Muzułmanie nie muszą uciekać

aktualizacja: 03.09.2015, 16:26

Polska dobrze robi, sprzeciwiając się narzuceniu przez Brukselę automatycznego systemu rozdzielania imigrantów – mówi Jędrzejowi Bieleckiemu szefowa fundacji opiekującej się uchodźcami.

REDAKCJA POLECA

Rzeczpospolita: Polska robi co może, aby nie przyjąć uchodźców. Czy to moralne?

Miriam Shaded: W tej sprawie niezwykle nieudolna jest przede wszystkim polityka Unii Europejskiej i trudno się dziwić, że Polska nie chce się do niej przyłączyć. Bo przecież Bruksela w ogóle tego nie kontroluje, swoim działaniem wręcz wspiera nielegalną imigrację...

Dlaczego?

Bo pomaga wszystkim imigrantom, którzy dotrą do Europy. Nie weryfikuje, czy to są ludzie, którym w Syrii grożą represje czy nawet utrata życia. W konsekwencji pomoc dostają najsilniejsi, bo tylko oni są w stanie przebyć pełną niebezpieczeństw drogę na nasz kontynent. Słabsi, w tym prześladowani chrześcijanie, ale także kobiety z dziećmi, nie mają szans, bo obawiają się porwań, gwałtów. Docierają więc do Unii głównie mężczyźni, muzułmanie, także terroryści podszywający się pod imigrantów.

Jakie jest rozwiązanie?

W ambasadach krajów Unii na Bliskim Wschodzie czy w Afryce powinny być wydawane wizy osobom, które są rzeczywiście zagrożone. To pozwoliłoby kontrolować ten proces. Ale jest inaczej. Mnóstwo osób zgłasza się do naszej fundacji i mówi: wystawialiśmy wniosek o wizy, braliśmy 100-procentową odpowiedzialność za osoby, które zapraszamy, chcieliśmy sprowadzić prześladowanych chrześcijan i nie uzyskaliśmy wiz. Konsulaty ich nie wydają, bo podejrzewają, że te osoby nie wrócą. Traktują więc tych, którym należy się azyl, jak emigrantów ekonomicznych. Tak postępowały też polskie ambasady, na przykład w Libanie, Egipcie, w krajach sąsiadujących z Syrią.

Ale nawet gdyby unijne ambasady wydawały wizy, nie powstrzymałoby to fali imigrantów ekonomicznych, która zalewa teraz Europę.

To pozwoliłoby Europie z czystym sumieniem skoncentrować się na ochronie granic zewnętrznych Wspólnoty przed nielegalną migracją. Grecja czy Włochy same sobie z tym nie poradzą. Skoro jednak takiej ochrony nie ma i nielegalni imigranci szerokim strumieniem przedostają się do Wspólnoty, Polska dobrze robi, sprzeciwiając się narzuceniu przez Brukselę automatycznego systemu rozdzielania przyjezdnych między wszystkie kraje Unii.

Może powinniśmy jednak zgodzić się na taki system w odniesieniu do uchodźców z krajów pogrążonych w wojnie, takich jak Syria?

To byłoby niebezpieczne, bo imigracja z tego kraju jest zupełnie niekontrolowana. W Syrii, podobnie jak w niektórych innych krajach Bliskiego Wschodu i Czarnej Afryki, toczy się wojna religijna, cywilizacyjna. Żydzi i chrześcijanie, a także ateiści, są masowo prześladowani, bo mają te same poglądy co Europejczycy. Muzułmanie natomiast nie mają powodów, aby uciekać do Europy.

Jak to, przecież w wojnie w Syrii zginęło już przynajmniej 350 tys. osób. To dziś jedno z najbardziej niebezpiecznych miejsc na Ziemi.

Tak, ale giną głównie cywile z mniejszości narodowych i chrześcijanie. To najbardziej zagrożone grupy. Kiedy islamiści wchodzą do wiosek, nie mordują muzułmanów. Chyba że chodzi o tych walczących w opozycji, ale to są wojskowi, nie cywile.

Jednak muzułmańska ludność cywilna jest poddana bardzo surowym rygorom, szczególnie kobiety.

80 procent sunnitów popiera utworzenie kalifatu, tylko dzięki temu dwa lata temu powstało Państwo Islamskie. Taka jest mentalność tej społeczności. Inaczej jest z chrześcijanami, a także alawitami, których trzeba wspierać, bo są liberalni. Podobnie jak Kurdów.

To może Polska powinna przynajmniej im automatycznie przyznawać prawo azylu?

Nie. Oni powinni przede wszystkim walczyć na miejscu, tam trzeba ich wspierać. Zresztą przywódcy alawitów nie chcą, aby ich ludność opuściła kraj. Wówczas całą Syrię zostawimy na pastwę ekstremistów muzułmańskich.

Ale to oznacza de facto wspieranie reżimu Baszara al-Asada...

Rzeczywiście, Europa stanęła po złej stronie konfliktu. Nie powinna była wspierać rebeliantów. Fundamentalni muzułmanie, gdy stanowią większość, stają się ogromnym zagrożeniem dla mniejszości – chrześcijan, alawitów, żydów. Mordują ich. Przed wybuchem wojny domowej Syria była najbardziej liberalnym krajem w regionie. Kobiety miały równe prawa, były w rządzie, mogły się ubierać, jak chciały. Był to też bardzo bezpieczny kraj, w szczególności dla chrześcijan. Owszem, Europa mogła postawić na innego przywódcę, wynegocjować odejście Asada. Ale nie powinna wspierać rebeliantów, fundamentalistów islamskich. Dawać im broń, niszczyć cały kraj.

W krajach sąsiadujących z Syrią schroniły się 4 miliony uchodźców. Żyją w obozach, często w złych warunkach. Jest wśród nich wielu muzułmanów. Tym należy pomóc?

Mogą znaleźć schronienie w innych krajach sunnickich. Tyle że Arabia Saudyjska ich nie przyjmuje, odgrodziła się murem. Podobnie państwa Zatoki Perskiej. Pomaga Turcja, Liban, Jordania. Ale te kraje nie chcą z kolei chrześcijan. Każda religia chce więc swoich.

W Europie tylko premier Słowacji Robert Fico odważył się to powiedzieć otwarcie i został skrytykowany przez zachodnie stolice.

Ale miał rację, bo mamy dziś do czynienia na Bliskim Wschodzie z wojnami religijnymi. I nieprzyjmowanie chrześcijan, którzy są najbardziej prześladowani, to działanie dyskryminacyjne. Parlament Europejski wydał rezolucję, w której uznał, że chrześcijanie są najbardziej prześladowaną grupą religijną na świecie. Raport World List z 2015 r. wykazał, że najgorsza sytuacja jest pod tym względem w Syrii i Iraku. ONZ nieraz wskazywała, że islamiści mordują nawet chrześcijańskie dzieci. Nie można zamykać oczu na to, że właśnie ta grupa najbardziej potrzebuje pomocy.

Polski rząd wskazuje na zagrożenie terrorystyczne w razie niekontrolowanej imigracji. Czy to nie przesada?

To bardzo poważne zagrożenie. Wywiad ocenia, że już teraz w Polsce może być przeszło 100 tys. muzułmanów. A przecież celem islamu jest wprowadzenie szarijatu, prawa całkowicie sprzecznego z demokratyczną konstytucją, dla mnie wręcz nazistowskiego, totalitarnego, które wpływa na każdą dziedzinę życia człowieka i łamie jego prawa. Kobiety tych praw są zresztą zupełnie pozbawione. Syryjczycy, którzy przejeżdżają do Polski, są przez to bardzo zastraszeni.

Grożono pani?

Dostaję pogróżki, bo łamię zasady islamu. Gdybym miała żyć pod prawem kalifatu, już dawno bym zginęła. Jestem chrześcijanką, więc zostałabym poddana panowaniu mężczyzny. Mógłby mnie gwałcić, robić wszystko, nawet zabić. Jak mam się nie czuć zagrożona? W Koranie jest dokładnie napisane, co się robi z chrześcijanami, z kobietami.

Ilu syryjskich chrześcijan udało się pani fundacji do tej pory sprowadzić?

W ciągu miesiąca przyjechało ich 167. To projekt społeczny zorganizowany przez parafie, społeczności lokalne, fundacje i ludzi dobrej woli, to oni go finansują. To była oddolna inicjatywa Polaków. Po debacie prezydenckiej pomocy prawnej zdecydowała się nam udzielić pani premier. Dlatego w przyznawaniu wiz bardzo nam teraz pomaga Ambasada RP w Libanie. Państwo polskie daje też ubezpieczenia zdrowotne, organizuje edukację dla syryjskich dzieci, służby graniczne i Urząd ds. Cudzoziemców są dla nas wsparciem.

Jak odnajdują się Syryjczycy w Polsce?

Wynajmujemy im mieszkania albo domy. Zasada jest taka, że w pokoju nie mogą być więcej niż dwie osoby. Nie lokujemy kobiet i mężczyzn razem, chyba że chodzi o małżeństwo lub małe dzieci. Wielu Polaków ma dużo serca dla Syryjczyków. Fundacja współpracuje z 25 opiekunami, którzy zajmują się zapisywaniem dzieci do szkoły, pokazywaniem okolicy, organizowaniem kursów języka polskiego.

Są perspektywy znalezienia pracy dla uchodźców?

W ciągu dwóch tygodni pierwsi Syryjczycy powinni otrzymać status uchodźcy, wtedy dopiero będą mogli ubiegać się o pracę. A jest wiele możliwości: usługi, budownictwo, praca w fabrykach, sprzątanie, praca jako kucharz. To możliwe nawet bez znajomości języka. Z ofertami pracy zgłaszają się polskie firmy. Uchodźcy są rozrzuceni po całej Polsce. Przyjeżdża cały przekrój społeczeństwa, od fryzjerów, robotników budowlanych po inżynierów, bankierów. Mamy doktorów, profesorów, restauratorów, którzy potracili lokale i chcą je odtworzyć.

Nie chcą wyjechać do Niemiec?

Angela Merkel podcięła naszą działalność, gdy oświadczyła parę dni temu, że Niemcy przyznają automatycznie azyl i opiekę Syryjczykom, także tym z Polski. Wtedy część naszych uchodźców wyjechała. To już kilkanaście osób. Byli zadowoleni, mieli pełną opiekę. Ale mit Niemiec przyciąga.

Jakie mają w Niemczech warunki?

Dostają 400 euro na osobę, ale muszą z tego pokryć koszty życia. My dajemy 3 tys. zł na rodzinę pięcioosobową, 2,4 tys. zł na trzy osoby. Po uwzględnieniu niższych kosztów życia w Polsce nie są to gorsze warunki niż za Odrą. Chcemy zresztą zwiększyć te kwoty, ale nie możemy płacić za dużo, bo wtedy ci ludzie stracą motywację do podjęcia pracy.

Ile chce pani sprowadzić syryjskich chrześcijan?

Dziesięć rodzin tygodniowo, ale wszystko zależy od środków. Zaczynają nas wspierać firmy, zagraniczne banki, fundacje. Odnajdujemy najbardziej potrzebujących przez kościoły działające w Syrii, nasza działalność jest już tam powszechnie znana. Sprowadzamy wyłącznie osoby bezpośrednio z Syrii.

Niezależnie od tego polski rząd zgodził się na przyjęcie 2 tys. uchodźców, będzie musiał zapewne o wiele więcej. To jest do zrobienia?

Na razie Polska jest do tego słabo przygotowana, nie ma funduszy publicznych, ekspertów, systemu integracji. Ale być może należałoby zacząć od zmiany ustawy o cudzoziemcach, która z jednej strony jest bardzo restrykcyjna, jeśli idzie o przyznanie wiz, ale z drugiej przyznaje sporo praw osobom, które znalazły się nielegalnie na terenie Polski. Tymczasem ci ludzie powinni radzić sobie sami. Trzeba dać im zatrudnienie. Wtedy do Polski przyjadą tylko te osoby, które naprawdę potrzebują pomocy i będą wdzięczne za bezpieczeństwo oraz możliwość podjęcia pracy.

Miriam Shaded, urodzona w Polsce córka syryjskiego pastora. Założyła fundację Estera, która zajmuje się sprowadzaniem syryjskich chrześcijan uciekających przed wojną domową do Polski.

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych". Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE