Czy Kayah wejdzie do polityki

aktualizacja: 01.07.2017, 17:23
Foto: Rzeczpospolita, Adam Burakowski

Wielką karierę wróżył jej Czesław Niemen – i się nie pomylił. Dziś jednak więcej niż o jej muzyce mówi się o buncie artystów przeciw „dobrej zmianie", w którego centrum wokalistka się znalazła.

REDAKCJA POLECA

A wydawało się, że Katarzyna Szczot, czyli Kayah, jest jedną z tych artystek, które nie trafią do okopów wojny polsko-polskiej. Jej życie to po pierwsze – muzyka, po drugie – muzyka, i po trzecie – muzyka. Kayah swego czasu podbiła scenę muzyczną nie tylko wspaniałym głosem i niebanalną urodą, ale również tym, że była człowiekiem orkiestrą: zanim wyśpiewała kolejny hit, najpierw sama komponowała muzykę i pisała do niej słowa, sama wymyślała aranżacje do teledysków, a w końcu sama zaczęła swoje płyty wydawać w założonej wraz z menedżerem i wieloletnim przyjacielem Tomaszem Grewińskim wytwórni Kayax.

O jej twórczości artystycznej można powiedzieć dużo, ale na pewno nie to, że jest zaangażowana politycznie. Dlaczego więc to właśnie Kayah miała nie pasować obecnym władzom TVP do festiwalu w Opolu?

Polka, nie aktywistka

Zamieszanie wokół Opola zaczęło się niemal rok temu. 23 września Sejm skierował do prac w komisji projekt całkowitej delegalizacji aborcji i zakładał odpowiedzialność karną kobiety, która usunęła ciążę. Jednocześnie posłowie odrzucili alternatywny projekt ułatwiający dostęp do aborcji.

Dzień później Kayah pojawiła się na wiecu będącego wówczas na fali KOD. – Dyskusja w Sejmie przelała czarę goryczy. Jestem tu, bo was kocham, siostry. Stoję tu jako patriotka, która nie zgadza się na dzielenie ludzi na lepszy i gorszy sort – mówiła. Sformułowanie „gorszy sort" wprost nawiązywało do wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego z grudnia 2015 r. i jednocześnie dowodziło, że Kayah znajduje czas na obserwowanie tego, co dzieje się na scenie politycznej.

Podczas tego samego przemówienia artystka dystansowała się jednak od samej polityki. – Nie jestem zaangażowana politycznie, nie jestem też aktywistką. Ale jestem Polką! Jestem kobietą! – mówiła. – Czas zrozumieć, że prawo do legalnej aborcji nie jest zaproszeniem na bal, na który idzie się z nudów – dodała ubrana na czarno, w ramach solidarności z uczestniczkami nabierającego wiatru w żagle tzw. czarnego protestu.

Po dwóch tygodniach Sejm odrzucił antyaborcyjny projekt, a Kayah mogła wrócić do muzyki. Wprawdzie w grudniu tabloidy pisały o kolejnej rzekomej demonstracji politycznej artystki, która miała odmówić (podobnie jak Rodowicz) śpiewania kolęd w Pałacu Prezydenckim, ale Kayah zdementowała te informacje, podkreślając, że trudno było jej odrzucić zaproszenie, którego nie było.

W połowie ubiegłego miesiąca media zelektryzowała wiadomość, że prezes TVP Jacek Kurski uznał Kayah za persona non grata i postanowił uniemożliwić jej udział w jubileuszowym koncercie Maryli Rodowicz, który miał być częścią 54. Krajowego Festiwalu Piosenki Polskiej w Opolu. – Po moim trupie – tak, zdaniem Tomasza Grewińskiego, miał wyrazić się Kurski, mówiąc o perspektywach pojawienia się artystki na festiwalu.

Kilka dni później Rodowicz spotkała się z Kurskim i – jak napisała potem na Facebooku – „poszła tam walczyć o Kaję (pisownia oryginalna– red.)". Dostała od prezesa TVP kwiaty i zapewnienie, że na swój jubileuszowy koncert może zapraszać kogo chce. „Prezes Kurski rozwiał wszelkie wątpliwości, które narosły w ostatnich dniach wokół wydarzenia z powodu nieprawdziwych informacji dotyczących artystów, mających wziąć udział w imprezie" – głosiło oświadczenie TVP.

Wtedy Kayah nie zamierzała już jednak korzystać z zaproszenia. „Jest to moja decyzja. Na znak jedności z tymi, którzy na cenzurowanym byli i nadal pozostali, bo wobec nich nie wywołała się taka burza" – napisała na Facebooku. Niemal równocześnie z nią z udziału w koncercie – na znak solidarności z Kayah – zrezygnowała Kasia Nosowska. I ruszyła lawina. Urszula, AudiFeels, Andrzej Piaseczny, Kasia Cerekwicka, Szymon Wydra, Jacek Stachursky, Ania Wyszkoni, Kasia Kowalska, Michał Szpak, Kombii – lista bojkotujących Opole codziennie wydłużała się o kolejne nazwisko. Ostatecznie z koncertu zrezygnowała też Rodowicz, wskazując jako przyczyny, „atmosferę politycznego skandalu" i „dramat rodzinny" (w tamtym czasie zmarła matka piosenkarki).

Skąd jednak wzięła się nagła niechęć TVP do Kayah? Już po wybuchu afery wiceminister sprawiedliwości Patryk Jaki pisał na Facebooku, że artystka „woli grać dla KOD i Michnika", a serwis wPolityce.pl wypominał jej „udział w manifestacji antyrządowego KOD". Kurski mógł się też bać tego, co Kayah wykrzyczałaby ze sceny. 8 marca 2017 r., występując w czasie warszawskiej manifestacji kobiet, zadedykowała swoją piosenkę „Testosteron" „wszystkim facetom, którzy nienawidzą kobiet", mówiąc o tym w kontekście ograniczania praw kobiet przez obecny rząd. Po tym gdy przed rokiem Kuba Sienkiewicz w Opolu wyśpiewał, że „Killer został skazany na dobre zmiany", prezes TVP spodziewał się zapewne najgorszego.

Na przekór ojcu

Bo Kayah w swej walce raczej nie odpuści – nawet jeśli ceną jest narażenie się na hejt. Po sprawie z Opolem pewien internauta pisał, że „wyswatać powinien ją Michnik", a inny, że „powinna śpiewać dla polonofoba Timmermansa, bo dla Polaków jej się nie chciało".

Aby dobrze zrozumieć, dlaczego Kayah dziś – jak sama mówi – „zawsze będzie trzymać stronę kobiety, choć nie zawsze jest to mądre" – należy cofnąć się do dzieciństwa artystki, a ściślej – do jej skomplikowanej relacji z ojcem. Z jednej strony, jak mówi artystka, która w tamtych czasach była Kasią nazywaną przez bliskich Kają (stąd weźmie się w przyszłości jej pseudonim), to właśnie ojciec pchnął ją w stronę muzyki. Sam grał na pianinie, lubił też słuchać muzyki klasycznej i jazzu, którego w efekcie słuchała cała rodzina. – W wieku pięciu lat wiedziałam, kim jest Miles Davis – wspominała w jednym z wywiadów.

Z drugiej strony ojciec przyszłej gwiazdy miał być wobec niej wyjątkowo krytyczny. Karcił ją, gdy myliła się przy „muzycznych egzaminach", jakie urządzał po niedzielnym obiedzie (polegały na puszczaniu kawałka utworu i pytaniu o jego tytuł oraz wykonawcę). Twierdził, że jest „zbyt brzydka, by być jego córką". Miał też odmawiać jej talentu. Największy cios spadł jednak na nią, gdy miała 11 lat – ojciec porzucił wówczas rodzinę i związał się z inną kobietą. Późniejsza kariera Kayah była trochę jemu na przekór – z czasem udowodniła zarówno to, że ma talent, jak i to, że potrafi być piękna. Kiedy po latach zdecydowała się na rozbieraną sesję w „Playboyu", ojciec miał zadzwonić do niej i przyznać, że gdy koledzy pokazali mu numer gazety z nią w roli głównej „nie mógł uwierzyć, że to jego córka".

Już jako dorosła kobieta potrafiła mu wybaczyć i ułożyć sobie z nim relację na nowo. Jednocześnie wielokrotnie przyznawała, że to, jak potraktował ją pierwszy najważniejszy mężczyzna w jej życiu, wywarło wpływ na wszystko, co działo się później.

Jako siedmiolatka Kayah zaczęła uczyć się gry na fortepianie, ale jej fortepianową edukację przerwało podejrzenie poważnej choroby, które sprawiło, że na dłuższy czas trafiła do szpitala. Alarm okazał się fałszywy, ale – jak stwierdziła kiedyś – w tamtym momencie jej „fortepianowa edukacja się posypała".

Zamiast tego zaczęła śpiewać. Pierwszy, funkowo-soulowy zespół miała założyć w wieku 13 lat. Nastoletnią Katarzynę zafascynowała też poezja – zwłaszcza Marii Pawlikowskiej-Jasnorzewskiej, Haliny Poświatowskiej i Małgorzaty Hillar. Zainspirowana ich twórczością sama zaczęła pisać. Kształtowanie przyszłej gwiazdy właśnie się rozpoczęło.

W Opolu pojawiła się w 1988 r. Miała wówczas 21 lat, a za sobą współpracę z zespołami Rastar i Zgoda oraz udział w nagraniu piosenki „Mówię ci, że..." z zespołem Tilt. Na festiwalu zaśpiewała jednak piosenkę własnego autorstwa „Córeczko", którą po raz pierwszy podbiła serca słuchaczy. W kontekście tego, co wydarzyło się niemal 30 lat później, warto przytoczyć zwłaszcza refren: „Córeczko, wolałabym, żebyś była chłopcem". Utwór wyrażał sprzeciw wobec świata zdominowanego przez mężczyzn, w którym kobieta traktowana jest przedmiotowo.

W tym samym roku Kayah wystąpiła – co dziś wypominają jej politycy i sympatycy prawej strony sceny politycznej – na Festiwalu Piosenki Radzieckiej w Zielonej Górze. W wywiadzie z tamtego okresu tłumaczyła, że zrobiła to po to, by pojechać na trasę do ZSRR. I wściekała się, że „wszyscy oczekują, że polscy piosenkarze niosą za sobą jakieś hasła, transparenty". – A ja nie mam ochoty walczyć o inne rzeczy. Może jeszcze tylko o prawa kobiece – dodała.

Bo Kayah szła pod prąd muzycznej modzie czasów, gdy na fali był zaangażowany politycznie rock i protest songi. Wokalistka mówiła: – Chciałabym, aby moja muzyka wywoływała kołysanie bioder i przyspieszone tętno. Krytycznie patrzyła na starszych kolegów: o twórczości Maanamu pod koniec lat 80. mówiła, że jest to „chłam".

Piosenka „Córeczko" przyniosła jej nagrodę specjalną podczas Festiwalu Piosenki Krajów Nadbałtyckich w Karlshamn, ale jej świeżo rozpoczęta kariera nagle się załamała. Powodem – jak twierdzi dziś wokalistka – miał być niezbyt szczęśliwy kontrakt, który podpisała z wytwórnią Rogot, z którą nagrała swoją pierwszą płytę zatytułowaną „Kayah". Album nie przyniósł jej sukcesu. Artystce ponoć obiecano, że po wydaniu tej płyty będzie mogła przygotować własny, autorski album – jednak do tego nigdy nie doszło. Po obiecującym początku Kayah wypadła więc z rynku.

Wielki powrót

Przyszła gwiazda odnalazła się wówczas w roli modelki. Jak podkreślała później, nie była to praca jej marzeń, ale wyleczyła ją z kompleksów na punkcie własnej urody. Kayah urodziła się jednak, by śpiewać, więc po paru latach powróciła i związała się ze środowiskiem skupionym wokół klubu Hybrydy. Teraz stała w drugiej linii – występowała w chórkach na albumach zespołu De Mono, Stanisława Soyki, Obywatela G.C., Atrakcyjnego Kazimierza i Martyny Jakubowicz. Marek Kościkiewicz z De Mono w rozmowie z „Plusem Minusem" wspomina, że ściągnął Kayah do Polski na prośbę jej matki, która tęskniła za mieszkającą w tamtym czasie w Wiedniu córką.

To wówczas Czesław Niemen miał powiedzieć, że Kayah jest „talentem, którego nie można zmarnować", i marzył, by usłyszeć jej solową płytę.

Do przełomu doszło, gdy – wraz z Republiką – nagrała utwór „Jak liść", do czego miał namawiać ją sam Ciechowski. Piosenkarka znów skupiła się na losie kobiety i na emocjach, jakie jej towarzyszą. „A mówili o mnie że jestem/ silna nie złamie mnie nic/ a nie wiedzieli że wiecznie/ drżałam na wietrze jak liść" – śpiewała, a publiczność znów ją pokochała. W Opolu zdobyła Bursztynowego Słowika.

W 1995 r. udało jej się – dzięki Kościkiewiczowi, prowadzącemu wówczas wytwórnię Zig-Zag – wydać solową, autorską płytę. – Wiedziałem, że nie będzie to sukces komercyjny, ale artystycznego byłem pewien – mówi Kościkiewicz. „Kamień", jak podkreśla, to płyta bardzo osobista. – Kayah musiała wszystko z siebie wyrzucić – tłumaczy. W tytułowym „Jestem kamieniem" wokalistka śpiewa: „Rzuciłeś we mnie słowa kamieniem/ a kamień ten wbił się głęboko". Tak, znów w centrum jest kobieta.

Płyta sprzedała się dość dobrze – osiągnęła status złotej, co oznaczało wówczas sprzedaż na poziomie 50 tys. Krytycy byli zachwyceni – Kayah nominowano do nagrody Fryderyka w kategorii najlepsza wokalistka.

Tak rozpoczął się marsz piosenkarki na szczyt. Kolejna płyta – „Zebra" – sprzedała się łącznie w 200 tys. egzemplarzy, a jej charakter był już nieco mniej osobisty, chociaż Kayah nie zapomniała o „kobiecej" tematyce. To na „Zebrze" pojawiła się piosenka „Supermenka", w której wokalistka przekonuje, że tylko kobieta jest w stanie zrozumieć inne kobiety, co sprawia, że w kontaktach damsko-męskich piękniejsza płeć skazana jest na cierpienie.

Na szczyt popularności Kayah wspięła się w 1999 r. dzięki nagraniu płyty z Goranem Bregoviciem. To był w ogóle ważny czas w jej życiu – rok wcześniej poznała producenta Rinke Rooyensa, z którym wkrótce doczekała się syna, Rocha. Kościkiewicz, który przeniósł się wówczas wraz z Kayah do wytwórni BMG Poland (od 1996 r. był jej szefem), wspomina, że usłyszał o wspólnym projekcie Bregovicia z pewną turecką wokalistką, który okazał się sukcesem. Dodając to do zainteresowania bałkańskim artystą w Polsce, Kościkiewicz postanowił go zainteresować współpracą z Kayah. Wspomina, że Bregoviciowi, którego odwiedził w Belgradzie, wystarczyło wysłuchanie kilku piosenek wokalistki i jej zdjęcie. Na tym zresztą udział Kościkiewicza – dobrego ducha wokalistki – się nie skończył, bo kiedy Bregović przyjechał do Polski, dom artysty z De Mono spodobał się na tyle, że postanowił tam właśnie pracować nad albumem.

Kayah wspominała potem, że była to praca bardzo intensywna. Bregović miał na nią tylko tydzień, a wokalistka zajmowała się wówczas również małym Rochem, swym oczkiem w głowie. Nieprzespane noce i płacz dziecka – w tych okolicznościach rodziła się płyta, która sprzedała się w 700 tys. egzemplarzy.

Sukces przeszedł wszelkie oczekiwania. Były trzy Fryderyki (dla wokalistki, dla płyty roku i trzeci za teledysk do piosenki „Prawy do lewego"). – Trafiłam pod strzechy – dziękowała Kayah Kościkiewiczowi.

Dziennikarz muzyczny Marek Sierocki, mówiąc o sukcesie płyty, zwraca uwagę, że dla Kayah był to trochę „muzyczny skok w bok". – Bregović mówił, że prawdziwa Polska zaczyna się 20 km od Warszawy – śmieje się, ale to właśnie to audytorium zdołała podbić. Płyta niewątpliwie trafiła też w swój czas – w Polsce rodziło się wówczas zainteresowanie muzyką folkową i etniczną. W kolejnych latach scenę muzyczną będą podbijać Brathanki, Zakopower czy Golec uOrkiestra.

Kayah, wspominając po latach współpracę z Bregoviciem, z jednej strony przyznaje, że „przeprowadziła ją ona z mieszkania do domu", ale z drugiej wspomina niezadowolenie Bregovicia z tego, że to ona przyciągała uwagę publiczności. W wywiadzie z 2004 r. wokalistka narzekała też na rozliczenia finansowe z artystą, który miał „nie oddać jej tego, co jest jej winien". Ostatnio jednak ich ścieżki znów się zbiegły – para wystąpiła razem na koncercie w 2016 r., a na jesień 2017 r. zaplanowano wspólne tournée po Polsce.

Gwiazda

Na początku XXI wieku Kayah osiągnęła status pełnej gwiazdy. Marek Sierocki, który słyszał ją jeszcze w chórkach w czasie występów w Hybrydach, mówi, że już wtedy widać było, że jest to materiał na wielką artystkę. A Kościkiewicz mówi wprost: – Niektórzy rodzą się gwiazdą. Kayah właśnie taka jest. Bije od niej jakiś niezwykły blask.

Po „muzycznym skoku w bok" Kayah wróciła do bliższych sobie klimatów muzycznych. Jej kolejne płyty trafiały do węższego, a jednocześnie bardziej wymagającego muzycznie audytorium. W ostatnich latach zaczęła romansować z muzyką klasyczną. W wywiadach mówi, że będzie skłaniać się w stronę jazzu.

W 2013 r. Bronisław Komorowski odznaczył ją Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski. Jednocześnie zaczęła być doceniana przez inne niż muzyczna gałęzie showbiznesu. Była kandydatką do roli Horpyny w „Ogniem i mieczem", ale Jerzy Hoffman ocenił, że jej głos jest zbyt mało diaboliczny. Na dużym ekranie jednak się pojawiła – wystąpiła w filmach „Dublerzy" i „Piksele". Była też jurorką w „The Voice of Poland". W 2010 r. „Forbes" umieścił ją na 64. pozycji rankingu najcenniejszych gwiazd polskiego showbiznesu.

Specyficznym „wyznacznikiem" jej pozycji stał się fakt, że Kayah znalazła się na celowniku tabloidów, które do dziś dopatrują się na jej twarzy śladów operacji plastycznej, wpychają ją w ramiona kolejnych partnerów (przypisywano jej m.in. romans z Bregoviciem, choć mogła też przeczytać, że jest... nieślubnym dzieckiem tego artysty), a kiedyś nawet przez kilka miesięcy przekonywały, że artystka jest w ciąży. Kayah odpowiada na to pozwami, a o samych tabloidach mówi: szmatławe gazety.

W XXI w. do roli wokalistki, kompozytorki i autorki tekstów dorzuciła funkcję właściciela wytwórni Kayax, którą założyła, jak wspomnieliśmy, z Tomaszem Grewińskim. Na tym polu również odniosła sukces. – Kayax to dziś jedna z najciekawszych wytwórni działających na polskim rynku – przyznaje Sierocki. Kayah, odwdzięczając się niejako za to, że w latach 90. sama mogła liczyć na pomoc osób z branży, teraz promuje młodych artystów: Zakopower, Marię Peszek, Krzysztofa Kiljańskiego.

Gorzej wiodło jej się w życiu prywatnym. Z Rooyensem dłużej była w separacji (osiem lat) niż w małżeństwie – para rozwiodła się w 2010 r. Następnie miała być związana z Sebastianem Karpielem-Bułecką, choć para robiła wszystko, by ten związek ukryć przed światem. Ostatnim partnerem Kayah był senegalski piosenkarz Pako Sarra – ale i ten związek nie przetrwał próby czasu. Dziś wokalistka mówi magazynowi „Viva": „Do pełni szczęścia brakuje mi tej drugiej pary oczu".

Co z tą polityką

Kayah na wiecu KOD nie kłamała: jej biografia nie jest biografią politycznej aktywistki. Choć nie jest też tak, że z polityką nie miała zupełnie nic wspólnego. Za czasów pierwszych rządów PiS zapisała się do Partii Kobiet Manueli Gretkowskiej. – Mężczyźni nie dają sobie rady ze zwalczaniem przesądów, więc nadszedł czas na kobiety – mówiła. – Zdecydowanie nie podoba mi się to, co się dzieje – dodawała, mówiąc o Polsce pod rządami koalicji PiS–LPR–Samoobrona.

Osiem lat później, gdy PiS znów zmierzał do władzy, po jednej z debat prezydenckich między Andrzejem Dudą a Bronisławem Komorowskim napisała na Facebooku „Brawo panie Prezydencie!", zastrzegając natychmiast, że jest to „jej zdanie". Zanim w 2016 r. pojawiła się na marszu KOD, poruszona materiałem o strajku pielęgniarek w Centrum Zdrowia Dziecka na tym samym Facebooku napisała, że „ma dość oczywistego mordowania tego kraju w białych rękawiczkach". Najwyraźniej sama jednak uznała, że zbytnio zbliżyła się tym samym do czystej polityki i po pewnym czasie wpis usunęła.

Nieco bardziej aktywna artystka jest na polu społecznym: wspiera ekologów, Komitet Ochrony Praw Dziecka czy Kampanię „Rak. To się leczy!".

Kościkiewicz pytany o zamieszanie wokół Opola nie sądzi, aby demonstracyjna rezygnacja Kayah z udziału w festiwalu miała charakter polityczny. – Chodziło raczej o szacunek – podkreśla. Z kolei muzyk Krzysztof Skiba zwraca uwagę, że artysta – jak każdy obywatel – ma prawo do zademonstrowania niezadowolenia, z czego wokalistka po prostu skorzystała.

Obaj zwracają uwagę, że pozytywnym aspektem całej sprawy było okazanie solidarności Kayah przez całe środowisko artystyczne. – Za rzadko mówimy jednym głosem – mówi artysta z De Mono.

W czerwcu Kayah wzięła udział w koncercie w obronie Puszczy Białowieskiej przed zakusami „dobrej zmiany". – Ostatnio podejmowanych jest mnóstwo absurdalnych decyzji będących ciągle zamachem albo na wolność, albo przeciw naturze – powiedziała z tej okazji „Gazecie Wyborczej". Czyżby więc znów zbliżała się do polityki? Sama mówi o sobie, że jest feministką i hołduje zasadzie: „Mężczyznom ich prawa i nic więcej, a kobietom ich prawa i nic mniej". Ale raczej nie należy się spodziewać, aby od roli znanej artystki, potwierdzającej swym autorytetem słuszność sprzeciwu wobec rządów PiS, przeszła do naśladowania Pawła Kukiza i została politykiem. Wszak już na przełomie lat 80. i 90., gdy politykowaniem zajmował się niemal każdy, mówiła: – Chciałabym, aby ludzie przychodzili na moje koncerty nie po to, aby słuchać ideologicznych manifestów, ale aby się dobrze bawić.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Komentarz dnia
Żródło: Plus Minus

Żadna część jak i całość utworów zawartych w dzienniku nie może być powielana i rozpowszechniana lub dalej rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie i w jakikolwiek sposób (w tym także elektroniczny lub mechaniczny lub inny albo na wszelkich polach eksploatacji) włącznie z kopiowaniem, szeroko pojętę digitalizację, fotokopiowaniem lub kopiowaniem, w tym także zamieszczaniem w Internecie - bez pisemnej zgody Gremi Media SA. Jakiekolwiek użycie lub wykorzystanie utworów w całości lub w części bez zgody Gremi Media SA lub autorów z naruszeniem prawa jest zabronione pod groźbą kary i może być ścigane prawnie.

Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami "Regulaminu korzystania z artykułów prasowych" [Poprzednia wersja obowiązująca do 30.01.2017]. Formularz zamówienia można pobrać na stronie www.rp.pl/licencja.

POLECAMY

KOMENTARZE