#metoo w sojuszu z Kościołem

Dzwoni, ale nie wiedzą, w którym kościele. Przeciwniczki molestowania posługują się wizerunkiem Maryi, a powinny raczej odkryć szansę w naukach jej Syna (marsz poparcia dla akcji #metoo, 12 listopada 2017 r. w Hollywood)
Getty Images, Sarah Morris
Stoimy wobec wyjątkowej szansy zaprezentowania feministkom katolickiej moralności, najlepszego remedium na zjawiska, z którymi chcą walczyć. Być może uznają, że warto wziąć Kościół za sojusznika w walce z tym wszystkim, co sprowadza kobiety do roli obiektu seksualnego.

Czwartek, 5 października, otworzył zupełnie nową epokę. Tego dnia w Hollywood rozpoczął się zmierzch bożyszcz, by zacytować tytuł słynnej pracy Fryderyka Nietzschego. Ale to, co się stało w efekcie publikacji „The New York Timesa" o „niewłaściwym zachowaniu seksualnym" jednego z najpotężniejszych ludzi branży filmowej Harveya Weinsteina, daleko wykracza poza życie celebrytów, poza Hollywood, poza show-biznes. Po publikacji „NYT" odwagi nabrały kobiety molestowane seksualnie przez Weinsteina, ale zaczęły też się ujawniać osoby, które w przeszłości padły ofiarą innych znanych mężczyzn.

Od dwóch miesięcy, w efekcie internetowej akcji #metoo (ang. ja też), a ściślej w efekcie ujawnienia się zastępów pokrzywdzonych, w każdym kraju Zachodu upadają większe i mniejsze gwiazdy. Są wśród nich aktorzy, muzycy, pisarze, dziennikarze i politycy. Na fali internetowej akcji tysiące kobiet zdecydowało się opowiedzieć o swojej krzywdzie, jakiej doznały z powodu...

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL