Piłka nożna

Jerzy Brzęczek, trener z drugiego szeregu

Jerzy Brzęczek ma 47 lat. W reprezentacji Polski rozegrał 42 mecze (1992–1999), zdobył 4 gole. Był kapitanem drużyny, która w 1992 r. zdobyła srebrny medal olimpijski. Grał w Lechu i Olimpii Poznań, Górniku Zabrze, GKS Katowice, przez ponad 10 lat w klubach austriackich i Maccabi Hajfa. Karierę zakończył w Polonii Bytom. Jako trener prowadził Raków Czestochowa, Lechię Gdańsk, GKS i ostatnio Wisłę Płock.
Fotorzepa/Przemysław Szyszka
Zbigniew Boniek zaskoczył wszystkich: nowym selekcjonerem reprezentacji Polski jest Jerzy Brzęczek.

Prezes PZPN postawił na trenera znad Wisły. Dokładniej: znad Pankówki, dopływu Liswarty, rzeczki przepływającej przez Truskolasy, wieś w powiecie kłobuckim, 25 kilometrów od Częstochowy. To chyba jedyna wieś w Polsce, w której urodzili się i mieszkali dwaj reprezentanci Polski w piłce nożnej. Jerzy Brzęczek przyszedł na świat w roku 1971. Czternaście lat później urodził się jego siostrzeniec – Jakub Błaszczykowski.

Olimpia Truskolasy była dobrym klubem na zrobienie pierwszego kroku. Ale dla zdolnego juniora następnym krokiem był najlepszy klub w okolicy – Raków Częstochowa. Potem już poleciało.

Hubert Kostka, wybitny bramkarz Górnika Zabrze, reprezentacji Polski, a potem trener, powiedział o młodym Brzęczku, że dawno nie widział pomocnika o takiej technice i przeglądzie pola.

Gospodarz klasy

To nie była odosobniona opinia. Brzęczek zadebiutował w ekstraklasie (ówczesnej I lidze) – w barwach Olimpii Poznań – w wieku 18 lat. Naturalnym awansem było przejście do Lecha, a potem do Górnika Zabrze. Był już wtedy wicemistrzem olimpijskim. W reprezentacji prowadzonej przez Janusza Wójcika, składającej się z bardzo zdolnych, ale nie zawsze odpowiedzialnych zawodników, Brzęczek był kapitanem.

Miał obok siebie spokojnych napastników: Andrzeja Juskowiaka i Grzegorza Mielcarskiego, nieodpuszczającego nikomu Piotra Świerczewskiego, Marka Koźmińskiego, któremu w Nowej Hucie nikt nie podskoczył, kulturalnego chłopaka z Gdańska Tomasza Wałdocha, nieprzewidywalnego pod każdym względem na boisku i poza nim Wojciecha Kowalczyka. A Brzęczek, chłopak ze wsi, reprezentował ich i był ważnym ogniwem drużyny, która przegrała dopiero w finale, z Hiszpanią, na jej podwórku, czyli na Camp Nou.

W tym samym – 1992 – roku debiutował w pierwszej reprezentacji Polski meczem z Austrią w Salzburgu, wygranym 4:2. Selekcjonerem był wówczas Andrzej Strejlau, pomagał mu mistrz olimpijski Lesław Ćmikiewicz. Dariusz Wdowczyk żegnał się z drużyną narodową, jej filarami byli Krzysztof Warzycha, Robert Warzycha, Roman Kosecki, Jacek Ziober.

Nominacja od Loewa

Pierwszą bramkę w reprezentacji wbił bramkarzowi Brazylii. W Ribeirao Preto Polska zremisowała 2:2. U nich grali m.in. Roberto Carlos, Rai i Zinho. Rok później Brazylijczycy zostali mistrzami świata.

Brzęczek jest jednym z trzech Polaków, którzy strzelili bramkę w meczu reprezentacji na Wembley. Pierwszym był Jan Domarski (1973), drugim Marek Citko (1996), a trzecim właśnie Brzęczek.

W roku 1999 Anglia po trzech golach Paula Scholesa zwyciężyła 3:1. Honorowy gol Brzęczka był tym bardziej godny podziwu, że trener Wójcik wystawił drużynę składającą się w większości z graczy defensywnych.

Brzęczek żegnał się z kadrą w tym samym roku w Luksemburgu. Rozegrał 42 mecze, strzelił cztery bramki, jednak nigdy nie udało mu się zagrać w mistrzostwach świata lub Europy.

W roku 1995 wyjechał z kraju na 12 lat. Z Górnika kupił go Tirol Innsbruck, który stał się jego drugim domem. Wyjeżdżał z Innsbrucku do LASK Linz, Sturmu Graz, FC Kaernten, prawie dwa lata spędził w Maccabi Hajfa. W każdej z tych drużyn był zawodnikiem pierwszej jedenastki. Kiedy Joachim Loew w roku 2001 został trenerem Tirolu, powierzył Brzęczkowi rolę kapitana.

Opaska kapitańska do niego przylgnęła. Miał w sobie coś takiego, co może trudno w przypadku dwudziestokilkuletniego zawodnika nazwać charyzmą, ale na pewno cieszył się szacunkiem kolegów, w imieniu których walczył na boisku i poza nim, oraz trenerów. Lubili go kibice, widzący, że nigdy nie udawał, nie kalkulował, był autentyczny.

Takie same cechy ma Jakub Błaszczykowski. Kiedy spotkała go tragedia rodzinna – w jednej chwili stracił matkę i ojca – to właśnie Jerzy Brzęczek, jego wujek, dbał wraz z babcią Felicją o jego wychowanie. Widząc, że Kuba ma talent, zaprowadził go do szkółki Górnika, a potem szukał klubu, w którym mógłby grać. Na szczęście trafił na kolegę z boiska Grzegorza Mielcarskiego, który był dyrektorem sportowym Wisły Kraków i nim zobaczył młodego Kubę, uwierzył koledze, że siostrzeniec ma talent.

Legia obyła się smakiem

Jerzy Brzęczek należy do tej kategorii ludzi, o których mówi się, że są „za porządni do piłki". Żadnych afer, sensacji, pchania się na pierwszy plan. – Czy pan sobie wyobraża, że Jurek mógłby reklamować coś poza piłką? – spytał mnie znajomy trener.

Może to się stanie, kiedy reprezentacja zacznie grać w stylu Chorwatów.

Na razie droga trenerska Brzęczka jest typowa i dość krótka. Na początku roku 2010 został trenerem Rakowa i był nim przez prawie pięć lat. Rok spędził w Lechii, gdzie żadnemu trenerowi nie jest łatwo, dwa lata w GKS Katowice. Długo walczył o awans, ale na dwie kolejki przed końcem GKS przegrał na swoim boisku z MKS Kluczbork, tracąc gola w 90. minucie. Brzęczek honorowo podał się do dymisji.

Na nową pracę nie czekał nawet dwóch miesięcy. W lipcu 2017 r., tuż przed startem ekstraklasy został trenerem Wisły Płock. Dość niespodziewanie dla większości kibiców zajął z nią piąte miejsce w lidze. Propozycję pracy złożył mu właściciel Legii Dariusz Mioduski (Wisła wygrała na Łazienkowskiej 2:0). Widział w nim spokojnego trenera, który potrafi zbudować zespół, wie, czego chce, a jednocześnie jest skromnym człowiekiem, niepchającym się na afisz i nieszalejącym przy linii bocznej dla poklasku kibiców. Wisła nie wyraziła zgody i szybko przedłużyła z Brzęczkiem kontrakt. Po propozycji Zbigniewa Bońka zmieniła zdanie.

W książce Małgorzaty Domagalik „Kuba", poświęconej Jakubowi Błaszczykowskiemu, Jerzy Brzęczek tak oceniał szanse Polski na mistrzostwach świata: „Uważam, że ten mundial będzie dla naszej reprezentacji bardzo ciężki. Grupa, którą mamy, jest dla nas bardzo niewygodna, nieprzyjemna, a akurat style tych drużyn (Senegalu, Kolumbii, Japonii – red.) nigdy dla polskiej piłki nie były łatwe. Na pewno czeka chłopaków bardzo duże wyzwanie. Dojście polskiej reprezentacji do strefy medalowej to byłby kosmos. To pokolenie potrzebuje czegoś takiego. I myślę, że oni są świadomi, że to jest dla nich szansa".

Teraz szansę ma on i ciekawe, co z nią zrobi. ©?

Źródło: Rzeczpospolita

REDAKCJA POLECA

NAJNOWSZE Z RP.PL