Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Korporacje: jak przejšć świat na własność

Plus Minus/Mirosław Owczarek
Kapitał zwykle opanowuje w pierwszej kolejnoœci najbardziej kluczowe sektory: banki, instytucje finansowe i konkurencyjne branże. Warto też przejšć media, za sprawš których znacznie łatwiej jest przedstawić kolonizację gospodarki jako sukces.

Niektórzy twierdzš, że to George Soros – słynny spekulant finansowy, który woli przedstawiać się jako filantrop – rzucił w 1997 roku plotkę o tym, że rzšdowi Tajlandii brakuje dewiz niezbędnych do utrzymania kursu rodzimego bahta. Skutkiem plotki był gwałtowny odpływ kapitału z Tajlandii, który doprowadził to państwo do gospodarczego krachu. Kapitał ten, zgromadzony głównie w funduszach hedgingowych, odpłynšł również z pozostałych państw regionu: Indonezji, Malezji, Filipin i Korei Południowej. Wszystko dlatego, że państwa te – okreœlane dumnym mianem azjatyckich tygrysów – stanowiły jeden pakiet inwestycyjny.

Na gigantycznym kryzysie zarobili spekulanci, którzy zagrali na upadek walut tych państw, oraz wielkie korporacje, które mogły potem wykupić gospodarkę „tygrysów" za bezcen. Cenš za tę „transakcję" była ogromna liczba 24 milionów bezrobotnych, którzy stracili pracę w cišgu jednego roku. W samej Korei co miesišc lšdowało na bruku 300 tysięcy osób.

Upokorzone „tygrysy" zwróciły się o pomoc finansowš do Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Ten uzależnił wsparcie od dokonania restrukturyzacji gospodarek zbankrutowanych państw – przede wszystkim zażšdał deregulacji, redukcji zatrudnienia i otwarcia rynku dla inwestorów zagranicznych, czyli w praktyce dla międzynarodowych, głównie amerykańskich, korporacji. Wszystkie „tygrysy" z wyjštkiem Malezji przystały na te warunki.

Jedynie w Korei Południowej, gdzie odbywały się właœnie wybory prezydenckie, pojawił się problem. Okazało się bowiem, że dwóch spoœród czterech kandydatów do najwyższego urzędu twardo sprzeciwia się narzuconym warunkom. W tej sytuacji MFW odmówił pomocy finansowej do czasu, aż wszyscy kandydaci podpiszš na piœmie zobowišzanie, że zgadzajš się na otwarcie rynków i deregulację. Ostatecznie przeciwnicy porozumienia z MFW ulegli presji i podpisali podsunięty im cyrograf. A południowokoreańscy wyborcy dowiedzieli się tym samym, że ich głos nie ma żadnego znaczenia.

Nieœwięta trójca rzšdzi

Czy międzynarodowe korporacje sš tak potężne, że mogš wpływać na politykę suwerennych państw? Gdyby zmierzyć ten wpływ rocznymi dochodami korporacji, to z pewnoœciš tak. Przykładowo w 2010 roku amerykańska sieć sklepów Wal-Mart osišgnęła dochód w wysokoœci 421 mld dolarów, a więc wyższy niż PKB Norwegii (414 mld dolarów). Idšc dalej tym tropem: naftowy potentat Chevron jest bogatszy od Czech, General Electric bije Nowš Zelandię, Ford ma wyższe dochody od Maroka, Microsoft od Chorwacji, a McDonald's od Łotwy.

Warto tu dodać, że wszystkie przytoczone przykłady odnoszš się do przedsiębiorstw majšcych siedzibę w Stanach Zjednoczonych, bo właœnie Ameryka jest matecznikiem współczesnych korporacji, które rozkwitły tu na wielkš skalę za prezydentury Ronalda Reagana. To prezydent Reagan, w œlad za podpowiedziami Miltona Friedmana i jego ekonomistów ze szkoły chicagowskiej, położył fundamenty pod dzisiejszš neoliberalnš gospodarkę, w której wielki kapitał odgrywa decydujšcš rolę gospodarczš, a bywa, że również politycznš.

Jednak deregulacja w Stanach Zjednoczonych nie doprowadziłaby do tak gwałtownego wzrostu potęgi międzynarodowego kapitału, gdyby nie znalazł on dla siebie rynków zbytu za granicš. Temu służył przyjęty w 1989 roku tzw. konsensus waszyngtoński będšcy neoliberalnym fundamentem działania MFW oraz powołana w 1994 roku Œwiatowa Organizacja Handlu, której celem jest liberalizacja handlu międzynarodowego, a więc otwarcie rynków państw członkowskich na zewnętrznš konkurencję.

Wszystkie te posunięcia służyły w pierwszej kolejnoœci pomnażaniu dochodów potężnych korporacji, które wkraczajšc na otwarte przed nimi rynki, zwykle bez trudu gromiły miejscowš konkurencję i wysysały zysk do swoich central. Dlatego też wielu ekonomistów i obserwatorów – zwłaszcza lewicowych – uważa, że korporacyjny kapitał wspomagany przez MFW i Bank Œwiatowy jest instrumentem amerykańskiej dominacji nad œwiatem. Mówi się nawet o trójcy Departament Skarbu – Wall Street – MFW jako wzajemnie ze sobš powišzanych centrach kształtowania tej dominacji.

Nawet gdyby przyjšć, że zarzuty lewicy sš motywowane ideologicznš niechęciš do kapitalizmu, trudno nie przyznać, że w krajach stanowišcych dziœ rdzeń œwiatowego systemu gospodarczego wzajemne przenikanie się państwa i kapitału prywatnego jest faktem. Wystarczy spojrzeć na biogramy polityków. Kilka przykładów: Donald Rumsfeld pomiędzy swoimi kadencjami na stanowisku sekretarza obrony w administracji Geralda Forda i George'a W. Busha zasiadał we władzach wielu korporacji, m.in. giganta energetycznego Asea Brown Boveri oraz laboratorium Gilead Sciences, które jest właœcicielem patentu na lek zwalczajšcy ptasiš grypę. Tony Blair po złożeniu urzędu premiera Wielkiej Brytanii trafił jako doradca do banku inwestycyjnego JPMorgan Chase. José Manuel Barroso – poprzedni szef Komisji Europejskiej – zasiada we władzach Klubu Bildenberg – nieformalnej grupy skupiajšcej najbardziej wpływowych ludzi biznesu i polityki.

Były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder i jego szef dyplomacji Joschka Fischer odnaleŸli się w biznesie naftowym, przy czym ten pierwszy wspiera Rosję i niemieckie giganty energetyczne w spółce Nord Stream, a ten drugi – przeciwnie – zasiada we władzach spółki Nabucco, która ma zbudować gazocišg z Kaukazu omijajšcy Rosję. Ta rotacja, nazywana czasem politykš obrotowych drzwi – z polityki do biznesu i z powrotem – œwiadczyć może o tym, jak łatwy dostęp do instytucji państwowych ma wielki kapitał. I odwrotnie.

Kapitał płynie, dokšd chce

Z tego wszystkiego można łatwo wycišgnšć wniosek, że międzynarodowy kapitał nie jest – wbrew przyjętemu okreœleniu – międzynarodowy. Przeciwnie, jest zazwyczaj silnie sprzęgnięty z politykš państwa, z którego się wywodzi. Okreœlenie „międzynarodowa korporacja", podobnie jak jeszcze lepsze – „korporacja bezpaństwowa" (stateless corporation), jest eufemizmem majšcym ukryć ten fakt. Fakt doœć niewygodny, jeœli przyjšć, że kapitał ten służy zwykle dominacji nad słabszymi gospodarczo państwami.

Współczesna wielka korporacja nie może istnieć bez państwa-opiekuna, ale też państwo-opiekun zyskuje politycznie i gospodarczo na wspieraniu rodzimych korporacji. Zupełnie inaczej przedstawia się sytuacja w krajach, w których brakuje miejscowego kapitału albo jest on zbyt słaby, aby podjšć konkurencyjnš grę z wielkimi graczami. Tutaj wynik rozgrywki jest z góry przesšdzony: kapitał korporacyjny zdobywa sobie absolutnš lub dominujšcš pozycję na rynku. W rezultacie dochodzi do czegoœ na kształt gospodarczej kolonizacji zdominowanego przez obcy kapitał państwa.

W obliczu ogromnej przewagi kapitałowej państw wysoko rozwiniętych jedynym atutem słabszej gospodarczo reszty œwiata jest tania siła robocza. Wielki kapitał może więc – dzięki otwarciu rynków – swobodnie przepływać ponad granicami wszędzie tam, gdzie koszty sš najtańsze. Takie państwa, jak Filipiny, Bangladesz, Pakistan czy Meksyk, konkurujš miedzy sobš o zagraniczne inwestycje. Tworzš strefy wolne od cła i podatków, zbijajš płace do najniższego możliwego poziomu, aby tylko utrzymać inwestorów u siebie. W strefach tych zwykle nie obowišzujš miejscowe przepisy. Zamiast nich stosuje się regulaminy ustalone na mocy porozumień z inwestorami. Nie majš tam wstępu lokalna policja ani władze: sš to obszary niemalże wyłšczone spod państwowej jurysdykcji. Inwestorzy nie czujš się bowiem w żaden sposób zwišzani z państwem, na którego terytorium zbudowali swoje fabryki. A państwo, chcšc utrzymać miejsca pracy, jest zmuszone te upokarzajšce warunki przyjšć.

Nie trzeba być jednak Bangladeszem ani Filipinami, aby doœwiadczyć presji ze strony obcego kapitału. W nieco innej formie odczuwa to również dzisiejsza Polska. Wszelkie próby – pomijajšc już ocenę ich skutecznoœci – podejmowane w celu wspierania rodzimego kapitału, jak również zamiar opodatkowania zagranicznych inwestorów powodujš gwałtowny opór ze strony państw, z których wywodzi się ów kapitał. Niedawno niemiecka gazeta „Handelsblatt" przyznała otwarcie, że problem z polskim rzšdem polega na tym, że próbuje on bronić polskich interesów. Suwerennoœć w epoce neoliberalizmu staje się więc pustym słowem.

Scenariusz ataku na otwierajšce swój rynek państwo zakłada zazwyczaj opanowanie przez obcy kapitał najbardziej kluczowych sektorów. Przede wszystkim chodzi o przejęcie banków oraz instytucji finansowych, a także wszystkich tych przedsiębiorstw, w których dane państwo może okazać się konkurencyjne. Do tego często dochodzš handel oraz media, dzięki którym znacznie łatwiej jest przedstawić kolonizację gospodarki jako sukces.

Szczególnš rolę w procesie przejmowania gospodarki odgrywajš rzekomo niezależne wielkie firmy doradcze – ich eksperci zarabiajš duże pienišdze na pisaniu raportów, w których bez względu na przedmiot analizy niemal zawsze zaleca się głębszš deregulację i prywatyzację oraz restrukturyzację zatrudnienia, co oznacza gorsze warunki pracy i płacy. Trudno okreœlić, czy takie raporty sš œwiadomym działaniem ich autorów na rzecz demontażu zdominowanej gospodarki, bo neoliberalne schematy sš dziœ wszczepiane do głów niemal każdemu, kto chce się parać ekonomiš czy doradztwem.

Mimo to państwo podlegajšce dominacji obcego kapitału nie jest całkiem bezbronne. Może okreœlać warunki działania inwestorów i na przykład zakazać transferu zysków. Choć – jak z polskiej praktyki wiadomo – można takie zakazy obejœć, choćby przez opłaty franczyzowe czy opłaty z tytułu praw autorskich lub patentowych. Zyski, których drenaż może okazać się groŸny dla gospodarki, obcy kapitał może jednak pozyskiwać całkowicie legalnie, choćby przez sztucznie wygenerowanš konsumpcję na kredyt.

Innš formš ataku jest celowa destabilizacja gospodarki poprzez ataki spekulantów lub gwałtowne podniesienie stóp procentowych przez największego wierzyciela, a następnie zaoferowanie pomocy zaatakowanemu państwu, oczywiœcie pod pewnymi warunkami. Tutaj ważnš rolę odgrywa MFW, zazwyczaj uzależniajšcy swojš pomoc od całkowitego otwarcia poturbowanej gospodarki na obcy kapitał. Z takimi przypadkami mieliœmy do czynienia na Dalekim Wschodzie podczas wspomnianego już kryzysu w 1997 roku, ale także w Argentynie czy Meksyku.

Zarzuty te byłyby nieporównywalnie mniej poważne, gdyby wskutek pomocy MFW i napływu obcego kapitału udało się postawić na nogi zbankrutowane gospodarki. Tak jednak nie było. Większoœć państw, które były zmuszone przystać na warunki MFW, jeszcze długo borykała się z kłopotami. Kłopotów tych, co ciekawe, uniknęła Malezja, która odmówiła przyjęcia pomocy MFW i wbrew radom zachodnich ekspertów zamknęła swojš gospodarkę za barierami celnymi. Ówczesny premier Malezji oœwiadczył, że „nie będzie naprawiał gospodarki, niszczšc jš", za co został okreœlony „szalonym radykałem".

Patrzšc na dzisiejszš Malezję, trudno nie przyznać mu racji. Tym bardziej że wczeœniejszy sukces „azjatyckich tygrysów" opierał się nie na neoliberalnym otwarciu rynków, lecz na protekcjonizmie, który pozwolił im na akumulację kapitału. Korea Południowa dzięki barierom w handlu zdołała do wybuchu kryzysu zgromadzić najwięcej kapitału, co umożliwiło jej powrót na pozycję liczšcego się gracza w œwiatowej gospodarce. Innym „tygrysom" czasu zabrakło.

Zwyrodniała myœl Smitha

Zabawne, że wielu zwolenników liberalizmu w gospodarce broni neoliberalnej ekonomii. Jakby nie rozumieli, że współczesny neoliberalizm nie ma wiele wspólnego z klasycznš wizjš Adama Smitha. Smith domagał się wolnej przedsiębiorczoœci i państwa-stróża, ale dotyczyło to – według dzisiejszej skali – drobnych przedsiębiorców lub tego, co nazywamy klasš œredniš. Zastosowanie zasad Smitha do współczesnych gigantów oznacza całkowitš kapitulację państw oraz monopolizację gospodarki przez wielki kapitał.

Wystarczy spojrzeć na dane dotyczšce tak rzekomo dziœ ubóstwianej klasy œredniej. W 1971 roku do tej grupy zaliczało się 61 proc. Amerykanów, w 2014 – już tylko 44 proc. Bardziej drastyczne spadki można zaobserwować na przykład w Korei Południowej, gdzie przed kryzysem 1997 roku 64 proc. Koreańczyków przynależało do klasy œredniej, a w 1998 roku zaledwie 38 proc. Fakty sš takie, że neoliberalizm niszczy przedsiębiorców.

Straty jednych oznaczajš jednak zyski innych. Według danych przytoczonych przez amerykańskiego antropologa Davida Harveya od 1980 roku, a więc od poczštku ery neoliberalnej w œwiatowej gospodarce, „narody peryferii systemu przesłały swoim wierzycielom w jego centrum przeszło 50-krotnoœć planu Marshalla (4,6 bln dolarów)".

Co ważne, duża częœć tych zysków nie została ponownie zainwestowana, lecz trafiła w formie rent do nielicznej grupki najzamożniejszych beneficjentów systemu. W ten sposób stajemy się œwiadkami społecznego regresu, renty były bowiem podstawš gospodarki œredniowiecznej, w której wypracowany zysk najczęœciej po prostu akumulowano.

Neoliberalizm wykazuje też zadziwiajšce podobieństwo do swojego – jakby się mogło zdawać – przeciwieństwa, którym był merkantylizm. Podobnie jak w XVII i XVIII wieku państwo i prywatny biznes żyjš dziœ w najbardziej rozwiniętych krajach w symbiozie. I podobnie jak wtedy realizujš wspólnie kolonialne interesy. Różnica polega na tym, że wówczas państwa rozwinięte zaciekle ze sobš rywalizowały, uciekajšc się do protekcjonizmu – koniecznego, aby zakumulować œwieżo zgromadzony kapitał. Dziœ współpracujš ze sobš, a kapitału wystarczy, aby zainwestować go w dowolnym zakštku œwiata i, korzystajšc z braku poważnej konkurencji, czerpać zyski.

Strach przed hołotš

Gwałtowna eksploatacja skolonializowanych gospodarek połšczona z ubezwłasnowolnieniem państwa-gospodarza może naturalnie wywołać nieprzewidziane skutki, takie jak rozruchy czy zamach stanu. Dlatego też potrzebni sš miejscowi beneficjenci kolonizacji. To oni będš czerpać częœć zysków z zagranicznych inwestycji, zapewniajšc w zamian spokój społeczny. Kompradorskie elity, bo o nich mowa, stały się nieodzownym elementem globalizacji. Należš do nich nie tylko funkcjonariusze władzy, ale także często media oraz każdy, kto obsługuje zagraniczny kapitał: prawnicy, analitycy finansowi i rozmaici eksperci. Sš oni gwarancjš stabilnoœci w skolonializowanym państwie oraz pełniš funkcję pasa transmisyjnego propagujšcego idee neoliberalne płynšce z centrum.

Idee te nie zawsze majš czysto ekonomiczny charakter, nie zawsze sš to banały o deregulacji czy rentownoœci. Bywa, że niosš ze sobš inny, œciœle ideologiczny przekaz. Otóż neoliberalizm wymaga przebudowy społeczeństwa, tak aby zagwarantować jego stabilnoœć. Stšd bierze się specyficzna definicja demokracji, zgodnie z którš rzšdy większoœci niemal automatycznie oznaczajš tyranię. Strach przed hołotš, która wygrywajšc wybory, może zakłócić stabilnš eksploatację państwa, wymaga uprzywilejowania mniejszoœci – zwykle kompradorskich elit.

Wizja neoliberalnego społeczeństwa zakłada rzšdy prawa jako ostatecznš instancję (większoœć musi być trzymana w ryzach). Ważnym elementem jest tu również społeczeństwo obywatelskie, rozumiane przede wszystkim jako niezależna aktywnoœć obywateli. Co ciekawe, nie przewiduje się owej aktywnoœci w ramach partii politycznych czy zwišzków zawodowych, co od razu skłania do podejrzeń, że chodzi tu wyłšcznie o jałowe skanalizowanie potencjalnych niepokojów społecznych w słabo zorganizowanych doraŸnych grupach, a zatem rzecz dla systemu niegroŸnš.

Społeczny neoliberalizm – o ile można go tak nazwać – jest również wrogiem wszelkiego rodzaju nacjonalizmów. Nieograniczona wymiana handlowa ma łšczyć ludzi i rozbrajać potencjalne konflikty (choć w neoliberalnej praktyce konfliktów, i to krwawych, nie brakuje).

Takš wizję głosi m.in. wspomniany na poczštku George Soros. Rozprowadza jš po całym zglobalizowanym œwiecie dzięki swoim pienišdzom zasilajšcym najrozmaitsze fundacje i uczelnie. I choć beneficjenci jego dotacji nierzadko robiš wiele pożytecznego, to jednak muszš mieć œwiadomoœć, że ich zasadniczym celem jest propagowanie tej właœnie neoliberalnej wizji, której zadaniem jest złamanie społecznego oporu wobec globalizacji.

Aby być sprawiedliwym, należy przyznać, że nie wszystkie aspekty dominacji obcego kapitału sš niekorzystne. Neoliberalny turbokapitalizm ma bowiem dwa oblicza: rozwojowe i antyrozwojowe, choć jedno drugiemu nierówne.

Obecnoœć zagranicznego kapitału na pewno wpływa na kulturę i wydajnoœć pracy oraz stymuluje lepsze wykształcenie pracowników. W Polsce zachodni kapitał rozdeptał wczeœniejszy patologiczny kapitalizm nomenklaturowy, pozbawiajšc tym samym finansowego zaplecza formację postkomunistów, co ostatecznie było jednš z przyczyn jej upadku.

Zgodnie ze wskaŸnikiem Giniego – okreœlajšcym nierównoœć dochodów – w pierwszym okresie napływu obcego kapitału rozpiętoœć między dochodami najlepiej zarabiajšcych i najgorzej opłacanych mieœciła się w Polsce w bezpiecznej normie, co należy odczytywać jako wzrost zamożnoœci całego społeczeństwa.

Jednoczeœnie mieliœmy i mamy do czynienia z zapaœciš na rynku pracy i dramatycznš skalš emigracji w poszukiwaniu zarobku za granicš, zwłaszcza wœród młodych ludzi. Konsekwencje demograficzne tego zjawiska mogš być w przyszłoœci katastrofalne dla gospodarki. Nie uległa też zmianie nasza pozycja jako dostarczyciela siły roboczej i podwykonawcy dla zagranicznych przedsiębiorstw, co skazuje nas na trwałe upoœledzenie w globalnym podziale pracy. Państwo nie jest w stanie skutecznie zapobiec tym negatywnym procesom, tym bardziej że polskim firmom brakuje wystarczajšcych zasobów kapitału, aby konkurować na rynku wysoko rozwiniętych technologii.

Antyrozwojowe oblicze neoliberalizmu jest jednak najbardziej widoczne w krajach rozwijajšcych się, które pod presjš wielkich korporacji zamieniajš się nierzadko w obozy pracy niewolniczej i rezygnujš z jakiejkolwiek kontroli nad obcym kapitałem. Szczególny w tym kontekœcie jest przypadek Iraku, w którym po obaleniu reżimu Saddama Husajna odbudowę gospodarki powierzono amerykańskim firmom. Te nie zatrudniały miejscowej siły roboczej, lecz sięgnęły po tańszych i – być może – lepiej sprawdzonych podwykonawców z innych państw rozwijajšcych się. W rezultacie wielu Irakijczyków sfrustrowanych odsunięciem od udziału w odbudowie państwa zaczęło to państwo zwalczać, zasilajšc rozliczne oddziały partyzanckie. Prawdopodobnie wielu z nich trafiło ostatecznie pod skrzydła Daeszu.

Ucieczka z błędnego koła

W tej inwazji wielkich na mniejszych, bo do tego w istocie sprowadza się neoliberalna „konkurencja", amunicjš jest kapitał. Państwa, z których wywodzš się korporacje, używajš go niczym armii w walce o nowe terytoria. W obliczu takiej przewagi kapitałowej te kraje, które sš położone na peryferiach, okazujš się niemal bezbronne i muszš w końcu ulec najazdowi.

Nawet gdyby jedna czy druga korporacja lub stojšce za niš państwo zdecydowały się wycofać z tej „konkurencji", niczego by to nie zmieniło. Ich miejsce natychmiast zajšłby kto inny. Póki osišganie zysku z eksploatacji cudzych rynków nie generuje poważnych kosztów, póty to błędne koło będzie się cišgle obracało. Paliwem neoliberalnej machiny jest bowiem powszechne ubóstwo. Państwa rozwijajšce się zabiegajš i będš zabiegać o zagraniczne inwestycje, kuszšc kapitał gotowš na każde warunki siłš roboczš, bo jest to dla nich jedyna metoda przetrwania. A to oznacza, że teoretycznie machina może się kręcić wiecznie.

Neoliberalizm jest rodzajem darwinizmu ekonomicznego, który w istocie eliminuje słabe państwa, pozostawiajšc przy życiu i wzmacniajšc te silne. Kryterium, według którego dokonuje się selekcja, jest proste: wielkoœć zasobów kapitałowych. Suwerennoœć ma dzisiaj ustalonš, wysokš cenę.

Będzie tak do czasu, gdy turbokapitalizm w pełni ujawni swojš kryzysowš naturę. Postępujšca monopolizacja, w której globalna gospodarka opierać się będzie na coraz mniejszej liczbie gigantów, doprowadzi w końcu do niestabilnoœci systemu, której konsekwencjš może być ogólnoœwiatowy krach. Chyba że zwolennicy neoliberalizmu – tak jak niegdyœ Jeffrey Sachs czy Paul Krugman – przejrzš na oczy i w porę zatrzymajš się nad przepaœciš.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL