Piłka nożna

Stanisław Terlecki, artysta z lewego skrzydła

EAST NEWS
Stanisław Terlecki był jedną z najbarwniejszych postaci polskiej piłki. Zmarł w czwartek w wieku 62 lat.

Urodził się w Warszawie, mieszkał w Piastowie, chodził do szkoły w Pruszkowie a uczył się grać w piłkę w Młodzieżowym Ośrodku Piłkarskim przy Stadionie Dziesięciolecia, gdzie zajęcia prowadzili dawni zawodnicy Legii: Andrzej Cehelik i Henryk Grzybowski. MOP przekształcił się w klub Stal FSO czyli późniejszy Polonez, mający nieformalne związki z Gwardią. Dlatego Terlecki debiutował w lidze jako zawodnik tego klubu. Kochała go stolica, a kiedy pod koniec kariery włożył koszulkę Legii, kibice ŁKS skandowali: „Stasiu wróć - czeka Łódź". Przejeżdżając niedawno obok jedynej trybuny stadionu ŁKS usłyszałem od kierowcy taksówki, że kiedy już ten stadion powstanie, powinien nosić imię Stanisława Terleckiego. Bo nikt nie dał łódzkim kibicom tyle radości, co on.

Pechowy mecz

Byłby bardziej znany, gdyby wystąpił na mistrzostwach świata. Miał trzy szanse i wszystkie przeszły mu koło nosa. Pierwsza to pech. 29 kwietnia 1978 roku Jacek Gmoch podał skład kadry na mundial w Argentynie. Stanisława Terleckiego oczywiście nie mogło zabraknąć. To Gmoch pierwszy powołał go do reprezentacji. Do debiutu doszło w wygranym 2:0 meczu eliminacyjnym z Portugalią w Porto. Terlecki grał przez 80 minut. Zastąpił go kolega z reprezentacji Polski juniorów Zbigniew Boniek.

Gmoch widział w Terleckim następcę Roberta Gadochy na lewym skrzydle. Był równie szybki, a miał być może nawet lepszy drybling niż napastnik Legii. Ale miał też charakter. Kiedy spytano go czy wzoruje się na Gadosze, Terlecki odpowiedział: „Jaki Gadocha? Mam swój własny styl i nie zamierzam nikogo naśladować".

Wszystko wskazywało, że tak będzie. Grzegorz Lato i Andrzej Szarmach wciąż grali, po trzech latach wrócił Włodzimierz Lubański, Kazimierz Deyna jak zwykle dyrygował, do linii pomocy doszli dwaj młodzi: Zbigniew Boniek i Adam Nawałka. Terlecki był jednym z nich.

Dwie godziny po ogłoszeniu składu kadry na mundial doszło do dramatu. W meczu ligowym ŁKS z Polonią Bytom Terlecki zerwał więzadła boczne w kolanie. Nogę włożono mu w gips. Do wyjazdu na mundial w Argentynie pozostawał miesiąc. Piłkarz wykonywał tytaniczną pracą, nie tracąc nadziei na udział w turnieju. Przez dwadzieścia minut grał w sparingu kadry z Herculesem Alicante. Ktoś w sztabie szkoleniowym, a może lekarskim uznał, że potrzebne są inne próby. Jedną z nich miały być strzały na bramkę z szesnastu metrów piłką lekarską.

Terlecki odmówił i został w domu. Przyjął zaproszenie Tomasza Hopfera do studia Telewizji Polskiej. Komentował mecze Polaków na mundialu. Prezes telewizji Maciej Szczepański zauważył, że Terlecki ma na szyi łańcuszek z krzyżykiem. Kiedy następnym razem piłkarz przyszedł do studia, rozpiął koszulę, aby krzyżyk było lepiej widać. Od tamtej pory go nie zapraszano.

Banda czworga

Druga szansa udziału w mundialu pojawiła się cztery lata później. Tym razem Terlecki padł ofiarą własnego honoru. W noc poprzedzającą wylot na mecz z Maltą kilku zawodników nadużyło alkoholu. Trener Ryszard Kulesza postanowił zostawić w Warszawie bramkarza Józefa Młynarczyka, po którym trudy nocy widać było najbardziej. Ale koledzy się za nim wstawili, a Terlecki zawiózł go na lotnisko swoim samochodem. Zrobiła się z tego tzw. „afera na Okęciu". Niepokornych zawodników (Młynarczyk, Terlecki, Boniek, Żmuda) nazwano „bandą czworga".

Działo się to na przełomie lat 1980/81. Prezesem PZPN był generał Marian Ryba, były prokurator wojskowy, który przeprowadził pokazowy proces. Stronnicy Młynarczyka się pokajali, nowy selekcjoner Antoni Piechniczek Antoni Piechniczek o nich walczył.

Terleckiemu skrucha nie była w głowie, bo uważał, że stając w obronie kolegi nie naruszył norm etyczno-moralnych. Otrzymał rok bezwzględnej dyskwalifikacji. To przekreślało szanse nie tylko na udział w mundialu w Hiszpanii, ale ewentualny transfer do FC Brugge i 1.FC Koeln, które chciały go mieć u siebie. Wyjechał do USA, gdzie dyskwalifikacja nie obowiązywała. W Golden Bay Earthquakes zajął miejsce George'a Besta, a w Cosmosie Nowy Jork Giorgio Chinaglii i grał obok Johana Neeskensa. Był wybierany do jedenastek sezonu w rozgrywkach halowych (MISL) i na otwartych boiskach (NASL). Wystąpił w jednej drużynie z Pele, podczas jego benefisu.

Wspólne łóżko w Queretaro

Kiedy reprezentacja Polski trzeci raz z rzędu awansowała na mundial Terlecki był zawodnikiem Pittsburgh Spirit. W zimie 1985 roku dowiedział się, że kadra wyjechała na mecze w Meksyku, wsiadł więc w samolot i przyleciał do Queretaro. Wieczorem zjawił się w hotelu Casablanca, w którym mieszkała kadra. Poprosił w recepcji o listę gości z Polski i zorientował się, że już prawie nikogo nie zna. Wolnych pokoi nie było. Zapukał więc do mojego, znaliśmy się przecież dobrze od ponad dziesięciu lat.

Spędziliśmy noc w jednym łóżku. Nazajutrz Staszek powiedział Antoniemu Piechniczkowi, że jest gotów przyjeżdżać na każdy mecz reprezentacji za własne pieniądze. Wziął udział w treningu, nie był słabszy od kolegów, a wyróżniał się techniką. Piechniczek miał wątpliwości i ostatecznie się nie zgodził.

Rok później Terlecki wrócił do Polski i jeszcze przez trzy sezony czarował techniką kibiców ŁKS i Legii. Zdobył z nią dwukrotnie Puchar Polski. Wiosną 1989 roku w jedenastce Legii było trzech najzdolniejszych piłkarzy, urodzonych w Warszawie lub najbliższych okolicach: Terlecki, Dariusz Dziekanowski i Roman Kosecki.

Na początku lat dziewięćdziesiątych włożył koszulkę trzeciego największego klubu stolicy - Polonii. Doszło wtedy do sytuacji niecodziennej. 21 listopada 1992 roku, w meczu o mistrzostwo II ligi z Borutą Zgierz 36-letni Stanisław Terlecki wystąpił w jednej drużynie z piętnastoletnim synem Maćkiem. Kilka miesięcy później syn zdobędzie mistrzostwo Europy i zostanie wybrany do najlepszej jedenastki świata juniorów do 17 roku życia.

Nietypowy piłkarz

W czasach, w których piłkarze na pytania dziennikarzy odpowiadali czasami tylko „tak" lub „nie", Staszek Terlecki był wyjątkiem. Koledzy z szatni Gwardii nie mogli się nadziwić, że młody czyta dziwne pisma w rodzaju „Polityki" i „Kultury", a nie „W Służbie Narodu". Studiował historię (ukończył ją na Uniwersytecie Łódzkim jeszcze grając w piłkę, brał udział w studenckich strajkach) i zawsze miał coś niebanalnego do powiedzenia. Już po zakończeniu kariery przypomniał mi jak przed jednym z pierwszych meczów w reprezentacji udzielał wywiadu młodemu dziennikarzowi, pytającemu go o zainteresowania:

„Widzę, że facet traktuje mnie poważnie, więc pomyślałem, że muszę mu poważnie odpowiedzieć. Mówię mu więc: jeśli chodzi o literaturę to właśnie pochłaniam „Ulissesa" Jamesa Joyce'a. Wspaniała, głęboka książka. Pomaga mi kiedy myślę o meczu z Cyprem. Zaś co do innych gatunków sztuki to uważam, że V Symfonia Beethovena owszem, może być, ale wolę liryzm Piotra Czajkowskiego. I wiesz, dziennikarz to wszystko zanotował. Nie zorientował się, że robię z niego wała. Czajkowskiego słuchałem akurat kilka godzin przed wywiadem, był pierwszym kompozytorem, jaki mi przyszedł do głowy" - opowiadał Terlecki.

Kiedy powiedziałem mu, że tym dziennikarzem byłem ja, nie mógł powstrzymać się od śmiechu. Spotykaliśmy się często, zapraszałem go do gry w dziennikarskiej drużynie, a ponieważ mieliśmy ten sam numer stopy, czasami wymienialiśmy się butami. Wiadomo było, że kto ma Staszka w drużynie, ten wygrywa. Ale z czasem to stało się ciężarem, ponieważ on nikomu nie podawał piłki. A kiedy obok miał Maćka to już można było iść do domu. Grali ze sobą.

Sto pomysłów naraz

Staszek Terlecki miał sto pomysłów, z których jeden mu wychodził. Zakładał Towarzystwo Przyjaciół Sportu, handlował lakierami do malowania statków, zamierzał sprowadzać do Polski sprzęt piłkarski firmy Lotto. Miał plan wykupienia Domów Towarowych Centrum. Założył trzyosobową firmę (ze mną i Kazimierzem Górskim), której nigdy nie uaktywnił. Był prezesem Gminnego Ludowego Klubu Sportowego Nadarzyn. Czytał Pismo Święte podczas mszy Jana Pawła II na Placu Zwycięstwa. Bez powodzenia startował w wyborach do sejmu i sejmiku województwa mazowieckiego. Za każdym razem z ramienia innej partii, mimo że do żadnej nie należał.

Bardzo się lubiliśmy, ale z czasem rozmowy z nim stały się trudne. Miał swoje problemy, których nigdy nie nazwał po imieniu. Przesadzał z rozmaitymi używkami. Nie można go było zrozumieć, albo po prostu znikał. Niezwykły, dobry człowiek z zasadami i słabościami.

Stanisław Terlecki (1955 - 2017)

29-krotny reprezentant Polski (1976-80), strzelec 7 bramek.

Zawodnik Stali FSO Warszawa, Gwardii Warszawa (1973-75), ŁKS Łódź (1975-81, 1986-88, 1990), Legii (1988-89), Polonii Warszawa (1991-92), Pittsburg Spirit, New York Cosmos, Golden Bay Earthquakes San Jose, New York Arrows, California Earthquakes, St Luis Storm

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL