Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Publicystyka

Piotr Trudnowski: Państwo może wymagać od artystów

Scena z "Klątwy"
Teatr Powszechny
Twórcy powinni mieć świadomość polityczności swoich działań i nie oburzać się, gdy na ich sztukę patrzy się przez pryzmat polityki, a nie tylko wartości artystycznej - mówi Piotr Trudnowski.

Rzeczpospolita: Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w swojej retoryce używa takich określeń, jak „polityka historyczna" czy „upamiętnianie wydarzeń bardzo istotnych dla środowisk patriotycznych". Z tego powodu niektórzy zarzucają ministerstwu, że chce wspierać jedynie prawicowe i katolickie inicjatywy kulturalne.

Piotr Trudnowski: Nigdy dotąd tak naprawdę nie odpowiedzieliśmy sobie na pytanie: czy ministerstwo ma wspierać cały obszar kultury, czy też ma być mecenasem i prowadzić konkretną politykę kulturalną. Dotychczas funkcjonowaliśmy w takim przekonaniu, że resort powinien finansować „wszystko, co jest kulturą". Tymczasem za tym hasłem i tak kryła się określona wizja tej kultury, która akurat wpisywała się w politykę rządzących. Oczywiście nie nazywano tego tak mocnymi określeniami, jakie dziś słyszymy z ust ministra Piotra Glińskiego.

Nie tak dawno ten opór był bardzo widoczny, a kontrowersje wzbudził sam minister Gliński, który zagroził festiwalowi Malta wycofaniem dotacji, bo kuratorem tego wydarzenia jest Oliver Frljić – reżyser „Klątwy".

Kiedy firma obejmuje swoim patronatem jakieś wydarzenie, może uznać, że danego artysty nie chce wspierać swoimi środkami. Nikt nie widziałby w tym daleko idących kontrowersji. Podobnie rzecz ma się z mecenatem państwa. Jeśli uznamy, że taka jest właśnie jego rola i że wydaje publiczne pieniądze na to, co uważa za słuszne, to nie widzę nic zdrożnego w tym, że ma również oczekiwania personalne. Twórcy powinni też mieć świadomość polityczności swoich działań i nie oburzać się, gdy na ich sztukę patrzy się przez pryzmat polityki, a nie tylko wartości artystycznej.

Oddzielenie polityki od kultury jest niemożliwe?

To jest nie tylko niemożliwe, ale też niepożądane. Sztuka od zawsze nie tylko kreowała emocje polityczne, ale wręcz była fundamentem dla budowania państw i narodów. Wiara w to, że da się w obiektywny sposób pogodzić wszystkie środowiska artystyczne, jest fałszywa. To nierealne, by można było znaleźć niezależnych ekspertów, którzy będą w stanie podzielić pieniądze bez kierowania się przekonaniami politycznymi albo estetycznymi. Ale to nie oznacza, że nie powinniśmy przeprowadzić zmian w sposobie wspierania kultury przez ministerstwo.

Czyli są jakieś alternatywy?

Można próbować i zastanowić się nad różnymi wariantami zmian. Ciekawym pomysłem są np. bony kulturalne, które wprowadzono w Brazylii. Dzięki takiemu rozwiązaniu to nie państwo decyduje o tym, kto otrzyma dotacje, tylko obywatele. Każdy dostaje określoną pulę środków i może zdecydować, czy pójdzie do kina i tym samym wesprze np. film Agnieszki Holland czy ten o żołnierzach wyklętych.

Czy takie rozwiązanie przyjęłoby się w Polsce?

Udział w kulturze jest w Polsce rzeczą bardzo elitarną. Dziś z pieniędzy publicznych finansujemy operę, filharmonię czy teatr. To normalne i potrzebne, ale powiedzmy też szczerze – chodzą tam przedstawiciele klasy wyższej i średniej. Uboższych nie stać na czynny udział w życiu artystycznym, chociaż jest finansowane z ich podatków. Kiedy rozważylibyśmy taki bon kulturalny, wtedy nawet gorzej sytuowani mieliby tę możliwość. Dziś nie stać ich na rodzinne wyjście do teatru za 100 czy 200 zł. Pozostaje tylko pytanie dlaczego o tym nie rozmawiamy?

Jak taką debatę o kulturze ożywić?

Paradoksalnie każda kontrowersja służy sprawie. Za każdym razem, kiedy kłócimy się o ten czy inny spektakl, to prawdopodobnie więcej osób się nim zainteresuje. Może pójdą do teatru, żeby wyrobić sobie własny pogląd? A może, chcąc wyrazić swoje oburzenie, zdecydują się na inne przedstawienie?

Co na to środowiska artystyczne?

Wydaje mi się, że paradoksalnie Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego w większym stopniu jest dziś otwarte na przewietrzenie tej debaty, niż sami twórcy. Jeśli już dochodzi do jakiejś dyskusji między artystami, to zazwyczaj dotyczy ona obrony ich dotychczasowych przywilejów, a nie całościowego spojrzenia na politykę kulturalną. Poza tym debata nad tym, czy pieniądze na kulturę wydajemy w sposób politycznie poprawny nie jest najważniejsza. Istotne jest, czy robimy to w sposób efektywny, czyli tak, by możliwie jak najwięcej osób mogło z tej kultury korzystać. Ten problem widać chociażby w obszarze czasopism.

To znaczy?

Kontrowersje wokół upolitycznienia decyzji o rozdzieleniu dotacji wracają bez względu na to, czy rządzi Platforma czy PiS. Przez lata pomijano pisma konserwatywne na rzecz pism liberalnych, co też budziło protesty. Teraz to się powtarza, ale w drugą stronę. Może warto zastanowić się nad porzuceniem centralnego zarządzania dotacjami. W zamian można wprowadzić system zakupów bibliotecznych. Wtedy biblioteki mogłyby wybrać pisma z określonej puli tytułów o kulturze, sztuce, społeczeństwie i polityce.

Piotr Trudnowski jest członkiem zarządu Klubu Jagiellońskiego i redaktorem naczelnym jagiellonski24.pl

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL