Polityka

Turcja: Premier ogłasza zwycięstwo w referendum

Premier Turcji Binali Yildirim
Premier Turcji Binali Yildirim ogłosił zwycięstwo w referendum w sprawie zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki. Zwolenników zmian było o 1,25 mln więcej od przeciwników – poinformował szef Najwyższej Komisji Wyborczej Sadi Guven.

- Do przeliczenia pozostaje jeszcze 600 tys. kart do głosowania – powiedział Guven, podkreślając zarazem, że nie jest to znacząca liczba, "co pozwala już teraz stwierdzić, że zmiany, których dotyczyło referendum, zostały przyjęte".

Szef YSK zapowiedział, że ostateczne wyniki zostaną podane do wiadomości publicznej w ciągu 10-11 dni.

- Ostatnie słowo należy do narodu, a naród powiedział "tak" w referendum - powiedział turecki premier Binali Yildrim w siedzibie rządzącej konserwatywno-islamskiej Partii Sprawiedliwości i Rozwoju (AKP) w Ankarze. Dodał, że wynik niedzielnego plebiscytu jest najlepszą odpowiedzią dla tych, którzy stali za nieudaną próbą zamachu stanu z 15 lipca ub.r., a także dla kurdyjskich bojowników oraz wszystkich zagranicznych sił żywiących niechęć do Turcji.

Szef tureckiego rządu podkreślił, że głosy na "nie" w referendum mają taką samą wartość, jak głosy tych, którzy opowiedzieli się za zmianami w konstytucji.

Yildirim zapowiedział, że teraz poczyni konieczne przygotowania do wyborów prezydenckich w 2019 r.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan po oddaniu głosu w referendum
AFP

Erdogan gratuluje

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan zadzwonił do premiera oraz do lidera partii nacjonalistycznej, by pogratulować im rezultatu niedzielnego referendum ws. zmiany systemu rządów z parlamentarnego na prezydencki. Według Erdogana wynik plebiscytu "jest jasny".

Źródła z kancelarii prezydenta poinformowały, że Erdogan powiedział premierowi Binaliemu Yildirimowi, iż jest wdzięczny narodowi za pokazanie swej woli w głosowaniu.

Przywódca opozycyjnej Nacjonalistycznej Partii Działania (MHP) Devlet Bahceli, który jest zwolennikiem zmian w systemie rządów w Turcji i nie ukrywał poparcia dla ambicji Erdogana, oświadczył, że wynik referendum jest "niezaprzeczalnym osiągnięciem" i powinien być respektowany.

Prezydent Erdogan przemawiał w siedzibie partii AKP w Stambule
AFP

Zdaniem prezydenta Erdogana przewaga zwolenników przekształcenia systemu rządów w Turcji z parlamentarnego na prezydencki wynosiła 1,3 mln głosów. Według niego za zmianami ustrojowymi opowiedziało się 25 mln obywateli.

Erdogan powiedział w swoim rodzinnym mieście, Stambule, że Turcy podjęli "historyczną decyzję". W pojednawczym tonie, po kampanii, która zaostrzyła polaryzację tureckiego społeczeństwa, podziękował wszystkim obywatelom za zwiększenie uprawnień głowy państwa.

Erdogan zwrócił uwagę, że do jego sukcesu w referendum przyczynili się Turcy mieszkający za granicą, gdzie głosowanie odbyło się wcześniej.

Zwolennicy tureckiego prezydenta po ogłoszeniu wstępnych wyników rozpoczęli świętowanie na ulicach
PAP/ EPA

Prokurdyjska lewicowa Ludowa Partia Demokratyczna (HDP) oświadczyła, że wynik referendum w Turcji pozostaje niejasny do czasu rozpatrzenia nieprawidłowości mających miejsce podczas głosowania, zgłoszonych przez nią do Najwyższej Komisji Wyborczej.

- Wynik referendum jest jasnym sygnałem, że nie można było uzyskać porozumienia społecznego. Nasi współprzewodniczący są w więzieniu, referendum przebiegało w warunkach stanu wyjątkowego, co wraz z innymi opresyjnymi środkami rzuca cień na głosowanie i podaje w wątpliwość jego prawomocność - powiedział dziennikarzom rzecznik HDP Osman Baydemir.

Do kwestii nieopieczętowanych kart do głosowania, które Najwyższa Komisja Wyborcza zdecydowała się uznać za ważne, odniósł się przewodniczący Komisji Sadi Guven.

Zdaniem opozycji zaaprobowanie kart, których lokalne komisje "nie zdążyły opatrzyć pieczęcią", podważa legalność referendum. Jednak Najwyższa Komisja Wyborcza stoi na stanowisku, że nie wpłynęło to prawomocność plebiscytu, ponieważ decyzja o uznaniu takich kart została podjęta na grubo przed zakończeniem głosowania, a przedstawiciele partii rządzącej oraz partii opozycyjnych - obecni w komisjach w charakterze obserwatorów - podpisali odpowiednie protokoły, co jest prawnie wiążące.

"Wierzę w demokratyczny zdrowy rozsądek mojego narodu"

Do wzięcia udziału w referendum uprawnionych było ok. 55,3 mln osób. Ponad 167 tys. lokali wyborczych otwartych było do godz. 15 czasu polskiego na wschodzie Turcji i do 16 w pozostałej części kraju. Turcy za granicą głosowali wcześniej.

Prezydent Turcji Recep Tayyip Erdogan, oddając głos, wyraził nadzieję na wysoką frekwencję. Przekonywał, że proponowane zmiany pozwolą zapewnić krajowi bezpieczeństwo, stabilność i rozwój gospodarczy.

- To referendum nie jest zwykłym głosowaniem (...) ma ono zadecydować o zmianie systemu rządów. Wierzę, że nasz naród opowie się za szybszym rozwojem a nawet skokiem naprzód. Wierzę, że mój naród przy podejmowaniu decyzji dokona kroku ku przyszłości - powiedział Erdogan dziennikarzom.

- Wierzę w demokratyczny zdrowy rozsądek mojego narodu - dodał.

Zgodnie z propozycjami zmian prezydent miałby być jednocześnie szefem państwa i rządu, mógłby sprawować władzę za pomocą dekretów, a także rozwiązywać parlament; wzrósłby też jego wpływ na wymiar sprawiedliwości.

W zamieszkanej głównie przez Kurdów prowincji Diyarbakir w wiejskiej szkole służącej jako punkt wyborczy doszło do strzelaniny. Dwie osoby zginęły a jedna została ranna. Przyczyny incydentu nie są znane.

Źródło:

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL