Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Jan Bończa-Szabłowski. Europejka. Wspomnienie o Julii Hartwig

Fotorzepa, Ryszard Waniek
Poezja Julii Hartwig była balsamem na prozę życia. Jej życie pokazywało, że można osišgnšć w nim harmonię, jeœli zachowa się klasę.

Do œwiata poezji Julii Hartwig wprowadzali mnie rodzice. A na półce z poezjš jej tomiki zajmowały u nas szczególne miejsce. Pamiętam mocno już sfatygowany tomik „Pożegnania", do którego często zaglšdaliœmy. Jest dużo starszy ode mnie, bo wydany w 1956 roku. Jako dziecko długo zastanawiałem się nad tytułem, bo to było takie „pożegnanie" na powitanie.

Julia Hartwig zawsze wydawała mi się przybyszem z innego œwiata. Europejkš, wtedy gdy było to jeszcze pojęcie bardzo abstrakcyjne. Była obywatelkš œwiata. Każdy, kto czytał jej przekłady poetów francuskich i amerykańskich, zorientował się, że musi za nimi stać naprawdę wielka poetka. „Tygodnik Powszechny" z pewnoœciš nie wyobrażał sobie, że tak niezwykłe wiersze może napisać kobieta, bo przy jednej z pierwszych publikacji dodał w jej imieniu literę „n" i stała się „Julianem".

Jej poezja byłš rodzajem „Arki przymierza między nowymi a dawnymi laty". W „Dzienniku amerykańskim" ujawniła swój zmysł obserwacji, potwierdziła siłę fascynacji, ale też umiejętnoœć patrzenia z dystansem. Była ciekawa œwiata i ludzi, nie czuła do nich pogardy. Druha swych literackich podróży znalazła w mężu Arturze Międzyrzeckim. Oboje wprowadzali nas do œwiata Baudelaire'a, Apollinare'a i Rimbauda. W filmie dokumentalnym Artur Międzyrzecki, wypowiadajšc się na temat żony, zaliczył jš do grona osób „zawsze z sobš tożsamych. Nie znam nikogo, o którym z takim przekonaniem można powiedzieć ťpoezja uosobionaŤ" – dodał.

Była szanowana i podziwiana w œrodowisku literackim. Jej poezję recenzował sam Józef Czechowicz, wysokie noty stawiał jej Czesław Miłosz. Pięknie pisała o innych poetach, ale była w jej wierszach nuta tragizmu, gdy np. wspominała samobójczš œmierć matki. Rodzina – mšż, ojciec, brat – zawsze dawali jej siłę.

Fascynowała jako człowiek i jako poetka. Zapisała pięknš kartę w naszej poezji literaturze, ale też w historii. Była łšczniczkš w Armii Krajowej, potem sygnatariuszkš Memoriału 101, czyli wystšpieniu polskich intelektualistów przeciwko zmianom Konstytucji PRL. Była członkiem polskiego PEN Clubu, jako działaczka antykomunistycznej opozycji zmiany ustrojowe przyjęła entuzjastycznie, wstšpiła do Solidarnoœci. Patrzšc na jej życie i twórczoœć, można powiedzieć, że była obdarzona talentem i dobrym gustem.

Tytuł pierwszego tomu poezji „Pożegnania" sprawiał wrażenie przewrotnego, ten ostatni – „Bez pożegnania", odnoszšcy się do pierwszego, okazał się niestety proroczy. Znakomita poetka odeszła w ciszy. Zmarła w Pensylwanii, gdzie od kilku miesięcy przebywała u córki. Za miesišc obchodziłaby 96. urodziny.

Jej œmierć została przez media niemal pominięta. Cóż, żyjemy w czasach burz z piorunami a ona była łagodnym obłokiem poezji. Myœlę, że nawet nie powinniœmy się dziwić, że na żółtych paskach informowano o sejmowych awanturach, przytaczano najbardziej knajackie wystšpienia posłów. Ksišdz Jan Twardowski powtarzał wielokrotnie, że Zło jest zawsze bardziej agresywne, a więc budzi większe zainteresowanie niż Dobro, które jest doœć bezbronne i mniej spektakularne.

Pamiętam, jak w liceum mieliœmy nauczyć się wiersza i mnie wypadł utwór Julii Hartwig „Miejskie lato": „Jaka piękna jest w lipcu Warszawa, w dni bez cienia upalna i biała. Temu, kto przetrwał pierwsze skwary, wieczór ten rodzi się łagodny, letni i dostały". Tego roku, pani Julio, w lipcu Warszawa nie jest już wcale taka piękna.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL