Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Stanisław Strasburger: Traumy polskie, traumy algierskie

Rzeczpospolita, Mirosław Owczarek
Może mieszkańcy Polski i Algierii pomogliby sobie nawzajem w przepracowaniu traum?

Jakie z pańskiej perspektywy mogš być cele naszej polityki kulturalnej w Algierii? – zapytał mnie ambasador RP pod koniec mojego pobytu na euromagrebińskich spotkaniach pisarzy w Algierze.

Była jesień 2016 r. Spotkania odbywały się w ramach corocznych targów ksišżki. W cišgu 11 dni zaprezentowało się prawie tysišc wystawców z 50 krajów. Organizatorzy tej gigantycznej imprezy podali łšcznš liczbę odwiedzajšcych na ponad 1,2 mln! Dla porównania, sławne targi ksišżki we Frankfurcie odwiedza około ćwierć miliona osób, a największe w Polsce, warszawskie, to 70 tys. goœci.

W mojej krótkiej podróży do Algieru towarzyszyło mi pytanie: co łšczy stolicę Algierii z mojš rodzinnš Warszawš? Kiedy trafiam w obce miejsce, siłš rzeczy szukam podobieństw do tego, co znam. Podobieństwa pozwalajš mi „oswoić" nieznane. To drogowskazy, które chroniš przed cišgłym rozbijaniem sobie nosa. Niekiedy jednak jest odwrotnie. Doszukiwanie się podobieństw jest przyczynš nieporozumień i powoduje urazy.

Spadek, co pachnie krwiš

Jako ludzie jesteœmy skazani na robienie porównań – odpowiadałem ambasadorowi. – Kultura to dobre miejsce na debatę o różnicach i podobieństwach. Czego oczekujemy, jakie mamy lęki i nadzieje. Po obu stronach.

Oczywiste podobieństwo, które widziałem w Algierze, to historia walki z okupacjš. Dla porzšdku: najpierw Algieriš rzšdzili Turcy. W 1830 r. inwazji dokonali Francuzi. Niezwykle krwawa wojna narodowo-wyzwoleńcza trwała osiem lat. Zakończyła się uzyskaniem niepodległoœci w 1962 r.

Nikomu nie trzeba w Polsce przypominać brutalnoœci okresu zaborów, ani terroru Hitlera czy Stalina. XIX wiek z powodzeniem można z kolei uznawać za próbę kolonizacji ziem polskich.

Warto przy tym pamiętać, że mocarstwa rozbiorowe wypracowały nie tylko aparat ucisku, ale i program polityczny, a nawet ideologie, które miały usprawiedliwiać podbój. Niejeden bohater narodowy naszych sšsiadów jest dla nas zbrodniarzem. A autorytety intelektualne? WeŸmy choćby Maxa Webera. Sławny socjolog porównywał Polaków do „hord nomadów ze Wschodu" grożšcych „cofnięciem się kultury o kilka pokoleń".

Czym dla socjologów jest Weber, tym dla politologów Alexis de Tocqueville. Francuski myœliciel uchodzi za taki autorytet, że współczeœni demokraci nazywani bywajš jego spadkobiercami. Niestety, spadek pachnie krwiš.

Nieco ponad dziesięć lat po podboju Algierii przez Francuzów Tocqueville napisał obszernš rozprawę. Rozważał w niej aktualnš sytuację podbitego kraju i szkicował skuteczne formy kolonizacji. Arabowie, jak zauważa, „bardzo cierpiš zamknięci w kleszcze między naszymi bagnetami a pustyniš". Trzeba zatem utrzymać i stale uszczelniać embargo handlowe. Dodatkowo należy „łupić kraj [...], niszczšc zbiory [...], nękajšc cišgłymi akcjami wojskowymi i racjami, które służš konfiskacie zwierzšt hodowlanych oraz zniewoleniu ludzi".

Tocqueville postulował również kontynuowanie operacji wojskowych. Ich celem miało być między innymi „niszczenie wszystkiego, co stanowi jakškolwiek formę trwałych skupisk ludzkich, innymi słowy, wszystkiego, co przypomina miasta". Dlaczego? Kultura miast stymuluje życie polityczne i gospodarcze. Zwiększa też przywišzanie do ziemi. Przywišzanie jest niepożšdane, bo koczowników łatwiej wojsku przepędzać z miejsca na miejsce.

Tocqueville namawia Francuzów do utrzymywania kolonizowanych na skraju nędzy (jeżeli w ogóle przeżyjš opisywane „œrodki"). Zachęca też do podjudzania jednych grup ludnoœci przeciwko drugim („aby się wyniszczyły") i korumpowania elit.

Z dzisiejszej perspektywy szczególnie ciekawe sš jego rozważania o potencjalnym zjednoczeniu miejscowej ludnoœci. „Może temu służyć jedynie [szerzenie] religijnego fanatyzmu i nienawiœci do obcych", stwierdza. Co prawda zauważa, że to właœnie jest podstawš rebelii wobec Francji, jednoczeœnie jednak pisze, że Francja sama ten fanatyzm wywołała. Przewiduje też, że będzie go potęgować w przyszłoœci.

Powiem wprost: jeœli dziœ nadal uznajemy autorytety tego pokroju, to czas poszukać nowych. Czyż nie jest to wspólny cel, nad którym mogš pochylić się mieszkańcy Polski i Algierii?

Szpony przeszłoœci

Kolonialna rzeczywistoœć Algierii była często okrutniejsza niż tekst Tocqueville'a. Jednak podobnie jak geopolityka Polski determinuje koniecznoœć dobrosšsiedzkiego współżycia z dawnymi okupantami, tak Algieria od uzyskania niepodległoœci skazana jest na kształtowanie dobrych stosunków z Francjš. I tak pewnie pozostanie. Jak w tym kontekœcie pamiętać o traumatycznej przeszłoœci?

Zarówno w Algierii, jak i w Polsce, to goršcy temat. Z perspektywy psychoterapeutycznej trauma jest echem tragicznego wydarzenia, które choć wymyka się racjonalnoœci, to wymaga wyjaœnienia. Trauma może dotyczyć zarówno jednostek, jak i społeczeństw. Dla przykładu: oczywiœcie warto pytać o to, czy nasi politycy mogli zrobić więcej, aby zapobiec katastrofie wrzeœnia 1939 r., ale dominujšcym odczuciem wobec klęski jest bezradnoœć. Podobnie Algierczycy doœwiadczali niezawinionej tragedii w konfrontacji z brutalnoœciš armii kolonizatorów.

Dla psychoterapeutki Bogny Szymkiewicz, prowadzšcej projekt „Gojenie historii", istniejš dwie formy obchodzenia się z traumatycznymi wydarzeniami. Jedna polega na emocjonalnym „otorbieniu" bólu. Jego odczuwanie i towarzyszšce mu emocje zostajš niejako zamrożone.

Otorbienie idzie w parze z mitologizacjš traumatycznego wydarzenia. W jej ramach œwiat dzieli się na oprawców i ofiary. Po stronie ofiary jest cierpienie i moralna racja (bo krzywda nie była zawiniona). Na glebie owej racji kiełkuje agresywna siła wobec „wrogiego" œwiata. Jednak paradoksalnie siła ta zamyka możliwoœć kontaktu z dniem dzisiejszym. Powoduje, że teraŸniejszoœć jest projekcjš traumatycznej przeszłoœci. Szymkiewicz mówi o „zatrzymaniu biegu życia".

Innš drogš jest wychodzenie z traumy poprzez proces odzyskania kontaktu ze œwiatem „tu i teraz". Tragedia należy w nim do przeszłoœci. Najpierw warto zadbać o odbudowę poczucia bezpieczeństwa. Potem należałoby zwrócić się ku własnym emocjom. Ich artykulację nazywa się w języku terapeutycznym „dotknięciem emocji". Na koniec można zaakceptować fakt, że przeszłoœci się nie zmieni, i empatycznie się z niš pożegnać.

Może mieszkańcy Polski i Algierii pomogliby sobie nawzajem w przepracowaniu traum?

Pamięć pomników, pamięć opowieœci

Po powrocie z targów ksišżki umówiłem się na rozmowę z młodym Algierczykiem, który od dwóch lat mieszka w Polsce. Rozmawialiœmy o pamięci. – W Warszawie jest tyle tablic pamištkowych. Rozstrzelania, barykady, miejsca starć. Sš wszędzie – mówił.

Choć od 1944 r. do władzy w Polsce dochodziły skrajnie różne opcje, a nawet zmienił się system, materialna kultura pamięci zachowała pewnš cišgłoœć. W perspektywie psychoterapeutycznej trauma została uwznioœlona. Jest przedmiotem kultu. Podobne wrażenie towarzyszyło mi w Algierze. W panoramie miasta dominuje gigantyczny pomnik Chwały i Męczeństwa. Też nie da się od niego uciec. Odsłonięty w 1982 r. monument zaprojektował polski rzeŸbiarz Marian Konieczny. Może ten zbieg okolicznoœci wskazuje na pewnš więŸ?

– W szkole bez przerwy uczš nas o wojnie o niepodległoœć – opowiadał mi algierski znajomy. – My jesteœmy ofiarami, Francuzi oprawcami. Ale opowiem ci anegdotę. Kiedy moja mama chciała wyjechać do Paryża na studia, jej matka, a moja babka, zwymyœlała jš od najgorszych. Francuscy żołnierze torturowali dziadka na oczach żony i rodzeństwa. Pewnego ranka po prostu wdarli się do domu i wyprowadzili wszystkich na patio. Mama nie posłuchała babki i wyjechała. Szybko się przekonała, że choć mówi biegle po francusku, Ÿle jej tam jest. Wróciła. Ale w Algierii też nie jest szczęœliwa. Zresztš podobnie jak ja. Paradoksalnie, kiedy dorosłem, mama namawiała mnie na wyjazd do Francji. To ja nie chciałem. Wybrałem Polskę.

Pamięć rodzinnych opowieœci rzadko ulega presji pomników. Moja babcia, choć nie cierpiała, kiedy jako nastolatek rzucałem na powitanie luzackie „hi" (brzmiało jej w tym nieodmiennie hitlerowskie „heil"), goršco popierała mój studencki wyjazd do Niemiec.

Jaka kultura pamięci jest nam zatem w dzisiejszym œwiecie potrzebna?

Pewnego popołudnia wyszedłem wczeœniej z targów. Wspólnie z pewnym pisarzem francuskim wyrwaliœmy się do kazby.

Kazba to stara, zaniedbana częœć Algieru położona na stoku wzgórza, które łagodnie opada ku œródziemnomorskiemu nabrzeżu. Idšc wšskimi uliczkami dzielnicy, miałem wrażenie, że jestem intruzem. Twarze wielu przechodniów jakby naznaczyła przemoc. Ich oczy zdawały się mówić: – Po co tu jesteœ, biały człowieku? Pewnie chcesz nas skrzywdzić. Uważaj, odpłacę ci tym samym!

Być może twarze w kazbie mówiły mi to, co sam chciałem usłyszeć. Projektowałem znajomš rzeczywistoœć: w uliczkach starego miasta widziałem plany „Bitwy o Algier". Gillo Pontecorvo kręcił tu swój paradokument zaledwie cztery lata po uzyskaniu niepodległoœci. Strzelaniny, wysadzanie w powietrze ludzi i domów, tortury oraz nieustanny strach walczšcych i cywilów – po każdej ze stron.

Pod koniec filmu dowódca operujšcych w Algierze komandosów francuskich występuje na konferencji prasowej. W tym czasie podkomendni pułkownika pacyfikujš kazbę. W otoczonej kordonem i objętej godzinš policyjnš dzielnicy wojsko strzela do przechodniów, którzy jej nie respektujš.

– Jak pan skomentuje plotki o torturach? – pyta uczestnik konferencji. – Nie jesteœmy ani szaleńcami, ani sadystami – tłumaczy oficer, którego pierwowzorem był generał Marcel Bigeard. – Ci, którzy nazywajš nas nazistami, zapominajš, jakš rolę odegraliœmy we francuskim ruchu oporu. Wielu z nas przeżyło Dachau i Buchenwald.

W ten sposób taniec ofiar i oprawców zatoczył koło. Aby wrócić do języka psychoterapii: siła moralna, którš straumatyzowane ofiary czerpały z otorbionego bólu, sprawiła, że zamienili się w oprawców.

Ale na tym nie koniec. – Możesz œmiało iœć na spacer. Oczyœciliœmy dzielnicę z terrorystów – powiedział mi dyżurny policjant w komisariacie u wejœcia do kazby. Choć ponaddziesięcioletnia wojna domowa zakończyła się w 2002 r., kazba do dziœ uchodzi za niebezpiecznš.

Kiedy wyszliœmy z posterunku, francuski pisarz dopowiedział pointę: – Algierskie służby inspirowały się Tocqueville'em. Od naszych komandosów nauczyli się przekładać go na praktykę.

Jak przerwać ten błędny taniec?

Zawiedzione ideały

Kiedy przyleciałem na targi, z lotniska odebrała mnie w imieniu organizatorów piękna, algierska asystentka. Długie rozpuszczone włosy, doskonały angielski i francuski. Dojeżdżajšc do hotelu, asystentka skręciła w złš stronę i nie wiedzieliœmy, jak zawrócić. Trzeba było zapytać przechodnia. Okazało się, że musiałem jej przypomnieć arabskie słowo na rondo. Własne uprzedzenia dały o sobie znać: byłem zaskoczony jej słabym arabskim. Miłš aparycjš też.

Następnego dnia w przerwie między panelami chwilę rozmawialiœmy. – W Algierii ludzie tacy jak ja nie majš przyszłoœci. To prawda, że uczš nas o krwawej wojnie z Francjš. Jednoczeœnie mówię, czytam i myœlę po francusku. Wierzę w wolnoœć, w równoœć kobiet i mężczyzn, wierzę w miłoœć. I co? Ani nasz rzšd, ani œwiat dookoła nie pozwala nam żyć tak, jak nas uczš. Gdybym chciała wyjechać, nie mam dokšd. Zresztš wcale nie chcę rzucać kraju. Co mi radzisz?

Asystentka przypomniała mi redaktora pewnej gazety, z którym przed wyjazdem piłem kawę w Warszawie. Po ostatnich wyborach redaktor stał się gwiazdš publicznych mediów. – Przez ponad 20 lat wierzyliœmy, że po 1989 r. nastšpi prawdziwa wolnoœć – powiedział. – Interes wspólnej Europy miał być ważniejszy niż narodowe partykularyzmy. I co? G...no!

Rozumiem gniew redaktora. I poczucie, że został oszukany, podobnie jak algierska asystentka. Tylko co dalej? Otorbienie cierpienia i odklejanie od rzeczywistoœci? Mam innš propozycję. Może z empatiš spojrzeć w oczy własnym emocjom? A póŸniej wrócić do biegu życia. Czy nie o tym mogliby rozmawiać mieszkańcy Algieru i Warszawy?

Piszšc tekst korzystałem z:

Alexis de Tocqueville, „Gedanken über Algierien" (Myœli o Algierii), Akademie Verlag GmbH, Berlin 2006.

Paweł Smoleński, Bogna Szymkiewicz, „Naznaczeni Smoleńskiem", „Gazeta Wyborcza" (7 maja 2016).

Stanisław Strasburger jest pisarzem i menedżerem kultury. Zajmuje się wielokulturowoœciš, migracjami i pamięciš zbiorowš oraz EU-topiš. Jest autorem ksišżek „Opętanie. Liban" i „Handlarz wspomnień". Mieszka na przemian w Berlinie, Warszawie i Bejrucie.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL