Polityka

Szymański: Środowiska prawnicze blokują porozumienie z Brukselą

Konrad Szymański
Fotorzepa, Piotr Wittman
Sporu z Unią wcale nie będzie tak łatwo zakończyć – ostrzega minister ds. europejskich.

Rzeczpospolita: Uda się zażegnać spór z Brukselą o praworządność przed posiedzeniem Rady UE w tej sprawie 12 maja?

Konrad Szymański: To jest wciąż trudne. Widzę nie tylko postęp tych rozmów, ale i trudności, bo bardzo wiele sił jest temu porozumieniu przeciwnych. Cały czas oddziałują na Brukselę polskie i międzynarodowe środowiska prawnicze.

Komisja Wenecka?

Nie chciałbym kogokolwiek wskazywać palcem: są to czasem środowiska zorganizowane, czasem nie. Ale ich negatywne oddziaływanie jest widoczne. Są one przeciwne porozumieniu z uwagi na pryncypialny stosunek do swojego modelu podziału i równowagi władzy. Te środowiska działają jak grupa interesu broniąca pozycji, aczkolwiek swoje postulaty ubierają we wzniosłą retorykę walki o standardy demokratyczne i praworządność. Wpływ takich działań jest tym większy, że za chwilę rozpocznie się proces selekcji kandydatów na najwyższe stanowiska w instytucjach Unii w nowej kadencji. Kandydaci na te stanowiska mogą nie chcieć sprawiać wrażenia, że lekceważą takie argumenty. Niektórzy nie ukrywają, że Polska powinna wycofać się ze wszystkich zmian, co jest oczekiwaniem nierealistycznym.

Negocjacje Polski z Unią mają jednak głównie charakter polityczny, nie prawny?

To prawda, ale materia sporu ma charakter prawny. Dlatego opinie różnych środowisk prawniczych, które docierają do KE, mogą być ważne dla Brukseli. Nowe, lepsze wyważenie wzajemnych relacji władzy sądowniczej, wykonawczej i ustawodawczej nie jest sprzeczne z zasadą praworządności. Nikt w rządzie nie ma takich zamiarów, więc porozumienie powinno być jednak osiągalne.

Do tej pory takie kraje jak Francja, Holandia czy Szwecja zajmowały pryncypialne stanowisko w negocjacjach z Polską, po części aby utrzymać nasz kraj w defensywie w Brukseli. Czy tak jest nadal?

Rzeczywiście, niektóre państwa wolałyby, aby Polska była uwikłana w ten spór tak długo, jak to możliwe. Ale znowu, nie chcę nikogo wskazywać palcem. To jest drugi czynnik utrudniający porozumienie.

A Niemcy?

Odnoszę wrażenie, że Berlin jest zainteresowany porozumieniem, tak jak i Warszawa. Ale nie za wszelką cenę. Wszystko jest kwestią dobrej woli i zdrowej oceny sytuacji.

A polska opozycja?

W tle są z pewnością rachuby opozycji. Niektórzy jej przedstawiciele otwarcie namawiają KE do utwardzenia postawy wobec Polski, wobec własnego kraju. To trzeci – dość kuriozalny – czynnik przeciwny porozumieniu.

KE określiła ostateczne ustępstwa, na jakie liczy, czy to jest wciąż horyzont kroczący?

To nie są ustępstwa, tylko uściślenia. Myślę, że mamy jasność co do wzajemnych oczekiwań, obszarów, gdzie te uściślenia powinny nastąpić. Ale na końcu wszystko zależy od politycznej woli, aby to załatwić lub nie. Ta wola nie jest dla mnie jednoznaczna.

O jakich obszarach mówimy?

Ta kwestia nie jest przedmiotem dyskusji publicznej i tak powinno zostać. Ale widać gołym okiem, co się dzieje w procesie legislacyjnym w Polsce.

Co oznaczy brak porozumienia do 12 maja?

Możemy prowadzić ten spór tak długo, jak to jest konieczne. Tu nie ma sztywnych cezur czasowych. Chcemy doprowadzić do porozumienia, ale nie za wszelką cenę.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL