Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

„Blade Runner 2049”. Wraca świat Ridleya Scotta

Każdy kadr w filmie Denisa Villeneuve’a to popis artystycznego kunsztu operatora Rogera Deakinsa.
COLUMBIA
„Blade Runner 2049" jest godnš oryginału kontynuacjš, audiowizualnš ucztš pełnš nawišzań do kultowego filmu Ridleya Scotta. Jednak nie ma w nim aktorskich kreacji i choć jednej sceny tak przejmujšcej jak monolog umierajšcego androida w deszczu w wersji sprzed 35 lat.

Reżyser Denis Villeneuve wspominał, że podczas zdjęć w 2016 r. w Budapeszcie, gdzie stworzono studio ze scenografiš do filmu, spotkali się we trójkę na obiedzie z Harrisonem Fordem i Ridleyem Scottem. Z koleżeńskiej pogawędki rozmowa nagle zmieniła się w ostry spór. Młodszy reżyser był œwiadkiem, jak Ford ze Scottem, po raz nie wiadomo który, kłócili się na temat rozpalajšcy fanów „Łowcy androidów" od 35 lat: Czy Rick Deckard, którego gra Harrison Ford, jest człowiekiem czy replikantem?

Sam Ford twierdził, że człowiekiem, natomiast Scott przekonywał, że androidem. Dowodził tego już w 2007 r., wydajšc na DVD dłuższš, przemontowanš wersję reżyserskš swojego filmu z 1982 r., która miała przedstawiać jego ostateczny zamysł twórczy, nieograniczony wymaganiami producentów. Tam w ostatniej scenie pojawiała się wyraŸna sugestia, że powracajšcy sen Deckarda o jednorożcu jest wszczepionym wspomnieniem, a on sam nie różni się niczym od androidów, których œciga.

Twórcy „Blade Runnera 2049" chętnie obdzielali dziennikarzy podobnymi anegdotami, natomiast na temat samego filmu milczeli jak zaklęci. Nikt nie chciał zdradzić szczegółów scenariusza. Nawet aktorzy nie poznali go w całoœci, by się nie wygadać, więc kiedy już obejrzeli gotowy film, to sami byli zdumieni przebiegiem akcji. Tajemnica była elementem promocji, a oczekiwania podsycały kolejne fotosy i zwiastuny wypuszczane do sieci. Wreszcie, gdy pod koniec wrzeœnia pokazano film amerykańskim krytykom, zachwytom nie było końca. „Wspaniały", „fantastyczny", „oscarowe zdjęcia i scenografia", „odœwieżenie gatunku", „godny oryginału", „Villeneuve stworzył arcydzieło". Po takich głosach naprawdę można było się zaczšć niecierpliwić, że do premiery jeszcze tydzień.

Poczštkowo sam Ridley Scott miał stanšć za kamerš nowej wersji „Łowcy androidów". Ostatecznie jednak odpuœcił, zadowalajšc się statusem producenta wykonawczego, który czuwa nad całym przedsięwzięciem pod względem artystycznym. W tym czasie kręcił „Obcego: Przymierze", kontynuację swojego innego kultowego obrazu science fiction sprzed prawie czterech dekad. I choć jest to kolejna opowieœć z cyklu o Alienie, to jest jednoczeœnie nawišzaniem do oryginalnego „Łowcy androidów", stanowišc niejako połšczenie dwóch filmowych rzeczywistoœci za pomocš postaci androida Davida (Michael Fassbender) wyraŸnie inspirowanego postaciš cyborga Roya Batty'ego w pamiętnej kreacji Rutgera Hauera.

Wieœć o tym, że to Denis Villeneuve, twórca m.in. „Pogorzeliska", „Labiryntu" i „Sicario", wyreżyseruje kontynuację „Blade Runnera", obiegła branżę filmowš na poczštku 2015 r. Ceniony reżyser właœnie rozpoczynał prace na planie „Nowego poczštku", który miał być dla Kanadyjczyka sprawdzianem, na ile czuje materię kina science fiction. Powstał hit, który krytycy okrzyknęli jednym z najważniejszych filmów SF ostatnich lat, a widzowie zapełnili kina, utwierdzajšc Ridleya Scotta i pozostałych producentów, że dokonali znakomitego wyboru.

Kultowy, ale dlaczego?

Co właœciwie sprawia, że „Łowca androidów" jest uznawany za najważniejszy, najbardziej wyrafinowany i wpływowy film science fiction w historii kina? Po pierwsze, jego wartoœć nigdy nie została rozmieniona na drobne jak w przypadku „Obcego", „Terminatora" czy „Gwiezdnych wojen". Przez 35 lat nie powstały kolejne częœci, żadne spin-offy, kontynuacje ani seriale, które spieniężyłyby rosnšcš z każdym rokiem legendę. Po drugie, film jest adaptacjš powieœci z 1968 r. pt. „Czy androidy œniš o elektrycznych owcach?" Philipa K. Dicka, jednego z najważniejszych pisarzy fantastycznonaukowych. Jego proza była adaptowana po wielekroć, wystarczy przypomnieć „Pamięć absolutnš" w reżyserii Verhoevena (1990), „Raport mniejszoœci" Spielberga (2002) czy „Przez ciemne zwierciadło" Linklatera (2006), a to tylko najbardziej udane z licznych ekranizacji. Po trzecie, film stanowi arcydzieło w warstwie wizualnej. Dowodzi niezwykłego kunsztu i wyobraŸni Ridleya Scotta, który potrafił dobrać sobie współpracowników – operatora, scenografów, techników od efektów specjalnych – którzy rozwinęli jego barokowš, futurystyczno-noirowš koncepcję wizualnš, która stanowiła zapowiedŸ rodzšcej się w latach 80. estetyki cyberpunkowej. Po czwarte, Ridley Scott oraz scenarzyœci wzięli z powieœci Dicka najważniejsze wštki filozoficzno-egzystencjalne, tworzšc humanistycznš opowieœć o granicach człowieczeństwa i przekraczaniu własnej kondycji.

Czytelnikom, którzy zaledwie pamiętajš tytuł filmu Scotta i kojarzš go z twarzš Harrisona Forda, należy się kilka zdań przypomnienia. Akcja rozgrywa się w 2019 r. Ekosystem zanieczyszczonej Ziemi jest w stanie agonalnym. Zwierzęta i roœliny praktycznie wyginęły, a większoœć ludzi odleciała do kolonii w innych galaktykach. Pozostali ci, których na wyjazd nie stać albo nie przeszli badań zdrowotnych lub intelektualnych i zostali skazani na wegetację na umierajšcej planecie. Skupiajš się w wielkich miastach, jak Los Angeles, w którym rozgrywa się akcja filmu. Z kolei ciężkš pracę w koloniach wykonujš za ludzi androidy, ulepszona wersja człowieka – silniejsza, wytrzymalsza oraz inteligentniejsza. Androidy sš replikš tak doskonałš, że nie sposób ich nawet odróżnić od ludzi. Można to zrobić jedynie za pomocš testu na empatię, której androidy nie sš w stanie wykształcić. Majš inteligencję, instynkt przetrwania, ale nie sš w stanie zrozumieć, czym jest miłoœć, przywišzanie i współczucie. Ale czy na pewno?

Opowieœci science fiction zawsze ostrzegały przed sztucznš inteligencjš, która może być tak doskonała, że w pewnym momencie przejmie kontrolę nad człowiekiem. Tak jest i w powieœci Dicka – nowe modele androidów buntujš się przeciwko człowiekowi i uciekajš z niewoli. Tytułowy Blade Runner to nazwa jednostki specjalnej, która ma eliminować nieposłuszne androidy, co w praktyce wyglšda jak zabijanie. Niebezpieczne sš zwłaszcza te, które wracajš z powrotem na Ziemię – Nexus-6. Ten model zaprogramowano na cztery lata funkcjonowania, po tym czasie ulegajš autodestrukcji. Replikanci nie chcš jednak „umierać" i wracajš na Ziemię, by przeniknšć do produkujšcej androidy korporacji Tyrell, aby odnaleŸć sposób na dłuższe życie.

Jednym z łowców jest Rick Deckard (Harrison Ford), postać żywcem wyjęta z czarnych kryminałów Chandlera i Hammetta. Deckard snuje się po deszczowym mieœcie w prochowcu, nie wylewa za kołnierz, jest samotny i zgorzkniały, choć niepozbawiony sarkastycznego poczucia humoru. A przede wszystkim jego praca zaczyna go uwierać. Coraz trudniej przychodzi mu eliminowanie replikantów i czuje się jak płatny zabójca.

Mamy tu z jednej strony opowieœć szytš na miarę czarnego kryminału. Z drugiej to futurystyczna wizja metropolii, œwiata i społeczeństwa, które sš u swego kresu.

Jednš z silniejszych inspiracji dla Ridleya Scotta był pobyt w Hongkongu, gdzie kręcił reklamy na przełomie lat 70. i 80. „Byłem przekonany, że w przyszłoœci wielkie miasta zdominujš Chińczycy albo Latynosi" – mówił Scott. Obstawił Chińczyków. Pomylił się, bo to Latynosi sš obecnie największym żywiołem kulturowym w Kalifornii.

Arcydzieło w bólach

Gdy 44-letni Brytyjczyk przystępował w 1981 r. do pracy nad „Łowcš androidów", wchodził na przetarty już szlak. Po sukcesie „Gwiezdnych wojen" z 1977 r. każde studio filmowe chciało mieć hit z gatunku SF albo pokrewnego. Dlatego kolejne lata to czas triumfu takich filmów jak „Bliskie spotkania trzeciego stopnia" (1977), „Star Trek" (1979), „E.T." (1982), „Coœ" (1982), „Terminator" (1984) itd. Pienišdze na tego typu produkcje płynęły szerokim strumieniem, bo kino fantastyczne gwarantowało kolejki do kin.

Ridley Scott również miał udział w tym boomie, bo w 1979 r. zrealizował kosmiczny horror „Ósmy pasażer Nostromo". W następnej kolejnoœci przymierzał się do ekranizacji głoœnej powieœci fantastycznej z lat 60. – „Diuny" Franka Herberta. Plany te przerwała œmierć na raka brata reżysera Franka Scotta. Filmowiec potrzebował czasu na żałobę i wyciszenie, a kiedy w końcu wrócił do pracy, jedynym projektem możliwym do zrealizowania od zaraz był właœnie scenariusz „Łowcy androidów".

Już od pierwszych dni Scott zaczšł narzucać producentom i scenarzystom swoje pomysły. Odrzucał kolejne – zbyt intelektualne jego zdaniem – wštki i treœci. Chciał, by film poszedł w stronę stylistyki noir. Szukał czegoœ prostszego, mniej dialogów i monologu wewnętrznego, a więcej scen. Nie chciał robić filmu we wnętrzach i kazał scenarzystom wyprowadzić Deckarda na ulice. Wizja miasta przyszłoœci go fascynowała. Sięgnšł więc po francuskie komiksy „Heavy Metal", które znał jeszcze z Anglii, i zaczšł kompletować zespół rysowników, scenografów, dekoratorów i architektów. Mieli wybudować na planie filmowym miasto z jego wizji. W scenach ulicznych zamiast tradycyjnych lamp filmowych wykorzystywali z operatorem Jordanem Cronenwethem neony. Z kolei silne kontrasty w oœwietleniu miały dać efekt jak w czarno-białych kryminałach.

Drobiazgowoœć twórcy przeraziła producentów, którzy rwali włosy z głowy i szukali pieniędzy u innych firm produkcyjnych. Zdjęcia się przedłużały, a Scott z każdym dniem przynosił nowe pomysły i wprowadzał zmiany, które ekipa realizowała po nocach. Dopisywał kolejne sceny w oparach dymu oraz w strugach deszczu, których ekipy filmowe nie znoszš. Tam gdzie nie mogli stworzyć realistycznej scenerii, radzili sobie za pomocš miniatur ożywianych w postprodukcji i montażu. Zamiast green boxa na dalsze plany wstawiano ręczne malowidła, które łšczono ze scenografiš. Rachunki rosły i gdyby zdjęcia przedłużyły się jeszcze o kilka dni, to producenci niechybnie odebraliby Brytyjczykowi kontrolę nad filmem. Zemœcili się jednak w montażowni, wymuszajšc cięcia i zmiany. Kazali maksymalnie skrócić film, a do tego dograć monolog wewnętrzny Deckarda, który tłumaczyłby zawiłoœci przedstawionego œwiata. Pomysł ten bardzo nie spodobał się Harrisonowi Fordowi, który uważał, że lektor „zamorduje" piękno tej historii. Dokręcono też scenę happy endu, w której para bohaterów odjeżdża słonecznš górskš szosš w sinš dal, i w takiej wersji wpuszczono film do kin. Dopiero w 2007 r. Ridley Scott wydał swojš autorskš wersję „Łowcy androidów" na DVD. Dłuższš, bez narratora i happy endu. To w niej zasugerował jednoznacznie, że Deckard jest też androidem.

Następca Ridleya Scotta

Wszystkie te perturbacje nie zdołały jednak zabić urody filmu. Powstała opowieœć o istotach, których człowieczeństwo zostało zanegowane, a jednoczeœnie okazujš więcej emocji od ludzi i to one nie chcš pogodzić się ze œmierciš. Nie godzš się z własnym losem, nie ulegajš determinizmowi, wykształcajš własne wspomnienia, a nawet się zakochujš. Do historii kina przeszła końcowa scena, w której Roy Batty (wspaniały Rutger Hauer), okrutny przywódca zbuntowanych androidów, wbrew swoim morderczym instynktom ratuje Ricka Deckarda od œmierci i wygłasza monolog, rozpoczynajšc go w iœcie szekspirowski sposób: „Widziałem rzeczy, o których wam, ludziom, się nie œniło". Na dodatek całoœć jest zaprawiona chrzeœcijańskš symbolikš (dłoń przebita gwoŸdziem i gołšb trzymany w ręce) i podbita genialnš elektronicznš muzykš greckiego kompozytora Vangelisa. Mógł wyjœć kicz, a powstało arcydzieło. Nawet po latach, mimo zmiany mód, estetyki i wrażliwoœci, „Blade Runner" broni się jak mało który film z lat 80.

Po 35 latach w to wszystko wkracza Denis Villeneuve. Kanadyjczyk z francuskim akcentem, któremu międzynarodowš sławę zapewniły wstrzšsajšce filmy „Politechnika" (2009) i „Pogorzelisko" (2010), i od tamtej pory coraz œmielej radzi sobie w Hollywood, rozwijajšc swój oryginalny język filmowy. Doskonali charakterystyczny styl wraz ze stałymi współpracownikami: kompozytorem Jóhannem Jóhannssonem i operatorem Rogerem Deakinsem. Styl, w którym opowiadana historia œciœle wišże się ze zdjęciami i muzykš. Wszystko razem buduje napięcie, grozę i klaustrofobiczny nastrój. Jego dwa ostatnie obrazy to filmy wyjštkowe, stawiajšce go w czołówce współczesnych twórców filmowych. „Sicario" (2015) – mroczny thriller o pograniczu amerykańsko-meksykańskim. Film, w którym historia sensacyjna jest tylko punktem wyjœcia do rozważań o udziale Amerykanów w międzynarodowym narkobiznesie oraz służbach specjalnych traktujšcych kraje Ameryki Łacińskiej jak poligon doœwiadczalno-ćwiczeniowy.

„Nowy poczštek" (2016) to z kolei kino science fiction z antropologicznym zacięciem, w którym na Ziemię przylatujš istoty z kosmosu, a człowiek bezradnie próbuje się z nimi skomunikować.

Piękna, lecz zimna kontynuacja

Czy „Blade Runner 2049" spod ręki utalentowanego Kanadyjczyka jest – jak chcš niektórzy krytycy – kompletnym arcydziełem? Tu miałbym wštpliwoœci i powiedziałbym, że Villeneuve ma co najmniej dwa lepsze filmy w dorobku („Pogorzelisko" i „Sicario"). Choć „Blade Runner 2049" jest spełnieniem formalnym, to nie może zaspokoić fanów oryginału pod względem dramaturgii.

Głównym bohaterem, który ani na moment nie znika z ekranu, jest K (Ryan Gosling) – kolejny łowca androidów. Tym razem na wstępie oznaczony jako replikant. Pierwsza scena do złudzenia przypomina tę, która miała poczštkowo otwierać „Łowcę androidów" z 1982 r. (opowiadał o niej Scott w filmie dokumentalnym „Dangerous Days"). K przyjeżdża do domku na odludziu i wchodzi do pustej chaty. Na kuchni stoi garnek z gotujšcym się obiadem. Do pomieszczenia wchodzi mężczyzna i zaczyna się rozmowa. Najpierw spokojna, ale już po chwili K zabija mężczyznę, choć nie bez trudnoœci. Gdy ofiara zarzuca mu zdradę własnego gatunku, K odpowiada: „Nie jesteœmy tacy sami. Ja się nie buntuję i nie uciekam". Ale tylko do czasu, bo o ile w filmie Scotta bohater zaczynał wštpić we własne człowieczeństwo, o tyle w filmie Villeneuve'a sytuacja jest odwrotna – K zaczyna wštpić we własne replikanctwo.

Nawišzań do oryginału jest tu mnóstwo. W scenariuszu, dialogach, scenografii i symbolice. To film robiony przez fanów filmu z 1982 r., który jednoczeœnie będzie też zrozumiały dla wszystkich. Z pewnoœciš jest to godna kontynuacja, w której twórcy zaproponowali nowš koncepcję wizualnš, pamiętajšc, że w „Łowcy androidów" bardziej liczył się klimat przedstawionego œwiata i muzyka niż rozbudowany scenariusz. Deakins z Villeneuve'em narzucili sobie niezwykłš dyscyplinę kompozycyjnš. 30 lat po 2019 r. ulice Los Angeles sš wyludnione. Nie ma już tłumów, bazarów i pstrokatych neonów. Z drugiej strony nie mogło zabraknšć mgły, deszczu i dymów. Silne kontrasty sprawiajš, że sylwetki postaci zarysowuje ciemnoœć. To znak rozpoznawczy operatorskiego stylu Deakinsa, który być może w końcu doczeka się wymarzonego Oscara, po 13 bezskutecznych nominacjach. Tym całym bogactwem audiowizualnym można się długo zachwycać, ale w pewnym momencie 160-minutowego (!) seansu pojawia się pytanie: czy to nas cokolwiek obchodzi?

Owszem, ciekawie rozrysowane sš postacie kobiece. Wštek mesjanistyczny opowiadajšcy o dziecku, które narodziło się z replikantki, również przykuwa uwagę. Doskonała muzyka Jóhannssona wspieranego przez Hansa Zimmera nie odstępuje nas ani na krok. Natomiast brakuje tu postaci, których dramaty byłyby autentycznie przejmujšce. Ryan Gosling swojš zimnš, kamiennš grš nie dorównuje Harrisonowi Fordowi sprzed 35 lat, który zbudował swojš postać na cynizmie oraz ironii, przykrywajšcych wrażliwoœć. Ale i Ford dzisiaj, 75-letni gwiazdor, nie ma w sequelu co grać. Snuje się po ekranie w szarym T-shircie, tak jak snuł się w kontynuacji „Gwiezdnych wojen" („Przebudzenie mocy" z 2015 r.)

„Blade Runner 2049" jest pięknym, ale zimnym hołdem złożonym oryginałowi. Nie ma w nim choćby jednej sceny, która w zbliżonym stopniu poruszałaby tak, jak poruszał monolog Roya Batty'ego w deszczu albo œmierć Zhory – wężowej tancerki zastrzelonej przez Deckarda poœród plastikowych manekinów. I chociaż każdy kadr filmu Villeneuve'a i Deakinsa jest przepiękny, to oglšda się to wszystko jak w muzeum sztuk wizualnych. Z fascynacjš, ale też z dużym dystansem.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL