Irena Lasota: W Polsce panuje chaos

aktualizacja: 04.08.2017, 15:03
Foto: Fotorzepa, Darek Golik

Fauda po arabsku znaczy chaos. Jest to również tytuł izraelskiego serialu o antyterrorystycznym oddziale walczącym z palestyńskimi terrorystami. Bardzo polecam ten serial, nie tylko dlatego, że sam w sobie jest doskonały, ale pokazuje również wielowymiarowość sytuacji, moralne i polityczne trudności i zasadzki, nie wpadając przy tym w postmodernistyczną równorzędność moralną.

REDAKCJA POLECA

Terroryzm jest jednoznacznie zły, ale walka z nim nie zawsze wywołuje naszą aprobatę.

Od jakiegoś czasu można odnosić wrażenie, że i w Polsce panuje chaos. Widać demonstracje, manifestacje, pikiety, kobiety leżące na plecach (pierwszy raz widziałam kobiety demonstrujące w tej właśnie, raczej nie feministycznej, pozycji); plakaty, transparenty, napisy, wszystkie w tonie „No pasaran". Patrząc na okładki wielu tygodników ociekających krwią i upiększonych twarzami żywcem wziętymi z Hieronima Boscha, ma się wrażenie, że przeznaczone są bardziej dla zboczeńców czy stowarzyszenia rzeźników niż dla normalnego człowieka.

Media polskie i zagraniczne próbują przekonać czytelników, że Polska jest w stanie chaosu, permanentnego zagrożenia, że wszystkie demokratyczne i wolnościowe zdobycze z takim trudem wypracowane, są już w prawie całości odebrane i świat musi stanąć w ich obronie. Próbując wytłumaczyć znajomym cudzoziemcom, o co chodzi, mam problem, mianowicie nie jestem w stanie odpowiedzieć na pytanie, kto i co jest w Polsce opozycją. Opozycyjne partie wydają się być w rozsypce, KOD od początku wydawał mi się niezupełnie prawdziwym tworem, a Mateusz Kijowski niezbyt udanym aktorem, grającym niezbyt dobraną dla siebie rolę, z której zresztą dosyć wcześnie (choć dla KOD za późno) wypadł.

Oglądam Polskę z oddali, ale widzę ją z różnych perspektyw. Z jednej strony od połowy lat 80. ubiegłego wieku obserwowałam i widziałam z bliska ponad 20 krajów, które albo walczyły o demokrację, albo broniły się przed odbieraniem im podstawowych praw wolnościowych. Widziałam demonstrujące „Kobiety w bieli" na Kubie, bite i poniżane latami, idące z godnością w obronie więźniów politycznych. Widziałam armatki wodne i psy spuszczone ze smyczy w Azerbejdżanie i przetłumaczono mi okrzyk oficera „Nie bijcie dzieci, gdy są tu cudzoziemki". Nie muszę jednak odjeżdżać tak daleko – wystarczy wspomnieć Polskę lat 1980–1989. Nawet ci, którzy udają, że tego nie pamiętają, mogą spojrzeć na stare zdjęcia, gdzie na twarzach demonstrujących było widać godność.

Uderzyło mnie, że obecnie na zdjęciach protestujących przeciwko legislacyjnym poczynaniom PiS widać sporo roześmianych twarzy, natomiast wściekłość widać na twarzach ludzi demonstrujących przeciwko miesięcznicom smoleńskim. Niełatwo to zrozumieć. Myślę, że przez wiele lat psychologowie społeczni będą się zastanawiać, jak można było wywołać masową histerię nienawiści do wybranego w wolnych wyborach prezydenta Lecha Kaczyńskiego i przywódcy zwycięskiej w wyborach partii – jego brata Jarosława. Nikt nie musi ich lubić, nawet ci, którzy są ich sojusznikami politycznymi, ale – z daleka w każdym razie – ta nienawiść wygląda patologicznie.

A wracając do opozycji w Polsce. W 1968 roku PZPR mówiła, bezsensownie wówczas, o „bankrutach politycznych". Dziś ten zwrot powinien przeżywać renesans. Na czele demonstracji stoją i krzyczą polityczni doradcy prezydenta Komorowskiego, byli przywódcy Unii Wolności i wszelkich jej transfiguracji, byli premierzy, ministrowie i posłowie – właśnie ci, którzy przegrali w wolnych wyborach. Oczywiście należy pamiętać też o aktorach i aktorkach, których polityczne zdania powtarzane są jak mantra. Historycy do dziś spierają się o to, kiedy zaczęło się średniowiecze lub zakończyło odrodzenie, ale moja koleżanka z tych łamów okazuje się być raz to heroldem, a raz Pytią historycznych transformacji.

Jeśli w Polsce jest fauda, chaos – to głównie wywoływany przez przeciwników PiS, których program – nieskodyfikowany – sprowadza się do tego, by nie dopuścić do wprowadzenia w życie obietnic wyborczych partii, która wygrała wybory.

A jeśli chodzi o meritum zmian, które PiS próbuje wprowadzić w życie – odsyłam czytelnika do filmów Jacka Bromskiego z 2011 roku „Uwikłanie" i „Układ zamknięty" Ryszarda Bugajskiego z 2013 roku.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Komentarz dnia
Żródło: Plus Minus

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE