz okoliczne namioty koczowników żyły œredniowiecznš atmosferš, a buddyjscy pielgrzymi przybywali, aby oddać czeœć Dalajlamie. Dzisiaj funkcjonujš tam centra handlowe, dyskoteki, salony masażu (czyli burdele), które piorunem sprowadzajš na ziemię wyobrażenia, z jakimi przyjeżdża się tutaj po lekturze ksišżek sprzed ćwierć wieku. Po przywódcy Tybetańczyków nie ma tu œladu, władze chińskie zamieniły centrum duchowe w muzeum dla ekskursjonistów. Nic dziwnego, że nowe nazwy geograficzne nigdy nie będš miały dla mnie takiego uroku jak te, do których się niegdyœ przyzwyczaiłem. W pamięci na zawsze pozostanie ożywiajšcy wyobraŸnię Sajgon, chociaż dzisiaj nazywajš go Ho Chi Minh, podobnie jak Cejlon Sri Lankš, Syjam Tajlandiš albo Birmę Myanmarem.

Ze względu na limitowany czas wojażujemy za szybko, nie istnieje już trasa, liczy się tylko cel. Dotarcie w ekspresowym czasie na drugi kraniec œwiata to nie podróż, a po prostu przemieszczanie się z jednego miejsca w drugie, marginalizujšce istotne wartoœci po drodze. Tony i Maureen Wheelerowie, twórcy wydawnictwa Lonely Planet, tak pisali o swojej azjatyckiej przygodzie w 1972 r.: „Na krańcu drogi skręciliœmy w prawo, kierujšc się w stronę Indii. W każdym razie gdzieœ w tamtš stronę". Dzisiaj, w dobie wyœcigu z czasem, nieustanny poœpiech oraz zmiany na rzecz użytecznoœci i wygody spłaszczajš rzeczywistoœć, zawężajš gamę przeżyć. I pomyœleć, że zupełnie niedawno samo przygotowanie się do wyjazdu było wydarzeniem. Po powrocie jeszcze długo żyło się wakacjami, bo trzeba było zaspokoić ciekawoœć rodziny i przyjaciół, pokazać slajdy. Teraz za sprawš smartfonów i Facebooka, pozwalajšcych komunikować się w czasie rzeczywistym, dominuje tendencja do spędzania wakacji i opowiadania o nich „tu i teraz". W konfrontacji dwóch epok rozdzielonych zaledwie jednym pokoleniem œcierajš się i mieszajš dobre i złe strony, gdzie jedna coœ traci, a druga zyskuje.

Przyszłoœć turystyki

Mówi się, że w nowych realiach peregrynacja utraciła blask. Magia egzotyki, atmosfera dawnych romantycznych eskapad odchodzi w zapomnienie. Globalizacja odciska swoje piętno na œwiecie podróży. Sprawia, że powszechny przemysł turystyczny przekształca egzotyczne tradycje w komercyjny folklor, nie pozostawiajšc na naszej planecie miejsc nieskażonych. W epoce masowych wyjazdów korzystamy z gotowych recept, zadowalajšc się folklorystycznym skansenem. Miliony „pakietowych" wczasowiczów skazanych jest na zamknięcie w odseparowanym od lokalnej społecznoœci, sterylnym kokonie, enklawie eleganckich resortów, usług turystycznych, spektakli, rajskich plaż i kuchni dostosowanej do zachodnich gustów.

Dzisiejsze trendy niewiele majš wspólnego z wczorajszymi, ale i te, które nadejdš jutro, będš zupełnie inne niż obecne. Osobiœcie uważam, że mimo globalizacji, kryzysu kultury czy pluralizmu wartoœci peregrynacja całkowicie nie zbladła. Kres autentycznej wędrówki dotyczy raczej jej wierzchniej częœci, a nie duszy człowieka. Duszy, w której wcišż tkwi nienasycona ciekawoœć œwiata. Magia nieznanych krain wcišż pobudza naszš wyobraŸnię i kusi tajemniczoœciš. Zatem prawdziwy podróżnik, nie baczšc na niepewnoœć i mordęgę, zawsze będzie szukać konfrontacji z innš rzeczywistoœciš i zanurzonego w czasie przeszłym autentyku. Henry Miller, autor ksišżki „Zwrotnik Raka", twierdził, że większy sens ma odkrycie jakiejœ œwištyni, o której nikt nie słyszał, niż zwiedzanie kaplicy Sykstyńskiej wœród kłębišcych się tłumów.

Takie porównania i refleksje o tym, czego już nie ma, sš nieuchronne nawet dla kogoœ, kto zwykle nie bawi się w sentymenty. Ze zdumiewajšcš ostroœciš przypominam sobie, że powracajšc kiedyœ w tę samš okolicę, odnajdowałem znajome obrazy. Dziœ jest to nie do pomyœlenia, dlatego tak chętnie wspominam obrosłe mitami miejsca. Bo intrygujš i wywołujš wzruszenie. Chcemy czy nie, niektóre fakty będš powracać z natrętnš intensywnoœciš, bo nie sposób odcišć się od zadumy nad utraconymi wizerunkami i ulotnymi doznaniami. Ta nostalgia to po prostu nasz mechanizm obronny przeciwko przyspieszonemu rytmowi życia. W filmie „Nakarmić kruki" Carlosa Saury oglšdajšca się wstecz starsza kobieta mogła cieszyć się życiem właœnie dzięki nostalgicznej wędrówce w przeszłoœć.

Branża turystyczna stoi w przededniu wielkich zmian. Według raportu Skyscannera „Przyszłoœć podróży" nowa generacja narzędzi wykorzystujšcych rzeczywistoœć wirtualnš jeszcze bardziej ułatwi podróżowanie. Specjaliœci od trendów technologicznych prognozujš, że w 2025 r. będzie można zaplanować i zarezerwować spersonalizowane wakacje za pomocš sterowanego głosem mikroczipu umieszczonego w naszym ciele. Ta cyberprzestrzeń to już tylko kilka kroków od kina science fiction Kubricka, z jego sztucznš inteligencjš i peregrynacjš przez historię ludzkoœci.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL