Szczerski dla "GP": przy wyborze Tuska przekroczono czerwoną linię braku solidarności

aktualizacja: 14.03.2017, 16:57
Foto: Fotorzepa, Jerzy Dudek

Złamanie zasady jednomyślności przy wyborze szefa Rady Europejskiej, to przekroczenie czerwonej linii braku solidarności w UE - mówi prezydencki minister Krzysztof Szczerski w wywiadzie dla "Gazety Polskiej". Według niego Donald Tusk przyczynia się do odtworzenia podziału Europy na dwa bloki.

REDAKCJA POLECA

Prezydencki minister był pytany w wywiadzie dla "Gazety Polskiej", która ukaże się w środę, czy sprzeciw Polski wobec reelekcji Donalda Tuska na szefa Rady Europejskiej – przy jednoczesnej zgodzie na niego wszystkich państw naszego regionu – nie wpłynie na pogorszenie współpracy choćby w formacie wyszehradzkim.

"To się okaże. Z pewnością, jeśli ta sytuacja ma mieć jakieś realne negatywne konsekwencje w krótkiej perspektywie, to właśnie może odbić się negatywnie na współpracy w naszym regionie" - powiedział Szczerski.

"Musimy tego uniknąć i działać na rzecz utrzymania regionalnej spójności. To byłaby bowiem poważna szkoda, która nie wynika ze strategicznej różnicy zdań. Powiedzmy sobie szczerze: mamy w regionie istotniejsze wspólne zadania i problemy niż wybór szefa Rady Europejskiej" - zaznaczył minister.

Pytany, "w jaki sposób wybór Tuska przy sprzeciwie Polski pogłębi kryzys Unii" Szczerski powiedział: "Wybór Tuska może być początkowo powitany jako sukces ocalenia status quo, znak stabilizacji. To jednak wyłącznie pozory. Kryzys Wspólnoty jest faktem. Udawanie, że on nie istnieje, tylko go pogłębia".

Według prezydenckiego ministra "złamanie zasady jednomyślnej zgody na wybór przewodniczącego Rady Europejskiej, czyli instytucji organizującej pracę wszystkich państw UE, to przekroczenie czerwonej linii braku solidarności". Jak ocenił. "po tym zdarzeniu problemy w Europie objawią się z nową siłą".

Szczerski ocenił, że w Unii Europejskiej odtworzyło się "egoistyczne i groźne, bo zakorzenione w mrocznym czasie podziału Starego Kontynentu na dwa bloki", przekonanie o nierówności starej i nowej części UE.

"Mój główny zarzut wobec Donalda Tuska jest związany właśnie z tym niezwykle niebezpiecznym procesem, do którego były premier Polski walnie się przyczynia. Tusk wielokrotnie mówił o peryferiach Europy, o tym, że jeżeli budujemy sojusze z państwami regionu, to skazujemy się na peryferia. Jako szef Rady Europejskiej dzielił zatem UE na centrum – lepszą, ważniejszą część – i jakieś peryferia, które mają mniej do powiedzenia" - stwierdził Szczerski.

Jak podkreślił, takie nastawienie w zasadzie dyskwalifikowało go jako kandydata na stanowisko mające być gwarantem sprawiedliwego traktowania państw członkowskich. "Mówiąc o peryferiach Europy, Tusk przyczynia się do odtwarzania żelaznej kurtyny na naszym kontynencie" - powiedział

Na uwagę, że "na Kremlu nie mogą oczekiwać większej pomocy" Szczerski zaznaczył, że mówienie o peryferiach to "gra na osłabienie naszej części Europy, która jest w centrum rosyjskiego planu". "Siłą Unii jest solidarność. Podziały na różne strefy to gwóźdź do trumny" - podkreślił minister.

Szczerski był pytany o konsekwencje tego, że premier Beata Szydło odmówiła podpisania konkluzji szczytu w Brukseli. "Konsekwencją jest to, że mandat przewodniczącego Rady Europejskiej jest najsłabszy w krótkiej historii tej funkcji. Wszystkie poprzednie głosowania były jednomyślne (...). Nikt do tej pory, w stosunku do szefa Rady Europejskiej, nie próbował forsować decyzji większościowej" - zauważył.

Jak powiedział, "brak potwierdzenia tego głosowania w oficjalnych konkluzjach, jakie przyjmowane są zgodnie przez wszystkich na zakończenie posiedzenia, podkreśla tylko słabość tego wyboru i pokazuje, na jak poważnym zakręcie znalazła się Unia".

"Nie chciałbym, żeby sam fakt wyboru przewodniczącego urastał do rangi strategicznej, to w gruncie rzeczy trzeciorzędna sprawa. Ważny jest proces decyzyjny. W tym przypadku jego przebieg oznacza zrujnowanie zasady lojalnej współpracy państw, przejrzystości proceduralnej, czyli podstaw ładu instytucjonalnego w Unii" - powiedział Szczerski.

Według Szczerskiego "elity europejskie panicznie boją się, że syndrom zmiany, której przejawem były m.in. wybory z 2015 r. w Polsce, może dosięgnąć także ich". "I tym samym położyć kres ich uprzywilejowanej pozycji. Dlatego nie odczytuję tego głosowania jako narodzin czegokolwiek, tylko jako objaw schyłku Europy takiej, jaką znamy – Europy opartej na zasadzie demokracji" - powiedział Szczerski.

POLECAMY

KOMENTARZE