Polityka

Rewolucji nie będzie. Saakaszwili nie przekonał Ukraińców

Fotorzepa, Jerzy Dudek
Rewolucja, którą od miesięcy próbuje rozpalić były prezydent Gruzji, nie znajduje poparcia nad Dnieprem.

Najważniejszym wydarzeniem ubiegłego roku dla większości Ukraińców było wprowadzenie ruchu bezwizowego z Unią Europejską. W warunkach pogarszającej się sytuacji gospodarczej i tlącej się od ponad trzech lat wojny w Donbasie otwarcie drzwi do Starego Kontynentu przyniosło nadzieję wielu mieszkającym nad Dnieprem. Świadczą o tym wyniki najnowszego sondażu przeprowadzonego przez kijowskie Centrum im. Razumkowa i fundację Demokratyczna Inicjatywa. Z kolei trwające od października zawirowania polityczne w Kijowie, których twarzą jest były prezydent Gruzji, nie zainteresowały Ukraińców. Na działalność Micheila Saakaszwilego uwagę zwróciło jedynie nieco ponad 9 proc. mieszkańców kraju. Od tygodni jego walka z władzami w Kijowie sprowadza się do polemiki w ukraińskich mediach, często wykraczającej poza wszelkie granice dyplomacji.

– Na miejscu Poroszenki ja bym się powiesił – mówił kilka dni temu Saakaszwili, cytowany przez stację NewsOne. Stwierdził, że prawie połowa Ukraińców jest gotowa wyjść na ulicę „by obalić rządzących". Ale niedawne sondaże Grupy Rating wskazują, że podana przez Saakaszwilego liczba zwolenników kolejnej rewolucji jest zawyżona. Scenariusz taki popiera nieco ponad 30 proc. Ukraińców. Ponad połowa mieszkańców kraju chce, by zmiana rządzących odbywała się w drodze wyborów.

– Większość Ukraińców nie popiera prezydenta. W czasie kampanii wyborczej Poroszenko obiecał zrezygnować z biznesu, ale tego nie zrobił. Nie bez znaczenia pozostaje również pogarszająca się od trzech lat sytuacja gospodarcza – mówi „Rzeczpospolitej" znany kijowski politolog Wołodymyr Fesenko. – Saakaszwili nie jest głównym konkurentem Poroszenki, większość uważa go za obcego. Jest zbyt konfliktowy i awanturniczy. Ludzie są już zmęczeni konfliktami i rewolucjami. O wiele większe szanse ma Julia Tymoszenko.

Mimo że była premier często się pokazuje w towarzystwie Saakaszwilego, z wyprowadzeniem swoich zwolenników na ulice się nie śpieszy. O tym, że „pomarańczowa księżniczka" mierzy wysoko świadczą wyniki październikowych wyborów samorządowych na Ukrainie, które „Batkiwszczyna" wygrała z ponad 30-procentowym poparciem. Od prawie dwóch lat ugrupowanie Tymoszenko prowadzi w sondażach, tymczasem poparcie dla Ruchu Nowych Sił Saakaszwilego waha się w granicach 2 proc. i nie przekracza nawet progu wyborczego.

– Były prezydent Gruzji wie, że nie ma na co liczyć w wyborach parlamentarnych. Deputowanym nie zostanie, ponieważ nie ma ukraińskiego paszportu. Dlatego stawia na rewolucję. Ma bardzo niewielkie szanse, ale gdyby do tego doszło, oznaczałoby to katastrofę dla Ukrainy, kolejne rozbiory naszego kraju. Rosja zrealizowałaby plan, który jej się nie powiódł w 2014 roku, oderwałaby kolejne rosyjskojęzyczne regiony – mówi Fesenko.

Nawet bez nowej rewolucji w Kijowie przyszłość Ukrainy nie jest pewna. Ukraińskie siły zbrojne podają, że w ubiegłym roku w Donbasie zginęło prawie 200 żołnierzy. Ogółem w tlącej się do ponad trzech lat wojnie Ukraina straciła prawie 2800 swoich wojskowych, a kilka tysięcy zostało rannych. – Nic nie wskazuje na to, by sytuacja zmieniła się na lepsze, może jedynie się pogarszać. Setki poległych żołnierzy świadczą o tym, że „porozumienia mińskie" nie działają. Nie ma ofensywy, ale ciągle grzmi artyleria, giną ludzie – mówi „Rzeczpospolitej" kpt. Ołeksij Aresztowych, znany ukraiński analityk wojskowy. – Rosja wykorzystuje Ukrainę jako zakładnika w relacjach z Zachodem. Podgrzewa wojnę w Donbasie, by zmusić Europę do ustępstw.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL