Plus Minus

Musk przekracza granice. Jak Apple

Fotorzepa, Waldemar Kompala
Elon Musk po raz kolejny udowodnił, że jest największym wizjonerem wśród przedsiębiorców i najlepszym przedsiębiorcą wśród wizjonerów.

Nie tylko pobił kilka kolejnych rekordów (start największej rakiety kosmicznej, wynoszącej najcięższy ładunek, i to najmniejszym kosztem, pierwszy kabriolet w kosmosie, symultaniczne pionowe lądowanie na Ziemi dwóch modułów silnika), ale też zaczął pisać nowy rozdział w dziejach podboju kosmosu – otwarcie szlaku na Marsa.

Nic dziwnego, że we wtorek i środę miliony ludzi śledziły start FalconHeavy na monitorach swoich komórek, tabletów, laptopów czy telewizorów. Ale też Musk zadbał o to, by nie tylko dokonać przełomu w podboju kosmosu, ale też wyreżyserować z dużym rozmachem piękny spektakl. Na profilu jego firmy SpaceX pojawiały się najpierw zdjęcia rakiety, która miała wystartować z tego samego miejsca, skąd 50 lat temu startowały na księżyc kolejne statki Apollo. Później kilkadziesiąt ton żelastwa wzbiło się w niebo, osiągając po dwóch minutach prędkość 5 tys. km/h. Gdy główny moduł silnika wrócił na Ziemię, z luku bagażowego w kosmosie wyłonił się piękny czerwony kabriolet marki Tesla, za którego kierownicą siedział ubrany w kosmiczny skafander manekin. Oglądający transmisję mogli zobaczyć napis: „Bez paniki!", który pojawił się na ekranie komputera pokładowego, gdy z głośników rozległy się dźwięki kultowej piosenki Davida Bowiego „Space Oddity". Opowiada ona historię Majora Toma, który wyruszył w podróż w kosmos. Samochód, oznaczony jako „wyprodukowany na Ziemi. Przez ludzi", kilka dni będzie krążyć wokół naszej planety, by dalej ruszyć w kierunku Marsa.

Nic więc dziwnego, że tak wymyślone widowisko przyciągnęło globalną widownię. Wszak podbój kosmosu zawsze działał na wyobraźnię, przez dziesięciolecia napędzając wyścig pomiędzy USA a Związkiem Radzieckim. Podróż na Księżyc była wielkim osiągnięciem nie tylko Amerykanów, ale i całej ludzkości. Nie mogą więc dziwić emocje towarzyszące śmiałym planom Muska.

Tym bardziej że sama jego postać pobudza wyobraźnię. Urodzony w RPA Musk uciekł przed wojskiem do rodziny w Kanadzie, gdzie pracował przy wyrębie lasu. Programować zaczął jako dziesięciolatek, pierwsze pieniądze zarobił na tym dwa lata później. W USA, gdzie przeniósł się na studia, najpierw współtworzył elektroniczny serwis płatniczy PayPal, odkupiony później przez eBay za astronomiczną kwotę. Potem założył firmę SpaceX, która wykorzystała kłopoty NASA i ruszyła w wyścigu o podbój kosmosu. Równocześnie stworzył firmę Tesla (nazwaną tak na cześć genialnego serbskiego wynalazcy), która zajmuje się produkcją elektrycznych i autonomicznych samochodów. Po zamknięciu programu wahadłowców NASA SpaceX odgrywa coraz ważniejszą rolę, otrzymując gigantyczne zlecenie amerykańskiego rządu. Z kolei sprzedawane na zamówienie samochody Tesla budzą w świecie motoryzacji niezwykłe zainteresowanie, podobne do tego, jakie wśród fanów elektroniki wywołują nowe modele smartfonów z jabłuszkiem w logo.

I podobnie jak Apple firmy Muska nie zajmują się tylko zarabianiem, ale mają misję przekraczania granic i zmieniania świata. Niektórzy oskarżają go o to, że robi to wszystko, by zrealizować swoją nienasyconą ambicję. Tyle tylko, że to właśnie tacy ludzie zmieniali świat. Ich pragnienia i ambicje napędzały innych do działania i udawało im się osiągać rzeczy, które wcześniej wydawały się nie do pomyślenia. Dziś potrzeba istnienia takich wyjątkowych osobowości jest jeszcze większa.

PLUS MINUS


Prenumerata sobotniego wydania „Rzeczpospolitej”:


prenumerata.rp.pl/plusminus


tel. 800 12 01 95

Źródło: Plus Minus

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL