Prawnicy

Nierówne wymagania dla kobiet i mężczyzn na kierowniczych stanowiskach firm prawniczych

AdobeStock
Kierownictwo firm prawniczych stawia nierówne wymagania kobietom i mężczyznom.

Dlaczego tak mało kobiet zarządza albo przynajmniej współzarządza kancelariami prawnymi? Prawda jest najczęściej przyziemna: decydują mężczyźni. Kierowanie dużą firmą i walka o klientów to zadanie dla urodzonego wojownika. Kto jest zbyt wrażliwy – odpada.

Czytaj także: Kobiety rzadziej niż mężczyźni kierują kancelariami

Kobiety rzadziej niż mężczyźni kierują kancelariami

Czytaj także: Adwokat, a może jednak adwokatka

Są kancelarie, w których panuje iście samcza atmosfera. W pewnej dużej warszawskiej kancelarii, gdy jedna z prawniczek miała awansować na stanowisko partnera, na korytarzach bez ogródek opowiadano, jaka jest jej "ścieżka kariery". W innej kancelarii, też renomowanej, gdy jedna z prawniczek została wspólnikiem, półgębkiem mówiono: „teraz inni wspólnicy mają prawo pierwszej nocy". Takie żarty mogą zniechęcić niejedną wrażliwą kobietę do starań o awans.

Są jednak i inne przyczyny.Kobietom prawnikom trudniej niż mężczyznom podejmować się niektórych zadań związanych np. z przestępstwami. To wymaga zetknięcia się z detalami okrutnych zbrodni i przekracza odporność niejednej kobiety. A przecież wygranie głośnego procesu karnego przynosi adwokatowi sławę i uznanie w środowisku.

– Prowadzenie praktyki karnej wymaga mocnych nerwów i opanowania – przyznaje adwokat Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, sama prowadząca takie sprawy. – Dlatego stosunkowo niewiele koleżanek tym się zajmuje. Zresztą sporo klientów, którzy mają kłopot z prawem karnym, chętniej zaufa adwokatowi-mężczyźnie – przyznaje. Jej zdaniem jest też druga strona medalu: kobiety będące ofiarami gwałtów na ogół bardziej ufają kobietom.

Praca prawnika to nie zawsze styk z kryminalistami. Nie mniej absorbujące – i to już fizycznie – jest asystowanie przy negocjowaniu kontraktów biznesowych i mozolne sporządzanie obszernych umów. Przy obsłudze wielkich transakcji prawnik jest włączany do intensywnych negocjacji trwających czasem dniami i nocami. To wymaga odporności na zmęczenie i brak snu. Jeśli kobieta-prawnik bierze udział w takim maratonie, zwykle daje dobrze zarobić nie tylko swojej kancelarii, ale też... opiekunce swoich dzieci. O ile w ogóle ma dziecko.

Dziecko czy awans

Czy macierzyństwo i zajmowanie się domem to przeszkoda w karierze prawniczki? Opinie są skrajnie różne.

– Obserwuję, że mężczyznom często łatwiej skoncentrować się na karierze zawodowej, w konsekwencji łatwiej osiągają awanse – mówi Robert Gawałkiewicz, radca prawny i partner zarządzający kancelarii Sołtysiński Kawecki & Szlęzak. To jedna z największych firm prawniczych w kraju. Na 25 wspólników są tam tylko dwie panie. Jednak Gawałkiewicz zaprzecza, jakoby w jego firmie dyskryminowano kobiety pod względem wymagań zawodowych czy wynagrodzenia. – Mam wrażenie, że wiele koleżanek świadomie rezygnuje ze starań o stanowiska partnerskie. Wolą spełniać swoje ambicje zawodowe w inny sposób, uwzględniając sprawy natury osobistej i rodzinnej – twierdzi szef SK&S.

Inaczej na sprawę patrzy adwokat Małgorzata Surdek, partner zarządzająca kancelarii CMS. Jej zdaniem młode matki powracające do pracy w kancelarii pracują nawet lepiej niż koleżanki bez dzieci.

– Mają bowiem ogromną motywację, by dobrze poukładać sobie plan pracy, świetnie organizować swój czas, aby jak najszybciej wrócić do rodziny – przyznaje Małgorzata Surdek. I twardo przyznaje, że absolutnie nie ma powodu do wyboru miedzy pracą i dzieckiem.

– W wielu kancelariach awans jest rezultatem wyścigu szczurów, w którym kobieta-adwokat chcąca mieć dzieci ma mniejsze szanse – przyznaje adwokat Paulina Kieszkowska-Knapik. Dziś jest wspólniczką mniejszej kancelarii, ale z doświadczeniem z pracy u gigantów.

Opisywany przez nią problem w mniejszym stopniu dotyczy radców prawnych, którzy mogą pracować na etacie. W przypadku kobiet oznacza to klasyczny urlop macierzyński i świadczenia z tym związane. Adwokatki muszą po prostu zawiesić działalność.

Czytaj także: Adwokaci przyznali tytuł Kobieta Adwokatury 2017

– Tylko niektóre kancelarie płacą im za okres ciąży, połogu i macierzyństwa, gdy nie mogą poświecić się pracy na sto procent – zauważa Paulina Kieszkowska-Knapik.

Piekło kobiet

Nie mniejszą od macierzyństwa przeszkodą w awansie jest niemal koszarowa „fala", jaką czasem urządzają koleżankom panie, które już awansowały na stanowiska kierownicze. Przybiera to różne formy – czasem stawiania wyższych wymagań, niż mężczyznom, a czasem zwykłej złośliwości. Adwokat Dominika Stępińska-Duch, partner w kancelarii Raczkowski Paruch, określa to dyplomatycznie: okazują za mało wsparcia tym młodszym.

– Być może to swoiste odreagowanie trudów własnego awansu, ale to przynosi szkodę nie tylko takim kobietom, ale też całej firmie – mówi Dominika Stępińska-Duch. Sama przyznaje, że jej droga do awansu nie była łatwa, ale dziś nie znęca się nad młodszymi koleżankami. – Staram się zrozumieć potrzeby prawniczek, z którymi na co dzień pracuję i pomagam im na różne sposoby – zastrzega.

Zjawisko kobiecej „fali" obserwuje też prof. Jacek Santorski, psycholog biznesu. W jego opinii wynika to z właściwej polskim prawnikom skłonności do oceniania innych ludzi na każdym kroku. W efekcie, po przekroczeniu pewnego szczebla hierarchii, osoby z cechami tzw. samca alfa przejawiają pogardę wobec podwładnych.

– Udziela się to też kobietom, które bardzo źle traktują młodszych stopniem i stażem kolegów, a zwłaszcza koleżanki. To z kolei utrudnia awans tym ostatnim – twierdzi Santorski.

Ameryka nie jest lepsza

Niektóre prawniczki, czy to starające się o awans czy już w randze wspólników, często wspominają słowa byłej amerykańskiej sekretarz stanu Madeleine Albright o kobiecej fali, nie tylko w biznesie.

– Jest specjalne miejsce w piekle dla tych kobiet, które nie pomagają innym kobietom – powiedziała Albright w 2006 r. na spotkaniu z działaczkami amerykańskiej ligi koszykówki kobiet.

Zresztą w Stanach Zjednoczonych sytuacja prawniczek jest podobna. Tamtejsze statystyki pokazują, że wśród partnerów kancelarii tylko około 18-19 proc. to kobiety. Wśród partnerów zarządzających to mniej niż 10 proc.

– Te proporcje są stałe od około dziesięciu lat. Nie sądzę, by ta sytuacja się samorzutnie zmieniła – ocenia Hilarie Bass, goszcząca niedawno w Polsce szefowa American Bar Association, największej dobrowolnej organizacji amerykańskich prawników.

Zdaniem Hilarie Bass, przyczyny są podobne jak w Polsce: wiele kobiet po prostu tej kariery nie chce. Wolą spokojniejsza prace i skupienie się na dzieciach i rodzinie.

Pomóż sobie sama

Dla ambitnej prawniczki nie ma oczywiście przymusu dołączania do dużej firmy i mozolnej walki z mężczyznami o miejsce w hierarchii. Mogą prowadzić indywidualną praktykę albo zakładać kancelarie wraz z innymi kobietami. Tak zrobiły adwokatki Paulina Kieszkowska-Knapik i Ewa Rutkowska (choć mają jeszcze wspólnika-mężczyznę).

– W pracy prawnika, zwłaszcza w sądzie, liczy się waleczność i twardy charakter. To jednak cechy nie tylko męskie. Jest wiele procesualistek, które również potrafią w takiej walce pokazać lwi pazur i są w tym skuteczne – mówi Ewa Rutkowska.

Panie, które chcą spróbować swych sił w większym prawniczym biznesie (często z większymi zarobkami), nie są na całkiem przegranej pozycji. Dobrze, jeśli odnajdą „promotora", który dostrzeże ich talent i będzie je wspierał. Małgorzata Surdek przyznaje, że to właśnie bardzo wpłynęło na jej awans na szefową firmy.

– Mogłam się rozwijać dzięki wsparciu Andrew Kozlowskiego, poprzedniego partnera zarządzającego CMS w Polsce. Wspierał także kariery innych koleżanek w kancelarii – wspomina Małgorzata Surdek.

Kobiety mogą też same sobie pomóc w awansie. Czasem wystarczy śmielej wyrażać swoje oczekiwania względem pracodawcy. Wprawdzie ani na studiach, ani na aplikacjach prawniczych na razie nie ma zajęć z technik komunikacji, ale w pracy zespołowej odgrywają one dużą rolę.

– Nie można od kolegów wymagać, by się domyślali, czego oczekuje od nich kobieta. Być może w życiu prywatnym taka skłonność jest wytłumaczalna, ale w sprawach służbowych może to wręcz psuć relacje międzyludzkie – radzi Dominika Stępińska-Duch.

Z kolei Jacek Santorski zwraca uwagę, że wiele pań popełnia błąd, starając się upodobnić w zachowaniach, stroju i wyglądzie do mężczyzn. Z ich szafy, przynajmniej tej służbowej, znikają sukienki i buty na obcasie. Zdaniem Santorskiego to tylko pogłębia zmaskulinizowaną kulturę w firmie i nie pomaga kobietom w awansie.

– Nie tędy droga. Lepiej niech wierzą w siebie i swoją kobiecość – radzi psycholog. Santorski twierdzi zresztą, że kobiety nie powinny poddawać się stereotypowi, jakoby miały słabsze predyspozycje do bycia menedżerem w biznesie.

– To mit, ale kobiety często go kupują. W rezultacie albo rezygnują ze starań o awans albo tracą typowo kobiece ciepło i stają się sztywne i bezwzględne – konkluduje ekspert.

Ręka rynku i samorządu

Czy jest sposób, by zmienić podejście kierownictwa firm prawniczych stawiających nierówne wymagania kobietom i mężczyznom? Paulina Kieszkowska-Knapik twierdzi, że wielu kancelariom opłaciłaby się zmiana systemu oceny prawniczek.

– Kobiety wpadają na dobre biznesowe pomysły nie rzadziej niż mężczyźni. Te pomysły są często cenniejsze niż liczba zafakturowanych na klienta godzin – twierdzi adwokatka. I dodaje, że przykład jej kancelarii, choć niewielkiej, świadczy o tym, że kobiety mogą udźwignąć ciężar kierowania firmą.

Być może niektóre problemy ureguluje sam rynek. Tak przypuszcza Kamila Kurkowska, właścicielka firmy Firemind zajmującej się marketingiem usług prawniczych. Zauważa, że traktowanie kobiet w kancelariach przekłada się bezpośrednio na reputację takiej kancelarii na rynku.

– Jeśli rozchodzą się informacje, że w danej firmie kobieta ma utrudnioną ścieżkę awansu czy, co gorsza, dochodzi tam do mobbingu i molestowania, to bardzo trudno naprawić tak nadszarpnięty wizerunek – twierdzi Kamila Kurkowska. Dodaje, że w ostatnich latach rynek prawniczy stał się rynkiem pracownika, a zatem kancelaria źle traktująca kobiety musi liczyć się z trudnościami w rekrutacji.

Trudniej będzie jednak pokonać prawne przeszkody adwokatkom rodzącym dzieci. Na razie nie zanosi się na umożliwienie im zatrudniania się na umowę o pracę. Jak jednak zapewnia Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska, będąca też wicedziekanem Okręgowej Rady Adwokackiej w Warszawie, samorząd stara się łagodzić te trudności.

– Koleżanki, które zdecydują się na macierzyństwo, w ciągu sześciu miesięcy od urodzenia dziecka są zwolnione ze składek samorządowych –zapewnia.

Zresztą samorząd palestry wspomaga adwokatki-matki także na inne sposoby. Dzięki prowadzonej w ostatnich latach kampanii „Adwokatura jest także kobietą" udało się też osiągnąć zmianę świadomości wielu urzędników i sędziów.

– Dziś już rzadziej zdarzają się kuriozalne przypadki, gdy adwokatce wyznaczano termin rozprawy w dniu porodu – mówi Katarzyna Gajowniczek-Pruszyńska.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL