Bartłomiej Misiewicz odchodzi z PiS. Złożył rezygnację

aktualizacja: 13.04.2017, 16:21
Foto: PAP/Marcin Obara

Chciałbym przeprosić wszystkich Polaków za to, że muszą oglądać ten żenujący spektakl - powiedział w czwartek b. rzecznik MON Bartłomiej Misiewicz po tym, jak ogłosił swoją decyzję o rezygnacji z członkostwa w PiS.

REDAKCJA POLECA

- Z racji tej niesamowitej nagonki na PiS przy użyciu mojego nazwiska złożyłem teraz oświadczenie o rezygnacji z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości - podkreślił. 

Jak dodał, "wszelkie sukcesy rządu pani premier Beaty Szydło, zwłaszcza te socjalne, które poprawiają byt Polaków były przykrywane wykorzystując moje nazwisko do tej brudnej kampanii".

- Więc złożyłem rezygnację, żeby nie obarczać całej Zjednoczonej Prawicy tym atakiem - powiedział Misiewicz dziennikarzom opuszczają siedzibę PiS na ul. Nowogrodzkiej.

- Chciałbym przeprosić wszystkich Polaków za to, że muszą tego żenującego spektaklu słuchać, że muszą to oglądać - powiedział Misiewicz dziennikarzom po wyjściu z siedziby PiS. 

- Nie zawsze jest tak, jak media piszą, ale żeby móc pokazywać, jakie sukcesy odnosi Zjednoczona Prawica w Polsce, zrezygnowałem z członkostwa w Prawie i Sprawiedliwości - dodał.

Prezes PiS Jarosław Kaczyński wczoraj podjął decyzje ws. zawieszeniu Misiewicza w prawach członka PiS i o powołaniu komisji ds. zbadania stawianych mu zarzutów. W skład komisji weszło trzech polityków PiS: Joachim Brudziński, Mariusz Kamiński i Marek Suski.

Wczoraj "Rzeczpospolita" podała informację o zarobkach Misiewicza w PGZ. Były rzecznik MON miał zarabiać 50 tys. zł miesięcznie za pracę na stanowisku pełnomocnika zarządu ds. komunikacji w PGZ i mógł liczyć na służbowy samochód. Rzecznik PGZ Łukasz Prus stwierdził, że nie jest prawdą, iż miesięczne wynagrodzenie Misiewicza wynosi 50 tys. zł. Według niego, wynagrodzenie żadnego z pełnomocników zarządu spółki nie sięga tej kwoty.

Wieczorem spółka PGZ poinformowała o rozwiązaniu umowy o pracę z Misiewiczem za porozumieniem stron ze skutkiem natychmiastowym. Jak dodano rozwiązanie umowy nastąpiło na wniosek Misiewicza, "któremu nie przysługuje odprawa".

Przed rozpoczęciem dzisiejszego spotkania w siedzibie PiS Misiewicz powiedział, że gazety napisały "zupełną nieprawdę". "To jest oczywiste naruszenie dóbr osobistych i trzeba się zastanowić nad dalszymi konsekwencjami prawnymi tego - ale to jest przyszłość" - powiedział.

 

POLECAMY

KOMENTARZE