Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Operacja Dunaj. Zbrodnia przodownika pracy podczas inwazji na Czechosłowację

20 sierpnia 1968 r. wojska Układu Warszawskiego rozpoczęły operację „Dunaj” i wkroczyły do Czechosłowacji. Udział w niej wzięła II Armia WP pod dowództwem gen. Floriana Siwickiego. W trakcie interwencji zginęło 108 osób, a ok. 500 zostało rannych.
EAST NEWS, Karol Szczeciński
W Czechosłowacji po makabrycznych wydarzeniach atmosfera była bardzo napięta. Niewiele osób odwiedzajšcych dziœ miasto Jiczyn wie o dramacie, który rozegrał się tam w czasie okupacji z 1968 r., a którego niechlubnymi bohaterami byli polscy żołnierze.

Jiczyn to malownicze czeskie miasteczko uznawane za bramę do Czeskiego Raju. Polakom nieodłšcznie kojarzy się z Hankš, Rumcajsem i Cypiskiem, głównymi bohaterami bajek Václava Čtvrtka i Radka Pilařa. Gdy 20 sierpnia 1968 r. wojska Układu Warszawskiego rozpoczęły operację „Dunaj", której celem było stłumienie czechosłowackich dšżeń reformatorskich, w pobliżu miasta rozlokowano 8. Drezdeński Pułk Czołgów Œrednich 11. Drezdeńskiej Dywizji Pancernej (JW 2702 z Żagania) dowodzony przez płk. Ryszarda Konopkę.

Według dowódcy kontakty z miejscowš ludnoœciš były poprawne, a dyscyplina w zgrupowaniu bardzo wysoka. Jednak czeski historyk Jan Kalous był odmiennego zdania. Pisał, że miejscowa ludnoœć traktowała Polaków jak okupantów i odmawiała im w sklepach sprzedaży papierosów i napojów, nawet za korony. Co więcej, władze miasteczka poprosiły o odsunięcie jednostek na odległoœć 5–10 km, lecz polskie dowództwo odmówiło.

W całej Czechosłowacji w tym czasie mnożyły się incydenty wymierzone w okupantów: wulgarne napisy na murach, odwracanie znaków drogowych, płonšce stosy zboża i żywe przeszkody na traktach, którymi przemieszczały się wojska. Tym, którzy okazywali wyrazy sympatii wkraczajšcym wojskom, nierzadko golono głowy, wyzywajšc od kolaborantów. Znamienny był apel polskiej robotnicy Wiesławy Moryń, która w Jiczynie przez miejscowy radiowęzeł apelowała do Polaków o niepodejmowanie zbrojnej interwencji. Została za to zwolniona z pracy.

Sobotnia noc

Do makabrycznych wydarzeń w mieœcie rozbójnika Rumcajsa doszło w sobotę 7 wrzeœnia 1968 r. Ich przebieg nie został do dziœ zrekonstruowany. Wiemy, że wojska rozlokowane były ok. 2 km od miasta w miejscowoœci Ulibice. Według relacji dowódcy płk. Ryszarda Konopki dwóch żołnierzy majšcych pełnić służbę wartowniczš wyszło w stanie nietrzeŸwym z jednostki i udało się do miasta, gdzie dalej piło alkohol w jednej z restauracji. Zachowywali się bardzo agresywnie w stosunku do miejscowych. Z pułku wysłano po nich trzech innych żołnierzy, którzy dotarli do miasta już po rozpoczęciu strzelaniny.

Materiały zebrane podczas œledztwa pokazujš jednak, że przebieg wydarzeń mógł trochę odbiegać od wyobrażeń dowódcy, który w tym czasie przebywał na urlopie w kraju. Pięciu żołnierzy miało pić alkohol w jednym z czołgów, a następnie szeregowy Stefan Dorna, działowy czołgowy i starszy szeregowy Zygmunt Zapasa postanowili się udać do miasteczka, którego wczeœniej nawet nie poznali. Wszyscy wypili ok. litra rozrobionego spirytusu. Trzej żołnierze, którzy pozostali na miejscu, w krótkim czasie podjęli decyzję o udaniu się za kolegami, by zawrócić ich z drogi.

Wszyscy byli uzbrojeni w karabiny Kałasznikow z ostrš amunicjš. Szeregowcom Zdzisławowi Kowalskiemu, Wiesławowi Czerwonce i Feliksowi Zajšcowi nie udało się namówić kolegów do powrotu. W samym Jiczynie żołnierze szli już razem, zachowujšc się głoœno i butnie. Stefan Dorna nagle odbezpieczył broń i zaczšł strzelać przed siebie. Poczštkowo jego celem była czwórka młodych Czechów: dwie kobiety i dwóch mężczyzn. Pierwsza seria trafiła Jaroslava Veselego. W tym momencie pozostali żołnierze próbowali obezwładnić kolegę. Dorna trafił wówczas Zdzisława Kowalskiego i Zygmunta Zapasę. Doznali oni ciężkich obrażeń. Pozostałym dwóm żołnierzom po nieudanej próbie interwencji nie pozostało nic innego, jak tylko ratować się ucieczkš po pomoc do jednostki.

Postrzelony Czech upadł trafiony w nogi i leżał na bruku, jęczšc przez cały czas. Jedna z kobiet próbowała go uciszyć, przykładajšc mu dłonie do ust, aby nie prowokować polskiego żołnierza. Dorna najpierw rozłożył nad niš parasol, który wycišgnšł z jej torebki, a następnie wystrzelał w kierunku rannego cały magazynek. Następnie zaczšł strzelać w stronę rodziców biegnšcych na pomoc synowi, który stał się celem pierwszej serii Dorny. Kobieta zginęła na miejscu, jej mšż został ciężko ranny. Dorna postrzelił też kobietę i mężczyznę siedzšcych w zaparkowanych w pobliżu samochodach. Dalej ostrzeliwał się dookoła, ranišc m.in. czeskiego wojskowego Josefa Dufka. PóŸniej został obezwładniony przez polskich żołnierzy pod dowództwem por. Janusza Golińskiego. Obalili go i zabrali mu broń.

W wyniku strzałów zginęły dwie osoby, cudem przeżyły dwie inne, do których Dorna strzelał kilkakrotnie, już po ich upadku na ziemię. Wiele osób zostało ciężko rannych. Na miejscu odnaleziono dwa puste magazynki i jeden magazynek z 12 nabojami do kałasznikowa 7,62 mm. Dorna miał na sobie również dwa zegarki damskie, pierœcionek oraz pienišdze, które nie należały do niego. Według œwiadków po zatrzymaniu przez przełożonych był na tyle trzeŸwy i poczytalny, że rozpoznawał nie tylko żołnierzy po ich stopniach i nazwiskach, ale i po funkcjach, które pełnili w jednostce, np. do jednego z nich zwracał się per „panie sekretarzu". Na pytania, dlaczego strzelał, nie odpowiadał.

Œledztwo i kara

Dorna niemal natychmiast, już 8 wrzeœnia, został wywieziony z Czechosłowacji i umieszczony w areszcie tymczasowym w Kłodzku. Œledztwo rozpoczęła wojskowa prokuratura – mjr Stefan Kurowski, oraz czeskie służby, najpierw z Jiczyna, a następnie z Hradec Kralove. Strona czechosłowacka zwróciła się o wydanie Dorny, lecz napotkała opór ze strony polskiego dowództwa. Napastnik pozostał w Polsce.

Akt oskarżenia został przygotowany już 5 paŸdziernika. Proces odbył się przed Wojskowym Sšdem Garnizonowym w Zielonej Górze na sesji wyjazdowej w Kłodzku. Przewodniczył mu płk Wiktor Miernik. Obowišzywał tryb doraŸny, rozprawa była jawna, a Dorna został oskarżony o morderstwo, 13-krotne usiłowanie morderstwa i rabunek.

W chwili popełnienia przestępstwa żołnierz miał we krwi 1,1 promila alkoholu (według innych danych 1,8). Por. Goliński zeznał, że Dorna nie zataczał się i „nie był bardzo mocno pijany". Zeznania złożyły też dwie zaatakowane czeskie nastolatki. Dornę bronił adwokat z urzędu Karol Kosik, który od poczštku wnioskował o skierowanie żołnierza na badania psychiatryczne w celu ustalenia, czy „oskarżony w chwili popełnienia zarzucanych mu czynów miał zachowanš zdolnoœć ich rozumienia i zdolnoœć kierowania swoim postępowaniem". Sšd wniosek odrzucił.

19 paŸdziernika 1968 r. sšd skazał Dornę na karę œmierci, nie znajdujšc okolicznoœci łagodzšcych. Zakwestionował linię obrony żołnierza, który zasłaniał się niepamięciš co do przebiegu wydarzeń. Uzasadnienie wyroku brzmiało: „Oskarżony dopuœcił się kilkunastu zbrodni na szkodę obywateli zaprzyjaŸnionego państwa i na terytorium tego państwa. Oskarżony pełnišcy służbę wojskowš na terenie Czechosłowacji był orientowany w kwestii nastrojów niewielkiej częœci społeczeństwa czechosłowackiego i w pełni zdawał sobie sprawę z tego, że każdy nieprzyjazny gest żołnierza polskiego skierowany przeciwko interesom obywateli tego państwa może być wykorzystany zarówno przez nieliczne miejscowe wrogie elementy, jak i zagraniczne oœrodki propagandowe, przeciwko interesom Państwa Polskiego".

Wyroku nie wykonano. Miesišc po jego ogłoszeniu Dorna zwrócił się do ministra obrony narodowej Wojciecha Jaruzelskiego z proœbš o łaskę. W liœcie usprawiedliwiał swoje zachowanie m.in. „obelżywymi słowami kierowanymi przez obywateli czeskich pod adresem Wojska Polskiego, Partii i Rzšdu Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej". Dalej pisał: „Jestem człowiekiem młodym – 21 lat. Byłem członkiem ZMS, kandydatem PZPR, a w wojsku brałem aktywny udział w pracach KMW – byłem agitatorem politycznym w plutonie. Nie mam zamiaru tym usprawiedliwiać swojego postępowania i reakcji z mojej strony na takie postępowanie obywateli czeskich, ale to nie może pozostawać bez wpływu na tragiczne wypadki, za które zostałem skazany na karę œmierci. Jestem synem robotnika i matki robotnicy, rodzice byli współtwórcami Władzy Ludowej w okresie lat 1944–1948. Ojciec, były funkcjonariusz MO, brał aktywny udział w walkach z podziemiem reakcyjnym, bandami. Wychowano mnie w nienawiœci do wroga klasowego, a zachowanie ob. czeskich w stosunku do mnie jako żołnierza Ludowego Wojska Polskiego na terytorium CRS było nacechowane wrogoœciš (...)". Rok po procesie marszałek Marian Spychalski, przewodniczšcy Rady Państwa, zamienił Dornie aktem łaski karę œmierci na karę dożywotniego więzienia.

Miasto w żałobie

W Jiczynie po tragicznych wydarzeniach panowała napięta atmosfera. Na miejscu strzelaniny palono znicze i składano kwiaty. Władze oraz aparat bezpieczeństwa starały się nie dopuœcić do zamieszek. Pracownicy zakładów przesyłali do rzšdu CSRS rezolucje potępiajšce polskiego żołnierza, domagajšc się surowej kary. Pracownicy Agrostroju w Jiczynie, gdzie zatrudniony był zamordowany Jaroslav Vesel?, pisali: „Ten bestialski czyn nie ma w naszym mieœcie, powiecie ani w całym kraju analogii od czasów okupacji faszystowskiej (...) Do czasu okupacji uważaliœmy naród polski i jego wojsko za swoich braci i sojuszników, z którymi przez wieki walczyliœmy przeciwko wspólnemu wrogowi, za naród Sienkiewicza i Mickiewicza, lecz teraz jesteœmy, niestety, zmuszeni patrzeć na nich jak na gwałcicieli i morderców (...) Jak z bratniš pomocš łšczy się to, że pijani żołnierze z obcych wojsk mordujš bez powodu naszych bezbronnych ludzi?".

O sytuacji natychmiast powiadomiono dowództwo 2. Armii w Hradec Kralove oraz władze czechosłowackie, zarówno wojskowe. jak i cywilne. Doszło do serii spotkań polskich dowódców z dowództwem czechosłowackim oraz władzami miejskimi w Jiczynie. Płk Czesław Kiszczak, wtedy zastępca szefa Wojskowej Służby Wewnętrznej, spotkał się z gen. Stavinokš z Czechosłowackiej Armii Ludowej (CzAL). Ten ostatni miał „okreœlić wypadek jako przykry i wyrazić poglšd, że jego przyczynš było nieporozumienie o kobietę". Gen. Florian Siwicki i jego zastępca do spraw politycznych gen. Włodzimierz Sawczuk spotkali się zaœ z dowódcš miejscowego okręgu wojskowego CzAL. Sawczuk proponował spotkanie z rodzinami zamordowanych i poszkodowanych, ale strona czeska zdecydowanie odradzała to Polakom, bojšc się nieprzewidzianych konsekwencji. W Miejskiej Radzie Narodowej w Jiczynie pojawili się wiceminister obrony narodowej gen. Tadeusz Tuczapski i szef Głównego Zarzšdu Politycznego WP gen. Józef Urbanowicz.

Kolejne incydenty

12 wrzeœnia odbył się pogrzeb Jaroslava Veselego i Zdenki Klimešovej. Kronikarz z Jiczyna zanotował tego dnia: „Dziœ po południu w głębokim wzruszeniu obywatele Jiczyna i szerokiej okolicy przyszli na plac Gottwalda pożegnać tragicznie zmarłych (...) Na katafalku ustawiono obie trumny, przy których zmieniały się trójosobowe warty (...) Plac zapełnił się obywatelami, którzy przynosili kwiaty i wieńce, by uczcić pamięć tych, którzy padli ofiarami bezlitosnego mordercy (...) Ten dzień był chyba najsmutniejszym dniem w historii naszego miasta w okresie po II wojnie œwiatowej. Łzy bólu i oburzenia wobec okrucieństwa, z jakim niewinni ludzie zostali pozbawieni życia, towarzyszyły całemu temu rozdzierajšcemu serce aktowi".

8. Drezdeński Pułk Czołgów Œrednich odsunięto od miasta na odległoœć 7–10 km. Płk Konopka nie dostrzegł lub nie chciał dostrzec bezpoœredniego zwišzku przesunięcia wojsk z tragicznymi wydarzeniami w mieœcie. Po latach opowiadał historykowi wojskowoœci Lechowi Kowalskiemu: „W nowym rejonie, oddalonym od Jičína o 7–8 km, stanęliœmy już całoœciš pułku, organizujšc zgrupowanie pułkowe z prawdziwego zdarzenia. Wpływ na to przegrupowanie miała stabilizujšca się sytuacja polityczna w Czechosłowacji, dlatego nasze wojska przesuwano w głšb terenu, oddalajšc je od blokowanych miejscowoœci". O zbrodni ani słowa.

W czasie pogrzebu żołnierzom wydano absolutny zakaz opuszczania jednostki, ostra amunicja miała zostać zdana, a prawo jej pobrania z magazynu mieli tylko żołnierze pełnišcy warty i patrole. W mieœcie wzmocniono czechosłowackie siły porzšdkowe majšce pilnować spokoju na ulicach, gdyż obawiano się manifestacji. Funkcjonariusze aparatu bezpieczeństwa kontrolowali nastroje społeczeństwa. Pogrzeb odbył się jednak w spokoju – do żadnych incydentów nie doszło.

W meldunku sytuacyjnym dotyczšcym wojska napisano: „W cišgu ostatnich dni w jednostkach naszych wojsk stacjonujšcych w CSRS miały miejsce negatywne fakty wskazujšce na rozluŸnienie dyscypliny oraz obniżenie stanu moralno-politycznego w niektórych pododdziałach". Rozkład armii postępował. Historyk Jan Kalous opisywał wydarzenia z 30 wrzeœnia, gdy polscy żołnierze dobijali się do uczennic œredniej szkoły pielęgniarskiej z Ostrawy przebywajšcych w Rejchatlicach koło Šumperku. Żołnierze oddali strzały w powietrze, a następnie wtargnęli na klatkę schodowš, gdzie nadal strzelali. Podobne incydenty nasiliły się w paŸdzierniku 1968 r. Polscy żołnierze sterroryzowali rodzinę Kopeckých w Hřibsku, a w Studenc kilku pijanych żołdaków okradło sklep z alkoholu, używajšc przy tym broni. Doszło też do kilku zranień obywateli Czechosłowacji w czasie interwencji.

Wobec tych wydarzeń słowa Wojciecha Jaruzelskiego, przytaczane przez historyka Grzegorza Majchrzaka, musiały dla Czechów i Słowaków brzmieć niczym obelga. Jaruzelski porównał bowiem rolę wojska w czasie buntu na Wybrzeżu w grudnia 1970 r. do okupacji Czechosłowacji w 1968 r.: „Jednoczeœnie musimy mieć poczucie, że żołnierz nasz działał w sposób godny, że nie uczynił niczego, co mogłoby pogłębić rozmiary tego konfliktu. Podobnie przecież było w czasie wydarzeń w Czechosłowacji, gdzie również, mimo – jak towarzysze pamiętajš – licznych ordynarnych prowokacji, zachowany został wielki umiar, który stał się w rezultacie wielkim kapitałem politycznym i naszym, i socjalizmu jako całoœci (...) Przy innym biegu wypadków to, co mogłoby się wydarzyć w sytuacjach skrajnych, byłoby niewštpliwie ciężkš przeszkodš w dalszym pozytywnym, konstruktywnym rozwoju Czechosłowacji".

27 marca 1970 r., po wejœciu w życie nowego kodeksu karnego, Stefanowi Dornie zamieniono karę na 25 lat więzienia. Zwolniono go warunkowo 17 listopada 1983 r. ze względu na dobre sprawowanie: Dorna był 47-krotnie nagradzany i osiem razy uznawany za przodownika pracy w więzieniu. Dziœ mieszka i prowadzi gospodarstwo rolne w rodzinnej miejscowoœci. W 2014 r. ekipa TVP Szczecin, realizujšca film „1968. Tragedia w Jičínie", dotarła do niego z proœbš o wywiad. Odmówił.

Autor jest doktorem historii, pracuje w Biurze Badań Historycznych IPN w Szczecinie

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL