Publicystyka

Przewodniczący PE: Marzenia mogą rozbić się o imigrację

Antonio Tajani, przewodniczący Parlamentu Europejskiego
AFP
Domagamy się, aby w następnym budżecie przewidziano środki na plan Marshalla dla Afryki. Wszystko po to, by dać młodym Afrykanom perspektywy i nadzieję w ich własnych krajach – pisze przewodniczący Parlamentu Europejskiego.

Następne posiedzenie Rady Europejskiej będzie miało dla przyszłości Unii decydujące znaczenie. Jeśli państwa członkowskie nie znajdą wspólnie sposobu na zahamowanie i uregulowanie napływu imigrantów i azylantów, to mogą zadać ostateczny cios samej integracji europejskiej.

UE i jej państwa członkowskie odkryły to zjawisko z karygodnym opóźnieniem i po prostu się mu poddały, starając się zatrzymać imigrantów na naszych granicach i zminimalizować szkody.

Do 2050 r. liczba ludności w Afryce podwoi się i przekroczy 2,5 mld osób. Jeżeli natychmiast nie zareagujemy, obecne setki tysięcy migrantów zamienią się w miliony, a to przyniesie opłakane skutki dla Europy. U podstaw tych przepływów leżą niestabilność i brak bezpieczeństwa w wielu regionach Afryki i Bliskiego Wschodu, jak również terroryzm, ubóstwo, głód i zmiana klimatu. W samych tylko latach 2014–2017 co najmniej 13 tys. osób straciło życie na Morzu Śródziemnym, nie licząc dziesiątek tysięcy ofiar, które pochłonęła Sahara.

Nasi obywatele nie chcą już dłużej patrzeć na bezczynność Europy niezdolnej do strukturalnego rozwiązania tej tragicznej sytuacji. Chcą Unii solidarnej z tymi, którzy uciekają przed wojną i prześladowaniami, a stanowczej wobec tych, którzy nie mają prawa wjazdu lub pobytu w Europie. Nadchodzący szczyt UE będzie ostatnią okazją, by nie zawieść oczekiwań 500 mln Europejczyków.

Potrzebna jest odwaga oraz prawdziwa strategia oparta na dwóch filarach. Z jednej strony należy bezzwłocznie powstrzymać wyjazdy z krajów tranzytu i wybrzeży Afryki i zapewnić bezpieczny przyjazd do Europy jedynie osobom faktycznie posiadającym prawo do azylu. Z drugiej – rozmieścić azylantów w państwach członkowskich z zastosowaniem automatycznego i obowiązkowego mechanizmu.

Przede wszystkim musimy powstrzymać migrantów opuszczających ojczyznę. Tych, którzy rzeczywiście potrzebują azylu, nie można pozostawić na łasce bezwzględnych przemytników. Idąc za przykładem porozumienia z Turcją, które pozwoliło zamknąć szlak bałkański, UE musi zainwestować przynajmniej 6 mld euro, żeby zamknąć szlaki śródziemnomorskie.

Podobnie jak w przypadku współpracy UE z Nigrem, powinniśmy zacieśnić stosunki z krajami tranzytu, takimi jak Mauretania, Mali, Czad, Tunezja, Maroko, Algieria czy też Libia. Przed 2016 r. przez Niger przejeżdżało 150 tys. migrantów rocznie. Obecnie liczba ta spadła do 5 tys. Udało się też ewakuować z Libii 1500 azylantów, których tymczasowo przyjęto w Nigrze. W połowie lipca wybieram się do Niamey i do Agadez, aby wzmocnić naszą współpracę z Nigrem, a także stanąć na czele misji dyplomatycznej z udziałem europejskich przedsiębiorców.

Spośród 650 tys. wniosków o azyl złożonych w UE w 2017 r. aż 416 tys. zgłoszono w trzech tylko krajach: Niemczech, Włoszech i Francji. Ta rażąca niesprawiedliwość wynika z rozporządzenia dublińskiego, które coraz częściej jest źródłem tarć i napięć między państwami członkowskimi. Musimy je zmienić. Potrzebujemy w Europie bardziej sprawiedliwego i skuteczniejszego systemu azylowego. Już w listopadzie 2017 r. Parlament Europejski zdecydowaną większością głosów przyjął wniosek zmierzający do sprawiedliwego podziału azylantów. Napisałem do szefów państw i rządów UE z prośbą o wykorzystanie tego tekstu jako podstawy do przeprowadzenia reformy.

Aby przekonać do zaakceptowania tego podziału najbardziej niechętne państwa, należy zapewnić je, że Unia jest w stanie kontrolować granice zewnętrzne i powstrzymać przerzuty z Afryki Północnej. Dzięki temu do Europy dostaliby się tylko ci, którzy mają prawo do ochrony w ramach projektów relokacji realizowanych pod kierownictwem Biura Wysokiego Komisarza Narodów Zjednoczonych ds. Uchodźców. Osoby te zostałyby bezpiecznie przeniesione i sprawiedliwie rozdzielone między przyjmujące państwa członkowskie, tak jak ma to już miejsce w przypadku obozów w Turcji, Jordanii czy Libanie.

Jeśli zabraknie wiarygodnej strategii europejskiej opartej na tych dwóch filarach, zwycięży logika „każdy sobie", która pociągnie za sobą renacjonalizację polityki migracyjnej, zamknięcie granic państwowych i koniec strefy Schengen. Równocześnie Unia powinna koordynować działania na rzecz ustabilizowania sytuacji w Libii, tak aby państwo to mogło stać się jej partnerem.

Wkrótce udam się do Libii w celu omówienia roli, jaką Parlament Europejski może odegrać w tym procesie, a w przyszłości w organizacji demokratycznych wyborów. Jesteśmy gotowi udostępnić zasoby i wiedzę, także w ramach konferencji, na której zgromadziłyby się w Parlamencie wszystkie zainteresowane strony.

Jeśli strategia ma być skuteczna, to powinna zająć się też przyczynami tego exodusu. Domagamy się, aby w następnym budżecie przewidzianośrodki na plan Marshalla dla Afryki. Potrzebne jest co najmniej 40 mld euro na uruchomienie w ciągu najbliższych dziesięciu lat inwestycji w wysokości 500 mld euro. Wszystko po to, by dać młodym Afrykanom perspektywy i nadzieję w ich własnych krajach. Inwestycje te, wpisane w ramy stanowczej dyplomacji gospodarczej i system kwot legalnych imigrantów, mogą ułatwić zawieranie umów o readmisji z krajami pochodzenia.

O imigrację mogą rozbić się marzenia o zjednoczonej Europie. Nie można i nie wolno nam do tego dopuścić. Potrzebna jest odwaga, determinacja i ambicja, a razem znajdziemy nowe rozwiązania.

Parlament Europejski spełnił swoją powinność, proponując przemyślaną, wiarygodną strategię. Do szefów państw i rządów apeluję natomiast o porzucenie logiki narodowego egoizmu i podjęcie wspólnych działań, by zapobiec końcowi Unii.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL