Odbudowujemy wizerunek Tunezji w Polsce

aktualizacja: 21.03.2017, 01:56
Foto: Nelly Kamińska

Co Polacy i Tunezyjczycy mają wspólnego? Jak smakują Tunezyjczykowi polskie jabłka? Na który z tunezyjskich hoteli głosowałby w konkursie Kompas Wakacyjny 2017? Rozmowa z Ahmedem Meddebem, dyrektorem Tunezyjskiego Urzędu ds. Turystyki w Polsce

REDAKCJA POLECA
28.03.2017
Tunezja dobrze strzeżona - helikoptery na granicach, quady na plażach
kancelarierp.pl
Stwórz swoją umowę - szybko i profesjonalnie!

Nelly Kamińska: Mieszka pan w Polsce od października 2014 roku, czego spodziewał się pan, jadąc ze swojego kraju na placówkę na tę daleką północ?

Ahmed Meddeb: Spędziłem tu już trzy zimy, mogę więc chyba powiedzieć, że uodporniłem się na zimno (śmiech).

Muszę przyznać, że zaskoczyła mnie skala postępu, jaki osiągnęliście w wielu dziedzinach, dynamika codziennego życia, wasze zaangażowanie w pracę, otwartość i pozytywne podejście do życia. Kontakty z ludźmi, głównie tymi z branży turystycznej, nawiązałem szybko i łatwo.

Choć język polski jest bardzo trudny, uczę się go od początku pobytu w Polsce. To klucz do zrozumienia kultury, dlatego zależało mi, aby poznać przynajmniej podstawy. I choć mówienie wciąż sprawia mi dużo trudności, to całkiem sporo rozumiem. W pracy używam głównie francuskiego i angielskiego, ale w codziennych sytuacjach - w sklepie, restauracji czy zamawiając taksówkę - staram się mówić po polsku.

Jeśli chodzi o kuchnię, bardzo lubię polskie zupy, pierogi i jabłka, które są tu wyjątkowo smaczne.

A czego brakuje panu z Tunezji?

Zapachy, smaki, słońce Tunezji - o nich najczęściej myślę. Nie powiedziałbym, że tęsknię za nimi, raczej chciałbym się nimi podzielić, sprawić, by inni też ich zakosztowali.

To one są kwintesencją Tunezji?

Nie tylko. To przede wszystkim licząca trzy tysiące lat historia, która wciąż w nas żyje. Jest naszym DNA, w którym mieszają się różnorodne wpływy. To ona ukształtowała nasz charakter, nauczyła gościnności i otwartości.

Tunezja to także wielka różnorodność krajobrazów. Jesteśmy małym krajem, gdzie wszystko jest na wyciągnięcie ręki. Nie trzeba daleko jechać, żeby zobaczyć morze, góry i pustynię.

Widzi pan jakieś podobieństwa między Polską i Tunezją?

Całkiem sporo. W Tunezji dzieje się teraz to, co jeszcze nie tak dawno było udziałem Polski. Po rewolucji budujemy nowe, demokratyczne państwo, mamy wielkie plany i marzenia. A skoro Polska po latach przestoju dźwignęła się i stała jednym z najprężniej rozwijających się krajów na świecie, wierzymy, że i nam się uda.

Zarówno Polacy, jak i Tunezyjczycy są bardzo rodzinni, mają pełne czułości i pobłażliwości podejście do dzieci. Polacy najczęściej podróżują z dziećmi. To wyróżnia polski rynek w Europie i tę specyfikę wykorzystujemy w naszych działaniach marketingowych. Nie da się promować czegoś, co nie pasuje do oczekiwań klientów i wymagań rynku. A Tunezja Polakom najwyraźniej odpowiada. Otwierając w Polsce placówkę ONTT, trafnie oceniliśmy potencjał polskiego rynku jako jednego z najbardziej dla nas perspektywicznych.

W ubiegłym roku Tunezyjski Urząd ds. Turystyki świętował 20-lecie obecności w Polsce. Warszawę odwiedziła z tej okazji minister turystyki i rzemiosła Tunezji Salma Elloumi Rekik.

Muszę podkreślić, że były to pierwsze takie obchody zorganizowane przez ONTT w Europie. Chcieliśmy podziękować polskim partnerom za wieloletnią współpracę, posłuchać, co mają do powiedzenia, a przede wszystkim przypomnieć, jak wiele razem dokonaliśmy. Podczas gdy inne kraje być może dopiero myślą o podboju polskiego rynku i otwieraniu swoich ośrodków, Tunezja jest w Polsce od 20 lat. To wielka rzecz! Wielu Polaków na pierwsze w życiu zagraniczne wakacje poleciało właśnie do Tunezji.

Wykonaliśmy w Polsce ogromną pracę, a zwieńczeniem naszych starań był rekordowy rok 2008, kiedy do Tunezji przyjechało ponad 200 tysięcy Polaków. Teraz mamy nieco inne cele i musimy przede wszystkim skupić się na odbudowaniu zaufania do naszego kraju.

Jakie działania zamierzacie podjąć? Bo wydaje się, że po ostatniej głośnej kampanii „Tunezja - jadę tam" z 2015 roku zapadła cisza.

Niezupełnie. Po wydarzeniach z czerwca 2015 r. [zamach w Susie, w którym zginęło 39 osób - red.] rzeczywiście wstrzymaliśmy działania promocyjne, ale już w grudniu ruszyliśmy z klipami wideo w internecie i artykułami sponsorowanymi. W 2016 r. przeprowadziliśmy kampanię reklamową na ulicach Warszawy i Katowic.

Przede wszystkim jednak postawiliśmy na bezpośrednie kontakty z ludźmi, uczestnicząc w takich wydarzeniach jak Dzień Dziecka w warszawskim ZOO czy Święto Saskiej Kępy. Dzięki nim dowiedzieliśmy się, co ludzie myślą o Tunezji. Tego rodzaju akcje nie przyniosły nam wielkiego rozgłosu, były jednak dla nas bardzo cennym i inspirującym doświadczeniem.

W tym roku Tunezja powróciła do katalogów większości touroperatorów. Wspólnie z kilkoma największymi organizatorami przygotowaliśmy kampanie promocyjne, które ruszą jeszcze przed sezonem. Strategię i sposób przekazu wybrały same biura, które najlepiej wiedzą, jak dotrzeć do swoich klientów. W maju i czerwcu planujemy kolejną kampanię, już bez udziału touroperatorów.

Dyrektor ds. rynków turystycznych w ONTT Riadh Dkhili zapowiedział jeszcze w 2015 roku, że w mediach i reklamie Tunezja będzie pojawiać się nie tylko w kontekście turystyki, ale także ogólnym. Na przykład jako jeden z największych na świecie producentów oliwy z oliwek. Czy promocja Tunezji zdążać będzie w tym kierunku?

Skoro jesteśmy w czołówce producentów nie tylko oliwy, ale też pomarańczy i daktyli, a do tego wytwarzamy niezłe wino, to oczywiście powinniśmy się tym chwalić. I robimy to, na przykład na targach turystycznych, organizując degustacje. To świetna promocja kraju, bo ludzie zapamiętują tego rodzaju doświadczenia.

Jeśli chodzi o strategię marketingową, musimy trzymać się ogólnych wytycznych Ministerstwa Turystyki i Rzemiosła, które obecnie kładzie nacisk na umacnianie marki Tunezja jako celu turystycznego. Na inne sposoby promocji przyjdzie jeszcze czas.

Na razie Tunezja kojarzy się głównie z plażowaniem. Nie należałoby zmienić tego wizerunku?

Ależ oczywiście, cały czas do tego dążymy. Wielu turystów, oglądając zdjęcia starożytnego amfiteatru w Al-Dżamm, myśli że to Koloseum w Rzymie. Dla nich Tunezja kończy się na hotelu i plaży. W zeszłym roku na YouTubie, na kanale Discover Tunisia, zaczęliśmy zamieszczać krótkie filmy, w których cudzoziemcy odkrywają inne, zaskakujące oblicze Tunezji i dzielą się swoimi wrażeniami. To bardzo naturalny przekaz i mamy nadzieję, że zmieni stereotypowe myślenie o naszym kraju.

Jaka jest ta niestereotypowa Tunezja?

To światowej klasy zabytki, np. ruiny Kartaginy, potężnego fenickiego miasta założonego trzy tysiące lat temu, które tak jak Polska stoczyło wiele wojen i wiele razy odradzało się jak Feniks z popiołów. To Sahara, która otacza nas ze wszystkich stron i poza którą nie widzimy absolutnie nic - zapewniam, że ten niesamowity obraz zostaje w pamięci na zawsze. To cuda natury, jak słone jezioro Wielki Szott. To wreszcie talasoterapia - produkt, na który postawiliśmy już dwie dekady temu i który konsekwentnie rozwijamy. Mało osób wie, że mamy jedne z najlepszych ośrodków talasoterapii na świecie.

A baza hotelowa? W Polsce lepszą opinię mają obiekty egipskie i tureckie.

Na pewno atutem tunezyjskich hoteli jest ogromna przestrzeń. Można po nich spacerować i czuć się niemal jak w mieście. Tego właśnie szukają ludzie mieszkający na co dzień w blokach. Wiele świetnych hoteli jest np. w Susie - nie skazują gości na siedzenie na plaży, bo medyna jest na tyle blisko, że można do niej powędrować pieszo.

Tunezyjski Urząd ds. Turystyki jest partnerem Kompasu Wakacyjnego 2017 - konkursu Turystyki.rp.pl na najlepsze produkty turystyczne, między innymi właśnie hotele ("Ruszył Kompas Wakacyjny 2017"). Jurorami są w nim agenci turystyczni. Gdyby to pan był na ich miejscu, na jaki hotel oddałby pan swój głos?

Niestety, nie mogę powiedzieć (śmiech). Stanowisko, które piastuję, zobowiązuje mnie do zachowania bezstronności. W Tunezji jest wiele dobrych hoteli i mam oczywiście swoje ulubione, ale więcej nie zdradzę.

POLECAMY

KOMENTARZE