Donald Trump ujawnił tajne informacje Siergiejowi Ławrowowi

aktualizacja: 16.05.2017, 20:31
Trump spotkał się z Ławrowem dzień po zwolnieniu szefa FBI, który prow...
Trump spotkał się z Ławrowem dzień po zwolnieniu szefa FBI, który prowadził śledztwo w sprawie powiązań miliardera z Kremlem.
Foto: AFP

Prezydent ujawnił Ławrowowi tajemnice o tzw. Państwie Islamskim. Przeciek może sparaliżować Biały Dom.

REDAKCJA POLECA

We wtorek o 8.30 nad ranem czasu waszyngtońskiego miliarder na Twitterze właściwie potwierdził doniesienia, jakie opublikował kilka godzin wcześniej „Washington Post". „Jako prezydent chciałem podzielić się z Rosją (w trakcie otwartego, zaplanowanego spotkania w Białym Domu), do czego mam prawo, faktami odnoszącymi się do terroryzmu i bezpieczeństwa transportu lotniczego. Powody: humanitarne, a dodatkowo chcę, aby Rosja zasadniczo zintensyfikowała walkę z Państwem Islamskim i terroryzmem" – napisał prezydent.

Zdaniem „Washington Post" wszystko wydarzyło się w minioną środę, gdy Donald Trump przyjmował szefa rosyjskiej dyplomacji Siergieja Ławrowa i ambasadora Rosji w USA, Siergieja Kislaka. – Każdego dnia otrzymuję niesłychane dane wywiadowcze – miał powiedzieć prezydent, najwyraźniej chcąc zrobić wrażenie na wysłanniku Kremla. I ujawnił, że kierownictwo tzw. Państwa Islamskiego planuje wykorzystać laptopy, które można wnosić do kabin samolotów (niedawno Amerykanie i Brytyjczycy wprowadzili w tym zakresie częściowy zakaz), aby przeprowadzić zamachy terrorystyczne na wielką skalę.

Islamiści odnajdą kreta

Informacja pochodziła od innego wywiadu niż amerykański. Wygląda na to, że któryś z krajów sojuszniczych Ameryki ma w najściślejszym kręgu kierownictwa islamistów swojego człowieka. Państwo to podzieliło się rewelacją z Waszyngtonem, ale absolutnie nie wydało zgody na to, aby informacja trafiła do innych krajów, a już na pewno nie do Rosji, która na Bliskim Wschodzie wspiera Baszara Asada i Iran.

– Rozmawiałem ze źródłami w Białym Domu. Nie mieliśmy zgody na przekazanie tych danych nawet Brytyjczykom, naszym najbliższym sojusznikom – mówi „Rz" Bruce Stokes, dyrektor w waszyngtońskim instytucie analitycznym Pew.

„Washington Post" twierdzi, że Trump dokładnie określił, w którym mieście na terenie kontrolowanym przez tzw. Państwo Islamskie operuje agent. To oznacza, że Rosjanie mogą teraz łatwo ustalić źródła Amerykanów, a sami islamiści, na podstawie doniesień amerykańskich mediów, próbować wyeliminować kreta. Sam Ławrow zachował się tak jak Stalin, gdy na konferencji w Poczdamie Truman zdradził, że Ameryka ma bombę atomową: zachował kamienną twarz.

Zgodnie z amerykańskim prawem prezydent ma prawo do „odtajnienia" z własnej inicjatywy właściwie wszystkich informacji. Dlatego jest raczej wykluczone, aby sprawa skończyła się impeachmentem. Ale jej skutki polityczne mogą być bardzo duże, zaczynając od wstrzymania przez część sojuszników USA współpracy z amerykańskim wywiadem.

– Nie wiemy, kto przekazał te informacje: Jordańczycy, Izraelczycy, Egipcjanie, Turcy? – zastanawia się Bruce Stokes.

Trump już w piątek wylatuje w wielodniową, pierwszą podróż zagraniczną, która rozpocznie się od Arabii Saudyjskiej i Izraela. Tu przed prezydentem stanie trudne zadanie odbudowy dobrych relacji z sojusznikami mimo najnowszej wpadki. W tym celu miliarder, który nie lubi czytać opasłych opracowań, jest teraz briefowany przez ekspertów od spraw zagranicznych (zaczynając od Henry'ego Kissingera), a także śledzi prezentacje graficzne.

Ale to w polityce wewnętrznej prezydent ma najwięcej do stracenia. Tym bardziej że w przyszłości należy się spodziewać kolejnych skandali z Trumpem w roli głównej.

– Przeciek do „Washington Post" mógł trafić z dwóch źródeł: pracowników Białego Domu lub służb wywiadowczych. Stawiam na te drugie. Tak przecież było z aferą Watergate, którą wywołał wiceszef FBI Mark Felt, przez 30 lat znany tylko jako „Głębokie Gardło". Teraz Trump powtarza błąd Nixona, skonfliktował się ze służbami, zwolnił szefa FBI Jamesa Comeya – przypomina Stokes.

Zaraz po incydencie asystent Trumpa ds. bezpieczeństwa wewnętrznego Thomas P. Bossert zawiadomił CIA i NSA (ale nie FBI), wykreślił też z protokołu spotkania fragment o tajemnicach przekazanych Ławrowowi.

Sam prezydent najwyraźniej też zdał sobie sprawę z niebezpieczeństwa, jakie ściągnął na siebie, wywołując konflikt z FBI. Pół godziny po pierwszy tweecie we wtorek rano napisał kolejnego: „od chwili objęcia urzędu prosiłem dyrektora Comeya i innych o znalezienie KRETÓW w środowisku wywiadu".

Skutki polityczne skandalu mogą być dla Białego Domu ogromne. Po zwolnieniu Comeya poparcie dla Trumpa spadło do 38 proc. (sondaż Gallupa) podczas gdy na tym wczesnym etapie prezydentury wynosiło ono 65 proc. dla Baracka Obamy i 56 proc. dla George'a W. Busha. Teraz może załamać się jeszcze bardziej.

Batalia o Izbę Reprezentantów

– Prawdopodobieństwo, że demokraci odzyskają większość w Izbie Reprezentantów w wyborach w listopadzie 2018 r., wzrosło w naszej ocenie z 20 do 40 proc. Demokraci zaczynają się szykować do odbicia mandatów, które do tej pory były poza ich zasięgiem, a część starszych wiekiem reprezentantów republikańskich zastanawia się, czy nie przejść na emeryturę – mówi ekspert Pew.

Odbicie większości republikańskiej w Senacie nie jest możliwe, bo w przyszłym roku zwalnia się tylko 1/3 mandatów, i to w przeważającej mierze w bardzo konserwatywnych okręgach. Ale już samo przejęcie kontroli przez demokratów niższej izby parlamentu sparaliżuje administrację Trumpa. Nie tylko nie będzie mogła przeforsować kluczowych projektów, takich jak odwołanie Obamacare czy obniżenie podatków, ale też oponenci prezydenta zyskają możliwość powołania specjalnej komisji do zbadania ewentualnych powiązań prezydenta z Kremlem w trakcie kampanii wyborczej w 2016 r.

Co prawda czołowi republikanie w Kongresie jeszcze nie odcięli się od prezydenta, ale najwyraźniej coraz więcej z nich rozważa, czy związki z Trumpem nie torpedują ich własnej kariery politycznej.

– Biały Dom znalazł się na równi pochyłej i musi się zastanowić, jak z tego wybrnąć – przyznał republikański senator z Tennessee i szef Komisji Spraw Zagranicznych Senatu Bob Corker.

– Czy możemy mieć choć jeden dzień bez skandalu? O nic więcej nie proszę – zwróciła się do Trumpa Susan Collins, republikańska senator z Maine.

POLECAMY

KOMENTARZE