Prenumerata 2018 już w sprzedaży - SPRAWDŹ!

Plus Minus

Michał Szułdrzyński: Winny internet czy cywilizacja

Fotorzepa, Waldemar Kompała
Czterech dżihadystów skazanych niedawno na dożywocie za działalność terrorystyczną zradykalizowało się, oglądając materiały na YouTubie – napisał brytyjski dziennik „The Times".

Wśród 28 materiałów, które – jak wykazało śledztwo – doprowadziły do wejścia na drogę dżihadu, były kazania radykalnego brytyjskiego imama, który odsiaduje karę za kontakty z tzw. Państwem Islamskim, oraz filmy prezentujące obietnice przyjęcia do raju męczenników po ich ataku na niewiernych. Jeden ze skazanych usiłował w dodatku indoktrynować za pomocą filmów na YouTubie młodszego kuzyna.

Zdaniem „The Times" wszystkiemu winne są nowoczesne technologie. Nie dość, że w mediach społecznościowych można znaleźć materiały propagandowe islamistów, to jeszcze używają oni szyfrowanych komunikatorów do porozumiewania się czy planowania zamachów. Wspomniani dżihadyści używali komunikatora Telegram. To narzędzie zdobyło wielką popularność, gdy inny popularny komunikator WhatsApp został kupiony przez Facebooka i wielu użytkowników zaczęło się obawiać o prywatność swych rozmów.

Zdaniem brytyjskiej minister spraw wewnętrznych firmy technologiczne są współodpowiedzialne za szerzenie terroru. „Niemal każda intryga, którą odkrywamy, ma swój cyfrowy element. W sieci odkryjecie poradniki »jak się to robi« o dżihadzie" – pisała Amber Rudd na łamach „Daily Telegraph". „Macki rekrutów IS w Syrii sięgają laptopów w sypialniach chłopców i coraz częściej dziewczynek w miasteczkach i miastach na terenie całego kraju" – dodała. Przyznała też, że brytyjskie służby specjalne w ciągu ostatnich kilku lat usunęły z internetu kilkaset tysięcy materiałów propagandowych oraz zamknęły kilka milionów kont na portalach społecznościowych wykorzystywanych przez terrorystów.

Oczywiście służby dobrze robią. Tak samo, jak walczy się z materiałami propagującymi systemy totalitarne, tak też należy robić z terrorem – i nie ma znaczenia, czy przejmuje się książki, pisma wydawane przez współczesnych maoistów albo dżihadystów, czy też zamyka strony internetowe. Dziwaczne wydaje mi się jednak obwinianie internetu, a szczególnie największych graczy na tym rynku, o to, że terroryści używają ich jako narzędzia. Równie dobrze można oskarżać o śmierć ludzi producenta noża użytego do zabójstwa.

Brytyjskie służby przyznają, że atakom w ostatnich latach, w których zginęło 36 osób, nie udało się zapobiec tylko dlatego, że terroryści byli o krok przed śledczymi. Ponieważ używali szyfrowanej komunikacji, nie udało się ich odpowiednio wcześnie wyłapać. Nie ulega wątpliwości, że internet i nowoczesne technologie, które zupełnie zmieniły wszystkie dziedziny naszego życia, zmieniły również sposób działania. Sieć daje możliwość komunikowania się osobom z różnych stron świata, wymieniania plikami, informacjami czy materiałami propagandowymi. I oczywiste jest, że największe firmy, które decydują dziś o tym, jak wygląda cyfrowy świat, czyli tzw. GAFA (od Google, Amazon, Facebook, Apple), muszą się zastanowić nad odpowiedzialnością, jaka na nich ciąży. Nie są bowiem zwykłymi firmami, ale organizują życie miliardów ludzi. Bo rzeczywiście internet, który miał ułatwić nam życie, niekiedy pomaga tym, którzy chcą życie innym zabrać.

Pytanie jednak, czy sam internet jest temu winien, czy może problemem nie jest nasza cywilizacja. Tak, technologie ją zmieniają, ale może zamiast narzekać na narzędzia, zapytamy: co się stało z tymi czterema ludźmi, którzy ulegli indoktrynacji za sprawą filmów z YouTube'a? Czy ktoś wierzy, że gdyby nie ten serwis, na który każdy może wrzucić klip z komórki, byliby dziś przykładnymi obywatelami, założyli rodziny i płacili podatki? Może zamiast zrzucać winę na internet, zapytajmy, co się dzieje w społeczeństwach zachodnich, na czym polega kryzys wartości, który pcha młodych w objęcia radykalnych imamów? Szefowa brytyjskiego MSW narzeka, że radykalna propaganda może dojść do komórki każdego chłopca i każdej dziewczynki. Ale czy grozić im będzie radykalizacja, jeśli otrzymają wszystko czego im trzeba od domu, szkoły, gminy czy państwa? No, ale przecież łatwiej krytykować internet, niż wychowywać dzieci, walczyć o trwałość rodzin czy prowadzić skuteczną politykę adaptacji imigrantów.

Źródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL