Prawnicy

Kobiety rzadziej niż mężczyźni kierują kancelariami

AdobeStock
Same kobiety przyznają, że wiele z nich nie ma ambicji kierowania kancelariami.

Kobiety rzadziej niż mężczyźni zajmują kierownicze stanowiska w kancelariach prawnych. To efekt nie tylko samczego dyktatu. Czasem panie same sobie szkodzą w awansach.

Czytaj także: Nierówne wymagania dla kobiet i mężczyzn na kierowniczych stanowiskach firm prawniczych

Na pierwszy rzut oka płeć nie jest przeszkodą w prawniczej karierze. Wystarczy spojrzeć na statystyki radców prawnych i adwokatów. Razem jest ich 59,8 tys., z czego kobiety to 30,4 tys. Pięćdziesiąt jeden procent. Niemal ideał równouprawnienia.

Czytaj także: Adwokaci przyznali tytuł Kobieta Adwokatury 2017

Do takiego ideału daleko, gdy spojrzeć na liczbę kobiet mających wpływ na zarządzanie kancelariami, zwłaszcza dużymi. W dziesięciu największych kancelariach z rankingu „Rzeczpospolitej" z 2018 r. jest 192 wspólników. Wśród nich tylko 45 to kobiety. Trzydzieści jeden procent.

Można uznać, że ta dziesiątka wielkich kancelarii to inny świat. Rzeczywiście, biznes ze szklanych wieżowców w centrum Warszawy rządzi się swoimi prawami. Jeśli jednak spojrzeć na udział kobiet we władzach samorządów prawniczych, sytuacja wygląda podobnie albo nawet gorzej.

W 69-osobowej Krajowej Radzie Radców Prawnych są 23 kobiety, czyli 1/3 składu. W adwokaturze jest jeszcze gorzej. Dziś wśród 48 osób tworzących Naczelną Radę Adwokacką tylko siedem to kobiety. Czternaście procent. Trochę mało jak na niemal stuletnie tradycje równouprawnienia w tym zawodzie. Przecież już w 1925 r. Helena Wiewiórska jako pierwsza kobieta w Polsce przywdziała adwokacką togę.

Zresztą nad paniami we władzach adwokatury zdaje się ciążyć fatum. Na czele NRA dwukrotnie stały kobiety, ale żadna z ich nie dotrwała do końca kadencji. Maria Budzanowska została zmuszona do rezygnacji w 1985 r. przez ówczesne władze z przyczyn politycznych. Joanna Agacka-Indecka zginęła w katastrofie smoleńskiej w 2010 r. Gdy jednak przyjrzeć się bliżej całemu zjawisku, widać, że to nie jest efekt działania żadnych ciemnych sił. Same kobiety przyznają, że wiele z nich w ogóle nie ma ambicji kierowania kancelariami. Woli mieć duży margines dla życia rodzinnego i wychowania dzieci. Nie ułatwia im tego prawo, zwłaszcza adwokatkom, które nie mogą się zatrudniać i nie przysługuje im płatny urlop macierzyński.

Barierą dla awansu bywa także charakter niektórych zajęć prawniczych. Obcowanie z drastycznymi obrazami przestępstw i z samymi przestępcami przekracza odporność niejednej kobiety. Asystowanie przy wielogodzinnych negocjacjach handlowych też jest zadaniem raczej dla silnych męskich organizmów.

Czytaj także: Adwokat, a może jednak adwokatka

Są oczywiście kobiety, które nie poddają się tym przeciwnościom i mogłyby awansować, ale przeszkadzają im w tym... inne kobiety. Te, które już zostały szefami i mszczą się na młodszych koleżankach za swoje dawne krzywdy.

Pytane przez „Rzeczpospolitą" prawniczki i inni eksperci wskazują, że te bariery awansu dadzą się przełamać. Wystarczy trochę starań o przełamanie stereotypów. W niektórych przypadkach sytuację może zweryfikować rynek.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL