Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Grosse: Nowe rozdanie

Paryż – wraz z Berlinem – dšży m.in. do zmniejszenia zależnoœci militarnej od NATO i USA. Jak odnajdzie się w tym Polska? Na zdjęciu Donald Trump œciska dłoń Emmanuela Macrona. W tle Andrzej Duda (szczyt paktu północnoatlantyckiego w Brukseli, 25 maja).
AFP
Ostatnie wydarzenia sprzyjajš strategicznemu zbliżeniu USA, Wielkiej Brytanii i Europy Œrodkowej, a zarazem zwiększajš ich dystans wobec kontynentalnej Europy Zachodniej – pisze profesor w Instytucie Europeistyki UW.

Nasiliły się ostatnio trzy tendencje mogšce mieć poważne konsekwencje geopolityczne dla Starego Kontynentu. Po pierwsze, narastajš sprzecznoœci interesów między USA a Europš Zachodniš, przede wszystkim dwoma najważniejszymi dla unijnej integracji krajami, czyli Niemcami i Francjš. Po drugie, Wielka Brytania wychodzi z UE, co wpływa na zmianę układu sił w Europie, ale również coraz bardziej oddala Brytyjczyków od kontynentalnej Europy Zachodniej. Po trzecie, pogłębia się proces kształtowania tzw. unii dwóch prędkoœci. Coraz bardziej oddala on Europę Zachodniš, gdzie podejmuje się próby wzmocnienia integracji w strefie euro, od szeroko rozumianej Œrodkowej, której kraje próbujš wzmocnić regionalnš współpracę.

Przejawem tego ostatniego zjawiska jest nie tylko coraz bardziej ambitna kooperacja Grupy Wyszehradzkiej, ale i stosunkowo nowy projekt Inicjatywy Trójmorza. Wsparciem dla tej integracji jest życzliwe podejœcie niektórych mocarstw. Œwiadczy o tym zapowiedŸ obecnoœci Donalda Trumpa na szczycie Inicjatywy Trójmorza oraz kolejne spotkania w formule „16+1" zainicjowane w 2012 r. przez Chiny.

Obyć się bez NATO?

Wyrazem rosnšcych rozbieżnoœci transatlantyckich było wystšpienie kanclerz Angeli Merkel pod koniec maja w Monachium. Szefowa niemieckiego rzšdu zasugerowała, że USA nie mogš być dłużej wiarygodnym partnerem, a Europa powinna wzišć swój los we własne ręce. Istnieje przynajmniej kilka powodów do sformułowania takiej konkluzji. Niemcy od dłuższego czasu majš nadwyżkę w handlu z USA, w zeszłym roku sięgała ona 58 mld euro. Coraz mniej podoba się to politykom amerykańskim, czemu kilkakrotnie dobitnie dał wyraz prezydent Donald Trump. Jak się wydaje, waszyngtońska administracja oczekiwała od Berlina ustępstw w relacjach handlowych, podobnych do tych, jakie uzyskała wczeœniej od Japonii. Tymczasem Niemcy nie chcš o tym słyszeć. Uznajš także, że nie sš właœciwym adresatem zarzutów, gdyż w ramach UE za politykę handlowš odpowiada Komisja Europejska. To ona powinna być rozmówcš dyplomatów amerykańskich. W ten sposób czyniš z niemieckiej nadwyżki handlowej problem ogólnoeuropejski, który ewentualnie może być rozstrzygnięty w ramach negocjacji o przyszłych relacjach gospodarczych Unii z USA.

Koœciš niezgody we wzajemnych stosunkach stało się wycofanie Stanów Zjednoczonych z paryskiego porozumienia klimatycznego. Trump chciał renegocjować warunki tego porozumienia, ale Europejczycy odmówili. W końcu uznał, że jest ono przede wszystkim korzystne dla firm europejskich i chińskich, a mniej dla gospodarki USA. W odpowiedzi liderzy UE i Chin zadeklarowali współpracę w obronie porozumienia paryskiego.

Warto zwrócić uwagę, że jest to kolejne tego typu współdziałanie w poœredni sposób wymierzone w USA. Wczeœniej ci sami aktorzy nakłaniali amerykańskie władze, aby odstšpiły od zamiarów protekcjonistycznych. Politycy chińscy i zachodnioeuropejscy deklarowali też chęć wspólnej obrony liberalnych zasad globalnej gospodarki. Budzi to pewne zdziwienie, bioršc pod uwagę, że sami Europejczycy wielokrotnie oskarżali Chiny o protekcjonizm i łamanie reguł liberalnej gospodarki, np. przez silny interwencjonizm państwowy.

RozdŸwięk w relacjach transatlantyckich wzmacniany jest przez silny antyamerykanizm wielu społeczeństw Europy Zachodniej, m.in. francuskiego i niemieckiego. W ostatnich tygodniach jest on dodatkowo zwiększany przez oskarżenia kierowane pod adresem nowej administracji USA o odejœcie od liberalnych wartoœci. Niemniej to nie wartoœci sš przyczynš niezgody ani nawet nie sama osoba kontrowersyjnego prezydenta USA. Coraz bardziej odmienne sš interesy obu stron.

Najlepiej œwiadczy o tym kolejny obszar kontrowersji, czyli projekt wzmacniania polityki obronnej w UE. To przede wszystkim do tego nawišzywała kanclerz Merkel w swoim monachijskim przemówieniu. Jest to projekt od wielu lat podejmowany przez polityków niemieckich i francuskich, ale jednoczeœnie powstrzymywany przez Amerykanów i ich europejskich sojuszników, przede wszystkim Brytyjczyków. Spory z Trumpem oraz brexit stanowiš więc tylko dobrš okazję do podjęcia dawno planowanych działań.

Dominujšce znaczenie dla inicjatywy Berlina i Paryża majš względy strategiczne, a nie doraŸne lub ideowe. Przede wszystkim sš one zwišzane ze zdobyciem autonomii geopolitycznej względem Waszyngtonu, a tym samym zmniejszeniem zależnoœci politycznej i militarnej od USA i NATO. Wielu ekspertów uznaje, że w dalszej perspektywie europejska polityka obronna mogłaby zastšpić NATO i koniecznoœć stacjonowania wojsk amerykańskich na Starym Kontynencie. Innym celem integracji w polityce obronnej jest zwiększenie korzyœci ekonomicznych, przede wszystkim dla gospodarek zachodnioeuropejskich. UE jest ogromnym rynkiem zbytu dla nowoczesnego uzbrojenia, a przemysł zbrojeniowy jest również kołem zamachowym rozwoju innowacyjnej gospodarki. Ponadto istnieje strategiczna rywalizacja o wpływy w Europie Œrodkowej, a europejska polityka obronna mogłaby osłabić oddziaływanie USA w tym regionie i zwiększyć wpływ polityczny Berlina. Tymczasem postrzeganie zagrożeń dla bezpieczeństwa przez niektóre państwa Europy Œrodkowej i przez Niemcy może być diametralnie odmienne. Œwiadczy o tym kolejny przykład transatlantyckich kontrowersji, czyli spory o drugš nitkę gazocišgu północnego.

Niedawno amerykański Senat przegłosował sankcje dla firm majšcych znaczšce inwestycje w tym projekcie. W obronie koncernów zachodnioeuropejskich ramię w ramię stanęli ministrowie z Niemiec i Austrii, jednoczeœnie ujawniajšc strategiczne znaczenie tego projektu. Uznali bowiem, że amerykańscy senatorzy dšżš do zwiększenie eksportu amerykańskiego gazu do Europy. Tymczasem rozbudowa gazocišgu północnego zwiększa zależnoœć Europy, zwłaszcza Œrodkowej, od dostaw gazu rosyjskiego. Niemcy postrzegajš to jako zwiększenie swoich długofalowych korzyœci gospodarczych i bezpieczeństwa energetycznego. Ma to swoje konsekwencje nie tylko w sferze ekonomii, ale również geopolityki. Problem polega na tym, że wspomniane skutki sš odmiennie interpretowane w Berlinie i np. w Warszawie lub w Kijowie.

Zniechęceni do Zachodu

Narastajšce rozbieżnoœci transatlantyckie pogłębia wyjœcie Wielkiej Brytanii z UE. Coraz bardziej prawdopodobne jest zakończenie tego procesu w marcu 2019 r. w sposób nieuporzšdkowany, bez porozumienia korzystnego dla obu stron i budujšcego strategiczne partnerstwo między nimi. W Europy Zachodniej pojawiajš się tendencje, aby wyjœcie z Unii było dla Brytyjczyków jak najbardziej kosztowne i by stało się nauczkš dla wszystkich, którzy chcieliby podšżyć tš samš drogš. Takie zachowanie nie tylko coraz bardziej oddala częœć kontynentalnš od Wysp Brytyjskich, ale również popycha Londyn w stronę Waszyngtonu oraz poszukiwania bliższych kontaktów z sojusznikami USA w Europie Œrodkowej.

Tym bardziej że pogłębia się rozdŸwięk między wschodniš i zachodniš częœciš UE. Jest on nie tylko zwišzany z coraz bardziej konkretnymi propozycjami pogłębienia współpracy w strefie euro. Dotyczy również pogarszajšcego się klimatu politycznego między obu częœciami Europy. Wyrazem tej tendencji jest narracja potępienia Europy Œrodkowej za łamanie demokracji, rzšdów prawa, a także brak solidarnoœci w polityce migracyjnej. Przykładem z ostatniego czasu jest decyzja Komisji o uruchomieniu procedury naruszenia prawa UE wobec Polski, Czech i Węgier. Wspomniane kraje mogš mieć poczucie niesprawiedliwoœci, gdyż także inne państwa członkowskie nie wywišzujš się z obowišzku relokacji uchodŸców. Po blisko dwóch latach przesiedlono tylko około 12 proc. planowanych osób. Urzędnicy europejscy nie zdajš sobie chyba też sprawy z klimatu społecznego wobec tego projektu. Według niedawnych badań Pew Research Center aż 74 proc. mieszkańców UE oczekuje, że to ich własne rzšdy, a nie instytucje unijne, będš decydowały o przyjmowaniu uchodŸców.

Do tego dochodzš groŸby zmniejszenia funduszy polityki spójnoœci dla krajów nieprzyjmujšcych uchodŸców lub szukanie możliwoœci zawieszenia tych funduszy w sytuacji nieprzestrzegania wartoœci europejskich. Pojawiajš się też inicjatywy zmiany reguł na rynku wewnętrznym zmierzajšce do poprawy koniunktury w Europie Zachodniej kosztem obniżenia konkurencyjnoœci krajów Europy Œrodkowej. Wszystko to przynajmniej częœć społeczeństw naszego regionu zniechęca do zachodnich sšsiadów i ich paternalistycznego podejœcia do nowych członków Unii.

Obserwujemy więc słabnięcie więzi transatlantyckich, coraz mniej kontrolowany brexit i pogłębiajšcy się podział na Europę dwóch prędkoœci. Wszystkie trzy procesy sprzyjajš strategicznemu zbliżeniu USA, Wielkiej Brytanii i Europy Œrodkowej, jednoczeœnie zwiększajš ich dystans wobec Europy Zachodniej. Takie tendencje być może ułatwiš integrację w ramach unii walutowej, ale sš destabilizujšce dla spójnoœci całej Unii. Zarówno zachodnia, jak i wschodnia częœć UE stanęły przed historycznym wyzwaniem. W jaki sposób zachować jednoœć i ułożyć bardziej partnerskie relacje w obliczu zachodzšcych zmian geopolitycznych?

Artykuł wyraża osobiste poglšdy autora, a nie instytucji, z którymi jest zwišzany.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL