Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Publicystyka

Michał Kleiber: Fake newsy i cenzura

Michał Kleiber
Fotorzepa/Jerzy Dudek
Czy naszym nieodwołalnym przeznaczeniem jest społeczeństwo postprawdy? Może niezbędna jest praca u podstaw i nauka krytycznego myœlenia – pisze były prezes PAN.

Tzw. fake news, czyli wiadomoœci ewidentnie fałszywe bšdŸ odwołujšce się wprawdzie do rzeczywistych wydarzeń, ale póŸniej „wzbogacajšce" je daleko idšcymi przeinaczeniami czy nadinterpretacjami – docierajš do nas ze wszystkich stron. Wpływajšc często na drobne, ale niekiedy także na bardzo ważne sprawy. To prawda o bardzo gorzkich konsekwencjach – nie wymagajšca refleksji powierzchowna atrakcyjnoœć newsów i tempo ich docierania do odbiorów przesšdzajš o psychologicznej przewadze œwiadomie konstruowanej dezinformacji nad z reguły pozbawionš błysku sensacji prawdš i mozolnie przygotowanym jej uzasadnieniem. W dodatku zaprzeczanie nieprawdzie okazuje się często wielokrotnie mniej atrakcyjne i przechodzi zupełnie niezauważone, pozostawiajšc w internecie na lata daleki od rzeczywistoœci zapis. Dla porzšdku powiedzmy, że nie zajmujemy się tu nawet bardzo krytycznymi informacjami dotyczšcymi udokumentowanych zjawisk czy wypowiedzi osób publicznych i podawanymi z zachowaniem podstawowych zasad medialnej bezstronnoœci, traktujšc je jako uprawnionš formę publicznej debaty.

Szczególnie groŸne sš fake newsy majšce silny podtekst polityczny. Politycy w większoœci krajów dostrzegli już dawno możliwoœci manipulowania opiniš publicznš za pomocš przeinaczonych informacji. Œwiadomoœć potencjału zakłamywania rzeczywistoœci była w istocie jednym z motorów całej branży dezinformujšcych inicjatyw zwišzanych w znacznej mierze z portalami społecznoœciowymi, których rola w omawianym kontekœcie stała się jawnie szkodliwa. Podejmowane działanie żerujš na dawno rozpoznanej ludzkiej słaboœci – atrakcyjnie podane kłamstwo wspierane głosami poparcia ze strony rzesz internautów staje się z czasem częœciš naszego własnego œwiatopoglšdu, wywołujšc popyt na informacje potwierdzajšce nasze rozbudzone przekonania.

Dziennikarstwo i fakty

Fakt, iż kolejna podobna wiadomoœć może mieć mało wspólnego z rzeczywistoœciš, staje się mało ważny. Radykalizujemy się i zaczynamy wierzyć w to, co chcemy wierzyć. Rozbudzony popyt rodzi podaż coraz to nowych informacji majšcych z prawdš coraz mniej wspólnego, a internet wychodzi temu naprzeciw, drastycznie obniżajšc standardy publikacji. Pozbawione wiarygodnoœci newsy stajš się œwietnym narzędziem w rękach propagandzistów, zarówno tych wpływowych, jak i tych, którzy chcieliby takimi zostać. Trwa wojna na szybkoœć portalowych wpisów, w których internauci ochoczo powtarzajš wszystkie, także łatwe do krytycznej weryfikacji opinie. Problem pogłębia wielu zawodowych dziennikarzy, bezkrytycznie czerpišcych z portali internetowych niesprawdzone informacje, bšdŸ wykorzystujšcych prawdziwe fakty do skrajnie stronniczej ich interpretacji.

Martwić muszš coraz częœciej używane deklaracje o „dziennikarstwie opartym na faktach" jakby nie zauważajšc, że jest to tautologia, w której trzy ostatnie słowa nie poszerzajš znaczenia pierwszego. Powiedzieć, że istnieje jeszcze jakieœ inne dziennikarstwo, to jakby powiedzieć, że istnieje życie bez tlenu. Fakty sš fundamentem dziennikarstwa, a ich pozbawione uprzedzeń œledzenie i uczciwe interpretowanie musi być traktowane jako esencja tego zawodu. Mimo iż powyższych stwierdzeń zapewne nikt nie kwestionuje, stałe nawoływanie do przestrzegania tych zupełnie elementarnych zasad stało się jakby powszechne. Co oznacza, że chyba wszyscy zaczęliœmy dostrzegać problem.

A problem jest naprawdę poważny. Gdy medialne Ÿródła, szczególnie te uważane szeroko za wiarygodne, upowszechniajš pewne postawy społeczne poprzez usilne nakłanianie odbiorców do zaakceptowania okreœlonych treœci, stajš się automatycznie istotnym elementem indoktrynacji. Zasadne wydaje się w tej sytuacji pytanie o nasze prawo do obrony przed zalewem takiej propagandy.

Czym różni się to bowiem od np. reklamy, będšcej przecież powszechnš, codziennš formš propagandy? Pokazanie jakiegoœ produktu bšdŸ usługi na tle ładnie skomponowanego obrazka szczęœliwej rodziny ma przecież wywołać w nas pozytywnš emocję i nakłonić do decyzji o ich zakupie. A fakt, iż towarzyszšcy reklamie komentarz akcentuje w dodatku jakšœ bzdurnš informację o niepowtarzalnych zaletach reklamowanego produktu przestał już nas nawet dziwić czy złoœcić. Tymczasem fałszywe newsy wcišż budzš kontrowersje. Powodem tej różnicy w odbiorze jest zapewne fakt, iż reklama mówi o intencjach sprzedawcy niejako wprost i bez ukrywania celu, pozwalajšc przypisać jej pewien poziom uczciwoœci wobec odbiorcy. A fałszywe newsy docierajš do nas jakby niepostrzeżenie, poparte mnóstwem popierajšcych opinii bšdŸ autorytetem przekazujšcych je Ÿródeł. Opinii generowanych często w haniebny sposób - wg różnie dokonywanych szacunków aż jedna trzecia nieprawdziwych treœci powstaje w internecie jako efekt płatnego trollingu, czyli celowo organizowanych prób manipulowania opiniš publicznš.

Œwiat się budzi

Powagę sytuacji dostrzeżemy jeszcze dobitniej, uœwiadamiajšc sobie, że istotna częœć rozpowszechnianych w internecie informacji nosi piętno tzw. cyberbullying, czyli internetowego nękania. Zjawisko to, trudne do szybkiej oceny prawnej, ma daleko idšce konsekwencje dla życia wielu osób, a dzieci w szczególnoœci. Kogo nie przerażš docierajšce z USA statystyki, że pod wpływem oszczerczych informacji zamieszczanych w internecie przez szkolnych kolegów, 160 tys. dzieci opuszcza tam codziennie ze wstydu szkołę, co pište dziecko myœli o samobójstwie, zaœ co 40 wręcz podejmuje takš próbę?

Może więc, czytajšc bšdŸ słuchajšc owych, podejrzanie mocno przycišgajšcych uwagę informacji, warto każdorazowo zadać sobie pytanie, jak bardzo sš one być może stronnicze i czy czasem nie należš one już do grupy wiadomoœci, z którymi w imię interesu publicznego należy prowadzić walkę? Kto jednak miałby decydować o tym, że coœ jest fałszywym newsem? Sš tacy, którzy myœlš, że wiedzš jak się do tego zabrać.

Od pewnego czasu fałszywym newsom próbujš przeciwdziałać Facebook i Google, w toku sš próby wykorzystywania w tym celu sztucznej inteligencji. Wszystko na razie z umiarkowanym sukcesem – według oficjalnych deklaracji dominujšcych portali wykrywalnoœć informacji, zawierajšcej np. elementy mowy nienawiœci, wzrosła w ostatnim roku mniej więcej dwukrotnie, ale cišgle jest daleka od satysfakcjonujšcej. Ciekawe jest, że portale społecznoœciowe, do niedawna odcinajšce się od jakiejkolwiek odpowiedzialnoœci za zamieszczane treœci („jesteœmy jedynie właœcicielami neutralnych platform wymiany poglšdów"), przyznajš wreszcie, że sš w istocie instytucjami mediów i ponoszš tego wszelkie prawne konsekwencje.

Ilustracji czekajšcych nas kłopotów dostarcza sytuacja w Niemczech. Od Nowego Roku weszła tam w życie regulacja dotyczšca mowy nienawiœci, domagajšca się od administratorów portali społecznoœciowych usunięcia w cišgu 24 godzin fałszywych bšdŸ nielegalnie pozyskanych informacji pod karš sięgajšcš 50 mln euro. Już pierwsze dni obowišzywania tego prawa wywołały szalone kontrowersje wokół dylematu godzenia prawa do wolnej wypowiedzi z ochronš przed szkodami czynionymi przez zawarty w niej ewentualnie fałsz.

Los wprowadzonej regulacji stanšł już na wstępie pod poważnym znakiem zapytania. Podobnie jest we Francji – ogłoszone przez prezydenta Macrona zamierzenia legislacyjne, majšce chronić liberalnš demokrację przed zalewem fałszywych wiadomoœci, budzš kolosalne społeczne emocje i liczne argumenty na rzecz zarówno koniecznoœci wprowadzenia takich regulacji, jak i zagrożeń z nich płynšcych. Z kolei brytyjska Izba Gmin przeprowadziła niedawno daleko idšce parlamentarne œledztwo w sprawie „nasilajšcego się zjawiska fałszywych wiadomoœci", również szykujšc się do podjęcia zdecydowanych działań. 15 stycznia bieżšcego roku rozpoczęła pracę powołana przez Komisję Europejskš specjalna grupa ekspertów do zwalczania internetowych kłamstw. W tyle nie zostajš USA, gdzie Kongres już parokrotnie wyraził swe najwyższe zaniepokojenie domniemanš ingerencjš mediów społecznoœciowych w trakcie ostatnich wyborów prezydenckich.

Granice ingerencji

Rzšdy wielu innych państw zaczynajš być także œwiadome szkód wyrzšdzanych przez fake newsy. Prawie wszędzie myœli się o państwowych bšdŸ prywatnych strukturach majšcych je zwalczać. Wobec znanych już przypadków fałszerstw medialnych, majšcych ważne konsekwencje polityczne, łšcznie z ich wpływem na przebieg wyborów, aktywnoœć ta wydaje się zrozumiała.

Tyle że – powiedzmy to wprost – sprawa zaczyna mieć znamiona cenzury. Na poczštku sprawa wyglšda zupełnie niewinne. Kto bowiem zaprotestuje przeciw utworzeniu instytucji zajmujšcej się prostowaniem informacji, których fałszywoœć będzie można udowodnić? Szybko pojawia się jednak refleksja - jak to wiarygodnie i szybko wykonać bez posšdzenia o interesy władz bšdŸ korporacji ? A nawet gdyby to się jakoœ udało, jak dalej postępować z udowodnionymi kłamstwami? Przecież mniej czy bardziej nachalna propaganda jest wszędzie legalna, uprawiajš jš od zawsze politycy, uprawiajš jš korporacje. Często przecież w oparciu o nieprawdę. Czym więc różni się od tego zjawisko fake newsów?

Niestety, ten poważny problem nie wydaje się mieć na razie żadnego dobrego rozwišzania. Międzynarodowa Federacja Stowarzyszeń i Instytucji Bibliotekarskich (IFLA) opublikowała instrukcję, majšcš pomóc ludziom rozpoznać fałszywe wiadomoœci. Jej główne założenia to:

1. Rozważyć Ÿródło, aby lepiej zrozumieć możliwe cele informacji

2. Czytać treœć, a nie tylko nagłówek

3. Sprawdzić wiarygodnoœć autorów

4. Dotrzeć do innych Ÿródeł i upewnić się, że podajš te same informacje

5. Sprawdzić datę publikacji i upewnić się, że informacje sš aktualne

6. Zastanowić się, czy nie mamy do czynienia z satyrš

7. Przemyœleć własne uprzedzenia mogšce wpływać na nasz odbiór

8. Uzyskać potwierdzenie od osób dysponujšcych właœciwš wiedzš

Wskazania te wyglšdajš rozsšdnie, ale czy wiele osób zechce się do nich w praktyce stosować? Może niezbędna jest praca u podstaw i wprowadzenie zmian w całym systemie edukacji, by silniej akcentować wagę samodzielnego, krytycznego myœlenia? Może nie należy porzucać myœli o karaniu œwiadomie upowszechniajšcych fałszywe informacje i próbować znaleŸć na to sposób, odpowiadajšcy obowišzujšcym standardom prawnym?

Stoimy wobec wielkiego wyzwania, którego wymiar – to akurat można przewidywać z całš pewnoœciš – będzie się dalej zwiększać. Potrzebna jest nam wiara, że społeczeństwo post-prawdy i powszechnej agresji nie jest naszym nieodwołalnym przeznaczeniem i Orwell nawet z wieloletnim opóŸnieniem w stosunku do swej przepowiedni zawartej w ksišżce „Rok 1984" jednak nie miał racji. Naprawdę warto poœwięcić tej sprawie więcej wspólnej refleksji.

Autor jest profesorem w Polskiej Akademii Nauk, jej byłym prezesem. Był ministrem nauki.

ródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL