Rzońca: Fakty Grzegorza Kołodki

aktualizacja: 11.02.2017, 17:57
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Były wicepremier zdaje się uważać, że polski sukces ma tylko jednego ojca i akurat nie tego, który – przynajmniej w oczach obserwatorów z zagranicy – najbardziej przyczynił się do zreformowania kraju – pisze ekonomista.

REDAKCJA POLECA
15.03.2017
Hiszpania: Milion osób wyemigrowało od początku kryzysu w 2009 roku
kariera
Zamożny Polak - ile zarabia?

Niebywały sukces osiągnęła III RP. Podnosząc dochód na mieszkańca ponaddwuipółkrotnie, powtórzyła niemiecki cud gospodarczy z lat 1955-1980. Zwiększając wartość dodaną w przemyśle przetwórczym na mieszkańca prawie pięciokrotnie, uprzemysławiała się w podobnym tempie jak wcześniej Korea Południowa. Potrajając swój udział w światowym eksporcie, osiągnęła pozycję w globalnym handlu wyraźnie wyższą niż wynikałoby z jej udziału w światowym PKB. Budując, praktycznie od podstaw, sieć ponad 3 tys. km autostrad i dróg szybkiego ruchu, upodobniła się pod względem jej długości do Wielkiej Brytanii. Udało się jej też stworzyć porządny system edukacji, który (z wyłączeniem kształcenia na poziomie wyższym) jest oceniany jako jeden z najlepszych na świecie itp. itd.

Nie bylibyśmy zieloną wyspą

Pod sukces zwykle podszywa się wielu ojców. Niemniej w przypadku III Reczypospolitej naprawdę wiele osób się do niego dołożyło. Poza jednym rządem, który chciał zastąpić III RP przez IV RP, wszystkie pozostałe, mimo poważnych różnic, wyrywały Polskę ze Wschodu, gdzie władza jest arbitralna i scentralizowana, i pchały ją na Zachód, gdzie szerokie są indywidualne wolności i działa lokalny samorząd. Ale Grzegorz W. Kołodko zdaje się uważać, że polski sukces ma tylko jednego ojca i akurat nie tego, który – przynajmniej w oczach obserwatorów z zagranicy – najbardziej przyczynił się do zreformowania kraju. Leszka Balcerowicza przedstawia on właściwie jako tego, który zaszkodził gospodarce.

Gdzie indziej uważa się, że szybkie ustabilizowanie zbankrutowanych finansów państwa, przywrócenie elementarnego zaufania do pieniądza, radykalna deregulacja i demonopolizacja w połączeniu z presją konkurencyjną z zagranicy wynikającą z liberalizacji handlu zagranicznego przyspieszyły restrukturyzację przedsiębiorstw w Polsce. W jej wyniku zaś, po dwóch latach spadku PKB, gospodarka zaczęła szybko rosnąć, podczas gdy w innych krajach posocjalistycznych, które wprowadzały wolnorynkowe reformy stopniowo, nadal się ona kurczyła i to pomimo tego, że z wyjątkiem Bułgarii nie odziedziczyły one po socjalizmie równie dużych nierównowag makroekonomicznych co Polska.

Grzegorz W. Kołodko uznaje, że płytsza i krótsza recesja w naszym kraju wzięła się stąd, że „nikt tak jak Polska (i Węgry) nie był przygotowany do transformacji ustrojowej w wyniku choć ograniczonych, to jednak liberalizujących gospodarkę i wprowadzających pluralizm polityczny reform lat poprzedzających historyczny rok 1989". Nie wyjaśnia jednak, dlaczego Węgry, skoro były równie dobrze przygotowane do transformacji co nasz kraj, a dodatkowo nie miały zbankrutowanych finansów państwa i zniszczonego pieniądza, a przede wszystkim Balcerowicza, zaliczyły dwa razy dłuższą i o prawie połowę głębszą recesję niż Polska (i w 2012 r. dały się jej wyprzedzić pod względem dochodu na mieszkańca, choć w 1990 r. miały nad nią przewagę prawie taką, jak teraz Niemcy).

Gdzie indziej podkreśla się wyjątkową stabilność wzrostu gospodarczego w naszym kraju i zwraca uwagę, że Balcerowicz miał ważny udział w jej zapewnieniu. W rządzie Jerzego Buzka w porę zaczął hamować wzrost popytu krajowego ponad zdolności wytwórcze gospodarki, ograniczając wydatki publiczne inne niż koszty obsługi długu łącznie o 3,5 proc. PKB, oraz zredukował dług publiczny do najniższego poziomu w historii (36,5 proc. PKB z 42,3 proc. PKB w 1997 r.). Pomogło to Polsce przejść suchą nogą przez kryzys azjatycki i rosyjski (które doprowadziły do recesji np. w Czechach i krajach nadbałtyckich), a później ustrzec się przekroczenia konstytucyjnego limitu długu w wysokości 60 proc. PKB, skądinąd wprowadzonego do konstytucji za radą Balcerowicza.

Z kolei jako prezes NBP Balcerowicz nie tylko sprowadził inflację do niskiego poziomu, ale i przerwał wywołany przez wejście do Unii Europejskiej boom w gospodarce (który, nie przerwany, zawsze kończy się kryzysem). Ponadto, wbrew rządowi PiS, Samoobrony i LPR, hamował wzrost kredytów walutowych. Gdyby ów poakcesyjny boom nie został przerwany i kredyty walutowe rosły szybciej i dłużej, to Polska nie byłaby zieloną wyspą podczas globalnego kryzysu finansowego. Ale Kołodko obwinia Balcerowicza o „niepotrzebne przechłodzenie" gospodarki.

Możliwe w praktyce?

Gdyby to on – Grzegorz W. Kołodko – odpowiadał za politykę gospodarczą przez cały okres transformacji, to – jak twierdzi – PKB na mieszkańca wynosiłby teraz prawie 40 tys., a nie 27 tys. dolarów. Polska byłaby równie bogata jak Francja i wyraźnie zamożniejsza niż Hiszpania, czy Włochy.

To nic, że tak szybko przez 27 lat nie rosła gospodarka żadnego kraju mającego w 1989 r. podobny dochód na mieszkańca co Polska. Kołodko ma nie tylko swoją interpretację faktów, ale i swoje fakty. Według niego w trakcie potransformacyjnej recesji PKB spadł o prawie 20 proc., nie zaś o niecałe 14 proc. (dane MFW); Donald Tusk z „nonszalancją i konsekwencją" lansował „nadwiślański neoliberalizm", a nie „ciepłą wodę w kranie"; rządy PO służyły „wzbogacaniu nielicznych kosztem większości", choć według Eurostatu w latach 2007-2015 sytuacja materialna wszystkich grup w rozkładzie dochodu wyraźnie się poprawiła, w tym biedniejszych bardziej niż bogatszych (w szczególności każda kolejna jedna piąta gospodarstw domowych w rozkładzie dochodu zwiększyła swój udział w łącznym dochodzie z wyjątkiem najbogatszej jednej piątej) itd. I to jest najpoważniejszy problem, jaki mam z jego tekstem.

Ekonomia nie jest nauką ścisłą. Nieuniknione są różnice w interpretacji wielu zjawisk. By jednak dało się poważnie dyskutować, fakty powinny być wspólne dla uczestników debaty. To jest możliwe. Jeśli zaś coś jest możliwe w teorii, to – jak twierdzi Grzegorz W. Kołodko – „nie może to być niemożliwe w praktyce". Oby w odniesieniu do jakości debaty to twierdzenie się sprawdziło.

dr Andrzej Rzońca jest głównym doradcą Rady i Zarządu FOR, przewodniczącym Towarzystwa Ekonomistów Polskich, wykładowcą w Szkole Głównej Handlowej, byłym członkiem Rady Polityki Pieniężnej

Komentarz dnia
Żródło: Rzeczpospolita

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE