Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Obywatele Rzeszy. Niegroźni wariaci czy nowe zagrożenie terrorystyczne dla Niemiec?

Horst Mahler. Dawniej w lewicowej organizacji terrorystycznej RAF, dziœ zagorzały neonaizsta. Ukuł termin „RFN Spółka prawa handlowego pod nadzorem okupantów”
Getty Images
Na terenie Niemiec urzęduje obecnie 30 rywalizujšcych ze sobš kanclerzy, kilku ksišżšt oraz co najmniej jeden król. Jeszcze do niedawna traktowano ich jak niegroŸnych dziwaków. Dopiero kiedy zamordowali policjanta i okazało się, że magazynujš broń i mogš planować zamachy, niemieckie władze dostrzegły zagrożenie. Problem w tym, że służby nie wiedzš nawet, z kim tak naprawdę walczš.

Mieszkajšcy pod Norymbergš 49-letni doradca finansowy Wolfgang P. pierwszy raz zwrócił na siebie uwagę lokalnych urzędników po tym, jak odmówił zapłacenia podatku od pojazdów mechanicznych. Na powtarzajšce się ponaglenia odpisywał: „Jestem obywatelem Rzeszy". Co więcej, według dziennika „Bild" ogłosił, że jego mieszkanie jest niepodległym państwem, którego granice wytyczył za pomocš żółtej farby. Mężczyzna nie zgodził się też wpuœcić do domu kontrolerów ze starostwa, którzy chcieli sprawdzić, jak przechowuje broń myœliwskš. W zwišzku z tym cofnięto mu licencję i wezwano do zwrotu 31 strzelb i pistoletów.

Gdy i tym razem odmówił, tłumaczšc, że nie uznaje władzy starosty, o interwencję poproszono policję, a ta, majšc na uwadze, jak pokaŸny arsenał znajduje się w rękach mężczyzny, wysłała do akcji jednostkę antyterrorystycznš. Kiedy funkcjonariusze o szóstej rano próbowali wejœć do domu, jego właœciciel ubrany w kamizelkę kuloodpornš otworzył do nich ogień przez zamknięte drzwi. Ranił czterech policjantów, z których jeden zmarł póŸniej w szpitalu. Lekko ranny napastnik został zatrzymany. Według służb ludzi podobnych do Wolfganga P. przybywa. Ich postępujšca radykalizacja może zagrażać porzšdkowi publicznemu Niemiec.

Do czasu strzelaniny pod Norymbergš z paŸdziernika 2016 r. większoœć Niemców prawdopodobnie nie zdawała sobie nawet sprawy z tego, że wœród nich żyjš tzw. Reichsbürger. I nic dziwnego, bo Obywatele Rzeszy, czy też Obywatele Imperium, to ruch luŸno powišzanych ze sobš ludzi rozsianych po całych Niemczech. Nie majš jednego przywódcy ani sformalizowanych struktur. Często poszczególne grupy sš ze sobš skonfliktowane i nie utrzymujš żadnego kontaktu. Łšczy ich jednak wiara w teorie spiskowe, sprzeciw wobec globalizacji, rasizm, antysemityzm, a przede wszystkim negowanie państwowoœci RFN. Rzesza w granicach z 1937 r. wcišż istnieje, a obecne Niemcy to spółka prawa handlowego założona, kontrolowana i wyzyskiwana przez aliantów, na czele ze Stanami Zjednoczonymi – tak w jednym zdaniu można streœcić ich ideologię. Interpretujšc doœć swobodnie historyczne fakty, twierdzš, że obecne państwo niemieckie opierajšce się na ustawie zasadniczej z 1949 r. jest nielegalne, ponieważ konstytucja Republiki Weimarskiej z 1919 r. nigdy nie została zawieszona. Reichsbürger uważajš również, że skoro nazistowski rzšd formalnie nie skapitulował 8 maja 1945, to koniec wojny nie oznaczał wcale jego upadku. Na potwierdzenie tej tezy przypominajš, że do 23 maja 1945 r. we Flensburgu istniał przecież gabinet Wielkiego Admirała i prezydenta Karla Dönitza, z którym alianci nie podpisali układu pokojowego. Najczęœciej jednak członkowie ruchu powołujš się na orzeczenie Federalnego Trybunału Konstytucyjnego z lipca 1973 r., w którym stwierdzono, że III Rzesza przetrwała koniec wojny.

– Sędziowie uznali, co potwierdziła w tym względzie utrwalona już praktyka międzynarodowa i stanowisko doktryny, że Rzesza przetrwała wojnę, a jej sukcesorkš jest Republika Federalna Niemiec. Powołujšc RFN, nie stworzono zatem nowego państwa, tylko na nowo je zorganizowano. Problem w tym, że orzeczenie wydała instytucja RFN, a nie III Rzeszy. Przywoływanie go jest więc błędem logicznym w wykonaniu Obywateli Rzeszy, bo przecież twierdzš oni, że Republika Federalna Niemiec nie istnieje – mówi prof. Waldemar Czachur z Instytutu Germanistyki UW. Mętne poczštki Obywateli Imperium sięgajš drugiej połowy lat 70 XX. wieku i łšczš się z osobš Manfreda Roedera. Ten były żołnierz Wehrmachtu, prawnik oraz twórca neonazistowskiej grupy terrorystycznej zaczšł publicznie głosić, że kraj, w którym żyje, jest sztucznym tworem bez prawa bytu, a jego prawdziwš ojczyznš jest Rzesza Niemiecka.

– Kiedy w latach 60. w Niemczech zaczęło się rozliczanie z nazistowskš przeszłoœciš, wœród częœci społeczeństwa powstał pewien opór przed jednoznacznym identyfikowaniem III Rzeszy jako absolutnego zła – tłumaczy jeden z powodów narodzin Reichsbürger prof. Czachur. Kontynuatorem „dzieła" Roedera był były pracownik niemieckich kolei Wolfgang Ebel, który w 1985 r. ogłosił się Kanclerzem Rzeszy, a w Berlinie utworzył Komisaryczny Rzšd Rzeszy. Mężczyzna wierzył, że w porozumieniu z aliantami może rzšdzić krajem. Jego megalomania była tak wielka, że rozpoczšł nawet produkcję własnych znaczków pocztowych przedstawiajšcych go na tle Bramy Brandenburskiej. Ponieważ Ebel jako pierwszy Obywatel Rzeszy utworzył swój własny „rzšd", to wokół niego zebrało się wielu podobnie myœlšcych ludzi, dla których był inspiracjš. W tym samym mniej więcej czasie rozpoczšł się też podział całego ruchu. Pod koniec lat 90. grono Reichsbürger powiększyło się dzięki rozwojowi internetu. Jednš z twarzy grupy został wówczas prawnik oraz były członek lewicowej organizacji terrorystycznej RAF, a póŸniej zagorzały neonazista Horst Mahler. To on w odniesieniu do RFN ukuł termin „spółka prawa handlowego pod nadzorem okupantów". W 1997 r. wygłosił przemówienie, w którym wezwał Niemców do zerwania kajdanów i wyzwolenia się z niewoli obcych mocarstw. Kilka lat póŸniej Mahler zanegował Holokaust, a Adolfa Hitlera nazwał zbawicielem narodu niemieckiego.

W czasie nalotów policyjnych w mieszkaniach Obywateli Rzeszy zabezpieczono m.in. materiały wybuchowe i ręcznie robione granaty
PAP

Wiele Rzesz, jeszcze więcej Führerów

Kiedy policjanci przeszukali komputer Wolfganga P., znaleŸli w nim zdjęcie przedstawiajšce ławę oskarżonych z procesu w Norymberdze. Nie byłoby w tym może nic dziwnego, gdyby nie to, że twarze nazistowskich zbrodniarzy zostały zastšpione zdjęciami członków niemieckiego rzšdu, m.in. kanclerz Angeli Merkel oraz obecnego ministra spraw zagranicznych Sigmara Gabriela. Napis nad fotografiš głosił „Winni – powiesić ich wszystkich". Obywatele Rzeszy wierzš, że Niemcami rzšdzš opłacani przez wroga agenci. Wœród członków ruchu nie ma tylko zgody, czy sš nimi przedstawiciele amerykańskich Żydów, wielkiego kapitału czy może członkowie żydomasońskich lóż. A ponieważ w ich mniemaniu RFN nie istnieje, to nie czujš się w żaden sposób zobowišzani do przestrzegania jej praw, słuchania przedstawicieli czy płacenia podatków i mandatów.

Odmawiajš wykonywania nawet tak prozaicznych czynnoœci, jak rejestracja psa w urzędzie. Niektórzy Reichsbürger znajdujšcy się na samochodowych tablicach rejestracyjnych tzw. europasek z literš D i unijnš flagš zaklejajš naklejkš z napisem DR (Deutsches Reich) albo czarnym orłem w koronie. Inni niszczš swoje akty urodzenia, dowody osobiste oraz paszporty i zastępujš je własnoręcznie wykonanymi dokumentami, które informujš, że sš oni obywatelami Rzeszy Niemieckiej. Każdy jest opatrzony odpowiednim godłem i opisem. Według dziennikarzy „Deutsche Welle" œrednia wieku typowego Obywatela Rzeszy wynosi ok. 50 lat. Częœciej jest to mężczyzna niż kobieta. Mieszka raczej na wsi albo w małym miasteczku oraz należy do jednej z grup społecznych narażonych na wykluczenie.

– Sš bardzo podzieleni, zarówno organizacyjnie, jak i ideologicznie. Łšczy ich co prawda wiara, że RFN nie istnieje, a oni sš Obywatelami Imperium, ale ich jednoœć kończy się, gdy majš odpowiedzieć, którego imperium dokładnie. Czy tego w granicach z 1937 r. czy może z 1871 r.? Bardzo często poszczególne grupy sš ze sobš skonfliktowane – mówi w rozmowie z „Plusem Minusem" Bertolt Hunger, dziennikarz tygodnika „Der Spiegel", zajmujšcy się terroryzmem. Fragmentacja ruchu wynika również z faktu, że jego członkowie nie mogš się porozumieć co do tego, kto mógłby zostać Kaiserem stojšcym na czele całej Rzeszy. Dlatego wielu Reichsbürger bierze sprawy w swoje ręce i zakłada własne „państwa". Miasto UR, Wolne Państwo Prusy, Druiden czy Drugie Imperium Niemieckie – to nazwy tylko częœci z nich. „The Economist" wyliczył, że na terenie Niemiec urzęduje obecnie 30 rywalizujšcych ze sobš kanclerzy, kilku ksišżšt oraz co najmniej jeden król. Wszyscy majš własne flagi, wydajš własne znaczki pocztowe, a nawet własnš walutę. Często ziemie, nad którymi „panujš", ograniczajš się do ich mieszkania w bloku albo domu, choć zdarzajš się wyjštki. W 2012 r. 51-letni kucharz Peter Fitzek na terenie opuszczonego szpitala pod Wittenbergš proklamował powstanie Królestwa Niemiec. Mężczyzna podczas uroczystej ceremonii sam koronował się na króla. Zdołał zebrać wokół siebie 600 osób, którym wydał specjalne dowody osobiste. Fitzek powołał do życia bank oraz kasę chorych, w których zebrał od swoich „poddanych" ponad 1,3 mln euro. Planował też założenie przedszkola, prywatnej szkoły oraz uniwersytetu. Zaczšł nawet drukować pienišdze nazywane „aniołami".

Jego panowanie ostatecznie zakończyło się w 2016 r., gdy został skazany na trzy miesišce więzienia za oszustwa podatkowe. W tym roku za prowadzenie banku bez zezwolenia oraz zdefraudowanie pieniędzy usłyszał kolejny wyrok, tym razem trzech lat pozbawienia wolnoœci. Władze, żeby przejšć kontrolę nad jego „królestwem", musiały wysłać do byłego szpitala ponad setkę policjantów. Z kolei w pubie w mieœcie Hildesheim w Dolnej Saksonii cyklicznie odbywajš się posiedzenia „Rzšdu Rzeszy Niemieckiej na wygnaniu". Na czele liczšcej 30 osób grupy stoi były mechanik, 74-letni Norbert Schittke, nazywajšcy sam siebie tytułem Reichskanzler. Mężczyzna nosi czarny mundur, białe rękawiczki oraz szarfę. Jak piszš dziennikarze „Der Spiegel", przed każdym zebraniem uczestnicy muszš wyłšczyć swoje telefony komórkowe. Jeœli tego nie zrobiš, ich rozmowy mogš być podsłuchiwane przez CIA. Członkowie wspólnoty uważajš kanclerz Angelę Merkel za „najbardziej dystyngowanš Żydówkę, która robi wszystko, by zniszczyć Rzeszę". Do tego negujš Holokaust, a uchodŸców nazywajš kryminalistami i wyszkolonymi najemnikami, którzy majš rozpętać w Niemczech wojnę.

Małe rzesze majš własne flagi, wydajš własne dokumenty, znaczki pocztowe, a nawet własnš walutę. Ich ziemie często ograniczajš się do mieszkania albo domu, choć zdarzajš się wyjštki.
AFP

„Obywatele Rzeszy" od lat prowadzš z urzędami korespondencyjnš batalię, która ma na celu sparaliżowanie pracy administracji. W niemieckich mediach te działania zyskały nazwę „Papierterrorismus". Członkowie ruchu wysyłajš tysišce pism ze skargami i roszczeniami w każdej możliwej sprawie. Niektóre potrafiš mieć po kilkadziesišt stron. Lokalni urzędnicy, niezależnie od tego, jak absurdalna jest treœć listów, muszš odpowiedzieć na każdy z nich. Sytuacji nie poprawia fakt, że w internecie można znaleŸć generatory dokumentów, co pozwala przy minimalnym wysiłku wyprodukować tysišce kopii. Zdarza się, że Reichsbürger wysyłajš do wybranych urzędników orzeczenia o wyrokach œmierci, które wydały na nich fikcyjne sšdy ludowe. Grożš w nich użyciem np. broni termonuklearnej, która rzekomo ma być w ich posiadaniu. Większoœć adresatów nie traktuje ich poważanie.

Podobnie podchodziła do nich Daniela Trochowski z ministerstwa finansów Brandenburgii. Pewnego dnia, jak pisze „Der Spiegel", w jej gabinecie zjawił się jednak nadawca takiego listu, który zrobił karczemnš awanturę. Po tym incydencie ministerstwo zaczęło testować guziki alarmowe przy biurkach pracowników. Co ciekawe, choć Obywatele Imperium odmawiajš płacenia podatków i negujš istnienie RFN, to nie przeszkadza im to ubiegać się o œwiadczenia socjalne albo żšdać odszkodowań za wyimaginowane szkody. Niemieccy dziennikarze odkryli, że roszczeń w imieniu członków ruchu dochodzi firma windykacyjna z siedzibš na Malcie.

– Były przypadki, gdy Reichsbürger skutecznie unikali płacenia mandatów albo abonamentu telewizyjnego i radiowego. Wynikało to nie tyle z ich silnej argumentacji, ile po prostu ze słaboœci urzędników, którzy nie orientowali się w przepisach – mówi prof. Czachur. Problem stał się na tyle poważny, że zainteresowały się nim m.in. niemieckie służby. – Federalny Urzšd Ochrony Konstytucji (BfV) postanowił pomóc urzędnikom w radzeniu sobie z Obywatelami Rzeszy. W tym celu wydano specjalnš broszurę informacyjnš – mówi Hunger.

Drugi Breivik

Niemieckie władze bardzo długo traktowały Reichsbürger jako nieszkodliwych dziwaków, którzy nie chcš płacić podatków i wysyłajš do urzędów bezsensowne listy. Pod obserwacjš służb znajdowali się jedynie ci członkowie ruchu, którzy mieli powišzania z radykalnš prawicš. To podejœcie zaczęło się zmieniać wraz z kolejnymi przypadkami stosowania przez nich przemocy. W kwietniu 2016 roku mężczyzna próbował rozjechać policjanta, który zatrzymał go do kontroli. Funkcjonariusz przeżył, ale kilka metrów był wleczony za samochodem. Sprawca tłumaczył póŸniej, że policjant nie miał prawa go kontrolować, ponieważ służy nieistniejšcemu państwu. Z kolei kilka miesięcy póŸniej, w sierpniu, w jednym z miasteczek w kraju zwišzkowym Saksonia-Anhalt doszło do potyczki między służbami a grupš Obywateli Rzeszy. Gdy komornik wraz z towarzyszšcymi mu funkcjonariuszami przyszli pod dom byłego Mistera Niemiec Adriana Ursache, który ogłosił się władcš państwa Ur, kilkunastu jego zwolenników zaczęło rzucać w nich kamieniami. Potem otworzyli ogień. Rannych zostało dwóch policjantów oraz sam Ursache. W paŸdzierniku 2016 roku w Salzwedel w œrodkowych Niemczech 43-letni mężczyzna odmówił urzędnikom zarejestrowania swojego psa, tłumaczšc, że nie uznaje państwa niemieckiego i jego porzšdku prawnego. Gdy nie chciał opuœcić urzędu, na miejsce wezwano policję. Mężczyzna zwyzywał wówczas funkcjonariuszy od nazistów i zaczšł się z nimi szarpać. Jeden z oficerów trafił do szpitala z przetršconym ramieniem. Wreszcie w tym samym miesišcu Wolfgang P. zamordował policjanta. Po tej tragedii minister spraw wewnętrznych Niemiec Thomas de Maiziere przyznał, że w cišgu kilku ostatnich lat zagrożenie ze strony Obywateli Rzeszy znaczšco wzrosło, a co za tym idzie – powinni być baczniej obserwowani.

Problem w tym, że niemieckie służby zaczęły interesować się tym ruchem dopiero od listopada zeszłego roku, dlatego nie wiedzš nawet, ilu dokładnie liczy członków. BfV szacuje, że w całym kraju mieszka prawie 13 tys. Reichsbürger, z czego 700 to skrajnie prawicowi ekstremiœci. Większoœć z nich ma pochodzić z Brandenburgii, Bawarii, Saksonii-Anhalt, Meklemburgii-Pomorza Przedniego oraz Badenii-Wirtembergii. Według dziennikarzy „Der Tagesspiegel" w samym Berlinie jest ich ok. 400. W styczniu tego roku policja weszła do domów kilkunastu Obywateli Imperium w całym kraju. Zatrzymano dwóch mężczyzn, którzy stali na czele grupy planujšcej zamachy na Żydów, uchodŸców i policjantów. Podczas przeszukania ich mieszkań odkryto materiały wybuchowe i amunicję. Celem tej operacji było nie tylko zatrzymanie podejrzanych, ale również zebranie dalszych informacji o ruchu.

Dwa miesišce póŸniej funkcjonariusze przeprowadzili dwie podobne obławy. W ich wyniku zatrzymano łšcznie pięć osób oraz zabezpieczono broń, w tym domowej roboty granaty. Podczas kolejnej akcji antyterroryœci rozbili grupę prawicowych radykałów, którzy w lasach Turyngii organizowali paramilitarne obozy. Uczyli się na nich, jak używać broni palnej. W trakcie przeszukań policjanci poza broniš oraz amunicjš znaleŸli także materiały propagandowe. „The Independent" pisze, że wœród 13 aresztowanych osób jedna miała być członkiem Obywateli Rzeszy.

W kwietniu tego roku prokurator generalny RFN Peter Frank przyznał w wywiadzie dla „Badische Neusten Nachrichten", że częœć Reichsbürger może stwarzać zagrożenie terrorystyczne. Szczególnie niebezpieczne jest ich skrajnie prawicowe skrzydło. To ono według Franka jest „gotowe wystšpić zbrojnie przeciwko państwu niemieckiemu". Prokurator dodał jednoczeœnie, że nie odnosi się to do całego ruchu, który z powodu dużej defragmentacji nie może być traktowane jak organizacja terrorystyczna. Również szef BfV, podsumowujšc informacje zebrane przez służby, ostrzegł przed zagrożeniem. Hans-Georg Maaßen stwierdził, że zaniepokojenie budzi postępujšca wœród członków ruchu radykalizacja oraz ich fascynacja broniš. Jak podkreœlił, pod specjalnym nadzorem znajdujš się ci z nich, którzy sš powišzani z neonazistami. Sprawę zaczęto traktować poważnie również na szczeblu krajów zwišzkowych. Minister spraw wewnętrznych Bawarii zapowiedział, że będzie się dokładniej przyglšdał Reichsbürger. Z kolei rzecznik policji z Saksonii-Anhalt poinformował, że „wœród Obywateli Rzeszy wzrasta tendencja do używania przemocy fizycznej".

W Brandenburgii natomiast policja kryminalna zarejestrowała 440 osób zwišzanych z Obywatelami Imperium i spodziewa się, że do końca roku ich liczba wzroœnie do pół tysišca. Dla porównania w 2016 r. było ich tylko 300. Żeby zapobiec kolejnym atakom, ministrowie spraw wewnętrznych poszczególnych landów zapowiadajš rozbrojenie członków ruchu oraz anulowanie ich pozwoleń na posiadanie broni. Wcišż nie wiadomo jednak, ilu posiada jš nielegalnie. Mimo tych działań częœć polityków krytykuje władze za zbyt długie ignorowanie problemu oraz brak konsekwencji i zdecydowania w działaniu. Tom Schreiber z SPD w rozmowie z „Der Tagesspiegel" przestrzega przed bagatelizowaniem problemu, bo nie ogranicza się on tylko do jednego kraju zwišzkowego, a wœród członków ruchu postępuje radykalizacja. Zdaniem ekspertów jest to pokłosie szerszego zjawiska, jakim jest wzmacnianie się populistycznej i radykalnej prawicy na œwiecie. „Deutsche Welle" publikuje na swojej stronie dane Ministerstwa Spraw Wewnętrznych, z których wynika, że o ile w 2014 r. przestępstw popełnionych przez ekstremistów odnotowano w Niemczech 10,5 tys., o tyle rok póŸniej było ich już prawie 14 tys. Z kolei „Der Tagesspiegel" pisze, że liczba działaczy skrajnej prawicy wzrosła w zeszłym roku do 23 tys. W tym samym roku miało miejsce 3,5 tys. ataków na uchodŸców.

Dziennikarze obserwujšcy Reichsbürger ostrożnie oceniajš zagrożenie, jakie mogš oni stwarzać dla Niemiec. – Do tej pory byli problemem tylko dla urzędników. Wydaje się, że ostatnie akty przemocy to cały czas sprawa indywidualna i nie dotyczy ona całego ruchu – mówi Hunger. Z kolei historyk i dziennikarz „Die Welt" Sven Felix Kellerhoff w rozmowie z „Plusem Minusem" stwierdza, że Obywatele Rzeszy powinni być bacznie obserwowani, bo w przyszłoœci mogš stać się naprawdę niebezpieczni: – Istnieje ryzyko, że przekształcš się w zaplecze dla skrajnie prawicowego terroryzmu. Gdyby ekstremiœci np. z Narodowosocjalistycznego Podziemia mieli wsparcie i wpływy w takiej grupie, byliby o wiele bardziej niebezpieczni – tłumaczy. Tygodnik „Die Zeit" przytacza wypowiedzi oficerów BfV, którzy obawiajš się, że kryminaliœci i ekstremiœci mogš używać ideologii Obywateli Imperium, by usprawiedliwiać swoje działania. Gazeta pisze wprost, że służby bojš się, by nie pojawił się ktoœ pokroju Andresa Breivika. „Der Spiegel" w internetowej ankiecie zapytał czytelników, czy ich zdaniem członkowie ruchu mogš być groŸni. Z 20 tys. głosujšcych ludzi 70 proc. odpowiedziało, że tak.

Żeby zminimalizować niebezpieczeństwo, nie wystarczy jednak rozbroić Reichsbürger. Bertolt Hunger zwraca uwagę na ważnš rolę, jakš odgrywa edukacja polityczna i walka z nonsensami, jakie głoszš członkowie ruchu. Niezbędne jest też oczywiœcie poddanie ich obserwacji przez tajne służby i policję, choć prof. Czachur nie liczy na bardzo zdecydowane działania władz wobec całego ruchu. – W Niemczech panuje przekonanie, że nie można zakazać takim ludziom się zrzeszać. Jest to podejœcie bardzo pragmatycznie. Jeœli działajš otwarcie, łatwiej ich kontrolować i przeœwietlać – mówi ekspert. Wydaje się zatem, że niemieccy podatnicy jeszcze długš będš musieli ponosić koszty walki z Obywatelami Rzeszy. Chyba że wczeœniej krajem znów zacznie rzšdzić Kaiser.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL