Polityka

"Korea Płn. jest zaskakująco zaawansowana technologicznie"

AFP
- Co Korea Północna rozumie pod pojęciem denuklearyzacji? Jeśli zrezygnują z programu budowy broni nuklearnej, to czy wpuszczą międzynarodowych inspektorów? O tym należało rozmawiać w czasie tego pierwszego spotkania - mówi po szczycie w Singapurze Shannon Kile, ekspert Sztokholmskiego Instytutu Badań nad Pokojem (SIPRI)

Rzeczpospolita: Co wiemy po spotkaniu Trump–Kim?

Shannon Kile: Sam fakt, że do niego doszło i że przebiegło w dobrej atmosferze, należy uznać za przejaw poprawy wzajemnych stosunków. Proszę pamiętać, że jeszcze kilka miesięcy temu wielu ludzi uważało, że czeka nas zbrojny konflikt z Koreą Północną. Jednak jeśli chodzi o samą treść spotkania, to jego znaczenie jest raczej symboliczne. Nie ma mowy o przełomie. Komunikat po spotkaniu jest bardzo krótki, ogólny, pozbawiony jakichkolwiek konkretnych szczegółów. Jest to więc rozczarowanie dla wielu obserwatorów.

A jeśli potraktujemy to jako otwarcie na bardzo wysokim poziomie? Przecież potem może nastąpić seria spotkań dyplomatycznych, które mogą przynieść przełom.

Mam nadzieję. Ale to, co mnie niepokoi, to fakt, że jest zapowiedź gwarancji bezpieczeństwa ze strony USA dla Korei Północnej w zamian za denuklearyzację Półwyspu Koreańskiego. Ale nie towarzyszą jej żadne konkrety. Rozczarowujące, że nie było odpowiedniego przygotowania spotkania na tym poziomie. Nie odpowiada na pytania, które znamy od kilku lat. Przede wszystkim, co Korea Północna rozumie pod pojęciem denuklearyzacji? Jeśli zrezygnują z programu budowy broni nuklearnej, to czy wpuszczą międzynarodowych inspektorów? O tym należało rozmawiać w czasie tego pierwszego spotkania.

A dla samego Kima? Takie spotkanie jest mu potrzebne dla poprawy wiarygodności na scenie międzynarodowej?

Tak. Na pewno pomoże Kimowi i na scenie międzynarodowej, i w kraju. Jest teraz przywódcą, który rozmawiał osobiście z prezydentem USA i koreański arsenał nuklearny jest poważnie traktowany. Dla Kima to jest dyplomatyczny triumf.

Dlaczego Trump wycofuje się z porozumienia z Iranem, a jednocześnie chce rozmawiać z Koreą Północną?

Bardzo dobre pytanie, ale nie potrafię na nie odpowiedzieć, trzeba by wejść w głowę Trumpa. Bo logicznie powinien stosować te same standardy wobec Korei, co wobec Iranu, czyli żądać wypełnienia warunków, które nie mają nic wspólnego z denuklearyzacją. Nic takiego nie widzimy.

Czy koreański program broni nuklearnej rzeczywiście nam zagraża?

Pracujemy nad tym w SIPRI od wielu lat i szacujemy, że Korea Północna ma prawdopodobnie 20 głowic atomowych i w ciągu ostatnich lat bardzo poprawiła ich jakość. Dokonali też gigantycznego postępu w rozwoju programu budowy rakiet, które mogłyby dotrzeć nawet do USA. Gdyby kilka lat temu zapytała mnie pani, czy Korea dojdzie do tego poziomu, powiedziałbym, że to niemożliwe. Ale oni dokonali postępu, którego się nie spodziewaliśmy.

Sami czy z pomocą z zewnątrz?

Wiele się mówi, że pomogły im inne kraje. Do pewnego stopnia to pewnie prawda. Ale prawdą jest też, że bardzo rozwinęli własną myśl technologiczną. My, analitycy, z trudem teraz przyznajemy, że faktycznie oni mają własny know-how na skalę, której nie oczekiwaliśmy.

Jak to możliwe w kraju izolowanym od dekad?

Proszę pamiętać, że to jest priorytet rządu. Wszystkie zasoby są w to inwestowane. Zobaczymy, czy będą w stanie z tego zrezygnować, co sygnalizuje prezydent Trump. Osobiście jestem sceptyczny.

—rozmawiała Anna Słojewska

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL