Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Dariusz Karłowicz: Polska jako Jason Bourne

„Tożsamoœci Bourne’a” ze œwietnš rolš Matta Damona to jedna z najlepszych metafor sytuacji, w jakiej znaleŸliœmy się w 1989 roku
AFP
Tożsamoœć Bourne'a trwa mimo utraty pamięci, mimo błędnych hipotez, mimo niezdolnoœci do rozumienia, kim jest i skšd pochodzi. Amnezja to nie reset.

Prymus, skwapliwy naœladowca europejskich wzorów, skromna panna na wydaniu, którš bogaci krewni zaszczycili zaproszeniem i uwagš? A może œwiatło ze Wschodu, słowiańska dusza z wyższoœciš patrzšca na zepsucie oœwieconej Europy albo, co gorsza, zepsuciem tym już nadpsuta? Kim jesteœmy? Kim być powinniœmy? Dziarskš obsługš zainstalowanej nad Wisłš kserokopiarki, Telimenš i Podczaszycem zmieniajšcymi gust w rytm paryskiej lub berlińskiej mody, czy raczej dumnym Wschodem, który na dziecięcš chorobę nowoczesnoœci patrzy w wyżyn duchowej potęgi słowiańszczyzny i Bizancjum?

A może jeszcze kim innym? Kimœ, kto nie mieœci się w stworzonych w dobie Oœwiecenia kategoriach: katolickimi dziedzicami rzymskiego republikanizmu, niemówišcymi po łacinie łacinnikami, ukształtowanš przez rzymskš formę Północš, której skradziono blisko 200 lat podmiotowej polityki, odbierajšc zarazem szansę na własny kształt nowoczesnoœci? Problem nie jest wcale teoretyczny. Widać go na każdym kroku. Trudnoœć wyjaœnienia, kim jesteœmy, skšd przychodzimy, co robimy w miejscu, w którym na zdrowy rozum powinno nas już nie być, i o co właœciwie nam od ponad ćwierćwiecza chodzi, komplikuje naszš zdolnoœć działania i relacje ze œwiatem. To kłopot, którego nie rozwišże najlepsza nawet firma PR-owska.

Dlaczego? Bo problem nie w komunikacji, lecz w tym, że sami nie znamy zadowalajšcej odpowiedzi. Nie znamy albo, co gorsza, nie pamiętamy. Wyleciała nam z głowy, zatarła się, nie możemy jej sobie przypomnieć. Owszem, sufluje się nam rozmaite odpowiedzi, ale żadna nie wydaje się doœć dobra. Choć nie wiemy, kim jesteœmy, to przecież nie znaczy, że nas nie ma, że nie ma właœciwych nam nawyków, odruchów, aspiracji, tradycji – polskiej formy, polskiego stylu życia.

Odkšd po raz pierwszy obejrzałem ekranizację „Tożsamoœci Bourne'a" ze œwietnš rolš Matta Damona, nie mogę się pozbyć myœli, że to jedna z najlepszych metafor sytuacji, w jakiej znaleŸliœmy się w 1989 roku. Tytułowy bohater powieœci Roberta Ludluma ciężko ranny, cudem wyłowiony z morza mężczyzna, odzyskuje przytomnoœć i siły, ale nie pamięć. Żeby dowiedzieć się, kim jest Jason, który, jak sšdzę, nie przypadkiem nosi imię przywódcy Argonautów, będzie zmuszony do przeprowadzenia œledztwa we własnej sprawie. Musi wyruszyć na wyprawę, która pozwoli mu poznać, kim był i co go ukształtowało, odbyć podróż, której trudy pomogš mu zrozumieć własnš tożsamoœć. Jednak zanim jeszcze pójdzie tropem œladów pozostawionych w poprzednim życiu, zdšży zorientować się, że nie jest niezapisanš tablicš.

Mimo że Bourne nie jest œwiadomy swojej tożsamoœci, to ona trwa. Widać jš w głęboko utrwalonych skłonnoœciach, potrzebach, nawykach i umiejętnoœciach, które ujawniajš się pod wpływem rozmaitych bodŸców. Przeszłoœć uformowała go, nadała mu kształt. Choć Jason nie pamięta ani kiedy, ani dlaczego nauczył się prowadzenia samochodu, konwersacji w obcych językach czy walki wręcz, to te sprawnoœci posiada, one w nim istniejš, stanowiš istotny wymiar tego, kim jest (i kim nie jest zdolny nie być). Od tych œladów zacznie się œledztwo. To bardzo ważne wskazówki mówišce o naturze i losach bohatera, nieusuwalne składniki tożsamoœci, które musiałby zabrać ze sobš nawet gdyby postanowił zerwać z przeszłoœciš, zaczšć od nowa, stać się kimœ zupełnie innym. Tożsamoœć Bourne'a trwa mimo utraty pamięci, mimo błędnych hipotez, mimo niezdolnoœci do rozumienia, kim jest i skšd pochodzi. Amnezja to nie reset.

To nie mogło się udać

Kiedy w 1989 roku Polska powoli odzyskiwała przytomnoœć, zrazu sšdzono, że w ogóle nie musi przypominać sobie, kim jest, nie musi zastanawiać się, co ukształtowało jej polityczne nawyki, odruchy, przyzwyczajenia, jej aksjologię, aspiracje, sposób myœlenia, niepowtarzalny styl życia, unikatowš formę. Wielu wydawało się, że Polsce wystarczy wiedzieć, kim chciałaby zostać, a reszta to już „tematy zastępcze". Z różnych względów, wœród których najważniejsze okazały się antywspólnotowe fobie i projekt pojednania z komunistami, pierwotnym planem było pogłębienie amnezji. DoraŸnym potrzebom politycznym w sukurs szła szczepiona od pokoleń oikofobia. Zaborcy i okupanci uczyli gardzić własnš przeszłoœciš tak skutecznie, że zdaniem wielu to właœnie pamięć i tożsamoœć stanowiły naczelnych wrogów wolnoœci, indywidualizmu, nowoczesnoœci. Patriotyzm rymował się z szowinizmem, wspólnota z ksenofobiš, republikańska tradycja miała być z natury gorsza od absolutystycznej, katolicyzm ani tak głęboki jak prawosławie, ani tak etyczny jak protestantyzm. A demokracja szlachecka? A ustrój mieszany? Cóż, anarchia, anachronizm i rozkład. Skarykaturować, wyprzeć się, zapomnieć. Abstrahować od złych nawyków. Zaczšć od nowa.

To nie mogło się udać. Polityczna kultura wspólnoty trwa również wtedy, gdy nikt nie jest jej œwiadom. Jazon pozostanie sobš nawet jeœli uwierzy, że jest zwykłym przybłędš, a król Pelias – uzurpator, który odebrał tron jego ojcu – jest prawowitym królem Jolkos. Operacja resetu przez pogłębienie amnezji wstydem nie powiodła się, bo ten rodzaj politycznej tożsamoœci, która przetrwała mimo wszystko i wbrew wszystkiemu, zniszczyć można wyłšcznie przez eksterminację. Próba imitacyjnej modernizacji – dziwnej, bo nie bioršcej za wzór żadnego konkretnego kraju, lecz ideologiczny konstrukt rodem z „duty free zone" była zmarnowaniem czasu, entuzjazmu i energii. Projekt napisania nas od nowa nie miał żadnych widoków powodzenia. Nawet gdybyœmy chcieli, nie potrafimy zostać Niemcami czy Francuzami, tak samo jak nie potrafiliœmy zostać Rosjanami, Prusakami czy Austriakami. To nie w ludzkiej mocy.

Kiedy więc zaczęliœmy dochodzić wreszcie do przytomnoœci, kiedy wyszła na jaw prawda o utraconej pamięci i królewskim rodzie, pojawiło się – zrazu bardzo nieœmiałe – pragnienie lepszego zrozumienia, kim właœciwie jesteœmy, a równoczeœnie pragnienie podmiotowoœci (i chęć odzyskania władzy). Wraz z nim zaœ – pierwsze przebłyski œwiadomoœci, ile trzeba sobie przypomnieć, przemyœleć i przedsięwzišć, żeby dojrzeć do swojej roli, sprostać próbom czekajšcym w prawdziwym życiu. Ponieważ straciliœmy dużo czasu, cišgle jesteœmy dopiero na poczštku drogi. Czy – jak twierdzš zwolennicy programu imitacji – jest to droga prowadzšca nieuchronnie do idealizacji przeszłoœci, do narodowego narcyzmu? Czy namysł nad tożsamoœciš grozi budowš skansenu dla sarmackich amiszów? Cóż, takie ryzyko niewštpliwie istnieje, ale przecież założenie, że każda próba zrozumienia własnej tożsamoœci musi skończyć się katastrofš, jest – zgódŸmy się – wyjštkowo niemšdre.

Nie o samouwielbienie przecież idzie, ale o skutecznš modernizację – o realizm w ocenie właœciwych nam motywów, pragnień, potencjału, talentów i ograniczeń, słowem o realizm dajšcy widoki na zbudowanie silnego i nowoczesnego państwa. Mimo lat pojenia letejskš wodš, wpajania nawyków autoagresji, mimo eksterminacji i inżynierii społecznej, trudno ukryć, że jesteœmy inni, że różnimy się choćby od naszych sšsiadów. Bourne to Bourne. Owszem, w niejednym powinien się pewnie zmienić, ale być sobš nie przestanie. TeraŸniejszoœć i przyszłoœć budować można tylko na tym, co jest – inaczej kończy się na budowaniu państwa w myœlach oraz na frustracji pocieszajšcej się, że „głupi ludzie nie doroœli do naszych idei". Tak! Projekt kseromodernizacji jest po prostu nierealistyczny! Jednym z najpoważniejszych zarzutów wobec imitacyjnej transformacji jest jej przeciwskutecznoœć. Modernizacja albo uwzględni realia, albo polegnie. Sen o resecie (tradycji, pamięci, religii) to droga donikšd. Budować można tylko na tym, co jest – na tej pamięci, tej tradycji, tej religii i tej tożsamoœci. Jeœli nie z miłoœci do tego, co mamy, to już choćby dlatego, że inny fundament nie istnieje.

Mit Argonautów przynosi wskazówki, które z pewnoœciš warto rozważyć. Żeby odzyskać należny tron, trzeba pamięci, wielkiego celu, sojuszników i męstwa. By odzyskać władzę nad sobš i nad polis, trzeba mieć wizję, która da siłę i rozmach. Złota Kolchidy nie zastšpi wizja ciepłej wody w kranie. A przecież trzeba też Herkulesowej siły – bo liczyć na zachwyt tych, którzy muszš przesunšć się przy stole, to niebezpieczna naiwnoœć. Jazon musi wiedzieć, że nie wszyscy cieszš się z jego powrotu. Pewnie to właœnie wkładał mu do głowy Chiron: stwórz cel, który porwie i nada sens, zgromadŸ przyjaciół, nie daj się zastraszyć, no i nie bój się smoków.

Przeszłoœć jest niezbędna

Historia Jazona – jedna z klasycznych opowieœci o dojrzewaniu do objęcia władzy (nad sobš i państwem) – to również bardzo poważna przestroga. Choć podobna do mitu o kreteńskiej wyprawie Tezeusza, który po wszystkich przygodach wraca gotowy do przejęcia władzy – opowieœć o wyprawie Jazona stanowi antyprzykład. W przeciwieństwie do Tezeusza, który dorasta do niezbędnego dla króla formatu, Jazon wraca jako oszust, człowiek zbyt mały, by wdrapać się na tron swojego ojca. Nigdy nie odzyskuje władzy, bo zwiodła go pokusa drogi na skróty – czary, brak zasad, okrucieństwo, dzikoœć. Zwiodła go Medea. Wprawdzie zdobył złote runo, ale nie wyćwiczył się w królewskich cnotach. Skoro zaœ nigdy nie dowiedział się, kim naprawdę jest, nie był zdolny ocenić, kim mógłby zostać. To przestroga pierwsza, ale jest i druga.

Chodzi o nadmiar wspomnień. Według jednej z redakcji mitu, sędziwy Jazon ginie, zwiedzajšc spróchniały wrak Argo. Zmurszały pokład zawalił się. Bohater, który nigdy do końca nie zrozumiał, kim jest, kończy przygnieciony ciężarem wspomnień. Stary Jazon spacerujšcy po spróchniałym pokładzie Argo to obraz pamięci pozbawionej przyszłoœci – symbol pamięci-pułapki, która staje się œmiertelnie groŸna, bo pozwala zapomnieć o przyszłoœci. Dobrze wiemy, że jest to groŸba realna. Przeszłoœć jest niezbędna, żeby wiedzieć, kim jesteœmy i dokšd idziemy – i tylko po to.

Jedyna œmierć prawdziwa to amnezja

Czy warto myœleć, pisać o tym czego już nie ma? – pytał mnie po jakimœ tekœcie o Grekach pewien znany socjolog œredniego pokolenia. Pytanie zbyłem wzruszeniem ramion i zdawkowš odpowiedziš, że wydaje mi się to ciekawe, inspirujšce, zaskakujšco współczesne, itp. Bałem się wielkich słów, wytartych od powtarzania na rozmaitych belferskich akademiach. Patos nie starcza za odpowiedŸ. Kultura, tradycja, dziedzictwo – można je pisać wielkš literš, ale przecież nieprzekonanych to i tak nie przekona. A pytanie nie jest wcale błahe. No bo po co nam przeszłoœć? Do czego potrzebne stare ksišżki, traktaty, obrazy? Czy teraŸniejszoœć nam nie wystarcza?

Jaki sens ma cały ten antykwariat, w którym tyle czasu trawiš artyœci, filozofowie, uczeni? Czy rzeczywistoœć nie jest ciekawsza? Wielkie obszary dzisiejszej cywilizacji doskonale obywajš się bez przeszłoœci. Technika, nauka, nawet współczesna humanistyka nie korzystajš z historii swoich dziedzin. Fizyk nie musi studiować pism Galileusza, zoolog Arystotelesa, a inżynier zupełnie dobrze daje sobie radę bez znajomoœci rysunków Leonarda. Humaniœci chętnie powtarzajš frazę „Te badania sš już nieaktualne", „Ta ksišżka się zdezaktualizowała". Jeœli historyk starożytnoœci czyta Gibbona, Zielińskiego czy Wilamowitza-Moellendorffa, to tylko jako ciekawostkę – ich przestarzałe monografie nie sš nikomu potrzebne.

Idš Zaduszki, więc trzeba powiedzieć jasno: żywa kultura to Dziady, to stałe wzywanie umarłych, rozmowa z umarłymi – z naszymi umarłymi. Człowiek kultury to guœlarz, poœrednik, dziad-żebrak, który poœredniczy w tych rozmowach jako tłumacz, podwójny ambasador, a może podwójny agent. Guœlarz nie zajmuje się naukowym badaniem duchów (ani dowodzeniem, że duchów nie ma), ale rozmowš z duchami – i to rozmowš dotyczšcš spraw najważniejszych. A po co? Mówišc najkrócej – by się dowiedzieć, „jak żyć, żeby się zbawić"? Jak żyć, by się nie pogubić? Jak żyć, by trafić do domu?

Figurš tej sytuacji sš odwiedziny Odysa w Hadesie. Jeœli Odyseja jest opowieœciš o duchowej wędrówce i nawróceniu, to momentem centralnym wydaje się ten właœnie epizod. Bez œmierci nie ma odrodzenia – to wiedzš wszyscy czytelnicy platońskiego „Fedona". Lekcja pierwsza: umarli przypominajš nam, że pomrzemy. A jeœli pomrzemy, to nie możemy tracić czasu na głupstwa. Lekcja druga to odpowiedŸ na pytanie z „Fajdrosa" „Skšd i dokšd idziemy?" – „Gdzie jesteœmy?". Interes jest obopólny. My umarłym dajemy obiatę – dajemy im życie, obecnoœć, wspólnotę. Oni nam w zamian wskazówki – wœród nich: pamięć kierunku, przeczucie nagrody i mapę z naniesionš topografiš zagrożeń.

Uff! Skoro już odważyłem się to powiedzieć – dwa zastrzeżenia. Do umarłych nie wolno chodzić jak do nie-żywych. To problem humanistycznych pedantów, którzy zabijajš przeszłoœć. Osinowy kołek metody, która przeszłoœć oddziela od życia, to jedyny naprawdę skuteczny sposób na zerwanie żywej cišgłoœci, wspólnoty żywych i umarłych. Zastrzeżenie drugie – do umarłych nie wolno chodzić jak do dzieci lub idiotów. We współczesnej humanistyce metoda wygrała z rzeczywistoœciš. Uczony jest zawsze mšdrzejszy od przedmiotu swoich badań – czy bada kamienie, Jaćwingów czy Pana Boga. Dzięki metodzie uczony nie uczy się œwiata, lecz go analizuje.

Niestety. Kto zamiast uczyć się od umarłych chce uczyć się o umarłych, ten nie nauczy się niczego, co naprawdę godne uwagi. Współczesna humanistyka wygania duchy i zostaje z koœćmi – całymi skrzyniami koœci, o których można powiedzieć dużo, ale które z pewnoœciš nam nie powiedzš niczego. W każdym razie niczego spoœród rzeczy ważnych, przejmujšcych, bolesnych. Metoda sprawiła, że wszystkie rzeczy naprawdę istotne sš dziœ „nienaukowe". Czy można się dziwić, że ta humanistyka nie interesuje nikogo, że nudzi nawet własnych robotników?

Przeszłoœć potrzebna jest ze względu na współczesnoœć. Bez obecnoœci umarłych żyć niepodobna. Tylko dzięki nim pamiętamy, kim jesteœmy. Jedyna œmierć prawdziwa to amnezja. To nie dramatyczne przygody w jaskini Polifema, ale pozbawiajšca pamięci beztroska krainy Lotofagów stanowi najgroŸniejszš przygodę Odyseusza. Bardzo to mocny obraz: w opowieœci o Argonautach jego odpowiednikiem sš odbierajšce pamięć rozkosze, które zatrzymały bohaterów w krainie Amazonek. Kto zje kwiat lotosu, zapamięta się w migotliwej zmiennoœci œwiata i zapomni, skšd przyszedł, ten nie przypomni sobie, gdzie jest ani dokšd zmierza. Bez pomocy umarłych, bez proroczych wskazówek Tejrezjasza nikt nie trafi do Itaki, nie znajdzie złotego runa.

Kiedyœ z okazji okršgłego jubileuszu mojego filozoficznego mistrza prof. Juliusza Domańskiego brałem udział w audycji radiowej. Dziennikarka spytała: „Czy nie żałuje Pan czasu poœwięconego lekturze dzieł dawnych filozofów?". WyraŸnie zaskoczony tš myœlš Profesor odparł po chwili: „Spędziłem życie z najinteligentniejszymi ludŸmi w historii. Raczej ich słuchałem niż gadałem, ale czy można sobie wyobrazić ciekawsze życie?".

W greckich opowieœciach muzy to córki Mnemosyne i Zeusa. Galeria arcydzieł to zapisana w tradycji historia spotkań historii i absolutu – zapisana w ksišżkach, rzeŸbach, obrazach pamięć epifanii. Ponieważ falsyfikaty nie wytrzymujš próby czasu, to można nie mieć wštpliwoœci – arcydzieła nigdy nie zawodzš.

Foto: materiały prasoweFragment ksišżki Dariusza Karłowicza, „Polska jako Jason Bourne", wydanej pod koniec czerwca przez Teologię Politycznš. Autor jest filozofem, publicystš, prezesem Fundacji Œwiętego Mikołaja. Felietonista „W Sieci", publikował też w „Rzeczpospolitej". Wydał m.in. „Arcyparadoks œmierci: męczeństwo jako kategoria filozoficzna – pytanie o dowodowš wartoœć męczeństwa"

Œródtytuły pochodzš od redakcji.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL