Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Marek Cichocki: Polski realizm na dopalaczu

Po 1989 r. zgadzano się, że polskš idealistycznš tożsamoœć trzeba nagišć do nowych warunków, by stać się integralnš częœciš Zachodu. Dla młodego pokolenia Polaków jest to coraz mniej zrozumiałe.
Forum, Jacek Szydłowski
Polityka zagraniczna jest domenš działań i zdolnoœci o różnym charakterze, podczas gdy my ćwiczymy się tylko w jednym – w politycznym boksie. Na polskiej prawicy siła rozumiana jest w sposób bardzo wšski, zredukowany do stanowczoœci i uporu w obstawaniu przy własnym punkcie widzenia.

Kilkadziesišt lat temu Andrzej Kijowski napisał, że spór między idealistami a realistami w polskiej polityce wybucha œrednio co dekadę. Rzeczywiœcie, gwałtowna niekiedy dyskusja o tym, czy polskš politykę powinny budować idealistyczne czy realistyczne cele, towarzyszy Polakom nieprzerwanie od 200 lat z górš. Przy czym, z wyjštkiem dwudziestolecia międzywojennego, spór ten toczył się przede wszystkim w czasach, gdy nie mieliœmy własnego państwa i walczyliœmy o nie. Nurtowało nas pytanie: czy odzyskanie przez Polskę niepodległoœci jako cel nadrzędny uœwięca wszelkie możliwe ofiary, czy też w imię przetrwania Polaków i polskoœci należy ograniczyć absolutyzm maksymalnych celów, takich jak całkowita niezależnoœć i suwerennoœć?

Polityka hipokryzji

Ten spór miał ogromne znaczenie w okresie rozbiorów, także w czasach komunizmu, ale tak jak nie zniknšł przecież po odzyskaniu niepodległoœci w 1918 r., tak jest również obecny dzisiaj, w III RP. Zasadniczo dotyczy tego, jak współczeœnie definiujemy własne państwo i w jaki sposób umieszczamy je względem innych na mapie Europy i œwiata. Postawiłbym tezę, że w pierwszej dekadzie po 1989 r. polska polityka zagraniczna zachowywała jednoznaczny prymat nad politykš wewnętrznš, a także kierowała się odziedziczonymi po przeszłoœci założeniami tradycyjnego polskiego realizmu.

Obowišzywało przekonanie, że po strasznej wojnie i komunizmie Polska może się stać integralnš częœciš zachodniego systemu, jedynie oddajšc pewnš częœć samej siebie, swej idealistycznej tożsamoœci, objawionej z wielkš siłš chociażby w ruchu pierwszej Solidarnoœci. Zgadzano się, że teraz tę tożsamoœć musi nagišć do nowych warunków. Pokomunistyczna transformacja jako zachodni projekt, skierowany do Europy Œrodkowej i Wschodniej, mogła się powieœć jedynie dzięki swoistej politycznej i ekonomicznej hipokryzji – istniejšcej po obu stronach sporu.

Nakazywała ona udawać kogoœ innego i dostosowywać się do oczekiwań. Ten układ funkcjonował tak długo, jak długo wszyscy aktorzy widzieli w tym procesie zasadniczš korzyœć dla siebie. Jednak w połowie drugiej dekady coœ zaczęło się w Polsce zmieniać. Moment ten zbiegł się w czasie z osišgnięciem dwóch podstawowych celów poprzedniego okresu: wejœcia do NATO i UE. Polska polityka zagraniczna coraz bardziej ustępowała prymatowi polityki wewnętrznej.

Rosło przekonanie, że korzyœci płynšce z transformacji nie sš wcale racjonalne i nie rozkładajš się równomiernie – w relacjach z zagranicznymi partnerami oraz w kraju, oraz że dyktowana przez realizm wzajemna hipokryzja coraz częœciej przekracza akceptowalne granice sprawiedliwoœci i przyzwoitoœci, jak miało to miejsce po 2007 r. za rzšdów PO. Tę zmianę œwiadomoœci przyœpieszało wejœcie do życia publicznego zupełnie nowego pokolenia Polaków – drugiego pokolenia polskiej wolnoœci, dla którego wymóg realizmu zwišzany z transformacjš i towarzyszšca jej hipokryzja były coraz mniej zrozumiałe.

Liczš się tylko silni

Tak ukształtował się inny poglšd na rolę Polski w polityce międzynarodowej, który dzisiaj dominuje – głównie na prawicy. Nie chodzi tutaj o ocenę tego czy innego rzšdu, tego czy innego ministra, lecz raczej o pewien zestaw poglšdów i przekonań. WyraŸnie zyskujš one coraz większš rzeszę zwolenników po prawej stronie, co widać szczególnie wyraŸnie po reakcjach na kolejne konflikty pojawiajšce się w obszarze polskiej polityki europejskiej i zagranicznej.

Nie należy tej zmiany tożsamiać z kolejnš formš idealizmu, który znamy z tradycyjnego politycznego podziału z naszej historii, nawet jeœli faktycznie to podejœcie charakteryzuje maksymalizm celów oraz całkowity prymat polityki wewnętrznej nad uwarunkowaniami zewnętrznymi. Jednoczeœnie polska prawica przyswoiła sobie bowiem cały arsenał klasycznych realistycznych wyobrażeń i pojęć, które możemy spotkać u myœlicieli stawiajšcych na realizm w stosunkach międzynarodowych, takich jak Hans Morgenthau.

W centrum takiego rozumienia polityki znajduje się silne państwo – jako instrument prowadzenia polityki – oraz jego interesy, które okreœlajš cele. Relacje międzynarodowe polska prawica rozumie w zgodzie z założeniami klasycznego realizmu: jako bezwzględnš walkę między państwami i narodami o przetrwanie. Dominujšce w Polsce podejœcie do polityki jest więc swoistš mieszankš realistycznej retoryki i oczekiwań z idealistycznymi motywami i przekonaniami, którš nazwałbym realizmem na dopalaczu.

Pierwsza jego zasada głosi, że liczš się tylko silni. Polska prawica patrzy na relacje europejskie i międzynarodowe bez iluzji. Zdaje się być przekonana o tym, że rzšdzš nimi przede wszystkim darwinowskie zasady przetrwania najsilniejszych. Instytucje międzynarodowe, traktaty i inne zobowišzania prawne, mechanizmy współpracy, wszystko to koniec końców ma tylko zasłonić zasadniczš prawdę na temat relacji między państwami: zawsze silniejsi wykorzystujš słabszych, dlatego trzeba być silniejszym.

Na tym zasadniczo polega sposób, w jaki polska prawica patrzy dzisiaj na Unię Europejskš. Wszyscy, którzy nie podzielajš tego obrazu œwiata, sš naiwni albo, co gorsza, działajš na rzecz słaboœci. Przy tym siła w polityce zagranicznej rozumiana jest w sposób bardzo wšski, zredukowany do stanowczoœci i uporu w obstawaniu przy własnym punkcie widzenia. W ten sposób lekceważy się wiele innych dróg dšżenia do realizacji własnego interesu, takich jak budowanie strategicznych kompetencji, wzmacnianie instytucji, organizacja synchronicznego działania czy oparcie się na zasobach własnej kultury. A przecież polityka zagraniczna jest domenš działań i zdolnoœci o różnym charakterze, podczas gdy my ćwiczymy się tylko w jednym – w politycznym boksie.

Fatalizm i egoizm

Zasada druga mówi, że możemy liczyć tylko na siebie. Ona także pozornie może uchodzić za wyraz realizmu i politycznej dojrzałoœci. Każdy przecież powinien liczyć głównie na samego siebie. W istocie jednak zawiera w sobie wielki ładunek fatalizmu, który charakteryzuje tradycję polskiego idealizmu. Sojusze, partnerstwa, umowy, wzajemne zobowišzania w istocie nie majš większego znaczenia wobec perspektywy nieuchronnej zdrady. Jeœli tak, to nie należy się na nie oglšdać, lecz wprost realizować własne interesy bez względu na ostateczny bilans. Ponieważ nie oczekujemy od innych niczego poza egoizmem, bycie jeszcze większym egoistš jawi się tutaj jako wyraz najwyższej politycznej mšdroœci, cnoty i przebiegłoœci.

Jednak za sprawš fatalizmu egoizm ten nie staje się wcale rodzajem narodowego wyrachowania czy pragmatyzmu, które w różnych dziedzinach można by uznać za praktyczny nacjonalizm, ale raczej będzie sprzyjać gotowoœci do podejmowania działań z góry uznawanych za przegrane. Bycie samym przeciwko wszystkim staje się najlepszym potwierdzeniem zasady, że możemy liczyć tylko na siebie, bez względu na poniesione w ten sposób koszty.

Jest także zasada trzecia, którš często wyraża popularne na prawicy stwierdzenie, że duma to Polska. Jak należy to rozumieć? Chodzi zapewne o deficyt prestiżu. Postulat należnego nam szacunku pojawia się bardzo często w prawicowym podejœciu do polityki międzynarodowej. Typowi realiœci, szczególnie w kontekœcie konfliktu z innymi, mówiš o byciu œwiadomym własnej wartoœci. Przekonanie o tym, że za własnymi działaniami kryjš się głębokie racje, jest rzeczywiœcie ważne w polityce zagranicznej. Jednak dzisiaj nie sposób się uwolnić od wrażenia, że stało się ono dla polskiej prawicy rodzajem dopalacza, turbopaliwa.

Duma, o którš tutaj chodzi, czerpie przed wszystkim z zasobów naszej historii, nie musi się więc wcale konfrontować z realiami otaczajšcej nas rzeczywistoœci. Dlatego, choć istotna dla „utwardzania" własnej tożsamoœci, często zaburza zdolnoœć obiektywnej oceny sytuacji i uniemożliwia rzetelne oszacowanie własnej wagi w relacjach z innymi państwami. Ten deficyt prestiżu prowadzi więc często na polskiej prawicy do utrwalania przekonań, które nie majš pokrycia w rzeczywistoœci – takich jak choćby to, że Unia Europejska już wkrótce rozpadnie się za sprawš powstania uciskanych przez niš społeczeństw lub że Polska jest najważniejszym sojusznikiem Stanów Zjednoczonych. W tej perspektywie, jak trafnie zauważył Zbigniew Lewicki, zakłada się, że Polska jest zbyt duża, by móc upaœć.

Trzy podstawowe cele

Amerykański historyk Edward Luttwak pisał, że każde państwo i każdy naród, który dšży do tego, by postępować jako podmiot, a nie przedmiot politycznych procesów historycznych, tworzy w cišgu swojego istnienia jakoœ formę wielkiej strategii. Składajš się na niš rozpoznane przez pokolenia uwarunkowania – własne i zewnętrzne, zidentyfikowane Ÿródła tworzenia koniecznych zasobów siły, przeszłe doœwiadczenia zwycięstw i porażek oraz wycišgnięte z nich lekcje. Chodzi tutaj o zdolnoœć państwa i narodu do politycznego myœlenia i działania.

Polacy bez wštpienia dali nieraz dowody na to, że chcš być podmiotem, a nie przedmiotem historii. To jednak tworzy poważne zobowišzania, przede wszystkim do politycznego myœlenia i wycišgania wniosków z przeszłoœci. Rozbiory w XVIII w. i następujšca po nich trauma powinny nas raz na zawsze nauczyć, że w pewnych okolicznoœciach bezwzględny prymat polityki wewnętrznej może być prostš drogš do katastrofy. Tak samo jak doœwiadczenie 1939 r. powinno być dla nas ostatecznš lekcjš, że Polska wszystkimi drogami powinna unikać sytuacji, w której musiałaby znów stawić czoło niebezpieczeństwu w pojedynkę.

Te doœwiadczenia powinny się składać na podstawę narodowej strategii Polaków, szczególnie teraz, kiedy naprawdę udało się nam przełamać fatalizm braku własnego państwa oraz geopolitycznego położenia między Zachodem i Wschodem. Stšd wynikajš też trzy najbardziej oczywiste cele, których musimy się teraz trzymać i które też w przyszłoœci służyć będš – w co nie wštpię – za miarę oceny obecnych politycznych działań i intencji: Polska musi wzmacniać sojusz ze Stanami Zjednoczonymi, nie może dać się wypchnšć z Unii Europejskiej i nie wolno jej dać się wcišgnšć Rosji w żaden wywołany przez niš regionalny konflikt.

Kilkadziesišt lat temu politolog Adam Bromke pisał o tym, że przełomowe momenty tworzš wyzwania, które zmuszajš do poszukiwania nowych formuł pogodzenia realizmu i idealizmu, dostosowanych do zmienionych okolicznoœci. To, co można okreœlić jako „realizm na dopalaczu", takš formułš nie jest. W konsekwencji prowadzi bowiem Polskę do politycznej autarkii – sytuacji, która jest sprzeczna z najbardziej podstawowymi doœwiadczeniami z naszej politycznej przeszłoœci i wystawia Polskę w przyszłoœci na realne niebezpieczeństwo. Š?

—Marek A. Cichocki

Autor jest profesorem Collegium Civitas w Warszawie

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL