Pjongczang 2018

Cheerleaderki Kima: Śpiewająca broń z północy

Korea United w kobiecym hokeju to wizerunkowy hit tych igrzysk
AFP
Zjednoczona hokejowa drużyna kobieca Korei przegrywa. Cheerleaderki Kim Dzong Una wygrywają wszystko.

Korespondencja z Pjongczangu

W biurach prasowych przypomniano na tablicach ogłoszeń, że środa to walentynki. Znacznie bardziej dosłowni byli organizatorzy, rozdając sportowcom w dwóch wioskach olimpijskich 110 tys. prezerwatyw, policzono, że wyszło po 38 sztuk na osobę.

Pogoda niespecjalnie przejęła się Dniem Zakochanych, nad wybrzeże przyszło ocieplenie i potężna wichura. W Parku Olimpijskim w Gangneung odwołano wszelkie imprezy plenerowe, po wiosce medialnej przeszły małe trąby piaskowe, latały pozostałości budowlane. Przewracały się płoty i bramki kontrolne, tymczasowe biura prasowe w namiotach zamknięto, by dziennikarzom nic nie spadło na głowę albo nad sobą nie zobaczyli gołego nieba.

Zalecenie dla widzów brzmiało: pozostańcie pod stałym dachem. Warto było się z nim zgodzić i pojechać do nowej hali lodowej katolickiego uniwersytetu Kwandong, w której rozgrywane są mecze kobiecego hokeja.

Wydarzeniem dnia było spotkanie zjednoczonej drużyny Korei z Japonią. Mecz miał wiele podtekstów, także politycznych – wiadomo, że pokonać Japonki byłoby czymś więcej, niż tylko zdobyć pierwsze olimpijskie bramki i punkty, ale ten motyw nie był najważniejszy. Ważniejsza wciąż jest symboliczna prezentacja światu jedności Północy i Południa w sporcie, która stała się motywem przewodnim igrzysk.

W praktyce wygląda to tak, że drużyna pod biało-niebieskim sztandarem z wizerunkiem całego Półwyspu Koreańskiego gra raczej mizernie, ale dwie setki dziewcząt z Korei Północnej przysłanych z misją wsparcia na trybunach robią furorę.

Wysłanniczki Kima są ładne, elegancko umalowane, ubrane schludnie w jednakowe, biało-czerwono-niebieskie dresy z flagą narodową na lewej piersi. Włosy skromnie schowane pod czapkami. Zajmują jeden sektor centralny na dole, drugi wysoko pod sufitem z boku. W dłoniach mają flagi zjednoczeniowe, w oczach zapał, na twarzy uśmiech. Siedzą obok siebie, w tych wydzielonych sektorach.

Dziewczęta patrzą na mecz z uwagą, ale tak naprawdę najbardziej wpatrują się w liderkę, która inicjuje układy ruchowe i pieśni. Czy coś wiedzą o hokeju – trudno orzec. Gdy Korea przegrywała z Japonią chwilę przed końcem 1:4, nadal wołały z zapałem: „Wygrajmy! Wygrajmy! Wygrajmy!" – jak przetłumaczyła przybyszowi z Europy lokalna wolontariuszka.

Śpiewają na sygnał, przestają na sygnał. Repertuar ewidentnie ludowy istotnie kontrastuje z zachodnią muzyką puszczaną z głośników podczas przerw. Ktoś tego nie uzgodnił, więc „piękności Kima" albo „śpiewająca broń z północy", jak nazywają je tutejsze media, bez trudu przebijają rytmy Kanye Westa pieśnią o wspólnej ojczyźnie.

Krążek dotknięty przez Koreankę – krzyczą z entuzjazmem. Krążek wybity byle dalej – też. Rozpaczliwa obrona bramkarki – tak samo. Ton ten sam, gesty takie same, powtarzają się z tercji na tercję, ale i tak oczu oderwać nie można. Gol dla Korei – w drugiej tercji: nieco więcej mocy w okrzyku, ale spokojnie, jeden gest i płynie pod dachem kolejna pieśń pod tytułem „Korea jest jedna!", jeśli wierzyć uprzejmej tłumaczce z Południa, jak większość na trybunach, także zauroczonej zbiorową ekspresją młodych dam z Północy.

Cheerleaderki tańczyły i śpiewały do końca, potem schowały chorągiewki i udały się pod ochroną do swych autobusów, zniknęły gdzieś w labiryncie parkingu.

Korea przegrała po raz trzeci (poprzednio po 0:8 z Szwajcarią i Szwecją), zajęła ostatnie miejsce w grupie B, ale ta jedyna bramka też je ucieszyła, bo to pierwszy gol strzelony Japonii, z którą nie tak dawno koreańskie hokeistki przegrały 0:29, teraz tylko 1:4, widać postęp.

Do japońskiej bramki krążek wturlała, raczej szczęśliwie niż planowo, Randi Heesoo Griffin, hokeistka urodzona w USA (ma mamę z Korei), od niedawna obywatelka Korei Płd.

Publiczność nie zwracała uwagi na porażkę, ten jeden gol wystarczył, by długo nie wypuszczać bohaterek z tafli hali Catholic Kwandong University i obsypać je deszczem pluszaków. Serca koreańskich kibiców zostały zdobyte.

Japonki, swoją drogą, wygrały w końcu pierwszy mecz na igrzyskach, próbowały z przerwami od 1998 roku. Obie drużyny mogą zagrać jeszcze raz, bo regulamin przewiduje również spotkania dla przegranych – o miejsca 5-8.

Kto myślał, że hokejowa unia Korei to była łatwa sprawa, nie miał racji. Decyzja o wspólnym starcie z koleżankami z Północy dotarła do ekipy Korei Płd. niecały miesiąc przed igrzyskami.

Trzeba było z nowiutkich strojów odpruwać flagi albo zakrywać stare, naszywać nowe, te biało-niebieskie. MKOl postawił warunek – w każdym meczu z dwunastki, która dojechała od Kima na obóz przygotowawczy, w meczowej grupie 22 zawodniczek musiały być co najmniej trzy dziewczyny z Północy.

Główna trenerka Sarah Murray z Kanady bała się, że tak naprawdę tworzy fałszywy symbol jedności sportowej dla polityków, że wychowane w innych światach hokeistki nie znajdą wspólnego języka, że będą sobie obce na lodzie i poza nim, tym bardziej że po treningach i meczach dziewczyny z KRLD wciąż jeżdżą osobnym busem do osobnego bloku w wiosce.

Obawy okazały się płonne, znajomości zawiązały się szybko, nawet jeśli północnokoreańskie hokeistki nie znały podstawowych określeń angielskich: „strzał", „krążek", „zmiana" i mówią w dialekcie, którego nie rozumie się na Południu. Bywało, że w czasie wspólnych posiłków niektóre dziewczyny rozmawiały na migi.

Sportowo te z Północy też odstają, choć nie tak bardzo, jakby można było sądzić. Nie potrafią jedynie tak szybko jeździć na łyżwach, jak wymaga tego współczesny hokej.

Trenerka Murray dostała parę asystentów z Południa i Północy, tłumaczkę i jakoś dała radę, opracowawszy także podręczny słowniczek niezbędnych wyrażeń dla zjednoczonej drużyny.

W strefie mieszanej po meczu Korea – Japonia znów stanął tłum dziennikarzy. Pytali o przyszłość, pytali o nadzieję, kolejny raz słyszeli, że „razem jesteśmy mocniejsze niż osobno".

Ciekawe, jak długo po igrzyskach będzie się pamiętać niezwykłe cheerleaderki z Północy i drużynę Korea United – w walentynki 2018 roku w Gangneung – najważniejsze postacie igrzysk.

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL