Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Daniel Fried: Wielka strategia Trumpa

Czy hasło „Uczynić Amerykę znów wielkš” oznacza powrót do tradycji Andrew Jacksona, pierwszego prezydenta populisty w historii USA?
AFP
Prezydent buduje swojš popularnoœć, odwołujšc się do amerykańskiej tradycji izolacjonizmu. Na szczęœcie hasło „America First" nie musi oznaczać wyłšcznie realizacji egoistycznych interesów – pisze były ambasador USA w Polsce.

Prezydent Donald J. Trump w niczym nie przypomina tych amerykańskich prezydentów, których znajš Polacy. Choć w pewnym sensie należy on politycznie do prawicy, to podstawowe założenia Trumpa, co do roli Ameryki w œwiecie, różniš się od poglšdów Ronalda Reagana. „Trumpizm" nie jest (jeszcze) spójnš doktrynš i nie przekłada się (zbytnio) na politykę, podobnie jak nie podziela go powszechnie cała administracja. A jednak jako zbiór głęboko zakorzenionych, wyrazistych postaw, trumpizm stanowi wyzwanie dla fundamentów amerykańskiej polityki zagranicznej – wielkiej strategii Ameryki – prowadzonej od roku 1945, a po częœci nawet od 1900.

Podejmujšc z końcem XIX w. rolę œwiatowego mocarstwa, Ameryka zdystansowała się od obowišzujšcego systemu europejskich potęg, zamkniętych imperiów i stref wpływów. Wynikało to z powstałej w czasach amerykańskiej wojny domowej nowej koncepcji narodu, którš ukuł Abraham Lincoln. Ameryka nie była narodem opartym na krwi i ziemi, lecz pewnym ideałem: „nowy naród, poczęty z wolnoœci i oddany w przekonaniu, że wszyscy ludzie zostali stworzeni równymi". Uwierzyliœmy w to, że naszym interesom najlepiej służy realizacja naszych wartoœci, że do tych wartoœci należš praworzšdnoœć, prawa człowieka i demokracja, i że państwo narodowe, choć ważne, nie może być celem samym w sobie, lecz uzyskuje legitymizację, służšc tym wyższym celom. Chcieliœmy realizować swe ideały w œwiecie, przy okazji się bogacšc – to wizja niesłychanie ambitna, ale też idealistyczna – ponieważ zrozumieliœmy, że nasz sukces zależy od sukcesu innych w œwiecie opartym na regułach, i że na naszej drodze stojš imperia.

Różne amerykańskie tradycje polityczne

Słynne 14 punktów prezydenta Wilsona, a wœród nich niepodległoœć państwa polskiego, wynikało z tych strategicznych założeń. Po 1945 r., gdy zbyt póŸno pojęliœmy naturę radzieckiego komunizmu, zrozumieliœmy, że wiodšce œwiatowe demokracje muszš wspólnie stworzyć porzšdek wolnego œwiata. Dzięki tym inspiracjom odbudowany wolny œwiat opierał się radzieckiej agresji, a po 1989 r. otworzył swoje wielkie instytucje – NATO i Unię Europejskš – na Polskę i inne europejskie narody, które wywalczyły sobie wolnoœć. Amerykańscy prezydenci od Trumana po Obamę bronili i wspierali wolnoœć w Europie i na całym œwiecie. Prezydent Reagan, któremu wielu Polaków słusznie jest wdzięcznych, był mocno osadzony w tej tradycji – opierał się radzieckiej agresji na drodze do ostatecznego zwycięstwa wolnoœci w Polsce i w Europie.

Prezydent Trump buduje swoje przesłanie – i swojš popularnoœć – na innej, starszej amerykańskiej tradycji. Andrew Jackson był pierwszym amerykańskim prezydentem populistš (1829–1837 – red.), a jego strategia również była pełna energii i pewnoœci siebie. Ale Jackson w mniejszym stopniu interesował się uniwersalistycznym ideałem leżšcym w samym sercu amerykańskiej tożsamoœci i nie dbał o to, by upowszechniać go poza kontynentem amerykańskim. Zależało mu na dobrobycie i bezpieczeństwie zwykłych Amerykanów, jak też na ekspansji narodu amerykańskiego – rozumianego wówczas jako „republika białego człowieka" – w całej Ameryce Północnej. Sam Jackson był postaciš skomplikowanš i skutecznš. „Jacksonizm" w amerykańskiej myœli politycznej kojarzy się dziœ ze sceptycyzmem wobec kosmopolitycznych wartoœci i ich wspierania przez rzšd, z odrębnš i zdeterminowanš postawš Stanów Zjednoczonych bez żadnych zobowišzań poza granicami, jak też z gotowoœciš do zaciętego zwalczania wrogów Ameryki. Jacksoniœci sš nastawieni co najmniej sceptycznie do pomocy zagranicznej, w której widzš rozrzutnoœć kosztem własnych potrzeb Ameryki, podobnie do krucjat moralnych i praw człowieka, które traktujš jako luksus, jak i do wielonarodowych organizacji i standardów, które ich zdaniem zagrażajš amerykańskiej suwerennoœci.

Powrót stref wpływów

Jacksoński sceptycyzm wobec zaangażowania w Europie wraz z wšskim rozumieniem amerykańskich interesów w dużym stopniu zbudował siłę politycznš słynnego ruchu izolacjonistycznego pod koniec lat 30. XX w. Utrzymywał on, że Ameryka nie ma żadnego interesu w powstrzymywaniu Hitlera. Ten błšd w osšdzie sytuacji doprowadził do katastrofy z 1 i 17 wrzeœnia 1939 r. i został odrzucony dopiero wówczas, gdy Japonia zaatakowała Stany Zjednoczone w grudniu 1941 r.

Truman i Reagan posługiwali się lękiem przed komunizmem, by mobilizować Amerykanów – zarówno internacjonalistów, jak i jacksonistów – w walce o wolny œwiat. Podobnie Clinton i Bush mobilizowali ponadpartyjne koalicje na rzecz poszerzenia NATO, a Bush mógł liczyć na wsparcie jacksonistów w walce z terroryzmem po atakach z 11 wrzeœnia. Jednak finansowy, a zwłaszcza ludzki koszt wojen w Iraku i Afganistanie oraz długie lata problemów gospodarczych w kraju osłabiły polityczne zaplecze internacjonalistycznej wielkiej strategii Ameryki, w 2016 r. zaœ Trump wygrał wybory, przekonujšc do siebie sfrustrowany elektorat jacksoński.

Podczas kampanii i już w trakcie swej kadencji prezydent Trump wielokrotnie dyskredytował NATO i najbliższych sprzymierzeńców Ameryki, kpił z wartoœci demokratycznych, rozumianych jako interes Ameryki, a nawet specjalnie wychwalał autorytarnych władców, głównie Władimira Putina, okazujšc obojętnoœć sprzymierzeńcom Ameryki. Nie jest to tylko kwestia formy. Doradca ds. bezpieczeństwa narodowego Herbert Raymond McMaster i dyrektor Krajowej Rady Gospodarczej Gary Cohn pokazali, jak daleko myœlenie tej administracji odeszło od tradycji wolnego œwiata, piszšc po koniec maja w „The Wall Street Journal", że „œwiat nie jest globalnš wspólnotš, lecz arenš, na której narody, podmioty pozarzšdowe i firmy działajš i konkurujš o korzyœci (...) Miast przeczyć tej żywiołowej naturze spraw międzynarodowych, godzimy się na niš". Na zakończenie zaœ piszš, że Ameryka będzie oceniać wszystkich, tak przyjaciół, jak i przeciwników, wyłšcznie pod kštem własnych krótkofalowych interesów.

Takie podejœcie do polityki zagranicznej ma dalekosiężne konsekwencje. W oczach Ameryki nie byłoby różnicy pomiędzy demokratycznym przyjacielem a autokratycznym przeciwnikiem. Ameryka odrzuciłaby swš wizję porzšdku wolnego œwiata, wracajšc do stref wpływów. Porzšdek oparty na regułach ustšpiłby pola stosunkom transakcyjnym między wielkimi mocarstwami. To mogłoby spodobać się Putinowi. Polacy niech sami osšdzš, jak wpłynie to na bezpieczeństwo i dobrobyt Rzeczypospolitej.

Na szczęœcie jednak do tego jeszcze nie doszło. Problematycznym wypowiedziom przedstawicieli nowej administracji towarzyszš bardziej uspokajajšce sygnały. Ameryka nie wycofała swojego wsparcia dla sił NATO w Polsce i krajach bałtyckich. Mimo poczštkowych wahań administracja Trumpa utrzymała sankcje wobec Rosji, sam prezydent Trump zaœ, kiedy Assad użył trujšcego gazu przeciwko swoim rodakom, tłumaczył przesłanki ataków rakietowych na cele syryjskie, posługujšc się takimi samymi argumentami jak administracja Reagana i Clintona. Te argumenty to koniecznoœć pocišgnięcia Syrii do odpowiedzialnoœci zgodnie z wyższymi standardami międzynarodowymi, w tym normami prawa międzynarodowego, a także uznanie odpowiedzialnoœci Ameryki za podjęcie działań i zmobilizowanie innych, podobnie myœlšcych.

Administracja Trumpa być może ostatecznie nie odrzuci wielkiej strategii Ameryki. Faktycznie, wielu przedstawicieli administracji stara się realizować prezydenckie hasło „America First" (Po pierwsze Ameryka) zgodnie z szerokim i inkluzywnym, a nie egoistycznym rozumieniem amerykańskich interesów. Polacy coœ o tym wiedzš. „Za wolnoœć naszš i waszš" – porywajšce hasło polskich patriotów – utożsamiało wolnoœć narodu polskiego z szerszym pojęciem wolnoœci, tym samym nabierajšc szczególnej mocy. Mšdrzy Polacy, jak Jan Nowak Jeziorański, Bronisław Geremek i Lech Wałęsa, od dawna pomagajš Amerykanom zrozumieć pojęcia narodu, wolnoœci i solidarnoœci. Możemy się od siebie wiele nauczyć.

Daniel Fried jest amerykańskim dyplomatš, w latach 1997–2000 był ambasadorem Stanów Zjednoczonych w Polsce. W administracji prezydenta Baracka Obamy pełnił rolę koordynatora federalnych programów dotyczšcych sankcji międzynarodowych. Obecnie ekspert think tanku Atlantic Council.

Tytuł, lead i œródtytuły pochodzš od redakcji.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL