Lasota: Absurd referendalny

aktualizacja: 30.08.2015, 10:31
Foto: 123RF

Głos mój jest raczej bezpartyjny i nie kibicuję żadnemu z prezydenckich zestawów pytań.

REDAKCJA POLECA
31.08.2015
Dlaczego Andrzej Duda pyta w referendum o firmę?
30.08.2015
Referendum wzmacnia demokrację
kariera
Wulgaryzmy w pracy niedopuszczalne, chociaż powszechne

Oczywiście, w idealnym państwie referendum jest szczytem demokracji bezpośredniej. Niestety, idealnych państw nie ma (może poza Szwajcarią). A Polska nie jest nawet w czołówce. Może zamiast robić referenda, trzeba by skłonić Sejm do lepszej pracy?

W Polsce, co nie wszyscy pamiętają, było już kilka referendów. W lutym 1996 roku przeprowadzono podwójne referendum, czyli – formalnie – dwa: „uwłaszczeniowe" i „prywatyzacyjne".

Pierwsze miało jedno – mętne – pytanie: „Czy jesteś za przeprowadzeniem powszechnego uwłaszczenia obywateli?". Drugie zawierało cztery pytania równie, jeśli nie bardziej, mętne: „Czy jesteś za tym, aby zobowiązania wobec emerytów i rencistów oraz pracowników sfery budżetowej, wynikające z orzeczeń Trybunału Konstytucyjnego, były zaspokojone z prywatyzowanego majątku państwowego? Czy jesteś za tym, aby część prywatyzowanego majątku państwowego zasiliła powszechne fundusze emerytalne? Czy jesteś za tym, aby zwiększyć wartość świadectw udziałowych Narodowych Funduszy Inwestycyjnych przez objęcie tym programem dalszych przedsiębiorstw? Czy jesteś za uwzględnieniem w programie uwłaszczeniowym bonów prywatyzacyjnych?". Włosy dęba stają, jak się to czyta, ale czuję też dreszcze deja vu.

Ponieważ wedle obowiązującego prawa referendum jest wiążące, jeżeli weźmie w nim udział ponad połowa uprawnionych do głosowania, wyżej wspomniane okazało się klapą, albowiem uczestniczyło w nim tylko 32 proc. wyborców. Podejrzewam, że większość głosujących – tak jak ja nierozumiejących, o co konkretnie chodzi – odpowiadała właściwie na jedno zasadnicze, niezadane wprost, pytanie: „Czy chcesz, żeby było lepiej czy gorzej?".

Strach pomyśleć, co by było, gdyby referenda okazały się ważne i ktoś musiał je realizować. Musiałoby pewnie powstać pięć ministerstw, by je przełożyć na język konkretnych realizacji, a szóste ministerstwo powstałoby, by rozwiązywać sprzeczności między nimi.

Ponad rok później, w maju 1997, zorganizowano referendum „konstytucyjne" (prace nad konstytucją trwały tak długo, bo posłowie zajęci byli wymyślaniem pytań referendalnych –przedkonstytucyjnych), ale tu akurat nie obowiązywało prawo o 50-procentowej frekwencji. Do urn poszło 43 proc. Polaków. Konstytucję RP, ponoć najważniejszy dokument w państwie, poparła ponad połowa z nich, tyle, że było to zaledwie 22,58 proc. uprawnionych do głosowania.

W ostatnim, „akcesyjnym" dwudniowym referendum wzięło udział 58 proc. uprawnionych i była to najwyższa, po wyborach 1989 roku, frekwencja wyborcza.

Obecnie przed Polską stoją możliwości dwóch referendów składających się z trzech pytań każde lub jednego składającego się z sześciu, lub – bo jest jeszcze dużo czasu – trzech z pięcioma pytaniami, lub pięciu z trzema. Tak jak w poprzednich referendach pytania są mętne i tak jak poprzednio, nie jest jasne, kto, kiedy, jak i z jakich środków realizowałby ich postanowienia.

Jeśli idzie o JOW, to wydaje się, że każdy ma już na ten temat jakieś zdanie, choć jak mówiono w PRL, niekoniecznie się z nim zgadza. Ja bym głosowała za systemem mieszanym, z którego można by wyciągnąć przynajmniej jakieś wnioski.

Pytanie o finansowanie partii politycznych jest o tyle bezsensowne, że mówi o „dotychczasowym sposobie", który mało kto zna czy rozumie. Moja odpowiedź byłaby „nie mam pojęcia".

Co do pytania trzeciego: „w sprawie zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika" – moja odpowiedź brzmiałaby: po co zasada ogólna? Wystarczy na moją korzyść.

Pytanie o obniżenie wieku emerytalnego i powiązanie uprawnień emerytalnych ze stażem pracy brzmi akurat bardzo sympatycznie, ale znów niejasność: obniżyć o ile? W prawodawstwie nie istnieje pojęcie „tak w ogóle".

Dotychczasowy system funkcjonowania Państwowego Gospodarstwa Leśnego Lasy Państwowe jest obywatelowi równie znany co system finansowania partii politycznych i prawo podatkowe. Czy nie wystarczy się upewnić, że będzie las, gdy nie będzie nas, i że w nim będą rosły grzyby i jagody?

Co do zniesienia powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego sześciolatków i przywrócenia powszechnego ustawowego obowiązku szkolnego od siódmego roku życia – jest to pytanie, na które powinni odpowiadać tylko rodzice niepełnoletnich dzieci. Dziadkowie i babcie powinni być wyłączeni z tej dyskusji.

Komentarz dnia
Żródło: Plus Minus

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE