Prenumerata 2018 ju˜ż w sprzedża˜y - SPRAWD˜!

Plus Minus

Orwell zmartwychwstał i straszy

Pamiętam z czasów studenckich pewien obóz naukowy sekcji filozofii prawa najstarszego koła naukowego Uniwersytetu Jagiellońskiego.

Był rok 1984, mocno doskwierało wilgotne i goršce lato, więc ciężko się zasiadało do codziennych konwersatoriów w domkach wypoczynkowych z dykty i sklejki. Tym bardziej że nieopodal szumiała rzeka i pachniały rozkwiecone łški Beskidu Wyspowego. A jednak Laskowa '84 była dla mnie i pewnie wielu moich ówczesnych przyjaciół czymœ więcej niż odkryciem intelektualnym. Mam prawo sšdzić, że zasługuje na miano pierwszego ważnego życiowego kryterium, drogowskazu, który wytyczył œcieżki do przyszłoœci.

O czym rozmawialiœmy? Rozstrzygnęła oczywiœcie magiczna, opleciona jakšœ przerażajšcš diabelskoœciš i frapujšca orwellowska data. Ale i czas był niebanalny. Ledwie dwa i pół roku wczeœniej reżim zafundował Polsce stan wojenny. Przez kraj zdšżyły się przewalić kolejne fale ulicznych protestów i manifestacji. Nauczyliœmy się na pamięć zapachu gazu łzawišcego i cierpkiego bólu milicyjnej pałki. Wędrujšc na uczelnie przedzieraliœmy się przez gęste patrole, za każdym razem zmuszani do potwierdzania swojej tożsamoœci. Byłoby to nawet nudne, gdyby nie paniczny strach, że zajrzš do plecaka i coœ znajdš.

U progu wakacji w 1984 roku Orwell wydawał się bliższy niż kiedykolwiek. Opór milionowej Solidarnoœci wyraŸnie gasł. Aktywni byli ci, którzy zeszli do podziemia, ale i o nich wiedziało się niewiele. Opozycyjne struktury dopiero się tworzyły, poligrafia była w powijakach, kwitnšcy samizdat i wigor antykomunistycznego podziemia końca lat 80. był jeszcze pieœniš przyszłoœci. Granice były zamknięte, z radia i telewizji wylewały się strumienie nienawistnej propagandy, ludzie mieli doœć, a władza triumfowała. Dlatego Orwell i jego wizja wydawały się tak namacalne i wszechogarniajšce.

Ktoœ wpadł na pomysł, by przyjrzeć się temu Orwellowi bliżej. Ktoœ inny zasugerował, żeby przeanalizować i poprzednie utopie. Pomysł na temat przewodni obozu naukowego skrystalizował się w sposób naturalny: „Utopie i antyutopie. Œcieżki i bezdroża myœlenia utopijnego". Rzuciliœmy się więc z pasjš na Platona i Morusa, na Campanellę i socjalistów. Ktoœ włšczył do tego katalogu Marksa i Engelsa, ktoœ inny Huxleya. Zwieńczeniem i naturalnym punktem odniesienia wobec absolutu snów filozofów miał być odrażajšcy œwiat orwellowskiej antyutopii.

Pierwsza wspólne refleksja była – choć banalna – całkiem odkrywcza. Po bliższym zapoznaniu się z pomysłami klasyków nikt z nas specjalnie nie zatęsknił za ich realizacjš. Platon i Morus, gdyby wcielić w życie ich pomysły wydawali się równie odrażajšcy jak antyutopiœci. Może więc należało zatrzeć mglistš granicę między utopiš i antyutopiš i przyznać, że w żadnym z przeanalizowanych modeli nie ma przestrzeni na myœlenie wolnoœciowe? Huxley i jego œwiat wydawał się bardziej przyjazny od Orwella, ale czymże by był w swojej istocie, gdyby go obedrzeć z całego opresyjnego instrumentarium kreowania postaw społecznych; identycznoœci, wspólnoœci i mnemotechnik. To taki sam koszmar jak rzeczywistoœć Winstona Smitha.

Intelektualnym deserem po wszystkich tych dyskusjach, prezentacjach i sporach miała być autorska prezentacja najsłynniejszej powieœci Georga Orwella, a zaszczyt ten przypadł mojej osobie. Do dziœ cišży mi powaga, z jakš zabierałem się do tej pracy. Jakieœ podziemne wydanie na złej jakoœci papierze, ołówek i gumka, stos komentarzy i uzupełnień, które sczytywałem godzinami w bibliotece konsulatu USA na Stolarskiej w Krakowie. Przedzieranie się przez gšszcz tekstów literaturoznawców i sowietologów. Na koniec napięcie, z jakim przedstawiałem oblicze orwellowskiego koszmaru profesorom i rówieœnikom pewnego poranka w Laskowej. Myœlę, że poległem wtedy z kretesem. Zbyt trzymałem się próby rekonstrukcji obrazu. Bardziej próbowałem go zobrazować, niż umiałem wycišgnšć wnioski. Dlatego trochę żal mi dziœ skazanych wtedy na dukajšcego prelegenta słuchaczy.

Ale jest i druga lekcja, w pewnej opozycji do pierwszej. Pamiętam otwarte okna domku tego dnia i zaglšdajšce do œrodka promienie słońca. Atmosferę intelektualnej wolnoœci i swobody, z jakš rozmawialiœmy o tym wydumanym œwiecie. W istocie, mimo koszmaru stanu wojennego, mimo pronów i wrony, mimo Sowietów i Breżniewa, nic wokół nie pachniało Orwellem i trudno było tamto intelektualne spotkanie uznać za coœ innego, niż wiwisekcję obsesyjnej wizji autora. Nie wiem, ile trzeba było czasu, bym zrozumiał skale szalbierstwa tej wizji i przestał się bać. Jeœli nie minuty, były to godziny. Nigdy już potem strach nie wrócił. Wręcz odwrotnie, nabrałem odwagi w swoich życiowych wyborach. A potem przyszła wolnoœć, złoty sen Fukuyamy. Coœ się zmienia ostatnio. Mam coraz częœciej wrażenie, że coœ mnie œledzi, kontroluje moje wybory. Zaczynam ostrożniej posługiwać się wyszukiwarkš i telefonem i myœlę, by sobie sprawić koszulkę z nadrukiem Winston Smith. Obsesja to czy dowód przytomnoœci? Sam nie wiem.

ródło: Plus Minus

WIDEO KOMENTARZ

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL