Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Tomasz Terlikowski: Ukraińcy w Polsce sprawdzianem dla naszej chrześcijańskiej gościnności

Fotorzepa/ Rafał Guz
Z dzieciństwa, tego wczesnego i tego nieco póŸniejszego, pamiętam obecne w sklepach ze słodyczami wyroby czekoladopodobne. Były bršzowe jak czekoladki i tylko przy dużej dozie dobrej woli, zwłaszcza gdy nie znało się smaku prawdziwej czekolady, można było je uznać za coœ do niej zbliżonego, szczególnie gdy nie było nic innego, co można by ze smakiem i na poprawę nastroju schrupać w wietrzne i zimne dni.

Dlaczego o tym piszę? Nie, nie zamierzam przygotowywać nikogo na czas kartek i niedoborów żywnoœciowych. Po prostu teraz, gdy patrzę na naszš debatę publicznš, mam wrażenie, że mamy do czynienia z wyrobami debatopodobnymi, czymœ na wzór tamtych wyrobów czekoladopodobnych. Tak jak wtedy zamiast pysznej czekolady dostawaliœmy bršzowš breję uformowanš w tabliczki, tak teraz zamiast prawdziwej debaty nad czymœ zabawiamy się awanturkami o nic. Tak było ostatnio z dyskusjš na temat zburzenia Pałacu Kultury, która wyglšdała tak, jakby ktoœ rzeczywiœcie i na poważnie to zaproponował. Jedni (w tym ja) przekonywali, że ten symbol sowieckiej dominacji należy zburzyć, inni bronili, sugerujšc, że jest on wpisany na listę zabytków, a do tego wrósł w tkankę miasta, a tylko nieliczni dostrzegli, że temat tak naprawdę nie istnieje. Nie istnieje, bo jego fundamentem były dwie luŸno rzucone uwagi dwóch ministrów, potem mocno wypromowane i przedyskutowane na Twitterze, czyli nie było to nic, co mogłoby w jakikolwiek sposób zmienić warszawskš rzeczywistoœć. Kolejny wirtualny spór, nieco ciekawszy od innych, bo idšcy w poprzek zwyczajowych podziałów.

Identyczny, tyle że w sprawie jednak poważniejszej, wirtualny i rytualny spór toczy się obecnie na temat przyjęcia do Polski imigrantów. Nie, nie chodzi mi o spór polityczny, czy powinniœmy zastosować się do poleceń Unii Europejskiej, bo ten dotyczył faktów, ale o ten, w którym mierzš się wielcy zwolennicy imigracji i solidarnoœci oraz zwolennicy państwa jednolitego etnicznie i wyznaniowo, a także przeciwnicy sprowadzania nam na głowy muzułmańskich imigrantów. Niemal zwyczajowo spór ten dzieli publicystów i doprowadza ich niejednokrotnie do białej goršczki. Tyle że jest to spór zastępczy, bo nie widać tysięcy czy choćby setek chętnych do imigracji do Polski arabskich czy afrykańskich muzułmanów. Nasz kraj jest wolny od tego problemu i wyzwania, a debata nad imigracjš islamskš jest wygodnym tematem zastępczym, który pozwala unikać poważnej dyskusji na temat imigracji i stosunku do niej, z którš rzeczywiœcie mamy do czynienia.

Tak się bowiem składa, że w Polsce mamy imigrację – i to liczšcš od miliona do 2 milionów osób. Chodzi, rzecz jasna, o Ukraińców, którzy zaczynajš tworzyć coraz bardziej widocznš społecznoœć w polskich miastach, coraz częœciej przeprowadzajš się do nas na stałe i œcišgajš rodziny, mniej lub bardziej wrastajšc w naszš polskš rzeczywistoœć. Debata na temat imigracji, jeœli ma się w ogóle toczyć, powinna więc dotyczyć raczej tego, jak integrować (a jest to niewštpliwie prostsze niż integrowanie mniejszoœci islamskiej) ich w polskoœć, jak dokształcać, jeœli jest to potrzebne, ich dzieci, jak przyznawać obywatelstwo, a przede wszystkim, z moralnego punktu widzenia, jak ich traktować. Jak okazywać prawdziwš solidarnoœć, takš, jakš chcielibyœmy, by okazywano nam w krajach zachodnich.

Zamiast zatem nadymać się na pytanie, w ilu polskich parafiach przyjęto uchodŸców z Syrii czy Iraku, warto się zastanowić, w ilu polskich koœciołach zorganizowano msze po ukraińsku (a byliby chętni). Ile polskich parafii zdecydowało się użyczyć budynku, by można w nim było odprawiać liturgię w obrzšdku bizantyjsko-ukraińskim? O kursach języka polskiego nie będę wspominał, choć i one by się przydały. A najważniejszym sprawdzianem naszej solidarnoœci, naszej chrzeœcijańskiej goœcinnoœci, jest nasz osobisty, prywatny stosunek do Ukraińców, którzy tak często obok nas albo i u nas pracujš. Do pań, które sprzštajš wiele polskich domów, panów, którzy je remontujš, ale też do pracujšcych przy kasach czy na stacjach benzynowych. O tym powinniœmy dyskutować, a nie o imigrantach, których nie ma i, w dajšcej się przewidzieć przyszłoœci, nie będzie. Š?

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL