Plus Minus

Nie było cudu nad Wisłą

Franciszek Krajowski (Kraliček), Czech, jeden z najlepszych generałów w wojnie 1920 roku, dowódca 18. Dywizji Piechoty, w otoczeniu oficerów swego sztabu
Fotorzepa, Wielisława Papadopulos
Chociaż lord Edgar Vincent D’Abernon twierdził w wydanej jeszcze w 1931 roku książce, że Bitwa Warszawska była 18. decydującą w dziejach świata, to jednak na Zachodzie – pod wpływem historyków sowieckich – wojnę polsko-bolszewicką widziano jedynie jako fragment wojny domowej w Rosji.

Przypominamy archiwalną recenzję książki Adama Zamoyskiego  „Warszawa 1920”, opublikowaną w "Rzeczpospolitej" w 2009 roku.

To właśnie z niezgody na tę opinię powstała książka „Warsaw 1920” Adama Zamoyskiego, przełożona właśnie na język polski. Podtytuł tej książki krzyczy: „Nieudany podbój Europy. Klęska Lenina”, zaś wstęp rozpoczyna autor zdaniem: „Bitwa stoczona u bram Warszawy miała równie przełomowe znaczenie jak Maraton czy Waterloo”. Zamoyski nie pisze jednak o Polakach jako zbawcach Europy, nie twierdzi, że gdyby nie my, głodni Rosjanie znów, jak w 1814 roku, ponaglaliby paryżanki okrzykami: „Bistro, bistro”. Uważa natomiast, że z pewnością ocaliliśmy w 1920 roku siebie i część narodów wschodniej Europy od komunizmu, zaś wynik wojny miał zasadniczy wpływ na późniejsze wydarzenia polityczne, z II wojną światową włącznie. A elektryzujący podtytuł jego książki znaczy tyle, że Lenin miał ochotę przejść po trupie Białej Polski, dalej na zachód Europy, natomiast polskie zwycięstwo oznaczało kres tych, być może i tak nierealnych, marzeń.

Adam Zamoyski w przemowie do polskiego wydania pisze, że choć w Polsce ukazało się wiele książek o wojnie z bolszewikami, są one jednak szczegółowymi opracowaniami, jego zaś „Warszawa 1920” może wypełnić pewną lukę, ponieważ jest przystępną syntezą. I tu dotykamy sedna sprawy. Jest nim chorobliwa wręcz niechęć (lub nieumiejętność) krajowych historyków do pisania dla zwykłego czytelnika. Trzeba odnieść się z szacunkiem do prac tak pożytecznych jak „Leksykon wojny polsko-rosyjskiej 1919 – 1920” Janusza Odziemkowskiego, lecz nie jest przypadkiem, że dwie książki mogące kształtować naszą świadomość dotyczącą roku 1920 przyszły z zagranicy: najpierw „White Eagle. Red Star” („Orzeł biały. Czerwona gwiazda”) Normana Daviesa i teraz „Warsaw 1920” Adama Zamoyskiego.

„Warszawa 1920” jest zarysem działań wojennych między kwietniem a październikiem 1920 roku. Zanim Niemcy wymyślili i zrealizowali blitzkrieg, błyskawiczna wojna toczyła się między Kijowem a Warszawą, a tempo nadawała jej kawaleria. „Nie marnego kontredansa, lecz wściekłego galopa rżnęła muzyka wojny” – pisał Piłsudski. Wbrew powszechnemu mniemaniu Zamoyski dowodzi, że Stalin, komisarz polityczny frontu południowo-zachodniego i Jegorow, jego dowódca, nie przyczynili się do klęski bolszewików w bitwie pod Warszawą. Owszem, wykazali się niesubordynacją, nie chcąc oddać kawalerii Budionnego i dwóch jeszcze armii pod rozkazy Tuchaczewskiego. Ten jednak, wydając rozkaz do bitwy o Warszawę, wcale nie uwzględniał tych jednostek, a gdy ich zażądał, było już za późno.

Zamoyski zwraca uwagę, że w oczach bolszewików była to wojna ideologiczna. Mordowano księży i ziemian, niszczono i plądrowano dwory i kościoły. Zabijano polskich oficerów. Ta wojna była zapowiedzią Katynia.

Dzięki zwycięstwu w wojnie 1920 r. – pisze Zamoyski – Polacy mieli 20 lat wolności od komunizmu.W tym czasie „stali się spójnym, obywatelskim i patriotycznym społeczeństwem, które okazało się zdolne nie tylko, by się obronić, ale i przekazać swoje wartości pomimo demoralizujących i potwornych warunków drugiej wojny światowej i czasów komunistycznych. Demokratyczny i państwowy instynkt tej części Europy jest dziś głównie produktem dwóch dziesięcioleci wolności wywalczonej przez Piłsudskiego i jego armie nad Wisłą w 1920 roku”.

Po blisko 90 latach od wojny 1920 roku w pamięci Polaków istnieją zazwyczaj tylko: Radzymin, ksiądz Skorupka, Piłsudski i określenie „cud nad Wisłą”, powtarzane na ogół bezmyślnie. Miało ono przecież deprecjonować Piłsudskiego jako Wodza Naczelnego. Tymczasem cudu nad Wisłą nie było.

Adam Zamoyski, prowadząc czytelnika od Warszawy do Kijowa i z powrotem, dorzuca do naszej mapy pamięci kilka nowych punktów. Opisuje dramatyczne boje 5. Armii Sikorskiego nad Wkrą ze znacznie silniejszym przeciwnikiem, wielką bitwę kawaleryjską pod Komarowem, świetną postawę 18. Dywizji Piechoty dowodzonej przez znakomitego generała, Czecha Franciszka Krajowskiego (Kralička), walki grupy energicznego generała Lucjana Żeligowskiego. Wspomina także obronę Płocka. Szkoda tylko, że Zamoyski daje mało żywych scen z tamtej wojny, takich jak przywołana przez niego, sienkiewiczowska, jakby wzięta z XVII wieku, sytuacja, gdy 1. Pułk Ułanów Krechowieckich stanął naprzeciw kawalerii Budionnego. Z jej szeregów wyjechał przed front Kuźma Kruczkow, który wzywał na pojedynek „polskiego pana”. Rotmistrz Racięski „odbił cięcie skierowane w głowę i ciął straszliwie z góry, w prawo w dół (...) rozległo się wycie kozactwa „ubit, ubit” i ława z miejsc podała tyły szarżującym krechowiakom”. A były w tej wojnie liczne momenty bohaterskie, dramatyczne i tragiczne, dziś niemal zapomniane, jak walka „baterii śmierci” pod Dytiatynem i bój w polskich Termopilach – Zadwórzu. Tylko kto o tym napisze? Tak jednak, żeby się czytać chciało. Chyba, jak zwykle, ktoś z zagranicy.

Adam Zamoyski „Warszawa 1920”. Przełożył Michał Ronikier. Wydawnictwo Literackie, Kraków, 2009

Źródło: Rzeczpospolita

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL