Premier: Nie ma obaw, że w 2017 r. zabraknie w budżecie pieniędzy

aktualizacja: 26.02.2016, 23:23
Premier Beata Szydło

Nie ma obaw o to, że w 2017 roku w budżecie państwa braknie na cokolwiek pieniędzy - zapewniła w piątek premier Beata Szydło. Podkreśliła, że rząd jest przygotowany, by w tym roku przyjąć projekt ws. obniżenia wieku emerytalnego.

REDAKCJA POLECA

Premier zaznaczyła w rozmowie z TVP Info, Polsatem i portalem 300Polityka, że rząd chce zapewnić stabilność budżetową z jednej strony uszczelniając system podatkowy, a z drugiej przygotowując projekty na rzecz rozwoju.

Jak mówiła, minister finansów Paweł Szałamacha przygotował zestaw projektów ustaw dotyczących walki z unikaniem płacenia podatków oraz stworzenia systemu informatycznego w celu kontroli skarbowej. Jak mówiła, przygotowywana jest też "mała nowela podatku VAT". Ustawy te zaczną działać w 2016 roku - zapowiedziała szefowa rządu. "Przygotowujemy również dużą zmianę podatkową, kompleksową, w której będziemy m.in. zmieniali nie tylko VAT, ale również rozwiązania dotyczące PIT i CIT" - zapowiedziała premier.

Dodała, że wicepremier, minister rozwoju Mateusz Morawiecki przygotował z kolei plan prorozwojowy, który także zaowocuje wpływami do budżetu. "Nie ma obaw o to, że w 2017 roku braknie na cokolwiek pieniędzy" - oświadczyła szefowa rządu. Podkreśliła, że przyszłoroczny budżet będzie przygotowany od początku do końca przez obecną ekipę rządzącą. "W tym roku zastaliśmy budżet, który przygotowała poprzednia ekipa" - dodała Szydło.

Premier była pytana, czy rząd będzie za wprowadzeniem obniżki podstawowej stawki VAT do 22 proc., czy też za utrzymaniem obecnej stawki - 23 proc. "Na pewno nikt nie będzie VAT-u podwyższał. Nie ma takiej możliwości. Czy powrócimy do poprzedniej stawki? Będę mogła to powiedzieć po półroczu" - zapowiedziała. Jak mówiła, "jeżeli okaże się, że dynamika wpływów z podatków utrzyma się (...), jeżeli ustawy, które zostaną wprowadzone, okażą się skutecznymi, po półroczu będziemy mogli powiedzieć, czy zdecydujemy się, żeby powrócić do poprzedniej stawki VAT".

Zaznaczyła, że ona osobiście chciałaby obniżenia stawki VAT, bo to napędziłoby gospodarkę i pomogło przedsiębiorcom. "Natomiast ocenę tego zostawiam sobie na pewien czas. Dzisiaj mogę na potrzeby tej dyskusji powiedzieć: obniżymy, wrócimy do poprzedniej stawki, ale wolę być ostrożna i wolę powiedzieć tak: po półroczu spotkamy się i wtedy będę mogła powiedzieć zdecydowanie: tak, czy nie" - mówiła szefowa rządu.

Premier zaznaczyła także, że projekt dotyczący podniesienia kwoty wolnej od podatku, który był zapowiedziany przez prezydenta, już jest w Sejmie. "W naszej ocenie w tej chwili, w tym stanie budżetu nie możemy pozwolić sobie na wprowadzenie kwoty w takiej wysokości, czyli od razu 8 tys., jak jest proponowane w projekcie prezydenta" - powiedziała premier.

Jak dodała, rząd rozważa, "czy rozłożyć to na etapy i dochodzić stopniowo do kwoty wolnej od podatku w wysokości 8 tys. zł., czy też być może zastosować inny wariant, że "najpierw wprowadzić kwotę dla grupy, która ma niższe dochody" i "stopniowo dochodzić do tych, którzy mają wyższe dochody".

"Ale również chcemy przyjąć ten projekt jak najszybciej, by mógł obowiązywać od nowego roku" - zaznaczyła Szydło.

Premier zaznaczyła, że projekty dotyczące 12 zł stawki wynagrodzenia oraz wprowadzenia 15-procentowego CIT dla małych przedsiębiorców są już przygotowane. "Projekt 12 zł jest po uzgodnieniach i będzie trafiał na rząd do przyjęcia, natomiast projekt dot. 15-procentowego CIT został wczoraj przez ministra finansów zgłoszony do uzgodnień. Te dwa projekty już są i wejdą w życie niebawem, po uchwaleniu przez Sejm, myślę, że to jest kwestia dwóch, trzech miesięcy" - zapowiedziała premier.

Szydło pytana była też o doniesienia nt. raportu ZUS, iż w ciągu kilku lat może on zbankrutować. W tym tygodniu "Gazeta Wyborcza" napisała, że ZUS wyliczył, iż w ciągu pięciu lat na emerytury i renty państwu zabraknie 250 mld zł, a w wersji pesymistycznej aż 400 mld.

"Mam opinie ekspertów, którzy mówią, że te informacje, że ZUS-owi grozi bankructwo, są przesadzone" - oświadczyła premier. "W tej chwili mianowaliśmy nową prezes ZUS (...) i czekam na jej opinię. Będziemy coś więcej mogli powiedzieć, kiedy ona będzie przygotowana" - dodała.

W trakcie debaty Beata Szydło pytana była też o protesty w Polsce, podczas których jej rządowi zarzuca się łamanie demokracji. "Demokracja w Polsce ma się świetnie" - podkreślała tłumacząc, że świadczy o tym fakt, że "ludzie wychodzą na ulice, protestują i nikt im tego nie zabrania".

"Dziś od rana jeździłam po Mazowszu, spotykałam się z ludźmi i proszę mi wierzyć, nikt nie zapytał mnie o sprawy Trybunału Konstytucyjnego, o protesty (...), ludzie cieszą się, że będzie Rodzina 500 plus" - oświadczyła Szydło.

"Ludzie chcą normalności (...), a normalność dzisiaj dla człowieka to jest praca, godne wynagrodzenie, poczucie bezpieczeństwa dla rodziny" - podkreśliła.

Podczas podsumowującej 100 dni rządu piątkowej rozmowy z TVP Info, Polsatem i portalem 300Polityka premier była pytana o sprawę przyjmowania uchodźców.

"Wizja, że do Europy będą przyjeżdżały kolejne grupy migrantów (...), asymilowały się i bezpiecznie zdobywały mieszkanie, pracę i wszystko będzie świetnie przebiegało, była wizją złudną. Politycy europejscy, którzy podejmowali taką decyzję, zobowiązali się do tego. Tak, jak poprzedni rząd. W mojej ocenie, ale myślę, że też w ocenie coraz większej liczby przywódców państw europejskich, popełnili błąd i byli naiwni myśląc, że to się uda zrobić" - podkreśliła premier.

Jak podkreśliła, kolejne szczyty w tej sprawie "niczego nie wnoszą, niczego nie rozwiązują". Jej zdaniem, dzisiaj zarówno Polska, jak i Europa, nie są gotowe na przyjmowanie uchodźców. Jak powiedziała, "deklarując i kontynuując deklaracje poprzedniego rządu" - w tym roku Polska może przyjąć około 500 osób.

"Uważamy, że na tyle jesteśmy w stanie zabezpieczyć tych ludzi, jak i bezpieczeństwo Polaków. (...) Nie przyjęliśmy w tej chwili żadnego imigranta i w najbliższym czasie na pewno nie przyjmiemy. W najbliższym czasie możemy się na to zdecydować, ale chcemy mieć również prawo dokonywania oceny, czy dane osoby, które chciałyby do Polski przyjechać, (...) gwarantują bezpieczeństwo polskim obywatelom" - dodała.

Szefowa rządu odniosła się również do pytania, czy Polacy, tak jak Węgrzy, powinni zdecydować w referendum o przyjęciu imigrantów. "Nie wiem, czy to jest dobre rozwiązanie. Być może tak (...). Zakładam, że w pewnym momencie trzeba będzie zapytać Polaków o to, czy powinniśmy przyjmować migrantów" - oceniła.

Premier oceniła w piątek, że poprzednicy rządu PiS popełnili błędy i zaniedbania w kwestii sprowadzeniu do Polski wraku samolotu TU-154M, który rozbił się w 2010 roku pod Smoleńskiem

"Trzeba przede wszystkim zachować taką zasadę - nie boimy się, nie mamy kompleksów, bronimy własnego stanowiska, przedstawiamy swoje racje i stajemy jak równy z równym do dyskusji, przedstawiamy argumenty. Jeżeli mówimy o relacjach z Rosją, o powrocie wraku do Polski, tu są zaniedbania poprzedników. Na początku śledztwa popełniono rażące błędy" - podkreśliła.

"My chcemy doprowadzić do tego, żeby wrak do Polski wrócił. Są zabiegi dyplomatyczne, będziemy to realizowali. Jeszcze raz chcę powiedzieć - w 2010 roku byłaby zupełnie inna sytuacja, w tej chwili po sześciu latach, po tych zaniedbaniach, nasza sytuacja jest o wiele trudniejsza" - oświadczyła premier.

Szydło została zapytana, czy "autoryzuje słowa i działania ministra (spraw zagranicznych Witolda) Waszczykowskiego, który bardziej publicystycznie niż dyplomatycznie wypowiadał się m.in. o Angeli Merkel". Jak odpowiedziała, "każdy z ministrów mojego rządu bierze odpowiedzialność za swoje decyzje, które podejmuje i za słowa, które wypowiada".

"Każdy polityk powinien ważyć słowa i tu się zgadzam. Każdy polityk, szczególnie jeżeli pełni odpowiedzialną funkcję państwową, musi uważać na swoje sformułowania. Szczególnie minister spraw zagranicznych, którego zdania mogą być też wyrwane z kontekstu" - zaznaczyła premier.

Jak mówiła, rząd polski jest dziś pod dużym ostrzałem nieuprawnionej krytyki ze strony polityków europejskich. "Trudno mi sobie wyobrazić, że miałabym się odnosić krytycznie do funkcjonowania jakiegoś państwa czy instytucji europejskiej, tymczasem ważni politycy europejscy takie opinie - bez poznania faktów, tylko na podstawie zasłyszanych opinii, najczęściej suflowanych przez politycznych graczy - wyrażali. Z tym się nie zgadzam i nie uważam, że powinniśmy takie rzeczy tolerować" - powiedziała Szydło.

Dodała także, że w przypadku każdego ministra, który nie będzie "realizował programu, z którym rząd Prawa i Sprawiedliwości wyszedł do obywateli i który nie będzie bronił polskiej racji stanu, czy popełni rażące błędy", zostaną wyciągnięte odpowiednie wnioski.

Szydło była także zapytana, czy jej rząd udzieli wsparcia Donaldowi Tuskowi w walce o drugą kadencję na stanowisko szefa Rady Europejskiej. "Myślę, że w tej chwili jest przedwcześnie mówić o tym, jakie będą decyzje. Przede wszystkim sam Donald Tusk musi powiedzieć, czy chce się ubiegać o drugą kadencję" - podkreśliła.

Zaznaczyła, że "dla nas zawsze wartością jest to, jeżeli Polak zajmuje ważne stanowisko w instytucjach międzynarodowych". "W tej chwili Donald Tusk jest Polakiem, który ma najwyższe stanowisko w instytucji międzynarodowej, natomiast ja też oczekuję, że jeżeli Polak pełni ważne stanowisko w instytucjach międzynarodowych, to potrafi, tak jak przedstawiciele innych narodów, wznosząc się oczywiście ponad narodowe interesy, bo taka jest jego rola, ale potrafi jednak bronić, również interesów własnego państwa" - oświadczyła Szydło.

Żródło:

POLECAMY

KOMENTARZE