Przyszłość komunikacji to pojazdy elektryczne i autonomiczne

aktualizacja: 27.07.2017, 07:22
Foto: Fotolia

Zrównoważona mobilność lekarstwem na korki, brak miejsc parkingowych i emisję spalin.

REDAKCJA POLECA

Mobilność to dziś jedno z kluczowych wyzwań, przed którymi stają miasta na całym świecie. Według prof. Wojciecha Suchorzewskiego z Zespołu Inżynierii Komunikacyjnej Instytutu Dróg i Mostów Politechniki Warszawskiej, konieczność zajęcia się tym tematem wynika z analizy procesów rozwojowych metropolii, w tym zwłaszcza zjawiska suburbanizacji, czyli tzw. rozlewania się miast na strefy otaczające aglomeracje, a także wzrostu motoryzacji i transportochłonności współczesnej gospodarki. Remedium może być tzw. ekonomia pasażerska, której fundamentem mają być autonomiczne pojazdy i inteligentne technologie miejskie.

Elektryczne korzyści

– Udział transportu drogowego w przewozach osób i ładunków rośnie, a co za tym idzie zatłoczenie dróg i parkingów, zużycie energii i zanieczyszczenie środowiska – wylicza prof. Suchorzewski.

Eksperci tłumaczą, że w konsekwencji stoimy przed koniecznością zrównoważenia mobilności miejskiej. To złożony problem. Z jednej strony np. oczekiwany jest bowiem wzrost udziału transportu publicznego w przewozach, co znacząco poprawiłoby warunki życia w aglomeracjach. Z drugiej jednak strony – jak przekonuje Wojciech Suchorzewski – owa poprawa dostępności to miecz obosieczny, bo przyczynia się do wzrostu transportochłonności, a więc wzrostu zużycia energii, większej emisji szkodliwych substancji i rosnących kosztów.

Tematowi mobilności zaadresowana została część tzw. strategii Morawieckiego, która przewiduje kompleksowy program rozbudowy infrastruktury systemów transportu publicznego. W miastach rozwijany ma być więc niskoemisyjny tabor, z naciskiem na pojazdy elektryczne. Właśnie elektromobilność to jeden z rządowych priorytetów. Chodzi o wprowadzenie ułatwień w lokalizowaniu stacji do ładowania pojazdów elektrycznych i zakup taboru e-autobusów.

Elektryczne pojazdy to przyszłość transportu. Według danych IDTEchEX, kolejne 10 lat przyniesie niemal pięciokrotny wzrost rynku elektrobusów. Dziś rynek ten rozwija się w tempie 20 proc. rocznie.

Ale napęd elektryczny to nie moda, ale konkretne korzyści. Rodzimy Solaris szacuje, że zastąpienie wszystkich miejskich autobusów spalinowych w naszym kraju autobusami elektrycznymi obniżyłoby koszty związane z zakupem paliw o ponad 1 mld zł rocznie. To kwota, która umożliwiłaby wybudowanie instalacji wiatrowych o łącznej mocy 144 MW, a to z kolei wystarczyłoby na pokrycie rocznego zapotrzebowania na energię elektryczną niemal 4 tys. autobusów elektrycznych. A właśnie autobusy stanowią ok. 60 proc. miejskiego transportu w naszym kraju. Niestety, aż 95 proc. z nich to pojazdy z silnikami Diesla. Przy czym – jak podkreślają eksperci – połowa z nich to silniki, które nie spełniają normy Euro 4.

W tej sytuacji, jak zauważa Michał Wolański z Katedry Transportu Szkoły Głównej Handlowej w Warszawie, elektrobusy to najbardziej opłacalne rozwiązanie.

Ekonomia pasażerska

W perspektywie finansowej UE do roku 2020 Polska na zrównoważoną mobilność przeznaczy ponad 4,3 mld euro. Najważniejsze wyzwania, które stoją w tym kontekście, to korki, brak miejsc parkingowych i emisja spalin. Zdaniem Carla F. Eckhardta, zajmującego się w grupie BMW wyzwaniami mobilności, żeby im sprostać, miasta powinny zwiększać dostępność usług zapewniających mobilność i zasypywać przepaść pomiędzy właścicielami samochodów i tradycyjnym transportem publicznym. Tu odpowiedzią może być cieszący się coraz większym powodzeniem w Europie tzw. car sharing. Chodzi o współużytkowanie samochodów (ekonomia pasażerska) – trend, który wyrósł na bazie zdobywającej popularność ekonomii współdzielenia.

Car sharing powinien opierać się na autach elektrycznych. Takich pojazdów będzie szybko przybywać. Według prognoz firmy Frost & Sullivan, w tym roku rynek takich pojazdów urośnie o blisko 26 proc. Idea poruszania się po mieście w kolejnych latach przejdzie jednak jeszcze większą transformację. A to za sprawą samochodów autonomicznych. Choć dziś wciąż brzmi to jeszcze jak science fiction, to eksperci nie mają wątpliwości, że urzeczywistnienie wizji aut jeżdżących bez kierowcy to nieodległa przyszłość. Innowacyjne technologie w motoryzacji to dziś jeden z najszybciej rozwijających się obszarów. Dane Frost & Sullivan wskazują, że globalne nakłady na cyfryzację w tym sektorze osiągną w roku 2020 poziom 82 mld dol. Liderzy rynkowi, jak Volkswagen, GM czy Toyota, przywiązują coraz większą uwagę do komunikujących się z siecią samochodów i pojazdów autonomicznych. Te ostatnie – wedle zapowiedzi BMW – już w 2021 r. trafią do seryjnej produkcji. O pozytywnych skutkach tej rewolucji mówi nam Christian Lamprechter, country manager Intela na Europę Środkową. – Dzięki autom autonomicznym w latach 2035–2045 ocalonych zostanie ponad 0,58 mln ludzkich żyć. Tyle osób zginęłoby bowiem w wypadkach w tradycyjnych samochodach – wskazuje.

Ale pozytywnych skutków wdrożenia autonomicznych technologii do transportu będzie więcej. Christian Lamprechter przekonuje, że w ciągu analizowanej dekady oszczędności wynikające ze szkód powstających podczas wypadków drogowych sięgną 234 mld dol. – Mieszkańcy najbardziej zatłoczonych miast świata zaoszczędzą na dojazdach do pracy aż 250 mln godzin rocznie – wylicza przedstawiciel Intela.

Z początkiem lipca 2016 roku firmy Intel, BMW i Mobileye poinformowały o prowadzeniu prac nad autonomicznym pojazdem. W II połowie br. na ulice wyjechać ma 40 prototypowych autonomicznych aut BMW serii 7.

POLECAMY

KOMENTARZE