Praca

#RZECZoBIZNESIE: Katarzyna Kłosińska: Pracownicy korporacji mają swój język

tv.rp.pl
Języki korporacyjne są tak przesiąknięte językiem angielskim, że ludzie nie zauważają jak to brzmi – mówi prof. Katarzyna Kłosińska, językoznawca, Instytut Języka Polskiego, Uniwersytet Warszawski, gość programu Marcina Piaseckiego.

Gość przyznała, że pracownicy korporacji mają swój język, tak jak przedstawiciele innych zawodów. - Kiedy wychodzimy z pracy zaczynamy mówić językiem jaki obowiązuje w danej grupie, językiem potocznym bez naleciałości korporacyjnych – mówiła Kłosińska.

pracuję w Piapol

- Jest tendencja do nieodmieniania nazw firm, co widać choćby w reklamach. Tradycyjnie powinniśmy wszelkie nazwy odmieniać. Od czasu, kiedy Polska zaczęła wchodzić na drogę europejską, pojawiły się różne nazwy i konstrukcje, które wymuszają nieodmienianie. Wielu ludzi nie chce odmieniać nazw firm, bo uważają, że nazwa powinna utrwalić się w formie mianownikowej, co jest mało przekonujące. Jeżeli coś można, to odmieniajmy – tłumaczyła gość.

technologia od Piapola

Kłosińska podała jeszcze przykłady: „samochód od Opla", „lalka od Mattela". - Czy on nam dał tę lalkę albo samochód? - pytała. - To jest konstrukcja trochę zapożyczona z angielskiego. Ma to też wymiar perswazyjny. Jeżeli mam tusz do rzęs od ABC, to mam odnieść wrażenie, że ta firm mi coś sprezentowała. Chciałabym, żeby ludzie nie mówili „technologia od Piapola". Jednak nie można nie zauważać tendencji językowych. Mimo, że językoznawcy ubolewają nad tym, to język jest tworem żywym – mówiła.

działamy oportunistycznie

Kłosińska zaznaczyła, że to też jest kalka z angielskiego. - Nie powinno się tego używać. Mamy potrzebę buntowania się przeciwko temu. Im bardziej bunt będzie wyrażany, tym może będzie większa refleksja. Języki korporacyjne są tak przesiąknięte językiem angielskim, gdzie jest często tłumaczenie 1 do 1, że ludzie nie zauważają jak to brzmi. W języku polskim się tak nie da powiedzieć, ale jak widać można – mówiła.

- Tak się rodziły wszelkie zmiany znaczeniowe. Kiedyś awarię miał Titanic, była to wielka katastrofa. Dzisiaj awaria to już pęknięta rura – dodała.

bankować

Jest to aktywność związana z funkcjonowaniem banku, w szczególności z usługową sferą skierowaną do klientów.

- Ten czasownik jest potrzebny. On opisuje fragment rzeczywistości, która nie została nazwana przez język. To jest charakterystyczna cecha języków zawodowych. Świat specjalistów wyodrębnia pewne elementy rzeczywistości, których my nie wyodrębniamy - tłumaczyła Kłosińska.

gadżety ubieralne

- Z tego wynika, że zmienia się znaczenie słowa gadżet. Początkowo gadżet to była niepotrzebna rzecz, którą się przywoziło z wycieczki. Teraz gadżety to różne drobiazgi. Nawet telefon komórkowy jest nazywany gadżetem, co kłóci się z podstawowym znaczeniem. W tym słowie w coraz większym stopniu jest element związany z technologią – mówiła gość.

startup

- Nie za bardzo lubią zapożyczenia leksykalne, czyli wyrazy, które są żywcem wzięte np. z języka angielskiego. Nie dają się ich pisać po polsku, czytać, itd. One zawsze sprawiają wrażenie obcości. Startup się przyjął, bo żyjemy w globalnej rzeczywistości. Startup już się przyjął, więc nie ma sensu wymyślania innych słów - zaznaczyła Kłosińska.

Piapol Arena

- Nie podoba mi się to. Jest tendencja, żeby tworzyć nazwy wieloczłonowe, z którymi nie wiadomo co zrobić. Jak przechodzę koło Wola Parku, to zawsze coś mi dygocze w środku na całą tę nazwę. Dla mnie park to przede wszystkim skupisko drzew. Nazwy wieloczłonowe sprawiają straszny kłopot. Nie wiemy nawet jak to odmieniać – podsumowała gość.

Źródło: rp.pl

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL