Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Ranking Samorządów

Trzeba iść z duchem czasu i wciąż wzmacniać samorządy

Jerzy Buzek
materiały prasowe
To, co było „innowacyjne" kilka lat temu, dzisiaj jest już zwykłe, normalne – w ten sposób Jerzy Buzek, przewodniczący Rankingu Samorządów, uzasadnia zmiany, jakie w nim zaszły. Ranking Samorządów 2017 już w czwartek w Rzeczpospolitej i o 12.30 na żywo na rp.pl.

W tym roku w Rankingu Samorządów zaszły duże zmiany. Kapituła zdecydowała, że ranking główny poszerzony został o zagadnienia, o które dotychczas pytaliśmy w rankingu innowacyjności. Dlaczego?

Jerzy Buzek: To, co było „innowacyjne" kilka lat temu, gdy tworzyliśmy ten specyficzny, innowacyjny ranking, dzisiaj jest już zwykłe, normalne, choć nie wszyscy takie rozwiązania wprowadzili. Dotyczy to takich spraw, jak na przykład dostęp do internetu czy e-zarządzanie. Podobnie nie wszędzie rozwinięto np. odpowiednią sieć przedszkoli czy zapewniono finansowanie inwestycji i tworzenie miejsc pracy, o co z kolei od dawna pytamy w tzw. głównym rankingu.

W efekcie tego połączenia trudno porównać wyniki tegorocznego rankingu z poprzednimi latami. Czy to nie problem w kontekście jego ciągłości?

Sądzę, że generalnie ciągłość została zachowana, skoro szeroka czołówka gmin w obydwu dawnych rankingach była ta sama. Można więc oczekiwać, że obecne połączenie obu rankingów pozostawi tę czołówkę bez zmian. Sami oczywiście nie mieliśmy pojęcia, którym gminom połączenie rankingu może dać lepsze wyniki, a które osłabić. Obiektywne powody jednak jednoznacznie wskazywały na konieczność tego połączenia.

Czy można powiedzieć, że to ten sam ranking w nowej odsłonie?

Absolutnie tak! To ten sam ranking, ale z uaktualnionymi pytaniami i zasadami.

Część gmin, które w poprzednich latach zajmowały nawet wysokie pozycje, może mieć pretensję, że w tym roku w ogóle nie zakwalifikowała się do II etapu rankingu. Czy to efekt zmian, czy prostej zasady, że nie zawsze można być liderem, że w końcu mogą pojawić się lepsi?

Zawsze tak było, co roku, że w czołówce zmieniały się gminy, choć te, które z niej wypadały, akurat tym się nie chwaliły, a i my pozostawialiśmy to do oceny bardziej wnikliwych czytelników. Proszę też pamiętać, że przejście do drugiego etapu wynika z analizy obiektywnych danych finansowych, a ta część rankingu nie zmieniła się.

Czy w następnych edycjach można spodziewać się kolejnych zmian w rankingu?

Z pewnością tak. Będą zmiany, ale raczej nie w roku 2018, bo on jest dla samorządów rokiem szczególnym. Jednak od przyszłej kadencji (2018–2022) warto będzie ponownie odpowiedzieć na pytanie, jaki model samorządu jest dzisiaj dla Polski i jej obywateli najbardziej korzystny. Jesteśmy na innym etapie rozwoju jako kraj, regiony oraz same społeczności lokalne niż kilkanaście lat temu, kiedy tworzyliśmy ranking, a samorządy uczyły się dopiero korzystać z dobrodziejstwa naszego członkostwa w Unii Europejskiej i stosować reguły Wspólnoty. Przewidywane przez nas zmiany w rankingu z pewnością nie będą radykalne, tu chodzi o stopniowe dostosowywanie się do zmieniającej się rzeczywistości i poziomu naszego rozwoju.

To zmiany w naszym rankingu. A jakie, pana zdaniem, zmiany i najważniejsze wyzwania stoją obecnie przed samorządami?

Po pierwsze, wykorzystać głównie prorozwojowo, a nie przez krótkowzroczne rozdawnictwo, środki unijne wynegocjowane w 2013 r., które w znaczącej ilości zaczynają do nas właśnie teraz napływać. Nasze dzisiejsze inwestycje muszą na nas zarabiać w przyszłości i nie ma mowy, żebyśmy mogli je hojnie dofinansowywać, jeśli nie spełnią tej zasady.

Po drugie, przygotować się na zdobywanie funduszy rozwojowych po 2020 r., kiedy tych środków z zewnątrz z pewnością będzie mniej. To zadanie stawiam zwłaszcza wobec samorządów wojewódzkich, których główny potencjał rozwojowy stanowią dzisiaj unijne dotacje i wiem, że nie jest łatwo przestawić się z pieniędzy, które spadają na nas w postaci transferów, na takie, które musimy sami zarobić, aby się rozwijać.

Nowe zasady funduszy UE zmieniły mocno kierunki inwestycji samorządowych w mniejszych gminach. Mniej dostępne są pieniądze na transport, drogi, za to sporo jest na energetykę odnawialną. I władze lokalne to wykorzystują. To dobry kierunek?

Energetyka odnawialna, a zwłaszcza jej wariant rozproszony, prosumencki, to bardzo dobry kierunek działań naszych samorządów. Jesteśmy w okresie transformacji energetycznej i to od samorządów właśnie zależeć będzie, czy uda nam się jako krajowi, a także poszczególnym społecznościom lokalnym, przejść tę transformację mało boleśnie. Trudno więc przecenić wagę działań samorządów na tym polu. Wiem coś o tym, a zwłaszcza o zagrożeniach związanych z brakami dostaw energii, bo zapobieganie takim brakom w skali unijnej i naszego kraju to jedno z najważniejszych pól mojego działania w Parlamencie Europejskim, a kiedyś w polskim rządzie.

Może trochę polityki... Rząd przejął od samorządów kilka zadań i planuje następne tego typu kroki. Czy, pana zdaniem, to zagrożenie dla zdecentralizowanego systemu władzy w Polsce? Czy może nawet szerzej, dla autonomiczności samorządu terytorialnego?

Przejmowanie zadań samorządowych przez rząd jest oczywistą centralizacją i odchodzeniem od systemu władzy w Polsce, który przynosił dotąd zdecydowanie pozytywne rezultaty. To samo dotyczy uszczuplania środków do realizacja zadań samorządowych. Ten proces trwa już od dawna, ale ostatnio istotnie się nasilił.

Prawdopodobnie już od przyszłego roku prezydenci miast, wójtowie i burmistrzowie będą mogli sprawować swoją funkcję najwyżej przez dwie kadencje. Podoba się panu to rozwiązanie?

Jeśli o kadencyjności wiadomo z takim wyprzedzeniem jak to jest obecnie proponowane, to można to zaakceptować. Dodałbym jednak ważną poprawkę: po jednej kadencji przerwy powinno się dać ponowną szansę tym, którzy swoje dwie kadencje zakończyli cztery lata wcześniej.

W przyszłym roku mamy wybory samorządowe. Dużo, pana zdaniem, się zmieni w samorządowym krajobrazie?

Bardzo niepokoi mnie nastawienie na zwiększenie roli partii politycznych w wyborach na poziomie powiatów i gmin. To zagraża budowie atmosfery społecznej, obywatelskiej odpowiedzialności i aktywności oraz samej idei samorządności. Partie mają wymiar krajowy, to oczywiste, a na poziomie lokalnym należy pozostawić odpowiedzialność przede wszystkim inicjatywom obywatelskim.

Na poziomie województw największy problem to utrzymanie uprawnień marszałka i sejmików. Rząd, którym kierowałem, wprowadził w 1998 r. daleko idącą decentralizację zadań i pieniędzy – z centrum do samorządów wojewódzkich i powiatowych (samorządy gminne zostały utworzone i wyposażone we własności i finansowanie osiem lat wcześniej). Między innymi wprowadziliśmy Kasy Chorych zależne od sejmików i marszałka, a dysponujące lwią częścią funduszy na opiekę zdrowotną, a więc dziesiątkami miliardów złotych. Od czasu rozbicia Kas Chorych i scentralizowania finansowania w Narodowym Funduszu Zdrowia w roku 2002, proces stopniowego zmniejszania roli samorządów wojewódzkich na rzecz wojewodów i władzy centralnej trwa nieprzerwanie. To bardzo smutne, bo idea samorządności przyświecała nam od Pierwszego Zjazdu NSZZ „Solidarność" zakończonego programem o znamiennym tytule: „Samorządna Rzeczpospolita".

Źródło: rp.pl

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL