Bogusław Chrabota: Demony wojny z Aleppo

aktualizacja: 13.08.2017, 18:11
Foto: Fotorzepa, Maciej Zienkiewicz

W piątek, 11 sierpnia, mija dokładnie rok od dnia, w którym od bomby lotniczej zginął może największy bohater wojny syryjskiej Khaled Omar Harrah. Świat poznał go dzięki internetowemu filmowi, który w 2014 roku w ciągu kilku dni zdobył niemal milion widzów. Kręcony amatorską kamerą, pokazuje kilkunastogodzinną walkę oddziału ratowniczego o życie przysypanego przez gruzy kilkumiesięcznego Mahmuda.

REDAKCJA POLECA
04.08.2017
Bogusław Chrabota: Toskania, Herling i Durrell
28.07.2017
Powstanie jak wojna trojańska
20.07.2017
Bogusław Chrabota: Ziobro – niszczyciel czy budowniczy
kariera
Zamożny Polak - ile zarabia?

Dziecko przeżyło bombardowanie, w którym zginęła niemal cała jego rodzina. Betonowy dom w Aleppo złożył się jak domek z kart. Chłopiec przeżył tylko dlatego, że w kącie pokoju, w którym stało jego łóżeczko, wytworzyła się niewielka nisza. Ratownicy usłyszeli jego głos i rozpoczęli dramatyczną walkę o życie dziecka. Powoli, z zegarmistrzowską skrupulatnością i precyzją odrzucali tony gruzu i podnosili kolejne betonowe płyty. Głos chłopca stawał się jednak coraz cichszy. Mimo to walczyli dalej. Kolejne odnajdywane w gruzach ciała członków jego rodziny, zwłoki kobiet i dzieci tylko dodawały im sił.

W końcu Khaled Harrah, który stał na czele akcji ratowniczej Białych Hełmów, trafił na rączkę gasnącego powoli dziecka. Wtedy zaczął się ostatni kwadrans heroicznego wysiłku ratowników. Kamera była blisko. Jej obiektyw nerwowo przeskakiwał z nabrzmiałej od wysiłku i podenerwowania twarzy Khaleda na wyłaniające się powoli spod gruzu ciałko chłopca. Finał był jednak szczęśliwy. Po chwili, może w ostatnim danym przez Boga momencie, maleńki Mahmud znalazł się w objęciach Khaleda. Zanosił się płaczem, ale żył. Po wyczerpanej twarzy mężczyzny także płynęły łzy. Dowód niezwykłego wysiłku i wzruszenia.

Tak świat poznał Khaleda. Kim był bohater tej poruszającej historii? Przed wojną nikim znaczącym. Przed oblężeniem Aleppo pracował jako malarz i dekorator. Miał żonę i dwie córeczki. Do oddziału Syryjskiej Obrony Cywilnej, nazywanej powszechnie Białymi Hełmami, wstąpił na samym początku walk o miasto. Czuł potrzebę zaangażowania się po stronie rebelii. Jednak zamiast karabinka automatycznego i granatów wybrał kilof i łopatę. Zadaniem Białych Hełmów była bowiem nie walka z bronią w ręku, ale ratowanie ofiar bombardowań. Kiedy w 2016 roku syryjski reżyser Feras Fayyad zdecydował się kręcić w oblężonych dzielnicach miasta film dokumentalny, głównym bohaterem uczynił właśnie drużynę ratowniczą Khaleda.

Pokazany publicznie w 2017 roku „Ostatni w Aleppo" jest bez wątpienia arcydziełem dokumentu. Scenariusz dyktuje codzienność oblężonego miasta. Codzienne bombardowania cywilnych celów. Walące się nagle od bomb domy. Płonące dachy i meble. Czteroosobowa ekipa Khaleda czuwa więc w kwaterze Białych Hełmów, by o każdej porze dnia i nocy, zaalarmowana wybuchami bomb, pędzić na ratunek zasypanym. Ich samochód co chwila się psuje. Często dojeżdżają tylko po to, by do czarnych worków wrzucać ledwie części ludzkich ciał. Ktoś znajduje wciąż obutą oderwaną stopę. Ktoś rączkę dziecka. Ale często jest szansa, że w kupie gruzu mogą być jeszcze żywi. Wtedy pojawia się koparka. Ruszają w ruch kilofy i łopaty. Trzeba być ostrożnym, bo gdy tylko opadnie chmura pyłu, helikoptery i odrzutowce Asada próbują zbombardować gruzowisko i uwijających się na nim ratowników raz jeszcze.

Niekiedy udaje się uratować kilku żyjących, ale najczęściej drużyna Khaleda trafia już na ledwie ostygłe zwłoki. Czasem pokrwawione ciałka dzieci dają jeszcze oznaki życia, karetki zabierają je na sygnale do polowych szpitali, ale komunikaty, które otrzymują chwilę później bohaterowie Białych Hełmów, są zazwyczaj tragiczne. Chłopiec, dziewczynka zmarli. Wysiłek był niepotrzebny. Ale nie dla ratowników. Na twarzy Khaleda nigdy nie widać zwątpienia. Jak każdy ma zwykłe, ludzkie chwile słabości. Chce wyjechać z rodziną z oblężonego Aleppo do Turcji, ale w sens swojej pracy nigdy nie przestaje wierzyć. Wolne chwile spędza w domu z córeczkami i żoną. Jej twarz nie została pokazana nigdy. Za to beztroskie dzieci są prócz Khaleda głównymi bohaterami filmu.

Finał tej syryjskiej epopei jest tragiczny. Amatorskie zdjęcia z sierpnia zeszłego roku pokazują, jak przyjaciele niosą martwe ciało Khaleda do kwatery Białych Hełmów. Obmywają jego zwłoki, a potem chowają w maleńkim grobie na gruzowisku. Zginął podczas akcji ratunkowej, prawdopodobnie w powtórnym bombardowaniu. Dokładnie rok temu. Miał trzydzieści jeden lat. W dwumilionowym Aleppo był jednym z trzech tysięcy wolontariuszy – ratowników. Stu trzydziestu dwóch z nich zabito. Tak wygląda współczesna wojna. Przychodzi z powietrza, a jej ofiarami są dzieci. Bohaterami zaś nie bojownicy, lecz ci, którzy ratują ludzkie życie. I naprawdę żaden atom nie może być straszniejszy.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Komentarz dnia
Żródło: Plus Minus

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE