Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Zbigniew Witaszek: Andrzej Lepper nie miał powodu popełniać samobójstwa

Tak się zasłużyłem Lepperowi, że bez pytania o pienišdze wstawił mnie na pierwsze miejsce na liœcie. Zbigniew Witaszek i Andrzej Lepper na korytarzu sejmowym, maj 2002 roku.
Reporter, Maciej Macierzyński
- Bez Samoobrony Lech Kaczyński nie zostałby prezydentem, a póŸniej nie byłoby zwycięstwa parlamentarnego PiS - mówi były poseł Samoobrony Zbigniew Witaszek

Plus Minus: Ma pan jeszcze biało-czerwony krawat Samoobrony?

Mam, chociaż do partii Samoobrona należałem nie więcej niż trzy miesišce. Najpierw zostałem do tego zmuszony, a niedługo potem mnie wywalono.

Dlaczego nie chciał pan wstšpić do Samoobrony?

Nigdy nie byłem partyjny, w PRL też nie. Wstšpiłem do zwišzku zawodowego Samoobrona. Wspomagałem partię, gdy było trzeba, ale zapisać się nie chciałem.

Ale Andrzeja Leppera znał pan od lat?

Tak. Poznałem go w 1992 roku. Wtedy to był zupełnie inny człowiek niż ten, który wszedł do Sejmu i otoczył się ludŸmi, którzy go zniszczyli.

Co pana urzekło w Lepperze, że postanowił go pan wspierać? Na poczštku lat 90. był pan dobrze prosperujšcym przedsiębiorcš. Nie miał pan chyba takich problemów jak rolnicy, którzy z powodu hiperinflacji wpadli w pułapkę zadłużenia?

Takich nie. Ale miałem 10 ha ziemi, a więc byłem trochę gastronomikiem, trochę hotelarzem, a trochę rolnikiem. Dlatego wiedziałem, jakie chłopi majš problemy. Chciałem skosić, nie miałem czym. A Lepper mi zaimponował, bo stanšł na czele rolników, których sytuacja była naprawdę kiepska. Wtedy zadłużenie chłopów było ogromne. Komornicy licytowali ich maszyny za grosze. Lepper się za tymi ludŸmi ujšł. Dlatego zaczšłem go popierać.

Jak się poznaliœcie?

Przyjechał kiedyœ do mnie, bo miał spotkanie w okolicy. Zaczęliœmy rozmawiać. Potrzebował pomocy, bo to był biedny człowiek. Nie miał gdzie mieszkać w Warszawie, a więc mój syn użyczył mu swojego mieszkania. Gdy chciał urzšdzić spotkanie, to u mnie miał lokal za darmo. Gdy trzeba było jechać w teren, ja go woziłem. Odwiedziłem go w więzieniu w Czarnym i wykupiłem z aresztu w Białołęce, gdy go wsadzili za działalnoœć albo za to, co mówił. Tu, przy moich tujach, Samoobrona nagrywała reklamówki i robiła zdjęcia do plakatów wyborczych. Byłem dla niego oparciem.

Stać pana było na to wszystko?

Tak. Wtedy u mnie był high life. Niby była bieda w społeczeństwie, ale moja restauracja tętniła życiem. Nie miała konkurencji. Teraz ludziom się poprawiło, a mnie jest gorzej. W okolicy jest masa restauracji, hoteli. Nie ukrywam, że dostałem w koœć. Wie pani, ja w latach 60. miałem fermę drobiu, póŸniej fermę tuczników, a poza tym przez kilkanaœcie lat prowadziłem sieć oœrodków wypoczynkowych nad Zalewem Zegrzyńskim. Tam zdobyłem nazwisko, byłem znany wœród władz. W PRL żyłem lepiej niż teraz. Dzisiaj trudno jest cokolwiek załatwić. Kiedyœ można się było spotkać, zjeœć obiad, wypić po kielichu i sprawę się załatwiało. Dzisiaj to nie przechodzi. Trzeba mieć znajomoœci albo dawać łapówki, a ja na stare lata nie będę się hańbił wciskaniem prezentów. Ale wtedy, na poczštku lat 90., mogłem Leppera wspierać.

JeŸdził pan na blokady?

Nie, ale byłem na wysypaniu zboża. To było zboże Zbigniewa Komorowskiego, właœciciela Bakomy i zarazem ważnego działacza PSL. On je sprowadzał za grosze, bo było mocno zanieczyszczone, ale za to bogatsze w gluten. Nasi się zapalili, zaczęli krzyczeć, że on to zanieczyszczone zboże dodaje do jogurtów. Stanisław Łyżwiński miał z tego powodu sprawę w sšdzie i przegrał. Miał przepraszać Komorowskiego. Tak samo Lepper, który powtórzył te zarzuty z trybuny sejmowej.

Dlaczego wysypywaliœcie to zboże? Bo było zanieczyszczone?

Nie. Przecież wiadomo, że Komorowski to zboże musiał oczyœcić. To była akcja w obronie rolników, bo mieliœmy tego zboża dużo w kraju, a Komorowski jeszcze je sprowadzał. Ale był to też element rywalizacji z PSL. Tak samo jak blokada Ministerstwa Rolnictwa, w której też uczestniczyłem.

Mówi pan o okupacji Ministerstwa Rolnictwa w 2002 roku?

Dokładnie tak. Przyszedł do nas wtedy na rozmowę Czesław Siekierski, wiceminister rolnictwa. Ale Lepper nie chciał z nim gadać. Mówiłem: panie Andrzeju, dajmy już spokój. Ale on był narwany, szalał, wpadł w wir rozrabiania. A przecież to było akcja polityczna. Zaatakowaliœmy PSL, zademonstrowaliœmy, że nie podoba nam się to, co oni robiš, i koniec, powinniœmy się rozejœć. A on nie znał granic.

Pan pierwszy raz kandydował do Sejmu w 1997 roku.

Tak. 37 głosów dostałem (œmiech). Lepper szukał wtedy sprzymierzeńców. Wzišł sobie do pomocy Leszka Bubla i jego wstawił na pierwsze miejsce na liœcie. Ja robiłem za tzw. zajšca – byłem na liœcie, ale w ogóle nie robiłem kampanii.

37 głosów to naprawdę mało. Chociaż Czosnów, w którym pan mieszka i prowadzi biznes, powinien na pana zagłosować.

Ale oni nie wiedzieli, że kandyduję. Kto nas wtedy znał? PóŸniej, w 2001 roku, to na nas głosowali. Tysišc głosów z Czosnowa dostałem.

W 2001 roku to już wiatr historii wiał w żagle Samoobrony.

To prawda. I to był taki silny wiatr, że mieliœmy w pewnym momencie prawie 30 proc. poparcia w sondażach. Dlatego trzeba było nas przyhamować. Wokół Leppera zaczęli się kręcić ludzie służb, zaczęły się zmiany wczeœniejszych decyzji. Róża Żarska, mecenaska, miała prowadzić nasze biuro w Sejmie, a tu nagle dyrektorem biura został Janusz Maksymiuk. I to było nieszczęœcie Samoobrony.

Dlaczego?

Od poczštku rozbijał nasze œrodowisko. Reglamentował dostęp do szefa, egzekwował weksle. Przecież walka ze mnš wzięła się przez ten weksel, którego nie chciałem podpisać. A tego dnia, kiedy Lepper miał rzekomo popełnić samobójstwo, on był w biurze, za œcianš. I co, ani razu nie zaszedł do szefa? Przecież tam się nikt nie mógł do szefa dostać bez niego.

Co pan sugeruje? Że Maksymiuk może coœ wiedzieć na ten temat?

Tego nie twierdzę. Wiem tylko, że Lepper nie miał powodu popełniać samobójstwa i że œledztwo w tej sprawie powinno zostać wznowione.

Wróćmy do 2001 roku, gdy weszliœcie do Sejmu. Jak pan się z tym czuł?

Bardzo dobrze. Na poczštku nawet nie brałem pensji. Nie chciałem, żeby się mnie czepiali. Dopiero gdy przekazałem interes żonie i dzieciom, zaczšłem brać pensję poselskš. A zrobiłem to, bo Lepper chciał od nas trzy czwarte wynagrodzenia poselskiego brać na klub. Skończyło się co prawda na 1200 złotych, ale gdybym nie brał pensji poselskiej, to dopłacałbym do tego interesu. Dlatego przekazałem majštek dzieciom i zostałem posłem zawodowym. Ta pensja nie była zresztš taka wielka – 6 tys. zł na rękę.

Ale pan był wtedy w dziesištce najbogatszych posłów. Na pienišdzach chyba panu nie zależało?

Tak mnie wycenili dziennikarze. A na to, że całe moje bogactwo to był hotel, który jest tyle wart, ile dochodu przynosi, to już nikt nie patrzył. Jeszcze wtedy sprzedałem trochę ziemi i poszła fama, że Witaszek taki bogaty. Wie pani, ilu tu przychodziło i mówiło: pomóż, daj? A to syn nie ma mieszkania, to mieszkanie mu kupić, a to nie mam co do garnka włożyć. Ile ja wysyłałem pomocy żywnoœciowej. Na pewno nie zarobiłem na polityce ani złotówki, a jeszcze sporo dołożyłem. A pan Lepper u mnie żadnych imprez już nie organizował. Imprezy były wtedy, gdy ja je finansowałem, a póŸniej, gdy mógł już płacić, to nie.

Miał pan o to żal do Leppera?

No tak, bo jak był biedny, to dzięki mnie miał gdzie mieszkać, był wożony i goszczony. Wieczór wyborczy 2001 roku u mnie został zorganizowany. 300 osób się bawiło. To akurat była impreza składkowa, każdy, kto mógł, coœ dołożył. Krytykowali nas potem, że żona Leppera nie ma co do garnka włożyć, a tutaj tak się bawiš. A potem do Witaszka już się nie jeŸdziło, a na dodatek żšdano ode mnie weksla na 1 mln złotych. PóŸniej zeszli na 550 tys. złotych, ale jak można było domagać się weksli na tyle pieniędzy, jak tam tyle biedoty było w tej Samoobronie. Przecież dzisiaj niektórzy posłowie Samoobrony żyjš w biedzie, jeżeli nie mieli swojego interesu. Kto przyjmie byłego posła do prostej roboty? Wszyscy się bojš.

Ale pan weksla nie podpisał?

Pewnie, że nie, bo to jest najłatwiejszy pienišdz do œcišgnięcia. Poza tym taki weksel to jest ubezwłasnowolnienie posła. Lepper po cichu dogadał się z SLD i kazał nam wspierać ich pomysły. Akurat były takie głosowania, których nie chciałem popierać – za ograniczeniem urlopów macierzyńskich, za obcięciem dotacji na bary mleczne, a Lepper mówił – dyscyplina partyjna. Ale póŸniej miłoœć się skończyła. Leszek Miller prosił o poparcie przy aferze Rywina, a Lepper – nie.

Mówi pan to z satysfakcjš. Nie lubił pan Millera?

Nie podobał mi się. U mnie oni wszyscy bywali na przedwyborczych spotkaniach – Aleksander Kwaœniewski, Krzysztof Janik, Józef Oleksy i Miller. Ja ich wszystkich znałem. W okresie kampanii zawsze robili spotkanie integracyjne, a ja im piekłem jakieœ prosiaki czy dziki. Zawsze płacili, mieli pieniędzy w bród. Ale przed ostatnimi wyborami w 2015 roku, kiedy zabrakło im 0,5 proc. do przekroczenia progu, to nie zrobili ani jednego spotkania na naszym terenie. Zawsze była masa ludzi, a tym razem nic. Na dodatek wystawili z naszego okręgu jakšœ dziewczynę, której cała rodzina była w PSL. Jak oni mieli wygrać?

Mówi pan, że musieliœcie głosować tak jak SLD, a przecież Andrzej Lepper był okropnie cięty na polityków Sojuszu. Pamięta pan, jak mówił o korupcji i wymieniał polityków Sojuszu po nazwiskach?

Oczywiœcie, że pamiętam, ale tam cichy układ był. Od Sojuszu dostał przyzwolenie na działanie – na blokady czy okupację Ministerstwa Rolnictwa. No i dostał stanowisko wicemarszałka. Co prawda szybko je stracił przez własnš głupotę, ale na Samoobronę to miejsce w Prezydium Sejmu czekało. Wie pani, Lepper nie potrafił dysponować tym, co miał. Przecież wicemarszałek to dodatkowy samochód, kierowca, sekretarka. A on tyle czasu czekał, zanim zdecydował się na Genowefę Wiœniowskš. Albo to wyrzucanie posłów z klubu. Po co było wywalać ludzi, skoro od każdego Lepper miał prawie 2,5 tys. złotych miesięcznie? Przecież to same straty finansowe. Nie rozumiałem, jak ten człowiek liczy. Może kalkulował, że jeżeli wywali starych ludzi i weŸmie nowych, to od każdego œcišgnie po 100 tys. zł za pierwsze miejsce na liœcie? Od starego by nie wzišł, a słyszałem, że od nowych brał.

A pan zapłacił za miejsce na liœcie?

Nie. Widocznie tak się zasłużyłem Lepperowi, że bez pytania o pienišdze wstawił mnie na pierwsze miejsce na liœcie.

Jak to było, że został pan wyrzucony z Klubu Samoobrony?

Pięciu nas wtedy wyrzucono. Domagaliœmy się rozliczeń finansowych – z umeblowania biura, z podwójnych rachunków itd. Nie chcieliœmy tego rozgłaszać, dlatego napisaliœmy do Leppera list w tej sprawie, ale nie chciał tego wytłumaczyć. No i nie godziliœmy się na weksle. Ale nie powiem, że z powodu wyrzucenia było mi specjalnie przykro. Nie musiałem zginać karku. PóŸniej założyliœmy federacyjny klub poselski i z tego klubu wszedłem do komisji œledczej badajšcej aferę Orlenu. Wie pani, że w tej komisji trzech nas było z Samoobrony? Ja z klubu Federacyjnego, Andrzej Grzesik z Samoobrony i Andrzej Aumiller, który wtedy był jeszcze w Unii Pracy, ale w następnej kadencji zdobył mandat z Samoobrony. I dawaliœmy sobie w tej komisji radę, a próbowali z nas zrobić ciemniaków, którzy na niczym się nie znajš. Jeden raz Lepper zachował się wobec mnie przyzwoicie, gdy zagłosował przeciwko odwołaniu mnie z tej komisji.

A dlaczego chciano pana odwołać?

Roman Jagieliński, który był szefem Federacyjnego Klubu Poselskiego, zarazem szefował Partii Ludowo-Demokratycznej i chciał, żebym ja reprezentował nie nasz klub, tylko tę partię. Nie zgodziłem się na to i Jagieliński próbował mnie odwołać. Wtedy Lepper go oszukał – powiedział, że poprze moje odwołanie, ale tego nie zrobił. Dlatego zostałem w tej komisji i obroniłem Włodzimierza Cimoszewicza przed tš damš z Dziekanowa, która go oskarżyła o manipulowanie oœwiadczeniem majštkowym.

Jak to pan go obronił? Rozumiem, że mówi pan o Annie Jaruckiej, asystentce Cimoszewicza z czasów gdy był szefem MSZ.

Wiedziałem, że ona jest z tej samej gminy co ja, a jakoœ nie przyszła do sšsiada, żeby rozmawiać o Cimoszewiczu, tylko poszukała kontaktu do Konstantego Miodowicza, człowieka służb. Gdy jš spytałem, dlaczego nie zgłosiła się do mnie ze swoimi rewelacjami, to powiedziała, że nie wie. PóŸniej wyszło na jaw, że Cimoszewicz dał jej nadzór nad gospodarstwem pomocniczym, ale jej się zachciało jechać do Włoch, a on się nie chciał zgodzić i postanowiła go zniszczyć. A wszyscy tak jš hołubili na tej komisji – że ujawniła przekręty Cimoszewicza, że kobieta w cišży, to trzeba z niš delikatnie, bo może poronić. A przecież po niektórych pytaniach od razu było widać, że to działania operacyjne służb. Tylko Zbigniew Wassermann z PiS mnie wsparł.

Chce pan powiedzieć, że było widać, iż chcš wrobić Cimoszewicza?

Oczywiœcie, że tak. Samoobrona w ogóle zrobiła dużo dobrych rzeczy w Sejmie. W komisji orlenowskiej mówiliœmy, gdzie tkwiš problemy, gdzie sš oszustwa na paliwach, na VAT. PiS potrafiło pięknie skorzystać z naszych ustaleń. Wykorzystało też nasz program rolny i teraz go realizuje. Bo u nas była fachowoœć. Gdy Lepper odszedł z rzšdu i poróżnił się Wojciechem Mojzesowiczem, to Jarosław Kaczyński nie dał tego stanowiska Krzysztofowi Jurgielowi z PiS, tylko dał je Mojzesowiczowi.

To były raczej targi polityczne, bo Mojzesowicz wycišgnšł trochę ludzi z Samoobrony i dostał za to zapłatę.

Rzeczywiœcie, niepotrzebnie Mojzesowicz podzielił Samoobronę, wycišgajšc pištkę ludzi. Wtedy zaczęło się wyrzucanie Leppera. Gdyby tak się nie stało, to Lepper nie przegrałby tak sromotnie wyborów, bo byłby silniejszy. Mam też pretensje do Kaczyńskiego, że jak tylko wzišł Leppera do rzšdu, to puœcił za nim służby, sam to mówił, a te sprowokowały aferę gruntowš. Przecież jeżeli ktoœ im ułatwił zdobycie władzy, to Lepper.

Co pan ma na myœli?

To, że w wyborach prezydenckich poparł Lecha Kaczyńskiego, przeciwko Donaldowi Tuskowi. Lepper zdobył w wyborach prezydenckich 15 proc. głosów. A że Samoobrona była zdyscyplinowana, to gdy powiedział, że trzeba głosować na Kaczyńskiego, ludzie tak zrobili. Bez Samoobrony Lech Kaczyński nie zostałby prezydentem, a póŸniej nie byłoby zwycięstwa parlamentarnego PiS. Oni tego nie docenili. Wymyœlili aferę gruntowš, której nie było, bo nikt nigdy się nie dopytywał o odrolnienie tej ziemi, a potem szukali Bóg wie gdzie przecieków, a to z gminy wyszła informacja, że afera gruntowa to jest jedna wielka lipa. Moim zdaniem to była kompromitacja służb i wstyd. Wicepremiera własnego rzšdu oskarżyć o łapówkarstwo to jest wstyd na całš Europę.

Nie wierzy pan w aferę gruntowš. A w seksaferę? Lepper oglšdał się za pracownicami?

Znałem Leppera 11 lat i niczego takiego nie widziałem. On nie lubił takich byle jakich gówniar jak ta Aneta Krawczyk. Ktoœ zapłacił tej dziewczynie, żeby powiedziała to, co powiedziała. Jej w Samoobronie zrobili krzywdę, bo była szefowš biura, radnš wojewódzkš, a Staszek Łyżwiński postanowił wymienić jš na młodszš. Wykopał jš, a ona została bez œrodków do życia. To był ich błšd. Lepper lubił panie lekkich obyczajów, a ponieważ te damy sš w kontakcie z policjš, to nadały, że Andrzej ma słaboœć do kobiet. Tyle że nie chodziło o pracę za seks.

Gdy odszedł pan z Samoobrony, powiedział pan o Lepperze sporo gorzkich sów. Mówił pan m.in., że zdradził chłopów, bo poparł wejœcie do Unii Europejskiej.

Baliœmy się wstšpienia do Unii, ale teraz uważam, że Wspólnota zrobiła dla rolników dużo dobrego.

Ze strachu byliœcie przeciwko Unii?

Przyjechali do nas politycy z Wielkiej Brytanii i bardzo nas przestrzegali, żeby się w tę Unię nie pchać, bo rolnicy indywidualni u nich mocno dostali w skórę. No to skoro przyjeżdżajš ludzie z zagranicy i tak nas ostrzegajš, to co mieliœmy myœleć. Zresztš trochę nas oszukali przy wchodzeniu do Unii. Zachód dostaje więcej dopłat dla rolników, a my mniej i nie chcš nam tego wyrównać. Ale Lepper niczego nam nie narzucał w sprawie Unii. Powiedział – głosujcie, jak chcecie.

Szkoda panu Samoobrony?

Bardzo. To była potężna organizacja. Andrzej Lepper tak się napracował, żeby jš zbudować. Zawsze bał się służb, że go wezmš na cel. Bał się podsłuchów. A potem otoczył się podejrzanymi ludŸmi, nie miał wiele do powiedzenia i wszystko zostało zniszczone. Lepper miał do mnie żal, że go Ÿle potraktowałem. Opowiadał bzdury, że tyłem się do niego odwracałem. To nieprawda. Mimo że Lepper mnie wyrzucił, do dzisiaj jestem mu wdzięczny, że mnie wcišgnšł do polityki i zostałem posłem. Dlatego chodzę na te spotkania upamiętniajšce go.

To dlaczego miał do pana żal?

Do wszystkich miał żal. Gdy człowiek spada z piedestału, a był marszałkiem czy wicepremierem, to chciałby, żeby go dalej honorowali. A tymczasem w 2011 roku nie chcieli mu nawet dać miejsca na liœcie. Samoobrona porozumiała się wówczas z Polskš Partiš Pracy, że będš startować ze wspólnych list. Mnie Bogusław Ziętek, szef PPP, stale namawiał, żebym startował w wyborach. A Leppera nie chciał nawet wesprzeć w wyborach do Senatu. Powiedzieli mu: Andrzej, ty masz swoje nazwisko, dorobek, startuj z własnego komitetu. I on biedny wystartował i przegrał. W 2001 roku zdobył 70 tys. głosów, na prezydenta w 2005 roku – ponad 2,2 mln głosów, a na senatora w 2011 zaledwie 4 tysišce głosów. Tak go wykolegowali. Człowiek naprawdę może się załamać – niby wszyscy wielcy przyjaciele, a póŸniej nawet nie chcieli go wzišć na listy.

—rozmawiała Eliza Olczyk (dziennikarka tygodnika „Wprost")

Zbigniew Witaszek jest przedsiębiorcš, restauratorem (prowadzi zajazd U Witaszka w Czosnowie), był posłem na Sejm IV kadencji.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL